Claux1

Początek

15 listopada 1994 roku paryska policja aresztowała 22-letniego Nicolasa Claux, podejrzanego o morderstwo Thierry’ego Bissonnier. Zbrodnia ta była jednym z najbardziej brutalnych zabójstw o podtekście homoseksualnym, jakie zdarzyły się w październiku 1994 roku w Paryżu. Prowadzący śledztwo Gilbert Thiel sądził, że wszystkie siedem zabójstw popełnił jeden człowiek, jednak nawet tak doświadczony stróż prawa nie był przygotowany na zeznania Clauxa dotyczące kanibalizmu, sadyzmu, ani żadną rzecz, którą ten zdążył zrobić w swoim dotychczasowym życiu..

Jednak Nicolas powiedział:
Gdy zabrano mnie na przesłuchanie, policja dopiero zaczynała przeszukiwać moje mieszkanie. Znaleźli tam, za moim łóżkiem, broń kalibru 22, którą od razu przesłali do laboratorium. Ale to nie broń ich zaskoczyła. Chciałbym zobaczyć ich miny, kiedy weszli do pokoju. Na półkach leżały fragmenty ludzkich kości i zębów. Z sufitu zwisały kręgosłupy i kości nóg, wyglądające jak groteskowe modele samolotów. Na regale ustawiłem setki najlepszych kaset dotyczących sadyzmu. Można sobie tylko wyobrazić, co panowie funkcjonariusze wtedy myśleli. Na półkach, niedaleko telewizora, stały słoiki z ludzkimi prochami, a w rogu pokoju leżała torba zawierająca kilka par kajdanek, przyrządy chirurgiczne i taśmę samoprzylepną. W lodówce było też kilka torebek krwi skradzionej ze szpitala.

Testy balistyczne i zebrane dowody szybko potwierdziły, że mordercą Thierry’ego Bissonnier’a jest Claux. Przed policją stało jednak trudniejsze zadanie – identyfikacja wszystkich kości, które znaleźli w mieszkaniu Nicolasa.

Claux powiedział:
Trochę się wahałem, zanim wyjawiłem policji skąd są te szczątki. Ciężko było przyznać, że rabowałem groby na kilku gotyckich cmentarzach w Paryżu. Kiedy zapytali po co była ta krew w lodówce, bez zastanowienia odpowiedziałem, że po prostu piłem ją regularnie. Kiedy przez dziesięć miesięcy pracowałem jako asystent w kostnicy, po autopsjach wykrajałem kawałki mięsa z ciał, zanosiłem do domu, gotowałem je i po prostu zjadałem.

Podczas przesłuchiwania Nicolasa zapytano go, dlaczego zabijał, zjadał ciała, pił krew i wykopywał ciała z cmentarzy. Nie odpowiedział. Być może przyczyna tkwi w przeszłości mężczyzny.

Pierwsze obsesje

Nicolas Claux urodził się 22 marca 1972 roku w Kamerunie. Jego ojciec był Francuzem. Pracował w banku i z tego powodu rodzina dość często się przeprowadzała . Gdy Nico miał pięć lat, zamieszkali w Londynnie Dwa lata później osiedlili się w Paryżu, gdzie zostali przez kolejne pięć lat.

O tamtych czasach Nicolas mówi:
Moje dzieciństwo było zupełnie zwyczajne, za wyjątkiem tego, że byłem bardzo zamknięty w sobie i miałem naprawdę niewielu przyjaciół. Byłem jedynakiem, nie miałem się z kim bawić, więc większość czasu spędzałem w swoim pokoju. Moi rodzice byli naprawdę mili i dawali mi wszystko, czego tylko potrzebowałem, ale nie czułem między nami jakiejś szczególnej więzi. Nigdy mnie nie przytulali, nie całowali, tylko wiecznie zostawiali samemu sobie. Właśnie przez to stałem się całkowicie obojętny emocjonalnie, nie umiałem okazywać uczuć. Wtedy też zaczęła się moja fascynacja śmiercią i okultyzmem. Potrafiłem spędzać całe godziny na czytaniu książek o wampirach i wilkołakach. Szczególnie zafascynowało mnie zdjęcie posągu sumeryjskiego demona Pazuzu. Znalazłem je w jednej z książek, które rodzice kupili w Anglii. Ten posąg był dla mnie symbolem czegoś niesamowicie potężnego i starożytnego, czegoś do czego poczułem prawdziwy szacunek. Kilka lat później zobaczyłem ten sam posąg w „Egzorcyście” i moja fascynacja okultyzmem wzrosła jeszcze bardziej.

Gdy Nico miał dziesięć lat, jego dziadek zmarł na raka mózgu. Po tym wydarzeniu rodzice zaczęli się coraz częściej kłócić, a syn miał poczucie, że obwiniają go o przedwczesną śmierć dziadka. To był krytyczny moment w życiu Nicolasa – jego obsesja na punkcie śmierci zaczęła się pogłębiać. Szczególnie zafascynowały go obrzędy pogrzebowe, wskrzeszanie ludzi oraz niesamowita atmosfera kostnic i cmentarzy. W wieku dwunastu lat chłopiec wraz rodzicami na cztery lata przeniósł się do Lisbony (Portugalia). Tam także nie znalazł kolegów, ponieważ nikt nie zdradzał zainteresowania jego hobby. Poczucie samotności Nico przybrało na sile i w końcu zaczął bezwzględnie nienawidzić wszystkich, którzy go otaczali.

Claux wspomina:
Gdy miałem szesnaście lat, przeprowadziliśmy się z powrotem do Paryża, gdzie mieszkałem tylko z ojcem. Pamiętam, że wtedy byłem totalnie zafascynowany cmentarzami – znałem każdą nekropolię w Paryżu jak własną kieszeń. Pomiędzy 1990 a 1993 spędzałem w tych miejscach każdą wolną chwilę. Tak jak botanik studiuje każdą roślinę i kwiat, tak ja studiowałem zardzewiałe zamki i betonowe nagrobki. Najbardziej lubiłem zajmować się mauzoleami. Często zaglądałem przez szpary, żeby zobaczyć co jest w środku. Niektóre z nich ozdobione były obrazami lub pięknymi posągami. To działo się niedługo przed tym, jak zdecydowałem się, zrobić coś, co umożliwiłoby mi zobaczenie z bliska co znajduje się w tych grobowcach.

Nico zdobył narzędzia, dzięki którym mógł otwierać zamki grobowców. Gdy były one zbyt zardzewiałe, po prostu wyłamywał je łomem, a kiedy i to nie skutkowało, wchodził oknem. Pewnego dnia przebywając w jednym z mauzoleów poczuł się jak władca piekieł. Te miejsca były jego królestwem. Często przybywał tam w dzień i zostawał aż do czasu, gdy bramy cmentarza zamykano. Wtedy mógł spokojnie kontynuować swoje eksperymenty.
Odkrywanie królestwa

Po pewnym czasie samo przebywanie na cmentarzach i włamywanie się do grobowców przestało wystarczać Nicolasowi. Jego fantazje ewoluowały i stały się bardziej sadystyczne:

Pewnego dnia obudziłem się ze złowieszczą, ogromną potrzebą wykopania jakiegoś ciała i przynajmniej dotknięcia go. Wziąłem więc ze sobą łom, kombinerki, śrubokręt, kilka czarnych świec, rękawiczki chirurgiczne i plecak. Następnie pojechałem metrem aż na stację Trocadero. Było już prawie południe. Bramy cmentarza były szeroko otwarte, ale nikogo tam nie było, grabarze poszli na lunch. Passy to mały gotycki XIX-wieczny cmentarz z wieloma mauzoleami. Znajduje się pomiędzy dwoma dużymi ulicami, więc ciężko byłoby dostać się tam niepostrzeżenie w nocy, gdy bramy są zamknięte. Ale przecież nikomu nie przeszłoby przez myśl, że istnieje ktoś, kto mógłby rabować groby w samo południe. Od początku wiedziałem, za który się zabiorę. To był mały grobowiec rodziny rosyjskich imigrantów, którzy zginęli w rewolucji w 1917 roku. Już kilka dni temu udało mi się otworzyć tamte drzwi, chociaż później znowu je zamknąłem, aby nikt nie spostrzegł, że były otwierane. Teraz do ich otwarcia potrzebowałem jedynie lekkiego kopniaka. Czułem się jak człowiek chory umysłowo – w mojej głowie zapanował totalny chaos. Wziąłem więc głęboki oddech i zacząłem schodzić prosto do krypty. Nie było tam żadnego innego źródła światła oprócz świec, które wziąłem ze sobą. Musiałem zdjąć ciężkie betonowe wieko z grobu. Przytrzasnęło mi stopę, kiedy upadało na ziemię, ale wcale mnie to nie zraziło do dalszej pracy.

Przez chwilę badałem trumnę. Zrobiono ją z solidnego dębu i zamknięto mocnymi śrubami. Nie wyglądała na bardzo starą, więc w środku spodziewałem się znaleźć niedawno pogrzebane ciało. Najpierw zabrałem się za zdejmowanie śrub, co zajęło mi mniej niż dziesięć minut. Następnie otworzyłem wieko trumny łomem. Wtedy poczułem zapach rozkładającego się ciała. Pachniało jak Thanatyl ? środek do balsamowania zwłok. Wreszcie zobaczyłem ciało. Była to na wpół przegniła stara kobieta, owinięta w białe prześcieradło, na którym znajdowały się brązowe plamy. Jej twarz wyglądała jak pokryta olejem, ale wiedziałem, że to skóra wytworzyła takie związki po śmierci. Odór stał się tak intensywny, że prawie zemdlałem. Próbowałem podnieść jedną stronę prześcieradła, ale było przyklejone do jej zesztywniałego ciała. Zęby wystawały z jej ust, ale oczu już nie miała. Wpatrywałem się w puste oczodoły i poczułem jakbym znajdował się w jakimś wirze. Chwyciłem za śrubokręt i zacząłem dźgać jej brzuch, ramiona, wszystko. Nie pamiętam, co było potem. Wiem tylko, że gdy się obudziłem, moje ręce i ramiona pokrywały jej wnętrzności.

Po tamtym wydarzeniu – splądrowaniu swego pierwszego grobu – Nico kontynuował te praktyki. Sprawiało mu to wielką przyjemność i zajmował się tym aż do aresztowania.

Gdy fantazje stają się rzeczywistością

W wieku 20 lat Nicolas wstąpił do wojska, gdzie nauczył się reperować i czyścić broń. Najpierw go to wciągnęło, jednak po jakimś czasie uznał, że to zbyt nudny styl życia dla niego. Jedynym, co dawało mu satysfakcję były fantazje na temat morderstw, dlatego już po roku służby zrezygnował. Chciał zajmować się czymś związanym ze swoimi zainteresowaniami.

Claux:
W 1993 roku jedyna szkoła w okolicy odmówiła przyjęcia mnie do pracy, więc postarałem się o posadę w paryskim szpitalu Saint Vincent-de-Paul. Był to szpital dla dzieci i jednocześnie najlepsze miejsce, w którym mógłbym mieć do czynienia ze zwłokami. Zostałem asystentem w kostnicy, a moim pierwszym kontaktem z martwym ciałem w tym szpitalu była autopsja dziesięcioletniej dziewczynki. Drugi asystent pokazał mi wtedy jak rozcinać brzuch i po raz pierwszy miałem okazję dotknąć całkiem świeżego trupa. Byłem zafascynowany tym, jak czerwone, a jednocześnie czyste były jego organy.

Jednak Nico nie zagrzał długo miejsca w szpitalu Saint Vincent-de-Paul. Już w grudniu 1993 roku zaczął pracę również jako asystent w kostnicy, tym razem w szpitalu Saint Joseph. Do jego obowiązków należała pomoc w autopsjach, sprzątanie kostnicy oraz przygotowywanie zwłok do zabiegów.

Nico opowiadał:
Większość autopsji wykonywaliśmy my, asystenci. Najpierw robiliśmy na ciele nacięcie w kształcie litery Y, a następnie wycinaliśmy żebra, stawy i otwieraliśmy czaszkę piłą elektryczną. Później patolog robił sekcję poszczególnych organów i wkładał je do pudełka. Po autopsji często zostawałem sam z ciałem, aby je pozszywać, co było moją specjalnością. Wtedy zacząłem zjadać paski mięśni z tych ciał. Właśnie o tym marzyłem przez całe życie. Kiedyś rozmawiałem z pewnym rzeźnikiem, który powiedział mi, że mięso jest lepsze po trzech lub czterech dniach od śmierci. Czasami zabierałem wybrane kawałki mięsa do domu, aby je ugotować, ale szczerze mówiąc bardziej smakowały mi surowe. Duże mięśnie ud i pleców były bardzo dobre, ale piersi mi nie smakowały, ponieważ zazwyczaj pokrywało je dużo tłuszczu. Ludzie często pytają mnie, co sobie pomyślałem, gdy po raz pierwszy urzeczywistniłem moje kanibalistyczne fantazje. Więc żeby być szczerym, pomyślałem wtedy: ‚Wow! Teraz jestem kanibalem! Super!’.

Druga praca Nicolasa w szpitalu Saint Joseph obejmowała również obowiązki pielęgniarza. Jednym z nich było dostarczanie toreb z krwią z pobliskiego banku krwi. Wówczas mężczyzna zaczął kraść pojedyncze torebki. Zabierał je do domu i chował w lodówce. Kiedy krew osiągnęła odpowiednią temperaturę, miksował ją z ludzkimi prochami i pił.

Pierwsza krew

Rankiem 4 października 1994 roku Nico Claux zdecydował, że kolejna z jego fantazji stanie się rzeczywistością. To było dla niego wyjątkowe pragnienie, które pozwoliłoby mu osiągnąć kolejny poziom urzeczywistniania swoich marzeń, zdecydowanie lepszy od rabowania grobów i okaleczania zwłok. Do tej pory czekał na odpowiedni czas, chciał przekroczyć granicę, która może całkowicie odmienić człowieka.
Większość poranka spędził na poszukiwaniu ofiary. Nie miały dla niego znaczenia jej wiek, płeć czy rasa. Nico chciał pozbawić kogoś życia. Późnym popołudniem zdecydował się poszukać szczęścia w Minitel’u (wczesna wersja Internetu), gdzie zaczął rozmawiać z mężczyzną imieniem Thierry o sadomasochizmie, niewolnictwie i homoseksualizmie. Szybko zdecydowali się spotkać i Thierry podał mu swój adres. Jednak Nicolas nie zamierzał uprawiać z nim seksu.

Nicolas mówi:
Wówczas spotkania gejów przez Minitel były dość popularne. Domyśliłem się, że to najłatwiejszy sposób, aby zabić któregoś z nich bez żadnych świadków. Miałem gwarancję pozostania anonimowym, dlatego zdecydowałem się na spotkanie z Thierry’m około południa. Miałem ze sobą broń kaliber 22, którą schowałem pod kurtką. Kiedy dojechałem na miejsce, jednopokojowego apartamentu na strychu, zapukałem do drzwi i podałem Thierry’emu swoje fałszywe imię, którym wcześniej posługiwałem się w Minitel’u. Otworzył i gdy wszedłem do środka, a on jeszcze zamykał drzwi, wyciągnąłem broń. Odwrócił się i zobaczył pistolet wycelowany prosto w jego oko. Po chwili nacisnąłem spust, a on upadł na podłogę, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. To wszystko było bardzo dziwne. Działo się jak w zwolnionym tempie. Zobaczyłem, że krwawi. Rozejrzałem się trochę po jego mieszkaniu. Kiedy wróciłem na miejsce, gdzie leżał, zauważyłem, że dalej się rusza i bardzo głośno oddycha, więc strzeliłem ponownie – w tył głowy. Ciągle żył, więc strzeliłem jeszcze kilka razy, chociaż tak naprawdę myślałem, że pierwszy strzał go zabije. Następnie udałem się do kuchni, gdzie znalazłem ciasteczka, które zjadłem siedząc w rogu pokoju i patrząc na Thierry’ego. Gdy skończyłem, postanowiłem szybko stamtąd uciec i dla pewności strzeliłem mu jeszcze raz w plecy. Na koniec rozbiłem mu jakąś doniczkę na głowie, zamazałem moje odciski palców, zabrałem jego książeczkę czekową, kartę kredytową, portfel, prawo jazdy i budzik.

Ciało Thierry’ego Bissonniera leżało nieodkryte przez trzy kolejne dni, do czasu odwiedzin jego rodziców. Gdy zobaczyli drastyczną scenę, od razu zgłosili to na policję. Okazało się, że mężczyzna pracował w restauracji i czasami dorabiał jako muzyk. Był także zaangażowany w związek ze starszym od siebie mężczyzną.
Jednym z pierwszych funkcjonariuszy policji, którzy dojechali na miejsce zbrodni, był oficer śledczy Gilbert Thiel. Thierry padł ofiarą typowego przestępstwa na tle seksualnym, jakich wiele popełniano w Paryżu każdego roku. Tylko w tym miesiącu było ich.
Podczas autopsji Bissonniera wykazano, że pierwsza kula, wycelowana w oko, zatrzymała się tuż przed mózgiem. Następne podziurawiły głowę Thierry’ego jak sito. Ostatni strzał, oddany w plecy, dotarł do serca i zakończył żywot ofiary. Śledczy zastanawiali się, kto i dlaczego to zrobił.

Dlaczego?

Po śmierci Thierry’ego Bissonniera Nicolas popełnił fatalny błąd. W połowie października poszedł do banku wybrać trochę gotówki korzystając z czeków Bissonniera. Kiedy poproszono go o dowód tożsamości, pokazał prawo jazdy swej ofiary z wklejonym własnym zdjęciem. Oszustwo wykryto dopiero, gdy bankier porównał podpisy na czeku i prawie jazdy. Claux uciekł zanim policja przybyła na miejsce, jednak od tamtego czasu zaczął się za nim pościg.

Claux:
15 listopada 1994 roku aresztowano mnie naprzeciwko kabaretu Moulin Rouge. Policja rozpoznała mnie ze zdjęcia na sfałszowanym prawie jazdy Bissonniera. Wtedy też, kiedy pokazano mi raport balistyczny z sekcji zwłok Thierry’ego, przyznałem się do jego zamordowania. Dalsze śledztwo wykazało, że rabowałem groby na kilku paryskich cmentarzach, kradłem kości i okaleczałem zwłoki. Gdy spytali mnie dlaczego kradłem krew i przechowywałem ją w lodówce, od razu powiedziałem, że po prostu ją piłem. Przyznałem się także do moich niezwykłych nawyków żywieniowych i opowiedziałem o pracy w kostnicy.

Dlaczego zacząłem zabijać? Najpierw mówiłem, że moim głównym motywem były rabunki. Jednak staranne zacieranie śladów wydało im się podejrzane. To musiało być zatem morderstwo z premedytacją. Thierry był homoseksualistą,więc policja myślała najpierw, że zabójstwo ma podłoże seksualne. Ale tak nie było. Ja po prostu szukałem śmierci. Niedługo potem zamknięto mnie w paryskim więzieniu Fleury-Merogis. Jest to miejsce, gdzie przetrzymuje się podejrzanych aż do czasu rozpoczęcia ich rozprawy sądowej. Jednak we Francji zazwyczaj na rozprawę trzeba czekać od trzech do czterech lat, więc z powodu przepełnienia wydłuża się okres czekania na umieszczenie w więzieniu.

Sąd wyznaczył grupę wyspecjalizowanych psychologów i psychiatrów, którzy przez kolejne dwa lata poddawali Nico najróżniejszym testom. Eksperci zdiagnozowali u niego nekrofilię i sadyzm seksualny. W jego psychice nie wykryto jednak żadnych znaczących anomalii, które mogłyby zaburzyć kontrolowanie jego czynów.

Calux wspomina:
W pewnym momencie inspektor Thiel poprosił mnie o przeprowadzenie wizji lokalnej. Odbyła się w mieszkaniu ofiary, gdzie przekazałem moją wersję wydarzeń. Powiedziałem, że pierwszy strzał był zupełnie przypadkowy, ale kiedy padł kontynuowałem strzelanie, dopóki nie zabiłem tego chłopaka. Trzymałem się tej wersji aż do samej rozprawy. Twierdziłem, że moim motywem był rabunek, ale kiedy zrozumiałem, że mogę zmniejszyć odpowiedzialność za swoje czyny, zmieniłem zeznania. Powiedziałem, że dzień przed morderstwem pokłóciłem się z pewnymi homoseksualistami na cmentarzu o terytorium. Według tego wyszukałem w Minitel’u właśnie homoseksualistę, ponieważ chciałem go przestraszyć i się zemścić.

Tłumaczenie Nico częściowo zadowoliło psychiatrów, którzy przyznali mu ograniczoną poczytalność. W grudniu 1996 roku, Gilbert Thiel zdecydował się na zamknięcie wstępnego śledztwa, ponieważ miał już wystarczająco dużo dowodów, aby rozpocząć proces przeciwko Nicolasowi Claux’owi.

Wyrok

Proces Nico rozpoczął się 9 maja 1997 roku w Cour d’Assises w Paryżu. Dziewięcioosobowa ława przysięgłych została wybrana przez głównego sędziego W. Waechter’a. Obrońca Nicolasa, Irene Terrel, zamierzała dowieść niepoczytalności klienta. Plan oskarżyciela polegał na pokazaniu okrutnych zdjęć z miejsca przestępstwa oraz z mieszkania Clauxa.

Nicolas:
Zdjęcia pokazano, ponieważ chciano w ten sposób utworzyć połączenie pomiędzy tym, co zrobiłem a środowiskiem w jakim mieszkałem. Chciano dowieść, że w moim przypadku fantazja miała wpływ na rzeczywistość w jakiej żyłem.

Powództwo twierdziło, że Nico umyślnie zabił Bissonnier’a i że wszystko dokładnie zaplanował. Pokazano także listę przestępstw, które mężczyzna popełnił tuż po morderstwie, czyli m.in. kradzież książeczki czekowej, karty kredytowej, portfela, prawa jazdy i budzika. Następnie przypomniano, że Nico sfałszował prawo jazdy Bissonnier’a i jego podpis. Zbrodnia dokonana na Thierry’m doskonale pasowała do identycznych morderstw popełnionych w Paryżu w 1994 roku. Tak więc wszyscy myśleli, że Nico jest seryjnym mordercą.

Nico:
Prokurator nazwał mnie ‚uzależnionym od śmierci wampirem’. Myślał, że usiłowałem kopiować znanego seryjnego zabójcę Remy’ego R.. Jeden z inspektorów śledczych po prostu uważał, że mimo braku oczywistych dowodów przeciwko mnie, muszę być mordercą, ponieważ mój profil psychologiczny idealnie do tego pasuje. Dodatkowo policja stwierdziła, że często pojawiam się w miejscach, gdzie przebywały przed śmiercią ofiary prawdziwego seryjnego mordercy.

Jednak te rzekome dowody, o których mówi Claux nie wystarczyły, aby oskarżyć go o zamordowanie pozostałych osób. Jednocześnie ciągle do rozstrzygnięcia pozostała sprawa jego niepoczytalności. Niemal każdy z ekspertów, którzy badali go przez ostatnie lata przedstawiał inną diagnozę.
Ławnicy obradowali przez trzy godziny. Nicolas Claux został uznany winnym morderstwa z premedytacją, rozboju z posiadaniem broni oraz profanowania i rabowania grobów. Według wyroku Nico miał spędzić w więzieniu dwanaście lat, zapłacić sądowi 25 tysięcy franków, a rodzinie ofiary 300 tysięcy franków.

Epilog

Pierwsze cztery lata i dwa miesiące aresztu Nico spędził w więzieniu Fleury-Merogis na południu Paryża. W lutym 1999 roku przeniesiono go do Maison Centrale Poissy, leżącego około 15 mil od Paryża, miejsca odosobnienie seryjnych morderców i terrorystów. Podczas swojego pobytu Nico dzielił celę z przynajmniej sześcioma „seryjnymi”.

Claux mówi:
Przez dwa lata uczyłem się programowania komputerów, ale najwięcej czasu spędzałem na siłowni. W 1997 roku zacząłem malować i wtedy zdałem sobie sprawę, że mam do tego wrodzony talent. Należałem także do więziennej ekipy filmowej, gdzie nauczyłem się posługiwać kamerą wideo. Najczęściej filmowaliśmy koncerty, mecze i walki bokserskie.

Ktoś kiedyś zapytał Nicolasa o odczucia, które towarzyszą jedzeniu ludzkiego ciała, na co on odpowiedział: To jest tak jakbyś dotykał twarzy Boga. Czujesz wtedy, że już nie należysz do rasy ludzkiej, że jesteś kimś ponad nią.

W wywiadzie dla Great Falls Tribune Clancy McKenzie, profesor psychologii na uniwersytecie w Waszyngtonie, stwierdził, że kanibalizm jest zachowaniem związanym z wcześniejszym przeżyciem jakiego urazu, często w dzieciństwie i że być może coś takiego wpłynęło na Claux’a.
Po odsiedzeniu zaledwie siedmiu lat i czterech miesięcy z dwunastu, Nicolas Claux został zwolniony z więzienia (22 marca 2002 roku). Od tego czasu zajmuje się malarstwem, tatuowaniem, a także założył w Internecie swoją własną stronę (nicoclaux.free.fr), na której można zobaczyć jego sztukę.

Nico:
Jest jakiś związek pomiędzy sztuką a morderstwem. Obydwie rzeczy są poszukiwaniem estetyzmu. I obie dają mi niesamowicie silne doznania. Sztuka jest powoływaniem do życia, a morderstwo jego zagładą. Może to właśnie dlatego tak wielu morderców w więzieniu zajmuje się sztuką. Może próbują zrekompensować chęć zabijania siłą tworzenia. Kreowanie i destrukcja dokonywane tymi samymi rękoma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *