Dorothea-Puente1

Problemy z kanalizacją

Nad osiedlem w Sacramento unosił się fetor, gęsty jak śmierdząca zgnilizną mgła, odrażająco słodki, a jednocześnie ostry. Wszyscy wiedzieli skąd pochodził – z okolic bladoniebieskiej posiadłości w stylu wiktoriańskim mieszczącej się na ulicy F 1426, gdzie Dorothea Puente wynajmowała pokoje starszym, niedołężnym ludziom. W lecie smród był tak bardzo uciążliwy, że wielu sąsiadów wolało wyłączyć klimatyzację i cierpieć z powodu okropnego upału, niż pozwolić, aby smród przeniknął do ich domów. 59-letnia właścicielka domu zwykła tłumaczyć się sąsiadom „problemami z kanalizacją”. Innym razem o smród obwiniała gnijące pod podłogą szczury lub rybią emulsję, której używała do nawożenia swojego ogródka. Próbowała zamaskować fetor rozrzucając na podwórku całe torby wapna i hektolitry środka wybielającego oraz opryskując salon swojego domu odświeżaczem powietrza o zapachu cytrusów. Jednak niezależnie od tego co robiła, smród nie chciał zniknąć. Wyglądało na to, że przylgnął do jej domu jak jakaś klątwa.

Kiedy ludzie wynajmujący u niej pokoje zaczęli znikać, zaniepokojony pracownik socjalny powiadomił policję, która następnie dokonała makabrycznego odkrycia w postaci siedmiu ciał zakopanych w ogródku. Niedługo potem Puente pojawiła się w sądzie, oskarżona o zamordowanie swoich lokatorów w celu przywłaszczania sobie ich świadczeń socjalnych. Za pieniądze te kupowała, między innymi, ubrania, a nawet zrobiła sobie lifting twarzy.
Jej historia to opowieść o utrzymywaniu pozorów. Dorothea Puente bardzo się starała, aby zawsze nienagannie wyglądać. Możliwe to było dzięki przebytej operacji plastycznej i noszeniu dobrze skrojonych ubrań. Pozowała także na wybitną członkinię społeczeństwa Sacramento, znaną bywalczynię salonów, która dawała pieniądze na cele charytatywne i ściskała dłonie drugorzędnych polityków. Nikt nie podejrzewał, że ta babcia o przyjemnym wyrazie twarzy systematycznie odurzała i zabijała swoich podopiecznych, a następnie zakopywała ich szczątki w ogrodzie, który tak pieczołowicie pielęgnowała. Dzięki doskonałej grze pozorów, udawało jej się unikać kary przez całe lata.

Suszona wołowina

Dwupiętrowy, bladoniebieski dom stał na spokojnej ulicy. Pomimo, że okolica była kiedyś bogatą dzielnicą stolicy stanu (dwa budynki dalej mieściła się poprzednia posiadłość gubernatora), z biegiem czasu podupadła, a wiele domów opuszczono lub zostały z nich już tylko ruiny. Rankiem 11 listopada 1988 roku, oficer wydziału dochodzeniowo-śledczego John Cabrera wraz z kilkoma policjantami odwiedzili dom na ulicy F numer 1426 szukając niejakiego Alvaro „Berta” Montoya, opóźnionego umysłowo lokatora, którego opiekun socjalny zgłosił jako zaginionego. Mężczyźni zapukali do drzwi i zapytali Puente czy mogliby się rozejrzeć po domu. Odpowiedziała: „Proszę bardzo.”

Wnętrze domu pełne było przeróżnych bibelotów, jakie prawdopodobnie można by było znaleźć u każdej starszej pani – miniaturowych wazonów, porcelanowych lalek oraz zrobionych na szydełku serwetek, jednak na pierwszy rzut oka policjanci nie zauważyli nic odbiegającego od normy. Stało się tak dopiero, gdy znaleźli się w ogródku za domem. W południowo-wschodniej części posiadłości ziemia została niedawno przekopana. Mężczyźni wrócili do swoich samochodów po szpadle, które wzięli ze sobą na wszelki wypadek. Zaczęli kopać i szybko znaleźli strzępy ubrań i coś, co przypominało suszoną wołowinę. Kiedy natrafili na coś, co przypominało korzeń drzewa, Cabrera zaczął uderzać i dźgać to swoją łopatą. Przeszkoda nie chciała ustąpić, więc zdecydował się wejść do wykopanego rowu i ubrudzić sobie ręce. Jak później opowiadał: „Objąłem to swoimi ramionami, zaparłem się stopami i zacząłem ciągnąć. Ciągnąłem tak mocno, że w końcu popuściło, a kiedy to wyciągnąłem zobaczyłem kończynę. To była kość… wtedy wyskoczyłem z rowu tak szybko jak tylko potrafiłem.”

Cmentarzysko

Słysząc zamieszanie na zewnątrz, Puente wyszła do ogródka i sama zajrzała do wykopanej dziury. Kiedy Cabrera powiedział jej, że znaleźli ludzkie zwłoki udawała zaszokowaną i z niedowierzaniem uderzyła się dłońmi po twarzy. Mężczyźni zaprzestali kopania, gdy znaleźli but, w którym tkwił fragment stopy. To znalezisko sprawiło, że zdecydowali się powrócić następnego dnia z bardziej odpowiednim sprzętem.

Następnego ranka, w sobotę na terenie posiadłości zjawiły się ekipy sądowych antropologów, urzędników z biura koronera oraz robotników uzbrojonych w ciężki sprzęt. W pierwszej kolejności wykopano zwłoki odnalezione przez policjantów poprzedniego dnia. Jak się okazało były to szczątki drobnej kobiety o siwych włosach, z której pozostał już tylko szkielet. Całą akcję zza wysokiego płotu obserwował tłum gapiów i dziennikarzy. Obecni tam młodzi chłopcy wspinali się na drzewa, aby mieć lepszy widok. Nastroje były dość imprezowe dopóki nie znaleziono kolejnego ciała, które zaniesiono do samochodu koronera. Wtedy tłum się nagle uspokoił.

Kiedy ekipa dokopała się do betonowej płyty i przygotowywała się do kopania pod nią, do oficera Cabrery podeszła Puente, ubrana w jaskrawoczerwony płaszcz, purpurowe pantofelki i z różową parasolką w dłoni. Zapytała czy jest aresztowana, a on odpowiedział jej, że nie jest. Zapytała więc czy może się udać do hotelu Clarion, który leżał kilka budynków dalej, aby napić się filiżankę kawy. Zgodził się i odprowadził ją, trzymając się z daleka od dziennikarzy i ciekawskich obserwatorów. Niedługo po tym, ekipa znalazła pod betonową płytą trzy ciała, a następne z nich zakopane pod altaną w innej części ogródka. Minęły cztery godziny zanim przedstawiciele władz zauważyli, że białowłosa właścicielka domu nie wróciła z hotelu. Tymczasem Dorothea Puente była już setki kilometrów stamtąd.

Ponure żniwa

Ostatecznie makabryczne żniwa zebrane w ogródku Puente wyniosły siedem ofiar. Byli to ludzie, którzy zarejestrowali swój pobyt w jej domu opieki, ale nigdy się z niego nie wyrejestrowali.

Alvaro „Bert” Montoya miał 51 lat. Był schizofrenikiem, który miał zwyczaj kłócić się po hiszpańsku z głosami w swojej głowie i nazywał Puente „mamą”. Znaleziono go pod świeżo posadzonym drzewkiem morelowym w bocznej części ogródka.

Dorothy Miller miała 64 lata. Była amerykanką o indiańskim pochodzeniu i zmagała się z uzależnieniem od alkoholu. Lubiła recytować wiersze o nieszczęśliwej miłości. Znaleziono ją z rękami przyklejonymi taśmą klejącą do klatki piersiowej. Ostatnim razem, gdy widział ją jej opiekun socjalny, siedziała na ganku paląc papierosa.

Benjamin Fink był 55-letnim alkoholikiem. Gdy go znaleziono miał na sobie tylko bokserki w paski. Niedługo przed tym jak zaginął, w kwietniu 1988 roku, Puente powiedziała innemu pensjonariuszowi, że zamierza „zabrać Bena na górę i sprawić, że poczuje się lepiej.”

Betty Palmer, lat 78, znaleziono ubraną w koszulę nocną pod posągiem św. Franciszka z Asyżu, kilka metrów od chodnika położonego z przodu domu. Jej ciału brakowało głowy, rąk i dolnej części nóg.

Leona Carpenter miała także 78 lat. Została zwolniona ze szpitala i oddana pod opiekę Puente w lutym 1987 roku. Zanim zginęła, spędziła kilka tygodni leżąc na sofie w agonii. Pochowano ją niedaleko tylnego ogrodzenia i to właśnie kość jej nogi detektyw Cabrera omyłkowo wziął za korzeń drzewa.

James Gallop, 62-latek, który przeżył atak serca i operację guza mózgu, nie przeżył znajomości z Dorotheą Puente.

Vera Faye Martin miała 64 lata. Kiedy ją odkopano jej zegarek nadal tykał.

Posmak śmierci

Wszystkie zwłoki były w stanie daleko posuniętego rozkładu, a w kilku przypadkach organy wewnętrzne zlepiły się ze sobą, tworząc jedną bryłę. Dla policyjnej protokolantki Joy Underwood zajmowanie się gnijącymi ciałami oraz innymi przedmiotami znalezionymi na miejscu zbrodni okazało się bardzo trudne. Pewnej nocy wysłano ją do kostnicy, aby pomogła technikowi opisać wszystkie zebrane dowody. Później wyznała agencji prasowej, że za każdym razem, gdy zobaczyła w telewizji jakiś reportaż o tamtej sprawie wymiotowała i musiała iść pod prysznic, czując się cały czas brudna. Powiedziała: „Cały czas czuję w ustach posmak śmierci. Mimo, że jestem wegetarianką, nie mogę jeść warzyw uprawianych w ziemi, bo mają na sobie brud, zupełnie jak ludzie wykopani w ogródku Puente.”

Tymczasem Puente rozkoszowała się szampanem za pieniądze należące do zmarłych lokatorów. Kiedy ją aresztowano, jej twarz nadal była nienaturalnie sztywna po przebytym liftingu, a w jej pokoju detektywi znaleźli butelki drogich perfum oraz jedwabne sukienki. Stopniowo wychodziły na jaw wszystkie szczegóły dotyczące okoliczności popełnionych zbrodni. Puente wynajmowała pierwsze piętro swojej wiktoriańskiej posiadłości podeszłym wiekiem alkoholikom, natomiast drugie piętro traktowała jako swoją prywatną kwaterę. Przeszukanie domu dało rezultat w postaci notatnika, w którym Puente zapisywała inicjały każdej z ofiar oraz kwotę, jaką pozyskiwała z ich świadczeń oraz czeków z opieki społecznej. Dzięki zmarłym mieszkańcom pensjonatu zarabiała 5 tysięcy dolarów miesięcznie. Aż do czasu, gdy ją aresztowano.

Wszystko pod kontrolą

Z tego, co wiadomo, Puente była bardzo uporządkowana. Lokatorzy płacili jej po 350 dolarów miesięcznie. Była to cena za pokój oraz dwa gorące posiłki dziennie: śniadanie podawane o 6:30 rano oraz obiad o 15:30. Puente była dobrą kucharką. Przygotowywała sycące śniadania składające się z naleśników, bekonu i jajek. Jednak, jeśli któryś z mieszkańców domu nie przyszedł na posiłek, pozostawał głodny. Nikomu nie było wolno wchodzić do kuchni w czasie innym niż podczas wydawania posiłków. Nie mogli również korzystać z telefonu ani poczty, a jeżeli złamali ten zakaz byli surowo karani przez Puente. Poza tym, podczas gdy ona sama miała u siebie na górze dobrze wyposażony barek, picie alkoholu przez pensjonariuszy było surowo wzbronione. Wieczorami robiła wypady do obskurnych spelunek, gdzie niepostrzeżenie przysiadała się do samotnych mężczyzn, zaopatrywała ich w drinki i wypytywała o ich warunki finansowe. Jeśli wydawali jej się wystarczająco majętni, zapraszała ich do wprowadzenia się do swojego domu. Jak wyznał 67-letni John Terry, stały bywalec knajpy Harry’ego: „Wypytywała mnie skąd miałem pieniądze i gdzie pracowałem. Prawie za każdym razem, gdy mnie widziała, proponowała mi, żebym się do niej wprowadził.” Terry każdorazowo odmawiał i dzięki temu udało mu się przeżyć.

Wrażliwa strona

W wywiadach prasowych ludzie podawali sprzeczne opinie na temat osobowości Puente. Na przykład John Sharp (64 lata), emerytowany kucharz, który mieszkał w pensjonacie przez 11 miesięcy zanim policja zamknęła tamto miejsce, powiedział dziennikarzom, że Puente miała wrażliwą stronę osobowości – dokarmiała bezdomne koty, dawała pensjonariuszom ubrania i papierosy, a nawet kupiła pewnemu niepełnosprawnemu lokatorowi rower trójkołowy, aby mógł sprawniej się przemieszczać.

Media szalały w pogoni za informacjami, chciały mieć cokolwiek, co dotyczyło sprawy Puente. Kiedy sąsiedzi powiedzieli reporterom, że Puente w czasie świąt Bożego Narodzenia rozdawała tamale (meksykańskie danie), „National Enquirer” chciał wiedzieć, czy mięso w tym daniu miało może dziwny smak. „The LA Times” odnalazło Patty Casey, 54-letnią kierowcę taksówki, która często woziła Puente po mieście, a w końcu została jej przyjaciółką, więc też regularnie odwiedzała ją w jej domu. Casey powiedziała gazecie, że woziła Puente na drobne zakupy kilka razy w tygodniu, najczęściej, aby kupić cement, rośliny lub nawóz, albo też wysadzała ją przy różnych barach na przedmieściach Sacramento. Puente zwierzała się jej, mówiąc, że tak naprawdę ma 71, a nie 59 lat oraz opowiadała o swoich czterech nieudanych małżeństwach, a także o ostatnim liftingu twarzy. Casey powiedziała gazecie: „Wydawało mi się, że była miłą osobą. Naprawdę była dla mnie przykładem, podziwiałam ją. Czułam, że mogłam się czegoś od niej nauczyć. Uważałam, że była bardzo mądra.” Kiedy Casey zwróciła uwagę na nieprzyjemny zapach otaczający jej dom, Puente powiedziała, że pochodzi od martwych szczurów gnijących pod klepkami podłogowymi.

Policja przesłuchała także poprzednich mieszkańców pensjonatu i odkryła kilka jej typowych zachowań. Na przykład, kilka razy, zanim jakiś mieszkaniec domu zniknął, Puente mówiła komuś, że ten i ten nie czuje się dobrze i, że zabiera jego/ją „na górę, aby poczuł się lepiej.” Co więcej, zawsze miała usprawiedliwienia na temat ich zniknięć: a to pewien lokator stał się uciążliwy i „mówił jej jak ma prowadzić dom”, więc spakowała jego rzeczy do kartonów w środku nocy i wyrzuciła go na ulicę, a inny nagle odszedł, aby zamieszkać z krewnymi.

Życie przestępcy

Pod przykrywką życzliwej babci czaiła się dożywotnia przestępczyni, a dziennikarze skrupulatnie wyśledzili historię życia Puente, ułożyli ją w całość i opublikowali.

Urodziła się 9 stycznia 1929 roku w Redlands, w Kalifornii, jako Dorothea Helen Gray. Pomimo, że twierdziła, iż jest najmłodszym z osiemnaściorga rodzeństwa, jej akt urodzenia wskazywał, że była szóstym dzieckiem swojej matki. Jej dzieciństwo nie należało do szczęśliwych. Jej ojciec zmarł na gruźlicę, gdy sama miała 8 lat, a rok później jej matka zginęła w wypadku motocyklowym. Jej krewni potwierdzili, że dzieci Grayów zostały oddane pod opiekę różnym rodzinom i zgodnie z danymi spisu ludności mając 13 lat mieszkała w Napa. Gdy miała 16 lat uczyła się w Los Angeles, ale mniej niż rok później przeprowadziła się do Olympii w stanie Waszyngton, gdzie nadała sobie imię „Sheri” i pracowała w barze mlecznym. Wtedy poznała Freda McFaula, 22-letniego żołnierza, który jesienią 1945 roku wrócił z wojny na Filipinach. Mieszkała z koleżanką w pokoju motelowym dorabiając jako prostytutka. McFaul powiedział o niej: „Była ładną kobietą. Wiedziała jak zarobić pieniądze kiedy ich potrzebowała.” Para wzięła ślub kilka miesięcy później w Reno, a 16-letnia wówczas Puente powiedziała, że ma 30 lat i podała się za „Sherriale A. Riscile”, tak przynajmniej zapisano w akcie małżeństwa. McFaul szybko zdał sobie sprawę, że Puente była nałogowym kłamcą. Nie tylko uwielbiała przyozdabiać swoje ciało drogimi ubraniami – jedwabnymi pończochami i zalotnymi sukienkami – ale także kochała upiększać swoje pochodzenie. Kiedy była młoda kłamała, aby wydać się bardziej interesująca, ale ten nawyk został jej na całe życie. Twierdziła, że dane jej było przeżyć Bataański Marsz Śmierci podczas drugiej wojny światowej (kiedy miała 13 lat) oraz zbombardowanie Hiroszimy. Jak mówiła ludziom, była siostrą ambasadora Szwecji oraz przyjaciółką Rity Hayworth. McFaul i Puente kupili dom w Gardnerville w stanie Nevada i mieli dwie córki. Niedługo po narodzinach drugiej córki Puente wyjechała do Los Angeles. Kilka miesięcy później zaszła w kolejną ciążę, Którą poroniła, a wtedy McFaul ją zostawił. Obie córki zostały wychowane przez innych ludzi – jedna przez matkę McFaula, a druga została adoptowana przez obcych.

Łatwe pieniądze

Łatwe pieniądze, jakie zarabiała na prostytucji stały się powodem przyzwyczajenia do życia w luksusie. W 1948 roku ukradła swojej znajomej czeki, aby kupić kapelusz, torebkę, buty oraz rajstopy. Skazano ją wówczas za fałszerstwo, odsiedziała cztery lata w więzieniu, a będąc na zwolnieniu warunkowym uciekła z miasta. W 1952 roku poślubiła swojego drugiego męża, którym był Axel Johansson. Johansson był morskim kupcem, a kiedy wracał do domu po długich okresach nieobecności, czasami znajdował u swojej żony innych mężczyzn. Sąsiedzi skarżyli się na ciągle podjeżdżające w nocy taksówki, które przywoziły różnych mężczyzn. Para się kłóciła, rozstawała, godziła, znowu rozstawała i była ze sobą jeszcze przez 14 lat. W 1960 roku skazano ją za urzędowanie w burdelu w Sacramento. Powiedziała władzom, że tylko odwiedzała koleżankę i nie wiedziała, że to był dom publiczny. W 1968 roku 39-letnia Puente otworzyła dom opieki dla alkoholików pod nazwą „Samarytanie” i poślubiła 21-letniego Roberta Jose Puente. Para ciągle się kłóciła, a małżeństwo skończyło się rok później, tak jak i samarytańskie przedsięwzięcie, a ona sama skończyła z długiem rzędu 10 tysięcy dolarów. Niedługo potem przeprowadziła się i zaczęła prowadzić dom opieki w Sacramento, a w 1976 roku wyszła za mąż za jednego z jego lokatorów, 52-letniego Pedro Angela Montalvo. Montalvo powiedział o niej: „Codziennie chciała mieć nowe rajstopy. Myślała, że byłem bogaty.” W 1978 roku skazano ją za sfałszowanie 34 czeków, które ukradła swoim lokatorom. Dostała pięć lat w zawieszeniu i nakazano jej konsultację z psychiatrą. Psychiatra zdiagnozował ją jako schizofreniczkę i „bardzo niezrównoważoną kobietę.”

Zabójcza narzeczona

Władze utrzymywały, że Puente popełniła swoje pierwsze morderstwo wiosną 1982 roku. Wtedy to z powodu przedawkowania leków zmarła 61-letnia Ruth Munroe. Stało się to niedługo po tym, jak wprowadziła się do domu opieki prowadzonego przez Puente, zabierając ze sobą wszystkie ziemskie dobra o wartości 6 tysięcy dolarów w gotówce. Munroe była partnerką biznesową Puente. Do swojego męża, który był nieuleczalnie chory i przebywał w szpitalu dla weteranów wojennych, napisała, że jest podekscytowana nowym przedsięwzięciem i myśli optymistycznie o przyszłości. Niespełna dwa tygodnie po tym, jak wprowadziła się do Puente, odwiedziła przyjaciółkę i wyznała jej: „Czuję się jakbym miała umrzeć.” Kiedy przyjaciółka zapytała ją dlaczego, Munroe miała powiedzieć: „Nie wiem”. Trzy dni później leżała martwa po przedawkowaniu Tylenolu i kodeiny. Koroner uznał to za samobójstwo, nie mając wystarczających dowodów do sklasyfikowania morderstwa. Jednak miesiąc później Puente została aresztowana i oskarżona o podanie śmiertelnej dawki leków czworo starszym ludziom oraz kradzież ich dóbr. Jedna z ofiar kradzieży, 74-letni mężczyzna, powiedział, że Puente go odurzyła i splądrowała jego mieszkanie, podczas gdy on patrzył na to w otępieniu, nie mogąc nic powiedzieć, ani zrobić. Sędzia skazał Puente na pięć lat więzienia w Kalifornijskim Instytucie dla Kobiet w mieście Frontera. W 1985 roku, po trzech latach odsiadki, została warunkowo wypuszczona na wolność. Dostała zakaz zbliżania się do starszych ludzi oraz „posiadania rządowych czeków zapisanych na inne osoby.”

Czarna wdowa

Jednak postanowienia zwolnienia warunkowego naruszyła już będąc w więzieniu, kiedy zaczęła korespondować z 77-letnim Eversonem Gillmouth z Oregonu, który popełnił błąd mówiąc Puente, że dostaje sporą emeryturę i posiada własną przyczepę. Kiedy Puente otrzymała swój bilet na wolność, Gillmouth przyjechał ją odebrać. Zawiózł ją na ulicę F 1426, do miejsca, gdzie Puente rezydowała przed pójściem do więzienia. Gillmouth powiedział swojej siostrze, że zamierza ożenić się z Puente i upoważnił ją do odbierania swoich czeków. Jakiś czas później w rzece Sacramento znaleziono jego zwłoki. Spoczywały w zrobionej domowym sposobem trumnie, zapakowane w plastik i otoczone kulkami z naftaliny. Trzy miesiące po tym, jak zabiła Gillmoutha, Puente wysłała kartkę do jego siostry, próbując zatrzeć ślady zbrodni. Ciało pensjonariusza gniło w ciszy w rzece Sacramento aż do stycznia 1986 roku, kiedy to pewien rybak znalazł je spoczywające w trumnie ze sklejki. Jego szczątki miały pozostać w miejscowej kostnicy przez kolejne trzy lata jako niezidentyfikowane, podczas, gdy jego zabójcza narzeczona kontynuowała swoją karierę morderczyni.

Grzech zaniechania

Kiedy właściciel domu na ulicy F 1426 się wyprowadził, Puente przejęła posesję. Pokoje znajdujące się na pierwszym poziomie udostępniła po bardzo korzystnych cenach, a sama wprowadziła się na górę. Wkrótce pracownicy socjalni zaczęli ją wypytywać czy mogliby tam ulokować swoich bezdomnych podopiecznych. Puente nigdy im nie powiedziała o swoich pięciu wyrokach za przestępstwa dotyczące odurzania i okradania starszych ludzi, a oni sami też tego nie sprawdzili. Była pracownica opieki społecznej powiedziała później, że w latach 1987-88 pod opiekę Puente oddała 19 seniorów, ponieważ „Dorothea była najlepszym, co mogło ich spotkać.” Peggy Nickerson powiedziała, że Puente akceptowała nawet najtrudniejsze przypadki – uzależnionych od narkotyków i alkoholu, ludzi, którzy byli fizycznie lub werbalnie agresywni. Ale Nickerson przestała przysyłać jej swoich podopiecznych, kiedy usłyszała jak Puente przeklina na jednego z nich. Później dowiedziała się, że czworo z jej klientów skończyło w ogródku starszej pani.

Kiedy Puente została aresztowana, zaczęto dobitnie krytykować system, który pozwolił, aby tym wrażliwym członkom społeczeństwa nie została okazana należna uwaga. Niezależna lokalna agencja oferująca usługi dla seniorów opublikowała raport zatytułowany „Sins of Omission” („Grzechy zaniechania”), gdzie krytykowano sposób, w jaki policja z Sacramento zajęła się całą sprawą. Nie obyło się także bez krytyki wobec pozostałych 10 publicznych i prywatnych tego typu agencji, które miały do czynienia z pensjonatem prowadzonym przez Puente. Wydawało się nieprawdopodobne, że państwowi kuratorzy, którzy wizytowali Puente 15 razy w okresie dwóch lat przed jej aresztowaniem, nigdy nie zdali sobie sprawy, że prowadzi dom opieki dla starszych osób – co przecież było naruszeniem jej warunkowego zwolnienia.

Ucieczka do Los Angeles

Drugiego dnia wykopalisk w ogródku Puente, kiedy policja pozwoliła właścicielce domu pójść do pobliskiego hotelu Clarion na szybką kawę, ta uciekła. W hotelu zamówiła taksówkę, która zabrała ją do baru po drugiej stronie miasta. Tam wypiła cztery wódki z sokiem grejpfrutowym, a następnie wsiadła do taksówki, która zawiozła ją do Stockton, gdzie z kolei wsiadła do autobusu jadącego do Los Angeles. W swojej torebce miała 3000 dolarów, a w głowie pilną potrzebę wykreowania siebie na nowo.

Kilka dni później, Charles Willgues, 59-letni emerytowany stolarz popijał popołudniowe piwo w tawernie Monte Carlo na przedmieściach Los Angeles, kiedy to usiadła obok niego elegancka nieznajoma w jaskrawoczerwonym płaszczu. Zamówiła wódkę i sok pomarańczowy i przedstawiła się jako Donna Johansson, kobieta z Sacramento, której mąż zmarł miesiąc wcześniej i która chciała zacząć nowe życie w Los Angeles. Płacząca wdowa powiedziała Willguesowi, że rozpoczynanie nowego życia nie bardzo jej się udało. Kierowca taksówki, który odwiózł ją do motelu Royal Viking odjechał z jej bagażami, a co gorsza, złamała obcas w szpilkach, które były jej jedyną parą butów. Willgues współczuł kobiecie i zabrał jej buty do pobliskiego szewca, aby ten je naprawił. Kiedy wrócił, kobieta zapytała ile pieniędzy ten zarabia co miesiąc. Nie uważał jej pytanie za szczególnie wścibskie, więc odpowiedział – 576 dolarów miesięcznie. Jednak wydawało mu się dziwne, że nieznajoma powiedziała mu, że dobrze gotuje i zaproponowała wspólne zamieszkanie. Oboje byli samotni, powiedziała, więc dlaczego nie mieliby dotrzymywać sobie towarzystwa. „Mam na razie wszystko, czego potrzebuję” – odpowiedział i zmienił temat. Poszli na szybki obiad, a Willgues zastanawiał się dlaczego kobieta wydała mu się znajoma. Późnym popołudniem ich drogi się rozeszły, ale umówili się następnego dnia na zakupy, aby kobieta mogła uzupełnić rzeczy, które ukradł jej taksówkarz. Będąc z powrotem w mieszkaniu, Willgues uświadomił sobie kim była. Widział ją w telewizji wraz z ciałami, które wyciągnięto z jej ogródka. Przebiegł go zimny dreszcz. Zadzwonił do lokalnej stacji telewizyjnej, która z kolei powiadomiła policję. „Jestem szczęśliwy, że nasza znajomość nie zaszła za daleko” – powiedział potem Willgues.

O 22:40 policjanci z Los Angeles otoczyli motel, w którym zatrzymała się Puente i aresztowali ją. Podczas powrotnego lotu do Sacramento, Puente powiedziała dziennikarzowi: „Nikogo nie zabiłam. Tak, spieniężyłam czeki… Kiedyś byłam bardzo dobrą osobą.”

Domek dla lalek

Kiedy 31 marca 1989 roku w sądzie w Sacramento, Dorothea Puente ogłaszała swoją niewinność w stosunku do dziewięciu zarzucanych jej zabójstw, miała na sobie niebieską sukienkę i naszyjnik z pereł. Musiały minąć jeszcze cztery lata zanim przeanalizowano wszystkie zebrane dowody. Ostatecznie proces morderczyni rozpoczął się więc w lutym 1993 roku. Z powodu olbrzymiej popularności sprawy w mediach, miejsce procesu przeniesiono z Sacramento do Monterey. Kolejne trzy miesiące minęły zanim skompletowano skład ławy przysięgłych, do której ostatecznie wybrano ośmiu mężczyzn i cztery kobiety. Prokurator John O’Mara był bardzo bezpośredni w swoim podsumowaniu sprawy. Stwierdził, że chodziło w niej o niespotykaną wręcz chciwość. W końcu Puente zabijała swoich lokatorów, aby kraść ich czeki ze świadczeniami socjalnymi. O’Mara w sądzie mówił: „Chciała ludzi, którzy nie mieli krewnych, przyjaciół, ani rodziny. Ludzi, którzy, gdy już sami odejdą, nie pozostawią po sobie bliskich, którzy będą zadawać niewygodne pytania.”

Jej obrońcy, Peter Vlautin i Kevin Clymo utrzymywali, że mieszkańcy domu zmarli z przyczyn naturalnych. Według nich Puente nie wzywała do nich lekarza, ponieważ prowadziła dom opieki, co było złamaniem postanowień jej zwolnienia warunkowego, więc po prostu nie chciała wrócić do więzienia. W swojej mowie wstępnej Clymo opisał Puente jako oddaną kobietę, która bezinteresownie dbała o „szumowiny społeczeństwa, ludzi, którzy nie mieli innego miejsca, do którego mogliby pójść.” Twierdził, że pieniądze otrzymywane od lokatorów ledwo pokrywały wydatki Puente na prowadzenie domu opieki. Sugerował, że owszem, kradła pieniądze, aby pokryć te wydatki, ale nie była morderczynią.

W ciągu trwającego pięć miesięcy procesu przesłuchano 153 świadków, przedstawiono 3,100 dowodów oraz model wiktoriańskiego domu, który spoczywał na stole w sali sądowej, wyglądając jak domek dla lalek. Na sali sądowej Puente wyglądała jak urokliwa babcia, ubrana w kwieciste sukienki i ze starannie ułożonymi białymi włosami. Udało jej się utrzymywać pokerową twarz nawet w najtrudniejszych momentach zeznań, chociaż często pisała tajemnicze notatki do swoich prawników. Kiedy strona oskarżenia okazała zdjęcia domniemanych ofiar Puente – najpierw, gdy byli żywi i uśmiechnięci, a następnie gnijący w ogrodzie – Puente patrzyła na nie przez swoje grube okulary bez najmniejszego śladu obrzydzenia. Po tej smutnej ekspozycji fotografii, O’Mara powiedział przysięgłym: „Dorothea Puente zamordowała dziewięć osób. Nie dajcie się zwieść pozorom.”

Tabletki nasenne

Główną słabością oskarżenia był fakt, że nie było żadnych naocznych świadków domniemanych zabójstw. Prokurator mógł jedynie opierać się na przyczynie śmierci w sprawie Ruth Munroe, zwłoki innych ofiar były zbyt posunięte w rozkładzie. Ale testy toksykologiczne wykazały jedną istotną rzecz – we wszystkich odnalezionych szczątkach znaleziono ślady flurazepamu, silnego środka nasennego przepisywanego na receptę. Jak zeznali eksperci, flurazepam może być zabójczy, szczególnie, jeśli bierze się go z alkoholem lub innymi lekami uspokajającymi, poza tym szczególnie silnie działa na ludzi starszych. Lekarz wstępnie przesłuchujący Puente zeznał, że ta użyła legitymacji medycznej Dorothy Miller, aby zdobyć receptę właśnie na flurazepam, którego lekarz nie chciał jej przepisać. Dowód w postaci zeznań o receptach na flurazepam został wsparty zeznaniami byłych mieszkańców domu, którzy narzekali, że Puente kazała im brać jakieś tabletki. Puente nie miała większych problemów, aby regularnie pozyskiwać ten lek. Poza flurazepamem zdobywanym od wyznaczonego jej przez sąd psychiatry, dostawała go także od dwóch innych lekarzy. Była mieszkanka domu, Carol Durning, która zanim została eksmitowana mieszkała w nim przez pierwszą połowę 1987 roku, zeznała, że usłyszała jak Puente mówiła Jamesowi Gallop, że ten będzie musiał wyjechać jeśli nie zechce oddać jej swoich pieniędzy. Mężczyzna narzekał później, że Puente podawała mu lekarstwa, które sprawiały, że cały czas spał. Natomiast Alvaro „Bert” Montoya skarżył się pracownikowi lokalnego ośrodka odwykowego, gdzie przebywał przed trafieniem do przybytku Puente, że ta „dawała mu lekarstwo, którego nie chciał brać.” Kiedy pracownik ten skonfrontował się z Puente w tamtej sprawie, ta wpadła w szał i powiedziała, że jeżeli ma zamiar wtrącać się w jej sprawy to powinien zabrać Montoyę z powrotem do ośrodka. Mężczyzna uważał, że będzie lepiej dla Montoyi jeśli zostanie w domu opieki niż wróci do ośrodka. Gdy zeznawał w sądzie powiedział: „Powiedziałem mu – będziesz tu bezpieczny. Myliłem się… I teraz muszę z tym żyć.”

Puente bardzo się starała, aby zatuszować śmierć Montoyi. Nawet zapłaciła sąsiadowi, Donaldowi Anthony, aby jej w tym pomógł. Anthony zadzwonił do opiekunki Montoyi, udając jego szwagra i powiedział jej, że Montoya wyjechał, aby zamieszkać ze swoją rodziną w innym stanie. Jednak w wiadomości zostawionej na automatycznej sekretarce pracownicy socjalnej, Anthony omyłkowo użył swojego prawdziwego nazwiska zamiast wspomnianego szwagra – właśnie ta gafa dała oficerowi Cabrera wskazówkę, aby odwiedzić dom opieki starszej pani.

Lodowate serce

Grafolog potwierdził, że w latach 1987-88 Puente podpisała się na 60 czekach należących do jej siedmiu zmarłych lokatorów. Dzięki fałszerstwom wyłudzała od państwa 5 tysięcy dolarów miesięcznie. Prokurator zdecydował się nie oskarżać Puente o fałszerstwa, uważając, że postawienie jej dodatkowego zarzutu spowodowałby, że sprawa stałaby się zbyt zawiła dla członków ławy przysięgłych. Adwokat obrony Kevin Clymo przyznał, że „Puente miała w sobie gen złodziejstwa”, ale twierdził też „że to nie czyni z niej zabójczyni; nie czyni z niej złej seryjnej morderczyni.” W celu obalenia tego argumentu oskarżenie przyprowadziło świadków, wśród których był zatrudniony przez Puente majsterkowicz, któremu zleciła zbudowanie trumny dla Eversona Gillmouth. Zeznał, że pomagał jej wrzucić zwłoki mężczyzny do rzeki Sacramento. Władze nie były w stanie wnieść w stosunku do niego żadnych zarzutów, ponieważ tamta sprawa już się przedawniła, jednak jego zeznania dały ławie przysięgłych wgląd w lodowate serce Puente.

Byli mieszkańcy domu również zeznawali w sądzie. Homer Myers, który, po tym jak Puente znalazła go w jednym z barów, mieszkał w jej rezydencji przez dwa lata, powiedział, że nieświadomie wykopał kilka grobów dla innych lokatorów. Pewnego razu Puente poprosiła go o wykopanie głębokiego na ponad metr dołu, rzekomo pod drzewko morelowe. Zdziwił go fakt, że dół miał być tak głęboki, jednak wykonał powierzone mu zadanie. Sprawy się skomplikowały, kiedy odmówił podpisania dokumentów uprawniających właścicielkę domu do spieniężania jego socjalnych czeków. Ta odmowa prawdopodobnie uratowała mu życie.

Winna

Sześć lat po tym jak w ogródku Puente znaleziono zwłoki, do Sacramento udało się sześcioro członków zespołu sędziowskiego. Pojechali tam, aby zobaczyć miejsca zbrodni, które znali tylko ze zdjęć lub opisów podanych w trakcie rozprawy. Siedzieli w knajpach, gdzie Puente szukała swoich ofiar. Zwiedzali małe pokoje wiktoriańskiego domu, gdzie kilkunastu lokatorów dostało koktajle z tabletek nasennych, zanim stopniowo stracili przytomność, a potem życie. Chodzili po ogrodzie, gdzie Puente sadziła kwiaty na bezimiennych grobach swoich ofiar.

Po roku trwania procesu ława przysięgłych uznała Puente winną zamordowania Dorothy Miller, Benjamina Finka i Leony Carpenter. Jednak ławnicy nie byli w stanie orzec w sprawie sześciu innych zarzutów zabójstwa, a sędzia Michael Virga ogłosił unieważnienie przewodu sądowego z powodu błędu w postępowaniu w stosunku do tych zarzutów. Nie przedstawiono żadnych wyjaśnień dlaczego przysięgli uznali Puente winną trzech zabójstw, ale nie mogli dojść do porozumienia w sprawie pozostałych, które przecież były podobne. Kiedy odczytano wyrok, Puente nie okazała żadnych emocji. 10 grudnia 1993 roku sędzia skazał Dorotheę Puente na dożywotnie więzienie bez możliwości warunkowego zwolnienia. Puente miała 64 lata, kiedy osadzono ją w Central California Women’s Facility niedaleko Chowchilla, w największym więzieniu dla kobiet w Stanach Zjednoczonych.

27 marca 2011 roku Dorothea Puente zmarła w więzieniu z przyczyn naturalnych mając 82 lata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *