Haarmann1

Pierwsze odkrycia

Zaraz po zbrodniach dokonanych w czasie Pierwszej Wojny Światowej cały świat wszedł w „wiek przestępstw seksualnych.” Po raz pierwszy tego typu przestępstwa dokonano w Niemczech. Panował tam wszechobecny głód, gospodarka była zżerana przez ogromną inflację. To właśnie Fritz Haarmann, mieszkaniec Hannoveru, został uznany pierwszym seryjnym mordercą na tle seksualnym.

17 maja 1924 roku, dzieci bawiące się w okolicach zamku Herrenhausen znalazły ludzką czaszkę. 29 maja tego samego roku w tej okolicy znaleziono jeszcze jedną czaszkę. Kolejnego makabrycznego odkrycia dokonano 13 czerwca. Nad brzegiem rzeki Leine znaleziono dwie ludzkie czaszki. Po zbadaniu wiadomo było, że pierwsze dwie czaszki były męskie. Mężczyźni byli w wieku między 18 a 20 lat. Ostatnia czaszka należała do chłopca w wieku około 12 lat. We wszystkich przypadkach użyto ostrego narzędzia by oddzielić głowę od reszty ciała. Czaszki pozbawione były jakichkolwiek pozostałości mięsa czy skóry.

Na początku wszyscy sądzili, że ludzkie resztki pochodzą z Instytutu Anatomii w Gottingen. Być może te czaszki wrzucili do rzeki złodzieje okradający groby. Nikt nie potwierdził tych domysłów. Wkrótce dzieci bawiące się nad rzeką wykopały worek pełen ludzkich kości. Władze nie były w stanie utrzymać tego wszystkiego w tajemnicy. Cały czas ginęli młodzi chłopcy, ich liczba w 1923 roku sięgała prawie 600. Mieszkańcy Hannoveru byli przerażeni. Dochodzenie w tej sprawie ujawniło, że większość zaginionych chłopców była w wieku miedzy 14 a 18 lat. Mówiono także, że na rynku pojawiło się ludzkie mięso.

W zielonoświątkową niedzielę 1924 roku większość ludności Hannoveru brała udział w przeszukiwaniu okolic miasta. Szukano ludzkich szczątków. Były to największe poszukiwania jakie dotychczas miały miejsce na terenie Niemiec. Znaleziono mnóstwo ludzkich kości. Na rzece Leine zbudowano tamę. Rzeka była dokładnie badana przez policjantów. Odkrycia były przerażające. Znaleziono ponad 500 części ciała, które należały do minimum 22 osób między 15 a 22 rokiem życia. Mniej więcej połowa z nich była w wodzie od jakiegoś czasu. Niektóre kości były całkiem świeże, miały gładko ucięte krawędzie.

Rozpoczęto przesłuchiwania wszystkich złodziei i dewiantów seksualnych działających na terenie Hannoveru. Głównie dzięki ciężkiej pracy i serii zbiegów okoliczności wytypowano głównego podejrzanego, był nim Friedrich Haarmann. Fritz był już znany policji. Był notowany za nielegalny handel odzieżą i mięsem. Znany był również ze swoich homoseksualnych skłonności. Jego pojawienie się i specyficzne zachowanie zmieniły konwencjonalne spojrzenie na morderstwo i mordercę.

Haarmann był bardzo sympatycznym, prostym człowiekiem o przyjaznym usposobieniu. Był średniego wzrostu i silnej budowie ciała. Miał pełną, okrągłą twarz i radosne spojrzenie. Jego osobowość odpowiadała jego wyglądowi, była zwyczajna. Nosił ładne i zadbane brązowe wąsy. Pierwsze wrażenie nieco się rozmyło gdy tylko detektywi zaczęli dokładniej przyglądać się Fritzowi. Pojawiły się pierwsze przeciwieństwa i kontrasty. Fritz raz był wyrachowany i nieszczery, innym razem był bardzo rozmowny i niezwykle aktywny. Ciągle szukał oznak sympatii i uwagi. Jego delikatne dłonie poruszały się nerwowo, często wyginał i wyłamywał sobie palce.

Podczas gdy ciało Fritza było silne i męskie, jego głos był bardzo kobiecy. Często przypominał „zrzędliwy głos starszej kobiety”. Ciągle było widać jego wielkie zakłopotanie i chęć obrony. Kręcił się na krześle, oblizywał wargi, często mrugał oczami. Haarmann lubił „typowo kobiece” zajęcia, takie jak pieczenie i gotowanie, ale jednocześnie palił bardzo mocne papierosy. Fritz Haarmann, mimo swojego zachowania i wrażenia jakie wywierał na ludziach, był pierwszym niemieckim seryjnym mordercą.

Początki

Haarmann rozpoczął swoją zbrodniczą działalność we wrześniu 1918 roku. W Niemczech panowały wtedy wielki kryzys i wielki głód. 25 września zaginął młody chłopak, Friedel Roth. W domu zostawił list, w którym pisał, że wróci dopiero wtedy gdy jego matka będzie dla niego milsza. Wielu znajomych chłopaka domyślało się, że młody chłopak został uwiedziony przez starszego mężczyznę. Wskazali policjantom dom przy Cellerstrasse. Detektywi zaskoczyli młodego chłopaka w łóżku z Fritzem Haarmannem. Fritz został za to skazany na 9 miesięcy. Nie przeszukano domu. Haarmann później zeznał, ze wtedy w domu, za piecem, leżała zawinięta w gazety głowa młodego chłopca.

Pod koniec 1919 roku, Fritz poznał na dworcu kolejowym w Hannoverze młodego chłopaka, Hansa Gransa. Hans był drobnym złodziejaszkiem, uciekł z domu i utrzymywał się ze sprzedaży używanych ciuchów na swoim stoisku na dworcu. Grans podszedł do Haarmanna i otwarcie zaproponował seks w zamian za pieniądze. Ich znajomość wkrótce bardzo się rozwinęła, Hans nawet zamieszkał u Fritza. Z czasem łączyło ich coś więcej niż tylko spełnianie swoich, często dziwnych, fantazji seksualnych.

Haarmann przebywał w więzieniu od marca do grudnia 1920 roku. W tym czasie jego młody kochanek podróżował po Niemczech. Wrócił na Boże Narodzenie 1920 roku. Od tego czasu mężczyźni żyli razem w spokoju aż do sierpnia 1921 roku. Obaj panowie wśród lokalnej społeczności mieli opinię dobrze ubranych i dobrze wychowanych zamożnych mężczyzn. Nikt nie wiedział, że Fritz i Hans okradali pralnie i zrabowane tam ubranie później sprzedawali.

Na początku 1922 roku obaj panowie przenieśli się  na Neuestrasse nr 8. Była to nieciekawa okolica. Haarmannowi nadal dobrze się powodziło. Nadal sprzedawał skradzione ubrania, dodatkowo dostawał też rentę. Uznano go za inwalidę i wypłacano zasiłek. Dodatkowo Haarmann był informatorem policji. Był w tej roli bezwzględny, nie pominął żadnego przestępstwa o którym wiedział. Co ciekawe, niektóre ze skradzionych ubrań Haarmann po prostu rozdawał, dzięki czemu zyskał sobie miano „darczyńcy dla bezdomnych”. W styczniu 1923 roku Fritz ponownie zaatakował.

Na dworcu w Hannoverze Fritz zatrzymał dwóch młodych chłopców. Przedstawił się jako policjant pracujący w ukryciu. Mniej atrakcyjnego chłopca wypuścił. Bardziej atrakcyjny, Fritz Franke, poszedł z nim do domu. Chłopiec myślał, że policjant chce go przesłuchać na posterunku.
Haarmann zeznał później, że wtedy do domu niespodziewanie wrócił Grans. Zwłoki Fritza Franke leżały jeszcze w pokoju. Wstrząśnięty Grans przez chwilę patrzył pustym wzrokiem na Fritza i zapytał: „Za ile czasu mam wrócić?”

Czas Terroru

Fritz się rozkręcił. W ciągu kolejnych 9 miesięcy zginęło 12 młodych mężczyzn. Prawie zawsze Fritz poznawał swoją ofiarę na dworcu, proponował jej pracę. Często przedstawiał się jako oficer policji. W jednym przypadku Fritz przegryzł tętnicę młodemu chłopcu. Oczywiście morderstwa były powiązane z handlem mięsem. Fritz wycinał co lepsze kawałki i sprzedawał na czarnym rynku. Resztę zwłok wrzucał do rzeki Leine.

Rok później, gdy udostępniono przedmioty znalezione w domu Haarmanna, wiele rzeczy zostało rozpoznane przez rodziny jego ofiar. Wiele osób rozpoznało jego samego. Widzieli jak pojawiał się w różnych miejscach, często z Gransem. Metoda była zawsze podobna: Fritz poznawał młodego chłopca i razem szli do jego domu.

Morderstwa trwały do początku 1924 roku. Jako że ofiarami byli młodzi chłopcy, którzy często uciekli z domu, ich rodziny z pewnym opóźnieniem zgłaszały zaginięcie. W tym czasie ubranie i mięso z zaginionych młodych mężczyzn już krążyły na czarnym rynku w Hannoverze. Tylko w jednym przypadku porcja mięsa trafiła w ręce policji. Kupiec był przekonany, że to ludzkie mięso i zgłosił sprawę. Policyjni detektywi stwierdzili, że to wieprzowina.

14 czerwca 1924 roku zaginął Erich de Vries. Wszystko przebiegało w podobny sposób. Chłopiec poznał na dworcu mężczyznę który zaoferował mu sprzedaż papierosów. Obaj udali się do domu starszego mężczyzny. Do tej pory Fritz zamordował 27 młodych mężczyzn. Dokonał tego w ciągu 16 miesięcy. Prawie dwa zabójstwa w ciągu miesiąca.

W Hannoverze od jakiegoś czas panowało ogromne przerażenie. Policja, mimo bardzo szeroko zakrojonej akcji nie była w stanie złapać mordercy. „Wilkołak” ciągle był na wolności.

Pojmanie

Oczywiście Fritz był jednym z wielu podejrzanych. Miał już w swojej kartotece przestępstwo na tle seksualnym. Policjanci przesłuchiwali go w maju i czerwcu 1924 roku jednak nie znaleziono żadnych konkretnych dowodów przeciwko niemu. W tym czasie media rozpoczęły kampanię informacyjną na temat ofiar mordercy z Hannoveru. Niemieckie społeczeństwo było wstrząśnięte ilością ofiar. Policja zdecydowanie traciła zaufanie.

W końcu ktoś wpadł na pewien pomysł. Dwóch młodych policjantów przyjechało z Berlina do Hannoveru. Mężczyźni mieli udawać, że uciekli z domu i nie wiedzą co ze sobą zrobić. Mieli nadzieję, że złapią mordercę na gorącym uczynku. W tym samym czasie policjanci zauważyli jak Fritz nerwowo dyskutuje z 15-letniem Karlem Frommem. Karl przebywał u Fritza od kilku dni. Haarmann zgłosił policjantom, że chłopiec podróżuje z fałszywymi dokumentami. Na komisariacie Karl oskarżył Fritza o napaść na tle seksualnym. Policjanci skojarzyli fakty i bezzwłocznie aresztowali Haarmanna.

W areszcie Fritz przyznał się, że wyszedł z Karlem z mieszkania tylko dlatego, że narastała w nim chęć zabicia chłopca. Gdyby spędzili jeszcze chwilę w mieszkaniu prawdopodobnie chłopiec straciłby życie. Gdyby to była prawda, okazałoby się że Fritz ma jednak jakieś uczucia i że często prowadził walkę z samym sobą. Równie często te walki przegrywał.

Podczas rewizji jego mieszkania znaleziono bardzo wiele ubrań należących do ofiar. Fritz powiedział, że zajmuje się handlem używanymi ubraniami i to normalne, że trzyma w domu ubrania należące do różnych osób. Stwierdził także, że z niektórymi z tych chłopców utrzymywał stosunki seksualne. Twierdził, że nie wie gdzie obecnie przebywają te dzieciaki, a także skąd jest krew na części z ubrań.

Fritz doskonale wiedział, że bycie homoseksualistą to nie jest powód do dumy. Dzięki temu właśnie tak ciężko było uzyskać jakieś ważne zeznania od rodzin ofiar. Ludzie obawiali się, że społeczeństwo dowie się że ich dzieci uczestniczyły w aktach homoseksualnych.

Odkrycie

Jedną z tych ofiar był Robert Witzel. Zaginął 26 kwietnia 1924 roku. Jego rodzice nieustannie nachodzili policję w tej sprawie. Chłopak widziany był po raz ostatni w cyrku, razem ze swoim przyjacielem, Fritzem Kahlmeyerem. Ojciec Roberta bardzo nalegał na dokładne zbadanie czaszek, które od jakiegoś czasu dość często znajdowali przypadkowi ludzie. Robert miał charakterystyczną szczękę i na tej podstawie jego ojciec chciał dowiedzieć się czy jego syn został zamordowany. Fritz Kahlmeyer zeznał, że obaj chłopcy byli w cyrku. Później, na dworcu kolejowym spotkali policjanta który zabrał ich ze sobą do jego domu. Kahlmeyer niechętnie opowiadał co działo się dalej. Można to zrozumieć, został wykorzystany przez Haarmanna. W domu Haarmanna znaleziono ubrania należące do Roberta. Sam Haarmann nadal odmawiał jakichkolwiek wyjaśnień.

Przełom w sprawie nastąpił dość szybko. Do komisariatu w którym siedzieli rodzice Roberta weszła pewna para. Matka chłopaka spojrzała na wchodzącego mężczyznę i zapytała skąd ma swoją kurtkę. Mężczyzna odpowiedział, że kupił ją od Haarmanna. Kurtka oczywiście należała do Roberta. Co więcej, na metce spodni które miał na sobie mężczyzna było nazwisko Witzel. Kobieta która towarzyszyła mężczyźnie była właścicielką domu w którym wynajmował mieszkanie Haarmann. Oboje przyszli na policję dowiedzieć się czy Haarmann dostaje wojskową emeryturę.

Rozpoczęto kolejne przesłuchania Fritza Haarmanna. Tym razem przedstawiono mu kolejne, silne dowody. Po kilku dniach nieustających pytań Fritz powiedział, że nie może już dłużej tego wytrzymać. Poprosił o spotkanie z dyrektorem i powiedział, że opowie o wszystkim.

Opowieść rozpoczęła się od małej wycieczki po Hannoverze. Fritz zabrał policjantów i detektywów w miejsca w których ukrył ciała. Wokół nich zbierało się coraz więcej ludzi. Część z nich znała Haarmanna z widzenia. Kupowali od niego mięso.

Haarmann zmienił się całkowicie. Był teraz bardzo otwarty. Opowiadał o wszystkim. Współpracował. Wydawało się, że opowiadanie o jego mrocznych fascynacjach sprawia mu wielką ulgę. Był też zadowolony z faktu, że tak długo oszukiwał społeczeństwo.

8 lipca aresztowano Hansa Gransa. Mężczyźni czasem spotykali się na korytarzach posterunku policji. Te przypadkowe spotkania zawsze wyprowadzały Fritza z równowagi. Hans za to przyjmował je bardzo spokojnie. 16 sierpnia Haarmann został wysłany do Gottingen. Został tam poddany badaniom psychiatrycznym. 4 grudnia 194 roku rozpoczął się proces, pierwszy taki proces w historii Niemiec.

Proces

Proces trwał dwa tygodnie. Przysłuchano prawie dwustu świadków. Fritz Haarmann został oskarżony o popełnienie 27 morderstw między wrześniem 1918 a czerwcem 1924 roku.

Oskarżony nalegał by bronić się samemu. Przez cały proces zachowywał się spokojnie, można powiedzieć wzorowo. Ogólnie nie miał uwag co do przebiegu precesu, może poza jedną: według niego na sali rozpraw przebywało zbyt wiele kobiet. Do procesu podchodził na luzie, często go przerywał. Kilka razy pytał sędziego, czemu na sali jest tak wiele kobiet. Niestety nie dało się z tym nic zrobić, nie można było zabronić im wchodzenia do sądu i na rozprawę. Gdy na miejscu dla świadków usiadła jego matka i opowiadała o swoim synu, Haarmann wyglądał na znudzonego i zapytał, czy może zapalić cygaro. Sędzia był wobec niego bardzo pobłażliwy i zgodził się na tą prośbę.

Po kilku dniach proces zaczął go nudzić i zaczął ponaglać sędziego. „Proszę zrobić to szybko. Święta Bożego Narodzenia chciałbym spędzić w Niebie z Matką.”
Wiele sytuacji na sali sądowej bawiło Fritza, prawie ciągle był uśmiechnięty.

Zupełnie inaczej zachowywał się Hans Grans. Został oskarżony o współudział przy dwóch morderstwach. Hans był ponury, nie współpracował. Z tej dwójki to on wyglądał na znacznie bardziej niebezpiecznego. Grans był bardzo skupiony na sobie, bardzo chciał się ze wszystkiego wybronić. Haarmann postanowił się zemścić na Hansie, uważał go za swoją wielką miłość i chciał zabrać go ze sobą do grobu. Fritz oskarżał o morderstwa Hansa. Sędzia uwierzył w te zeznania. Gdy było już pewne, że Hans nie uniknie kary, Fritz uspokoił się i pozwolił by Hans wszystko dalej poprowadził sam.

Najbardziej przerażające były momenty, gdy Haarmann opowiadał o tym jak mordował chłopców.

Nigdy nie chciałem ich skrzywdzić. Wiedziałem też, że jeśli pozwolę im odejść, wcześniej czy później przytrafi mi się coś niedobrego… w pewnym momencie rzucałem się na nich, dusiłem ich i wgryzałem się w jabłko Adama.”

Po morderstwach Haarmann miał ogromne wyrzuty sumienia. Nie mógł znieść widoku martwego ciała, dlatego przykrywał je szmatami. Nie chciał by na niego patrzyły.

Robiłem dwa cięcia na brzuchu, wyciągałem jelita i wkładałem do wiadra. Zbierałem krew, naciskałem na ramiona tak długo aż się łamały. Potem mogłem dostać się do serca, płuc i nerek. Wycinałem je i wkładałem do wiadra. Potem oddzielałem mięso od kości i wkładałem je do szczelnej torby. Całą resztę wyrzucałem do toalety lub do rzeki. Robiłem takie wycieczki pięć czy sześć razy zanim się wszystkiego pozbyłem. Nie znosiłem tego robić, ale nic nie mogłem na to poradzić. To było o wiele silniejsze niż horror związany z cięciem i rąbaniem tych ciał.”

Fritz czaszki i kości rozbijał na małe kawałki i wyrzucał do rzeki lub bagna. Ubrania i mięso sprzedawał potrzebującym.

Kilku chłopców zaginęło, ale Fritz nie przyznawał się do ich zabicia. Patrzył na ich fotografie i mówił, że są zbyt brzydcy by mogli go zainteresować.

Haarmann często mówił, że morderstwa te były dla niego piękne i zmysłowe. Nie chodziło mu tylko o zaspokojenie potrzeb seksualnych. Twierdził, że zabijając kogoś kogo się kocha, ofiarowuje się tej osobie spokój.

Po tych wszystkich morderstwach, bardzo chciałbym zostać umieszczony w zwykłym więzieniu zamiast w zakładzie dla psychicznie chorych. Gdyby Grans naprawdę mnie kochał to by mnie uratował. Uwierzcie mi, nie jestem chory – czasem po prostu mam zabawne ataki. Chciałbym by ścięto mi głowę. To będzie tylko moment, potem osiągnę już tylko spokój.”

Koniec

Gdy proces dobiegał końca, eksperci przedstawili swoje raporty. Wynikało z nich, że Haarmann miał „osobowość patologiczną” ale panował nad swoimi czynami. Nie był niepoczytalny. Fritz i Hans do samego końca przekomarzali się na sali sądowej.

19 grudnia 1924 roku ogłoszono wyroki. Fritz Haarmann został skazany na 24-krotną karę śmierci. Hans Grans również został skazany na karę śmierci.

Fritz tak skomentował ten wyrok: „Chciałbym zostać stracony na rynku. Na nagrobku musi być napis ‚Tu leży masowy morderca, Haarmann’„.

Tym razem sąd nie spełnił prośby Fritza. 15 kwietnia 1925 roku został stracony za murami więzienia w Hannoverze. Grans odwoływał się od wyroku, bezskutecznie.

Ale to jeszcze nie był koniec. Po pewnym czasie pewien mężczyzna znalazł na ulicy list zaadresowany do Alberta Gransa, ojca Hansa. Mężczyzna dostarczył list do adresata. Potem list trafił do sądu. Był to cztery kartki napisane przez Fritza.

W liście Fritz opisywał swoją relację z Hansem i, co ważniejsze, pisał o tym, że Grans był niewinny.

Hans Grans został skazany niesłusznie. To ewidentna wina policji. Ja po prostu chciałem się na nim zemścić… Hans stanął przed obliczem Pana i sprawiedliwości tylko z mojego powodu… Być może Hans Grans wybaczy mi moją zemstę.

W zasadzie nie wiadomo dlaczego Haarmann napisał ten list. Być może rzeczywiście męczyło go poczucie winy, ale równie dobrze mógł chcieć w ten sposób opóźnić swoją egzekucję. Oczywiście wielkim błędem było to, że sąd tak łatwo dał się Fritzowi zmanipulować. Przez to zginąć mógł niewinny młody człowiek. Podobnie jak w innych przypadkach, Fritz Haarmann zabiłby kolejnego młodego mężczyznę, którego kochał. Tym razem jednak fizycznie nie przyłożyłby do tego ręki.

Kilka dni po egzekucji znaleziono kolejny list od Fritza.

Nie zabijecie mnie. Wrócę i będę wśród was po wieczny czas. W końcu sami siebie zabijecie. Powinniście to wiedzieć: Hans Grans był niewinny! I jak? Jak teraz miewa się wasze sumienie?

Gdy odkryto te listy, Hans Grans uniknął śmierci. Spędził w więzieniu 12 lat. Po odbyciu kary nadal mieszkał w Hannoverze, zmarł w 1975 roku.

Lata młodości

Friedrich Heinrich Karl Haarmann był najmłodszym z sześciorga rodzeństwa. Urodził się 25 października 1879 roku. Jego matka miała wtedy 41 lat. Jako najmłodsze dziecko był bardzo rozpieszczany. Matka zdecydowanie częściej namawiała go na zabawy lalkami niż na typowo chłopięce zabawy. Fritz od najmłodszych lat nie dogadywał się z ojcem, nie lubili się. Taka relacja ciągnęła się przez całe życie.

W ogóle rodzice Fritza niezbyt pasowali do siebie. Ojciec Fritza był wiecznie przygnębiony i opryskliwy. Wieczory i noce spędzał głównie w obskurnych barach w centrum Hannoveru. Jego żona była od niego siedem lat starsza, miała kilka domów i spore oszczędności. Dzięki jej majątkowi, ojciec Fritza był ogólnie szanowanym obywatelem miasta. Matka Fritza była prostą kobietą, nie za bardzo zastanawiała się nad ciągłym pijaństwem i uganianiem się za kobietami przez swojego męża. Była matką sześciorga dzieci i te porody bardzo ją wykończyły. Ostatnie dwanaście lat życia przeleżała w łóżku.

Najstarszy brat Fritza, Alfred, był średniej klasy biznesmenem. Był kierownikiem w fabryce, zajmował się też zarządzaniem rodzinnymi finansami. Kolejny brat, Wilhelm, został skazany w młodości za napaści na tle seksualnym. Trzy siostry Fritza wyszły za mąż w młodym wieku. Ich związki jednak nie trwały zbyt długo. Wszystkie trzy miały ciężkie charaktery. Jedna z nich zmarła podczas Wielkiej Wojny (Pierwszej Wojny Światowej). Jedyne dobre stosunki Fritz utrzymywał z matką.

Od najmłodszych lat Fritz miał wiele problemów, kłótni i sprzeczek z ojcem. Ojciec Fritza chciał umieścić go zamkniętym zakładzie dla psychicznie chorych. Z kolei Fritz oskarżał ojca o zamordowanie pewnego kolejarza. Chciał by ojciec spędził resztę życia w więzieniu. Mężczyźni dogadywali się tylko wtedy gdy planowali jakieś wspólne oszustwa.

Fritz nie sprawdził się na terminie u ślusarza i w kwietniu 1885 roku został wysłany do szkoły oficerskiej w Neu Breisach. Nie była to typowa szkoła oficerska, ona raczej dawała podstawowe wykształcenie w tym zawodzie. Fritz okazał się być dobrym uczniem, był wysportowany. Jednak coraz częściej przytrafiały mu się częściowe utraty świadomości i ataki epilepsji. Przez to zniechęcił się do ćwiczeń, uważał że podczas nich doznał udaru słonecznego i stąd te dolegliwości. W listopadzie 1885 zrezygnował z dalszej nauki. Uznał, że go to już nie bawi. Wrócił do domu i zaczął pracować dla swojego ojca.

Fritz był dość leniwym pracownikiem. Bardzo szybko zaczął dojrzewać i zaczęło go to bardzo interesować. Prawie codziennie zaczepiał jakieś dzieci i zawsze były to zaczepkinao tle seksualnym. Z każdym dniem zachowanie Fritza było coraz gorsze. Nie radził sobie z popędem seksualnym. W końcu został przebadany przez lekarzy i w wieku 18 lat skierowano go do zakładu zamkniętego. To właśnie tam młody Fritz został „ukształtowany”. Dużo później mówił: „Powieście mnie, zróbcie ze mną co tylko chcecie, ale nie każcie mi wracać do tamtego zakładu.” Zakład nie był zbyt dobrze pilnowany i po pewnym czasie Fritz uciekł do Szwajcarii.

W wieku 20 lat wrócił do Hannoveru. Udawało mu się panować nad swoimi zachowaniami. Poślubił nawet pewną piękną dziewczynę, Ernę Loewert. Małżeństwo bardzo ucieszyło rodziców Fritza. Mieli nadzieję, że w końcu ich syn stanie się porządnym obywatelem. Po pewnym czasie Fritz zaczął się źle czuć w nowej roli. Gdy tylko nadarzyła się okazja, zostawił swoją ciężarną żonę i zaciągnął się do wojska.

Bardzo spodobało mu się żołnierskie życie. Dobrze sobie radził, posłusznie wypełniał wszystkie rozkazy, miał poczucie solidarności z innymi żołnierzami. Okres ten wspominał później jako najszczęśliwszy w swoim życiu. Po ponad roku, podczas ćwiczeń, przytrafił mu się wypadek. W październiku 1901 roku trafił na cztery miesiące do wojskowego szpitala. Podczas badań w szpitalu odkryto, że Fritz cierpiał na problemy umysłowe i uznano, że nie jest zdolny do dalszej służby. Po raz kolejny Fritz wrócił na łono rodziny.

Po powrocie do domu od razu odżyły konflikty z ojcem. Ojciec po raz kolejny starał się umieścić syna w zakładzie opieki. Po raz kolejny również lekarze uznali, że Fritz nie potrzebuje aż takiej opieki, sam może sobie poradzić w życiu.

Od tej pory Fritz zajmował się głównie włamaniami i drobnymi kradzieżami. W więzieniach i aresztach spędził 1/3 z kolejnych 20 lat życia. W 1914 roku został aresztowany za kradzież w magazynie. Skazano go na 5 lat więzienia. Wyszedł w 1918 roku i od razu zajął się przemytem. Od czasu do czasu też coś ukradł, był również informatorem policji. Dzięki temu policjanci przymykali oczy na jego występki. Jak na człowieka z problemami psychicznymi, Fritz Haarmann był bardzo dobrze zorganizowany w swojej działalności przestępczej. Okazjonalnie również trafiały mu się przestępstwa na tle seksualnym, jednak prawie żadna z jego ofiar nie zgłaszała tych homoseksualnych ataków na policję. Wkrótce Fritz przestał radzić sobie z popędem i pojawiły się pierwsze morderstwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *