Tajemnicze znaleziskoDenke1

 W połowie lat 80-tych, na śmietniku Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu znaleziono całą serię tajemniczych fotografii. Jedno ze zdjęć przedstawiało takie narzędzia jak piła, kilof oraz noże. Jak się później okazało, w sumie ponad tysiąc szklanych przeźroczy zostało wyrzuconych na śmietnik prawdopodobnie podczas remontu Kolegium Medycznego we Wrocławiu. Najprawdopodobniej należały one do Niemieckiego Instytutu Medycyny Sądowej w Breslau (dzisiejszym Wrocławiu) aż do roku 1945, kiedy to miasto powróciło do Polski. Tadeusz Dobosz, mężczyzna, który znalazł wspomniane zdjęcia, wówczas pracownik naukowy, a dzisiaj profesor Zakładu Technik Molekularnych w Katedrze Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, był w stanie opisać większość z tajemniczych fotografii, chociaż kilkanaście z nich nadal pozostaje zagadką. Ogólnie rzecz biorąc przeźrocza okazały się być wizualną dokumentacją kryminalnych spraw z okolic Wrocławia sprzed stu lat.

Pomiędzy tymi fotografiami znajdowały się cztery, na których widniały ludzkie kości, jedna z nich ukazywała stół pełen mięsa, ludzkich kości oraz parę szelek (jak dzisiaj wiemy zrobionych z ludzkiej skóry), na innym zaś zdjęciu widniało jeszcze więcej par szelek, kawałki materiałów, a także stare buty. Te właśnie fotogramy pochodzą z wizji lokalnej przeprowadzonej w domu Karla Denkego już po jego śmierci. Z racji czasu, jaki upłynął od momentu, kiedy popełniał on swoje zbrodnie oraz z powodu braku dostatecznej ilości źródeł na temat tej sprawy, niemożliwe jest opisanie wszystkich szczegółów dotyczących życia tego mordercy. Także fakt, że popełnił on samobójstwo, zanim zdołano go szczegółowo przesłuchać, nie ułatwia opisania jego sylwetki. Jest wiele cytowanych przez rozmaite źródła ciekawostek, których dzisiaj nikt nie może już ze stuprocentową pewnością potwierdzić, ani przypisać jego osobie. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że lokalne władze po jego śmierci, bojąc się spadku popytu na wieprzowinę zrobiły wszystko, aby człowiek ten został zapomniany.

Zapomniany kanibal

 Dolnośląskie Ziębice, noszące do 1945 roku nazwę Münsterberg, były niewielkim i stosunkowo spokojnym miasteczkiem. Do czasu aż na jaw wyszła makabryczna historia „zapomnianego kanibala z Münsterberga”, jak również nazywany jest Denke. Po znalezieniu w jego domu kawałków peklowanego ludzkiego mięsa oraz odkryciu, że sprzedawał owo mięso na wrocławskich i ziębickich targowiskach jako wieprzowinę i cielęcinę, na Dolnym Śląsku i w Niemczech zanotowano gwałtowny spadek sprzedaży mięsa. Również dotychczas dobrze prosperująca fabryka konserw z Ziębic stanęła na skraju bankructwa, gdy zaczęto plotkować, że jej właściciel kupował mięso m.in. od Karla Denkego.

Morderca-kanibal był ostatnią rzeczą, której potrzebowały ówczesne Niemcy. Tym bardziej, że nie był on przecież jedynym w tamtym czasie. 4 grudnia 1924 roku odbył się proces „Rzeźnika z Hanoweru”, Friedricha Haarmanna, który zamordował 50 osób i podobnie jak Denke mięso swoich ofiar sprzedawał na okolicznych targowiskach. Drugim seryjnym zabójcą był skazany na śmierć w 1925 roku Fritz Angerstein, który zabił swoją żonę i siedem innych osób. Dlatego zrozumiałe jest działanie władz, które zrobiły wszystko, aby wyciszyć sprawę Denkego. W wyciszeniu makabrycznej historii z Ziębic pomógł na pewno wykryty kilka tygodni później „wampir z Düsseldorfu”, czyli Peter Kürten. Uznano go za winnego 9 mordów i 7 prób zabójstwa. Wiadomo, że poza zabijaniem pił także krew swoich ofiar. Ścięto go w 1931 roku.

Ojczulek Denke

 Karl Denke urodził się 12 sierpnia 1870 roku prawdopodobnie w Oberkunzendorf (dzisiejsze Kalinowice Górne), chociaż tak naprawdę na potwierdzenie tego nie zachowały się żadne dokumenty. Wiadome jest, że miejscem jego urodzenia była jakaś dolnośląska wioska. Pochodził ze stosunkowo zamożnej rodziny zajmującej się rolnictwem. Był raczej mało inteligentnym dzieckiem, być może nawet lekko opóźnionym w rozwoju. Poza tym był trudny w wychowaniu. Gdy miał 12 lat po raz pierwszy uciekł z domu i wiadomo, że ten pierwszy raz nie był jego ostatnim. Kiedy ukończył szkołę podstawową rozpoczął praktyki u ogrodnika, a mając 25 lat był zmuszony zacząć żyć na własny rachunek, gdyż właśnie wtedy zmarł jego ojciec. Rodzinne gospodarstwo przejął jego starszy brat, a Karl za pieniądze otrzymane w spadku zakupił własny kawałek ziemi. Szybko okazało się, że rolnictwo nie było jego powołaniem, więc sprzedał ziemię i w zamian za to kupił dom na Teichstrasse 10 (dzisiejsza ulica Stawowa). Był to jednopiętrowy budynek, w którym Denke zajmował tylko jedno mieszkanie, a resztę pomieszczeń wynajmował. Na przylegającej do domu ziemi rolnej założył ogródek warzywny, był także właścicielem znajdującej się obok domu szopy. Niestety niekontrolowana inflacja po I wojnie światowej spowodowała, że stracił wszystkie swoje oszczędności. Był zmuszony sprzedać swój dom, chociaż wcale nie wyprowadził się z zamieszkiwanego przez siebie mieszkania.

Karl Denke mieszkańcom Münsterberga dał się poznać jako hojny, opiekuńczy i pobożny mieszkaniec, stąd zyskał sobie przydomek „Ojczulek Denke.” Na pogrzebach ewangelistów nosił krzyż oraz grał na organach podczas mszy. Pomimo, że sam prowadził drobnomieszczańskie życie, chętnie pomagał żebrakom oraz podróżnym oferując im w razie potrzeby schronienie w swoim domu. Wiadomo, że nie pił alkoholu i nie spotykał się z kobietami. Podejrzewano go nawet o skłonności homoseksualne. Był samotnikiem, nie miał bliskich przyjaciół i nie utrzymywał częstych kontaktów z krewnymi. Mimo to był bardzo lubiany i szanowany w miasteczku. Na lokalnym targowisku regularnie sprzedawał szelki, pasy, sznurówki oraz inne dobra produkowane ze skóry. Często także podróżował do dzisiejszego Wrocławia, gdzie od gildii rzeźników uzyskał licencję na sprzedaż peklowanej wieprzowiny bez kości na tamtejszym targowisku. Był to czas kryzysu, więc oferowane przez niego dobra cieszyły się popularnością, a on w ten sposób był w stanie zarobić na godne życie.

Podwójne życie

 Prowadzone przez Denkego podwójne życie zostało odkryte 21 grudnia 1924 roku, kiedy to na posterunek w Münsterberg przybył zakrwawiony mężczyzna, który oskarżył Denkego o próbę zabójstwa. Mężczyzną tym był niejaki Vincenz Olivier, włóczęga, który trafił do domu Denkego chodząc od drzwi do drzwi i żebrając o pieniądze. Według mężczyzny Karl Denke obiecał mu 20 fenigów za napisanie listu do jego brata, na co on chętnie się zgodził. Kiedy Denke podyktował mu słowa „Adolf, ty tłusty bebechu” Olivier roześmiał się i odwrócił głowę, co pozwoliło mu uniknąć ciosu, jaki w tej samej chwili Denke wymierzył mu przy pomocy kilofa. Mężczyźnie ledwo udało się uciec. Policja nie chciała uwierzyć w zeznania nieznajomego włóczęgi, który oskarżał szanowanego mieszkańca tego miasteczka, chociaż badanie lekarskie Oliviera potwierdziło, że mężczyzna doznał głębokiej rany głowy. Denke został doprowadzony na posterunek, gdzie wytłumaczył, że Olivier próbował go okraść, więc on uderzył go w samoobronie. Denke został zatrzymany do wyjaśnienia sprawy, jednak jeszcze tej samej nocy popełnił samobójstwo wieszając się na pętli zrobionej z chustki do nosa.

Makabryczne odkrycie

22 grudnia 1924 roku krewni Denkego wystąpili do władz o wydanie zwłok mężczyzny oraz zezwolenie na jego pochówek, a 24 grudnia policjanci udali się do jego mieszkania w celu zabezpieczenia jego mienia. Nikt nawet nie spodziewał się odkrycia tak brutalnej prawdy o tym na pozór dobrym człowieku. To, co policjanci znaleźli wewnątrz mieszkania było w zasadzie zakładem rzeźniczym, który jak potwierdziły później testy laboratoryjne, pełen był ludzkich szczątków, w tym setek fragmentów kości, wysuszonej i rozciągniętej ludzkiej skóry, kadzi pełnych tłuszczu oraz słoi z peklowanym mięsem. Znajdowała się tam również szafa pełna zakrwawionych ubrań, a także narzędzia „pracy”, włączając w to sprzęt do produkcji mydła. Zabezpieczono również całą stertę dokumentów na różne nazwiska, należących głównie do osób niedawno zwolnionych z więzień lub szpitali, które prawdopodobnie zatrzymały się u oferującego swoją pomoc Denkego z braku innego miejsca, do którego mogłyby się udać. Ogólnie na podstawie wszystkich dowodów zabezpieczonych w mieszkaniu Denkego szacuje się, że ten niezwykle szanowany w lokalnym społeczeństwie obywatel zamordował, rozczłonkował i przetworzył na jedzenie ponad 40 osób na przestrzeni zaledwie 3-4 lat. Jak już wcześniej wspomniano, gdy wyszło na jaw, że Denke sprzedawał ludzkie mięso na targowisku, pomimo okresu świątecznego, w okolicach Wrocławia odnotowano drastyczny spadek sprzedaży wieprzowiny.

Jedyny ocalały dokument

 W celu dokładniejszego przybliżenia tego, co policjanci zobaczyli po przybyciu do domu Denkego możemy się odwołać do jedynego ocalałego dokumentu, który opisuje tamto miejsce i to, co w nim znaleziono. Jest to raport sporządzony w 1926 roku (czyli ponad rok po odkryciu zbrodni Denkego), którego autorem jest Friedrich Pietrusky, ówczesny naczelnik Instytutu Medycyny Sądowej w Breslau. Swój raport zaczyna on w następujący sposób:

„Pierwsze, co zostało odkryte podczas przeszukania w domu Denkego to kości i kawałki mięsa. Mięso było marynowane w roztworze soli w drewnianej beczce. W sumie znajdowało się tam piętnaście kawałków mięsa wraz ze skórą. Dwa kawałki stanowiły dość mocno owłosione piersi. Tors został przecięty przez środek, trzy palce nad pępkiem. Jego poprzeczną granicą był bark. W kawałku stanowiącym fragment brzucha widoczny jest pępek. Pozostałe kawałki należą do bocznych i tylnich części ciała. Największy z nich ma wielkość 40 na 20 centymetrów. Najbardziej ciekawym znaleziskiem jest dobrze oczyszczony odbyt wraz z oboma pośladkami.”

Dalej możemy przeczytać:

„Mięso jest koloru ciemnoczerwonego i nie wydaje się, żeby to ciało straciło dużo krwi. Na plecach widnieje sinawe odbarwienie zakwalifikowane jako plamy pośmiertne, które prowadzi nas do wniosku, że rozczłonkowanie ciała miało miejsce kilka/kilkanaście godzin po śmierci.

Nie ma żadnych dowodów na życiową reakcję ciał na dokonane cięcia, co oznacza, że te nie zostały zadane w czasie, kiedy ofiary jeszcze żyły. Jednakże brakowało części skóry i mięśni z odcinka szyjnego, tak samo jak kończyn (rąk oraz nóg), głowy oraz organów rozrodczych. Nie można było ustalić przyczyny śmierci ani konkretnych obrażeń zadanych ofierze, ani nawet narzędzia zbrodni.

W trzech średniej wielkości słojach wypełnionych kremowym sosem znaleziono ugotowane mięso częściowo pokryte skórą oraz ludzkimi włosami. Mięso było różowe i miękkie. Wszystkie kawałki wydawały się być wycięte z okolic pośladków. Jeden ze słojów był wypełniony tylko do połowy. Denke prawdopodobnie zjadł brakującą porcję tuż przed tym jak został aresztowany.”

Ostatni fragment, mimo że wydaje się całkiem logiczny, nie został w żaden sposób potwierdzony. Policjanci znaleźli trochę ludzkiego mięsa i jedna porcja ze słoja widocznie gdzieś zniknęła, ale nie ma dowodów na to, że to właśnie Denke ją zjadł. Równie prawdopodobne jest, że sprzedał to mięso lub nakarmił nim swoich „gości” (chociaż ten drugi pomysł wydaje się raczej marnowaniem tego jedzenia, bo po co karmić potencjalne ofiary, które same mają zostać „przerobione” na pożywienie). Jednakże Pietrusky zdaje sobie sprawę, że nie można z całą pewnością ustalić kto właściwie jadł to mięso:

Chciałbym zaznaczyć tutaj, że nie istnieją żadne dowody na to, że Denke kiedykolwiek sprzedawał mięso swoich ofiar [wszystkie dowody najwyraźniej zjedzono!]. Jednak wydaje się niemal pewne, że jego goście, czyli włóczędzy byli nim częstowani.”

Jednak to jest tylko i wyłącznie jego założenie. Dlaczego niby Denke miał częstować mięsem gości zamiast sprzedać je na rynku? Poza tym, trzeba zwrócić uwagę na fakt, że Pietrusky pisze swój raport dopiero ponad rok po śmierci Denkego. Legenda o sprzedawaniu ludzkiego mięsa na rynku musiała być powszechna od czasów odkrycia całej sprawy, skoro biegły sądowy poczuł się zobowiązany do odniesienia się do niej. Pietrusky kontynuuje:

W trzecim słoju znaleziono liczne kawałki ludzkiej skóry oraz fragmenty aorty zanurzonej w galaretowatej substancji. Na stole w jego pokoju znajdowała się misa wypełniona bursztynowym tłuszczem, który wydawał się być ludzkim. Testy biologiczne dały słaby, ale pozytywny wynik na obecność ludzkich białek.

W szopie, gdzie znaleziono kawałki mięsa była także beczka pełna kości, które oczyszczono ze ścięgien, mięśni, etc. I które najprawdopodobniej zostały wcześniej ugotowane. Śledztwo początkowo odkryło istnienie sześciu kości przedramienia, co oznaczało, że należały one do przynajmniej trzech osób. Inne ślady znaleziono za szopą. W stawie, który Denke wykopał wiele lat wcześniej znaleziono część nogi, a w pobliskim lesie odkryto części szkieletu. […]

Wszystkie znalezione kości, z kilkoma wyjątkami, były bardzo lekkie, porowate oraz pozbawione tłuszczu.

W miejskim lesie znaleziono także elementy kręgosłupa oraz cztery fragmenty oczyszczonej męskiej miednicy, która z jednej strony nosiła ślady cięcia piłą. Znaleziono tylko jeden fragment kości czaszki. Jest to fragment zatoki skalistej dolnej, wyszczerbiony z przodu. Wygląda na pęknięty i nosi widoczne oznaki cięcia piłą. Ten fragment kości posiada namalowany atramentem krzyżyk.

Jeśli chodzi o wielkość i stan kości możemy wysnuć wniosek, że ofiarą był jeden wyjątkowo silny człowiek, dwie kolejne ofiary były delikatnej struktury kostnej, a inna cierpiała na deformację biodra (coxa vara). […]

Powierzchnie kości są wyszczerbione, jakby były cięte za pomocą jakiegoś tępego narzędzia, na przykład zaokrąglonego ostrza siekiery lub młota. Niektóre z kości noszą widoczne ślady piłowania. Kilka z nich nosi ślady obróbki ostrym narzędziem – najprawdopodobniej siekierą. Podobne ślady znaleziono na połączeniach przegubowych, które prawdopodobnie zostały przecięte nożem.

Opierając się na tych odkryciach możemy powiedzieć, że kości przysłane do analizy należały do przynajmniej ośmiu osób.”

Oczywiście kolejne fragmenty kości miały zostać odkryte dopiero w przyszłości. Ostatnie z nich (włącznie z kośćmi czaszki) zostały znalezione przez polskich mieszkańców domu w późnych latach czterdziestych, tuż po drugiej wojnie światowej.

Dalej możemy przeczytać:

„O wiele więcej powiedziała nam kolekcja zębów zebrana przez Denkego. Otrzymaliśmy liczbę trzystu pięćdziesięciu jeden zębów.

Znaleziono je w mieszku na pieniądze oraz dwóch blaszanych pudełkach z napisami „Pieprz” i „Sól”, a także w trzech papierowych torbach, które służyły do przechowywania pieprzu. Były one częściowo posortowane ze względu na wielkość. Zęby trzonowe znajdowały się w mieszku, podczas gdy inne spoczywały w blaszanych puszkach oraz w papierowej torbie. W innej papierowej torbie znajdowały się zęby należące najwyraźniej do jednej osoby, a w trzeciej torbie znalazły się trzy siekacze ze śladami atrofii – prawdopodobnie pochodzące od starszej osoby. Wszystkie znaleziono zęby, poza sześcioma, były dobrze zachowane. […]

Śledztwo doprowadziło nas do ciekawych wniosków. Szczątki kości należały zdecydowanie do przynajmniej ośmiu ofiar, jednak pozostałe okoliczności sprawy powodują, że możemy uważać, iż liczba ofiar była dużo wyższa. Znalezione uzębienie z pewnością należało do przynajmniej 20 osób. […]

Fakt, że większość ofiar cierpiała na próchnicę pozwala nam myśleć, że liczba ofiar była większa. Trzeba dodać, że ludzie w starszym wieku nie mieli odpowiedniej opieki dentystycznej. Profesor Euler ostrożnie szacuje, że odnalezione zęby należały do co najmniej 25 osób.

Ich wyrywania dokonywano na różne sposoby. Wydaje się, że niektóre z zębów stosunkowo łatwo usunięto, ze względu na starczą atrofię dziąseł ofiar, podczas gdy inne były raczej solidnie zakorzenione i zostały wyrwane przy użyciu siły. […] Niektóre z badanych próbek, w szczególności zęby przedtrzonowe i trzonowe, posiadają ubytki w szkliwie, których ofiary nie mogły nabyć w czasie swojego życia. Na niektórych z nich widać ślady zaciskania narzędziem o bardzo ostrych krawędziach. Wygląd niektórych korzeni zębów zdaje się potwierdzać teorię, że szczęka została wcześniej ugotowana. Pojedyncze zęby były złamane, prawdopodobnie podczas procesu ich wyrywania.”

Dalej czytamy:

„Szczególnie ciekawa jest odpowiedź na temat kwestii wieku ofiar. Z wcześniej wspomnianej listy znamy nazwiska niemal wszystkich ofiar. Nie ma wśród nich ludzi młodych. Są też cztery zęby mądrości pochodzące najprawdopodobniej od tych samych ludzi (lub jednego człowieka), które posiadają cechy charakterystyczne dla zębów pięćdziesięciolatków. Analiza innych zębów wykazała, że przynajmniej cztery piąte ofiar było seniorami. Profesor Euler wywnioskował, że pośród ofiar znajdowała się na pewno jedna osoba, która nie miała więcej niż 16 lat [widocznie ta osoba nie figurowała na wspominanej liście], podczas gdy większość zamordowanych osób miała znacznie więcej niż czterdzieści lat. Dwie osoby miały prawdopodobnie w granicach 20-30 lat, a jedna była pomiędzy trzydziestym a czterdziestym rokiem życia.

Testy nie dały satysfakcjonujących wyników dotyczących płci ofiar ani wykonywanych przez nich zawodów. Z oczywistych powodów nie można też powiedzieć niczego konkretnego o czasie ich śmierci. Natomiast pewne jest to, że część zębów została wyrwana całe lata temu. Proces usuwania  zębów młodszym ofiarom musiało mieć miejsce wiele tygodni wcześniej.

W każdym bądź razie analiza uzębienia wniosła o wiele więcej informacji dotyczących liczby oraz wieku ofiar niż można było wywnioskować ze znalezionych kości, jednak trzeba brać pod uwagę, że kości zostały odzyskane tylko częściowo.” […]”

Kolejna część raportu skupia się na odkryciach, które na początku wydawały się nie mieć nic wspólnego z przekształcaniem ludzkich tkanek. Jednakże dalsze śledztwo odkryło, że Denke eksperymentował z ludzką skórą i mydłem produkowanym na bazie ludzkiego tłuszczu, chociaż używane przez niego metody pozostawały całkowicie prymitywne.

„Pośród szelek znalezionych u Denkego trzy pary zostały zrobione z ludzkiej skóry. Mają one około 6 centymetrów szerokości i 70 centymetrów długości. Skóra nie jest gładka, za to jest wyraźnie naderwana w jednym miejscu. Wydaje się nie być garbowana, a jedynie pozbawiona tkanki podskórnej i wysuszona. W jednym miejscu widać, że Denke wykonał cięcia pod brodawkami sutkowymi, które są nadal widoczne. Cztery z nich są wynikiem zszycia łat z ludzkiej skóry uzyskanej z okolic łonowych. […] Pod mikroskopem widoczne są ślady po wszach. Wszystkie pary szelek noszą ślady użytkowania, a jedne z nich zostały znalezione na samym Denke.

Oprócz szelek Denke z ludzkiej skóry wyrabiał także skórzane rzemienie, które smarował pastą do butów, a ich fragmenty zostały zszyte ze sobą oraz elementami szmat. Wiele ze sznurowadeł zrobiono z ludzkich włosów. Jedna z przysłanych próbek miała jeden centymetr długości, była szaro-biała i, jak wykazała analiza, była zrobiona z włosów czaszkowych. Nie byliśmy w stanie określić z jakich części ciała pochodziły inne próbki.

 Oprócz różnych części garderoby znalezionych w mieszkaniu, było tam również czterdzieści jeden większych i mniejszych tobołków zrobionych ze szmat i powiązanych paskami. Śledztwo nie dało żadnych rezultatów odnośnie tych starych, znoszonych ubrań. […]

Równie dziwna była kolekcja monet Denkego. Składała się ona z okrągłych, płaskich, niewypalonych fragmentów gliny, rozmiarem sięgających od jednego do pięćdziesięciu fenigów, które wygląd prawdziwej monety miały tylko po jednej stronie.

W pokoju Denkego znaleziono także dużą liczbę dowodów tożsamości oraz innych dokumentów należących do kilkunastu różnych osób, jak również księgi rachunkowe z zapisanymi dochodami jakie osiągał z prowadzenia ogrodu, przepracowanymi godzinami, itp. Były prowadzone całkiem czytelnie i dokładnie. Większą uwagę poświęciliśmy luźnym kartkom papieru, na których pojawiają się nazwiska trzydziestu osób. Przed każdym nazwiskiem widnieje data, prawdopodobnie data śmierci danej osoby. Przy numerze 31 jest tylko data. Spis jest prowadzony chronologicznie. Numeracja zaczyna się od cyfry 11. W przypadku kobiet podane jest jedynie imię, a notatki o mężczyznach są o wiele bardziej szczegółowe, z datą urodzenia, miejscem zamieszkania oraz statusem danej osoby. Założenie, że jest to lista ofiar może być poparte faktem, że dokumenty tożsamości znalezione w pokoju Denkego należały do ludzi, których miejsce pobytu nie mogło być w żaden sposób ustalone. Po wyglądzie tych kartek możemy przypuszczać, że lista nie została spisana w ciągu jednego dnia.

Po jednej stronie kartki widnieją inicjały, po których następuje liczba, co najprawdopodobniej wskazuje na wagę danej osoby. Na innym skrawku papieru obok nazwiska widnieje co następuje: ‘martwy, 122, nagi 107, wypatroszony 83’. […]

O narzędziach użytych przy morderstwach oraz rozczłonkowaniu ciał można powiedzieć:

– trzy siekiery

– duża piła do drewna

– piła do drzew

– kilof

– trzy noże

Wszystko to zostało przez nas zabezpieczone, za wyjątkiem siekier oraz piły do drzew, które wysłano do badań na obecność ludzkiej krwi. Wspomniana piła jest dużym narzędziem, którym, jak wskazała analiza pod mikroskopem – cięto także drewno. Wykryto na niej ludzką krew. Jednak przypuszczamy, że Denke używał o wiele lepszych narzędzi, aby odcinać głowy i kości miednicy ofiar. Kilof był użyty przy ostatniej próbie zabójstwa i ludzka krew także się na nim znajduje. Ma on długość 40 centymetrów i jest ostro zakończony. Jeśli chodzi o noże nie byliśmy w stanie zbyt wiele o nich powiedzieć.”

Następnie raport doktora Pietrusky skupia się na informacjach o samym Denke, jednak tych jest raczej mało. Morderca miał reputację dobrego obywatela, chociaż był raczej typem samotnika. Jako dziecko uważano go za głupka. Miał problemy z nauką i nie mówił aż do szóstego roku życia. Nauczyciele uważali go za idiotę i często go karali. „Jest bardzo zawzięty i nie darzy nauczycieli szacunkiem” – pisali o nim.

Jako dorosły traktowany był z pewną dozą podejrzliwości, ale raczej z powodu swojego samotniczego stylu życia i obojętności seksualnej. Mówiono o nim jako o „ani facet ani baba”. Jego rodzina twierdziła, że nigdy nie okazywał strachu lub obrzydzenia, chociaż według nich nie przejawiał też szczególnego zamiłowania do przemocy. Przyjął ich zaproszenie tylko raz, jednak był to pamiętny dzień: jego brat pamiętał, że Karl zjadł wtedy prawie kilogram mięsa. Opisywał go jako obżartucha. Jego dobre maniery, pokorne zachowanie oraz okazjonalna dobroczynność dały mu przydomek Vater Denke – Ojczulek Denke.

Niestety ciężko jest napisać coś konkretnego na temat samej jego osobowości. Wszystko, co o nim wiemy pochodzi z dokumentów lub nielicznych wypowiedzi jego krewnych oraz innych mieszkańców miasta uzyskanych już po jego śmierci (niewątpliwie po szokujących znaleziskach w jego domu ludzie wyrobili sobie o nim stosowne opinie). Jego zbrodnie nie miały motywu seksualnego, a ich przebieg wydawał się raczej racjonalny. Ze wszystkich informacji, jakie mamy możemy wywnioskować, że był bardzo samolubny, niezbyt inteligentny, nie potrafił odróżniać dobra od zła. Prawdopodobnie nie chciał ranić ludzi, jednak jego potrzeba jedzenia była pierwotna. Po serii niepowodzeń w szkole, rolnictwie i biznesie znalazł prosty i efektywny sposób zdobywania pożywienia (i prawdopodobnie też pieniędzy) zabijając włóczęgów, których spotykał na stacji kolejowej. Mógł zdobywać ich zaufanie w całkiem łatwy sposób i zabierać do domu będąc praktycznie niezauważonym (stacja kolejowa znajdowała się blisko jego domu, a w dodatku oba te miejsca znajdowały się na peryferiach miasta).

Pierwszą ofiarą Denkego była prawdopodobnie 25-letnia Emma Sander, która zginęła w roku 1909, jednak to ustalono dopiero 15 lat później po śmierci Denkego.

Zmowa milczenia

Na koniec zadamy jedno konkretne pytanie: w jaki sposób Karl Denke mógł popełniać swoje zbrodnie na przestrzeni co najmniej 15 lat, będąc przy tym kompletnie niezauważonym przez nikogo w całym miasteczku? A przecież było wiele sytuacji wskazujących na to, że w jego mieszkaniu dzieje się coś złego. Jakiś czas przed tym jak Vincenz Oliver uciekł przed jego siekierą, udało się to przynajmniej dwojgu innym mężczyznom (którzy prawdopodobnie nie zgłosili tego na policję). Pewnego razu z mieszkania Denkego wybiegł praktykant, który był cały pokryty krwią. Po tym zdarzeniu nikt więcej o nim nie słyszał, nikt nie zainteresował się jego dalszym losem. Jakiś czas później pewien włóczęga skarżył się sąsiadom Denkego, że został przez niego poproszony o napisanie listu, a niedługo potem poczuł na swojej szyi ucisk łańcucha. Mężczyzna ten był silniejszy od Denkego i udało mu się uciec. Zdarzyły się też inne dziwne sytuacje. Na przykład od sąsiadów Denkego napływały ciągłe skargi o silnym zapachu dochodzącym z jego mieszkania. Sąsiedzi zauważyli także, że miał on zawsze dużo mięsa, nawet w najgorszym okresie inflacji. Jednak myśleli, że było to mięso psów, więc nie poświęcali temu zbyt wiele uwagi, nawet, jeśli zabijanie psów było nielegalne. Nawet wiadra krwi wylewane przez niego na podwórze nie dały im do myślenia. Często w nocy słyszano jak Denke uderza coś młotkiem i piłuje, jednak żaden z sąsiadów nie próbował dociec co to było. W końcu on tylko przygotowywał mięso, które miało być sprzedane na targu następnego dnia.

Co ciekawe, często widziano go jak wychodził w nocy, dźwigając dużych rozmiarów, ciężkie torby, a jakiś czas później wracał z pustymi rękoma. Co robił, co było w torbach, czemu wychodził w nocy? Skąd pochodziły stare ubrania i buty, które sprzedawał? Wydaje się zrozumiałe, że niektórzy sąsiedzi byli w stosunku do niego podejrzliwi, jednak dopóki nikt z miasta nie został ranny, on sam pozostawał bezpieczny.

 

Wiadomo, że Karl Denke został pochowany 31 grudnia 1924 roku w nieoznakowanym grobie na cmentarzu w Ziębicach. Fakt pochowania go w poświęconej ziemi wzbudził oburzenie niektórych mieszkańców. Drewniana szopa stojąca w ogrodzie Denkego została rozebrana po II wojnie światowej przez nowych, polskich właścicieli domu. Jeszcze przez długi czas w ogródku za domem wykopywali oni czaszki oraz ludzkie kości. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *