Kto mógłby zrobić coś takiego?

Podczas naszych badań nad seryjnymi mordercami, Bob Ressler i ja byliśmy w Joilet, w stanie Illinois, gdzie właśnie skończyliśmy wywiad z Richardem Speckiem. Tamtego wieczoru wróciłem do swojego pokoju hotelowego i oglądałem wiadomości na CBS, kiedy zobaczyłem Dana Rathera rozmawiającego z innym zabójcą, Thomasem Vanda, który również był osadzonym w Zakładzie Karnym Joilet. Vanda przebywał tam za zamordowanie kobiety, która zmarła na skutek wielokrotnych ran kłutych zadanych nożem. Przez większość swego życia trafiał do zakładów psychiatrycznych i opuszczał je, a za każdym razem kiedy zostawał „wyleczony” i zwolniony, popełniał kolejną zbrodnię. Zabił człowieka jeszcze przed dokonaniem morderstwa, za które odbywał obecnie wyrok.
Zatelefonowałem do Resslera i stwierdziłem, że póki tu jesteśmy, musimy porozmawiać z tym skazanym. Z wywiadu telewizyjnego, mogłem określić go jako osobnika idealnie nieprzystosowanego. Mógł być równie dobrze podpalaczem jak mordercą. A jeśli posiadałby odpowiednie narzędzia i umiejętności, mógłby być bombiarzem.
Wróciliśmy do zakładu karnego już następnego dnia, a Vanda wyraził zgodę na spotkanie. Był ciekawy, co my tam robiliśmy, a poza tym nie odwiedzało go zbyt wiele osób. Zanim rozpoczęliśmy wywiad, przebrnęliśmy przez jego akta.
Vanda był białym, dwudziestokilkuletnim mężczyzną, wzrostu ok. 175 cm. Przyjmował układną, zupełnie nie pasującą do niego postawę i często się uśmiechał. Ale nawet uśmiechając się, wciąż miał „ten wygląd” – świdrujące spojrzenie, nerwowe tiki, pocieranie dłoni. Na pewno nie czulibyście się dobrze mając go za plecami. Pierwszą rzeczą, jakiej chciał się ode mnie dowiedzieć, to jak moim zdaniem wypadł w TV. Kiedy powiedziałem mu, że wyglądał dobrze, roześmiał się i rozluźnił. Pośród wielu rzeczy, o których nam opowiedział, wspomniał, że przyłączył się w więzieniu do grupy studiującej Pismo Święte i stwierdził, że znacznie mu to pomogło. Może i faktycznie tak było. Jednak ja widziałem mnóstwo osadzonych, którzy zbliżając się do terminu ubiegania się o zwolnienie warunkowe, wstępowali do towarzystw wyznaniowych, po to aby pokazać, że kroczą właściwą drogą i zostać wypuszczonym na wolność.
Moglibyście dyskutować na temat, czy miejsce tego faceta jest w więzieniu o zaostrzonym rygorze, czy też w strzeżonym szpitalu psychiatrycznym, ale po przeprowadzeniu wywiadu, poszedłem zobaczyć się z pracującym tam psychiatrą, który go leczył. Zapytałem, jak się miewa Vanda.
Psychiatra, około pięćdziesięcioletni mężczyzna, dał mi pozytywną odpowiedź, mówiąc, że Vanda „jest bardzo podatny na leki i terapię.” Wspomniał także o grupie studiującej Pismo Święte, będącej tego przykładem i stwierdził, że jeśli ten postęp utrzyma się, Vanda będzie gotowy do wyjścia na wolność.
Zapytałem go, czy zna szczegóły przestępstwa popełnionego przez podopiecznego. „Nie” odpowiedział, „nie chcę o tym wiedzieć.” „Nie mam na to czasu, aby zajmować się tym z wszystkimi osadzonymi.” A także dodał, że nie chciał, aby te informacje w nieprawidłowy sposób wpłynęły na jego relację z pacjentem.
„No cóż, panie doktorze, niech mi pan pozwoli opowiedzieć, cóż takiego zrobił Vanda,” nalegałem. Zanim zdążył zaprotestować, zacząłem zdawać mu relację jak ten asocjalny, typ o osobowości samotnika wstępuje do grupy wyznaniowej, i jak po spotkaniu, kiedy wszyscy już poszli, składa propozycje młodej kobiecie, która przygotowała miting. Ona odrzuca go, ale Vanda nie przyjmuje tego łatwo. Tacy faceci zazwyczaj łatwo nie rezygnują. Ogłusza ją, idzie do kuchni, wraca z nożem i dźga ją wielokrotnie. Potem, podczas gdy ona, konając leży na podłodze, on wkłada penis w otwartą ranę w jej brzuchu i doznaje ejakulacji.
Muszę powiedzieć, że uznałem to za coś niezwykłego. W tamtym momencie była jak szmaciana lalka. Jej ciało było ciepłe, krwawiła, on musiał mieć na sobie jej krew. Nawet nie mógł jej zdepersonalizować. A jednak wciąż był zdolny uzyskać erekcję i odbyć „stosunek”. Chyba więc rozumiecie, dlaczego nalegałem, że była to zbrodnia u podłoża której leżał gniew, a nie popęd seksualny. To o czym on myślał, to nie był seks – to był gniew i wściekłość.
Oto dlaczego, nawiasem mówiąc, na nic zdaje się kastracja seryjnych gwałcicieli – choć ten pomysł wydaje się niektórym z nas satysfakcjonujący i wystarczający. Problemem jest, że to ich nie powstrzyma, zarówno fizycznie jak i emocjonalnie. Gwałt jest definitywnie zbrodnią gniewu. A jeśli utniecie komuś jądra, to będziecie mieli wkurzonego faceta.
Zakończyłem opowieść o Vanda’ie. „Jesteś odrażający Douglas!” stwierdził psychiatra. „Wynoś się z mojego gabinetu!” „Ja jestem odrażający?” odparłem. „Będzie pan w sytuacji, kiedy wyda pan rekomendację, że Thomas Vanda jest podatny na terapię i może być zwolniony, a nie ma pan pojęcia, z kim, do cholery, pan rozmawia pracując z osadzonymi. Jak pan jest w stanie ich zrozumieć jeśli nie poświęcił pan czasu na przejrzenie fotografii z miejsca zbrodni, raportów, czy też protokołów po autopsji? Czy widział pan w jaki sposób popełniono zbrodnię? Czy wie pan, czy była planowana? Czy rozumie pan zachowanie, które do niej doprowadziło? Czy wie pan, jak sprawca opuścił miejsce przestępstwa? Czy wie pan, czy starał się uniknąć odpowiedzialności za nie? Czy próbował zbudować alibi? Skąd do cholery wie pan, czy on jest niebezpieczny, czy nie?”
Nie miał odpowiedzi na to pytanie i nie sądzę, abym tego dnia go nawrócił, ale jest coś, o czym jestem przekonany. To podstawa tego, co robimy w naszej jednostce. Dylematem, jak wielokrotnie już mówiłem, jest fakt, że znaczna część terapii psychiatrycznej bazuje na auto-relacji. Pacjent przychodzący do terapeuty w normalnych okolicznościach ma ukryty interes w tym, aby ujawnić swoje prawdziwe myśli i uczucia. Z drugiej strony, skazany, pożądający wcześniejszego zwolnienia, ma ukryty interes w tym, aby powiedzieć terapeucie to, co ten chce usłyszeć. A w efekcie, terapeuta przyjmuje tę relację jako prawdziwą, bez korelowania jej z innymi informacjami dotyczącymi podmiotu, które mogą stanowić prawdziwą porażkę systemu. Ed Kemper i Monte Risell, aby wskazać tylko dwóch, byli poddani terapii kiedy popełniali swe zbrodnie, obaj także zdołali ukryć ten fakt. Faktycznie zaś, według ich terapeutów, wykazywali postępy.
Problemem, jaki dostrzegam, jest to, że bierze się młodych psychiatrów, psychologów i pracowników socjalnych, którzy są idealistycznie nastawieni i nauczeni na uniwersytetach, że naprawdę mogą coś zmienić. A potem spotykają oni tych facetów w więzieniach i chcą poczuć, że ich odmienili. Często nie rozumieją, że próbując ocenić skazanych, tak naprawdę oceniają osobników, którzy sami są ekspertami w ocenianiu ludzi! W krótkim czasie, osadzony będzie wiedział, czy doktor odrobił pracę domową, a jeśli nie, to będzie też zdolny do tego, aby zbagatelizować swą zbrodnię i jej wpływ na ofiarę. Tylko kilku przestępców będzie dobrowolnie ujawniać paskudne szczegóły komuś, kto jeszcze ich nie zna. Oto dlaczego tak ważne było kompletne przygotowanie w naszych wywiadach z przestępcami.
Tak jak w przypadku lekarza prowadzącego terapię Thomasa Vanda’y, ludzie zajmujący się zawodowo pomaganiem często nie chcą być uprzedzeni poprzez wiedzę o krwawych szczegółach tego, co zrobił przestępca. Ale, jak zawsze powtarzam swoim klasom, jeśli chcesz zrozumieć Picasso, musisz przestudiować jego dzieła. Jeśli chcesz zrozumieć osobowość przestępcy, to musisz przestudiować jego zbrodnię.
Różnica polega na tym, że specjaliści od zdrowia psychicznego zaczynają od osobowości i z tej perspektywy wyciągają wnioski.
Istnieją oczywiście rozmaite punkty widzenia na temat odpowiedzialności przestępcy. Dr Stanton Samenow jest psychologiem, który współpracował z nieżyjącym już psychiatrą dr Samuelem Yochelsonem nad pionierskimi badaniami dotyczącymi zachowań przestępczych w St. Elizabeth Hospital w Waszyngtonie. Po latach prac badawczych, które stopniowo obaliły większość z jego z góry powziętych hipotez, Samenow konkluduje w swojej wnikliwej książce: „Inside the Criminal Mind”, że „przestępcy myślą inaczej niż odpowiedzialni ludzie.” Zachowanie przestępcze, jak sądzi Samenow, jest nie tyle kwestią choroby psychicznej, co defektu charakteru.
Dr Park Dietz, który często współpracuje z nami, stwierdził, że: „Żaden z seryjnych morderców, których miałem okazję badać, nie był niepoczytalny w sensie prawnym, ale żaden też nie był normalny. Wszyscy byli ludźmi, którzy cierpieli na zaburzenia psychiczne. Ale pomimo owych zaburzeń, wiążących się z ich preferencjami seksualnymi i charakterem, wszyscy byli osobnikami, którzy zdawali sobie sprawę z tego, co robią i wiedzieli, że to było złe, a pomimo tego robili to.” To ważne, aby pamiętać, że niepoczytalność jest konstruktem prawnym, a nie medycznym czy psychiatrycznym terminem. Nie oznacza on, że ktoś jest, lub nie jest „chory”. Określa natomiast, czy ktoś jest odpowiedzialny za swoje czyny, czy nie. Tak więc, jeśli wierzycie, że ktoś taki jak Thomas Vanda jest niepoczytalny, to w porządku. Myślę, że można by w tej sprawie wytoczyć proces. Ale kiedy dokładnie sprawdziliśmy dane, to uważam, że musimy spojrzeć prawdzie w oczy, że na cokolwiek w świecie cierpi Thomas Vanda, to może to być nieuleczalne. Jeśli byśmy to zaakceptowali, to być może nie wypuszczano by ich tak wcześnie, aby robili to co robili cały czas. Pamiętajcie, że to morderstwo nie było jego pierwszym. Ostatnio dużo się mówi na temat pojęcia przestępczej niepoczytalności, a rozważania te wcale nie są czymś nowym. Ich początki sięgają co najmniej setki lat wstecz, do anglo-amerykańskiego prawoznawstwa, do „Eichenarcha” lub „Of the Office of the Justices of Peace” Williama Lambarda z XVI w.
Pierwszym oficjalnym oświadczeniem o niepoczytalności jako obronie przed zarzutami przestępstwa była Reguła M’Naghtena z 1843r., powstała od nazwiska Daniela M’Naghtena, który usiłował zabić brytyjskiego premiera Sir Roberta Peel, a zdołał postrzelić jego osobistą sekretarkę. Peel, skądinąd, był odpowiedzialny za zorganizowanie oddziałów policji. Do tego dnia londyńskich policjantów określa się mianem „bobby” (zdrobnienie od Robert) na jego cześć.
Po tym jak M’Naghten został uniewinniony, powszechne oburzenie było tak wielkie, że minister sprawiedliwości został wezwany przez Izbę Lordów aby uzasadnić wyrok. Główne elementy „Reguły” oznajmiają, że oskarżony nie jest winny, jeśli jego stan psychiczny pozbawia go zdolności do rozpoznania nieodpowiednich zachowań lub zrozumienia ich charakteru i jakości; innymi słowy, czy znał różnicę pomiędzy dobrem i złem.
Doktryna o niepoczytalności ewoluowała przez lata, aby stać się tym, co często określane było jako „test nieodpartych impulsów”, zgodnie z którym oskarżony nie był winny jeśli, z powodu choroby psychicznej, nie był zdolny do kontroli swych czynów lub dostosowania własnych zachowań do norm prawnych.
W 1954 roku doczekała się gruntownego przeglądu w Sądzie Apelacyjnym Sędziego Davida Bazelona, prowadzącego sprawę Durham przeciwko Stanom Zjednoczonym, który ustanowił, że oskarżony nie jest odpowiedzialny za zbrodnię, jeśli przestępstwo było „wytworem choroby umysłowej lub defektu psychicznego”, oraz jeśli nie popełniłby go nie cierpiąc na chorobę lub defekt tego typu.
Ustawa Durhama, dająca tak wielką swobodę i nie odnosząc się przede wszystkim do oszacowania różnicy pomiędzy dobrem a złem, nie była zbyt popularna wśród personelu służb prawnych jak i wśród wielu sędziów i oskarżycieli. W 1972 roku, w innej sprawie w Sądzie Apelacyjnym – Stany Zjednoczone przeciwko Brawnerowi – została zaniechana na rzecz Modelowego Testu Kodeksu Prawnego Amerykańskiego Instytutu Prawa (ALI), który odnosił się do Reguły M’Naghtena i nieodpartych impulsów podając, że defekt psychiczny musiał w znacznym stopniu pozbawić oskarżonego zdolności do oszacowania niewłaściwego zachowania lub dostosowania go do wymagań prawnych. Z biegiem czasu, zarówno w jednej jak i drugiej postaci, ALI Test cieszył się wzrastającą popularnością w sądach.
Ale kontynuując te rozważania, które często sprowadzają się do spekulacji na temat, ile aniołów może zatańczyć na łebku od szpilki, sądzę, że mamy tu do czynienia z bardziej podstawową kwestią. A jest nią niebezpieczeństwo.
Jedną z klasycznych konfrontacji w trwającej batalii psychiatrów był proces seryjnego mordercy Arthura J. Shawcrossa w Rochester, w stanie Nowy York, z 1990 r. Shawcross był oskarżony o zamordowanie kilku miejscowych prostytutek, których ciała odkryto w zalesionym obszarze wokół koryta rzeki Genesee. Morderstwa trwały prawie przez rok. Te ofiary, których zwłoki odnaleziono później były także okaleczane po śmierci.
Po opracowaniu szczegółowego – i jak się okazało, bardzo wiernego – profilu, Gregg McCrary przeanalizował ewolucję zachowań przestępcy. Kiedy policja odkryła ciało, które zostało okaleczone, Gregg uświadomił sobie, że morderca wracał na miejsca pozbywania się zwłok, aby spędzić ze swą ofiarą trochę czasu. Następnie McCrary przekonał policję, aby przeczesała las w celu lokalizacji zwłok jednej z wciąż zaginionych kobiet. Gdyby się udało tego dokonać, a później dyskretnie patrolować to miejsce, Gregg był pewny, że w końcu znaleziono by tam i samego mordercę.
Tak się złożyło, że po kilku dniach obserwacji tego obszaru, Policja Stanu Nowy York rzeczywiście odnalazła ciało w strumieniu Salmon Creek nieopodal Autostrady Stanowej 31. W tym samym czasie, Inspektor John McCaffrey zauważył mężczyznę w aucie zaparkowanym na małym mostku ponad wodą. Zarówno stanowe jak i miejskie siły policyjne zostały powołane do śledzenia go. Człowiekiem, którego zatrzymali był Arthur Shawcross.
W trakcie przesłuchania prowadzonego przez grupę pod kierownictwem Dennisa Blythe’a z Policji Stanowej i Leonardo Boriello z Wydziału Policji Rochester, Shawcross przyznał się do kilku zbrodni. Kluczową kwestią w tym intensywnie relacjonowanym procesie o dokonanie dziesięciu morderstw, było stwierdzenie, czy był on, czy też nie był niepoczytalny podczas popełniania zabójstw.
Obrona powołała Dr Dorothy Lewis, znanego psychiatrę ze Szpitala Bellevue w Nowym Yorku, która uprzednio prowadziła badania nad skutkami stosowania przemocy wobec dzieci. Rezultaty przekonały Lewis, że większość, jeśli nie wszystkie, brutalne zachowania przestępcze są skutkiem kombinacji traumatycznych doświadczeń nadużyć lub urazów z dzieciństwa oraz pewnego rodzaju stanu fizycznego lub organicznego, takiego jak epilepsja, uszkodzenia lub ubytki (centralnego układu nerwowego – przyp. R.), cysty lub guzy. Jest jeszcze, oczywiście, sprawa Charlesa Whitmana, dwudziestopięcioletniego studenta politechniki, który wspiął się na szczyt wieży zegarowej Uniwersytetu Texas w Austin w 1966 roku i otworzył ogień do przechodniów poniżej. Zanim policja zdołała otoczyć wieżę i zastrzelić go półtorej godziny później, poległo szesnaście osób, a trzydzieści innych zostało rannych. Przed tym zajściem, Whitman skarżył się na cykliczne mordercze obsesje. Kiedy lekarze przeprowadzili autopsję, odkryli guz w płacie skroniowym jego mózgu.
Czy to nowotwór wywołał mordercze zachowanie Whitmana? Tego się nie dowiemy. Jednak Lewis chciała wskazać przysięgłym, że na skutek drobnej, łagodnej zmiany nowotworowej w postaci cysty w płacie skroniowym, której istnienie ujawniło badanie z zastosowaniem rezonansu magnetycznego, postaci epilepsji, którą określiła jako „stan częściowego złożonego napadu”, pourazowego stresu z czasu wojny w Wietnamie, oraz czegoś, co jak twierdził było poważnym fizycznym i seksualnym nadużyciem w dzieciństwie z rąk matki, Arthur Shawcross nie odpowiadał za swoje epizody ekstremalnej brutalności. W rzeczywistości, jak zeznała, kiedy zabijał każdą z tych kobiet znajdował się on w stanie pewnego rodzaju fugi; jego wspomnienia każdego z tych epizodów były niewyraźne, albo nie istniały.
Jednym z problemów w tego typu wnioskowaniu jest fakt, że po upływie tygodni i miesięcy, Shawcross był w stanie zrelacjonować Boriello i Blythe’owi szczegóły, niemal co do minuty. W kilku przypadkach, dosłownie zaprowadził ich na miejsce pozbycia się zwłok, których policja nie mogła odnaleźć. Prawdopodobnie był do tego zdolny, ponieważ wcześniej fantazjował na temat każdej ze zbrodni tak wiele razy, że były one wciąż świeże w jego umyśle. Podjął kroki w celu zniszczenia pewnych dowodów tak aby policja ich nie znalazła. Po aresztowaniu go, napisał też raczej analityczny list do swojej przyjaciółki (miał także żonę), w którym wyraził nadzieję na obronę opartą na stwierdzeniu niepoczytalności, ponieważ odbywanie wyroku w szpitalu psychiatrycznym byłoby dużo łatwiejsze niż pobyt w więzieniu.
W tym momencie Shawcross dobrze wiedział o czym mówi. Jego konflikty z prawem zaczęły się w 1969 roku, kiedy skazano go za włamanie i podpalenie w Watertown, na północy Syracuse. Niespełna rok później, ponownie został aresztowany i przyznał się do uduszenia młodego chłopca i dziewczynki, którą ponadto molestował seksualnie. Za te dwie zbrodnie, Shawcrossa skazano na dwadzieścia pięć lat pozbawienia wolności. Po piętnastu został warunkowo zwolniony. (…) Te piętnaście lat w pudle było po prostu modelem wstrzymania (zachowań mordercy – przyp. R.).
A teraz rozpatrzmy to krok po kroku. Po pierwsze, jeśli zapytacie mnie, albo któregokolwiek z wielu tysięcy policjantów, prokuratorów i agentów federalnych, z którymi pracowałem w ciągu mojej kariery zawodowej, otrzymacie powtarzającą się zgodną odpowiedź, że dwadzieścia pięć lat za odebranie życia dwojga dzieci, jest samo w sobie czymś nieprzyzwoitym. A po drugie, aby wypuścić tego faceta na wolność jeszcze wcześniej, należy przyjąć jedno z dwóch przeciwstawnych założeń.
Założenie numer jeden: pomimo paskudnej przeszłości tego człowieka, pomimo jego dysfunkcjonalnej rodziny, rzekomego dręczenia w dzieciństwie, braku wykształcenia, uprzedniej brutalności i wszystkiego innego, życie w więzieniu było tak wspaniałym, rozwijającym duchowo, otwierającym oczy i rehabilitującym doświadczeniem, że Shawcross ujrzał światło, uświadomił sobie niewłaściwość obranej drogi i z powodu wszystkich pozytywnych wpływów w trakcie odbywania kary postanowił zamknąć dotychczasowy rozdział życia i od tego momentu stać się uczciwym, prawym obywatelem.
Ok., jeśli nie akceptujecie tego, to co powiecie na założenie numer dwa: więzienne życie było tak okropne, tak nieprzyjemne i traumatyzujące każdego dnia, tak totalnie upokarzające dzień w dzień, że pomimo swojej paskudnej przeszłości i trwającego pragnienia aby gwałcić i zabijać dzieci, bardzo nie chciał wracać za kraty i postanowił zrobić wszystko, aby tego uniknąć.
Zgadzam się, że to drugie jest równie nieprawdopodobne. Ale jeśli nie akceptujecie żadnego z tych dwóch założeń, to jak do licha, wypuścicie kogoś takiego na wolność, nie biorąc pod uwagę znacznego prawdopodobieństwa, że będzie znów zabijał?
Jest zupełnie oczywiste, że u pewnych typów morderców istnieje większe ryzyko powtórzenia swych zbrodni, niż u innych. Ale w przypadku brutalnych, działających z pobudek seksualnych zabójców seryjnych, zgadzam się z Dr Parkiem Dietz, że „trudno jest sobie wyobrazić jakiekolwiek okoliczności, dla których powinni oni być ponownie zwalniani do życia publicznego.” Ed Kemper, który jest dużo bardziej bystry i ma dużo więcej wglądu we własne życie wewnętrzne niż większość innych zabójców, z którymi rozmawiałem, przyznał otwarcie, że nie powinien być wypuszczany na wolność.
Istnieje zbyt wiele przerażających opowieści. Richard Marquette, z którym przeprowadzałem wywiad i który prezentował cały szereg zaburzonych zachowań, usiłowania gwałtu i napaści oraz miał całą baterię aktów oskarżenia w Oregonie już w wieku dwudziestu lat, wyewoluował do gwałtu, morderstwa i okaleczenia po niesatysfakcjonującym doświadczeniu seksualnym z kobietą, którą poderwał w barze w Portland. Opuścił stan i został umieszczony na liście Najbardziej Poszukiwanych przez FBI, a następnie aresztowany w Kalifornii. Skazano go za morderstwo pierwszego stopnia i dożywotnie więzienie. Zwolniony warunkowo po dwunastu latach, zabił i wypatroszył jeszcze dwie kobiety zanim go ponownie złapano. Co, na Boga, przekonało komisję do spraw zwolnień, że ten facet nie jest już niebezpieczny?
Nie mogę wypowiadać się w imieniu FBI, Departamentu Sprawiedliwości, ani niczyim innym. Ale mogę mówić za siebie i dużo bardziej wolałbym mieć na względzie utrzymanie za kratami zabójcy, który niezależnie od tego czy mógłby, czy też nie mógłby zabić będąc ponownie na wolności, aniżeli śmierć niewinnego mężczyzny, kobiety czy dziecka, będące rezultatem jego zwolnienia.
Cechą Amerykanów jest myślenie, że wszystko idzie w dobrym kierunku, że zawsze można coś poprawić i dokończyć wszystko, do czego zostaliśmy powołani. Ale im więcej widzę, tym bardziej jestem pesymistycznie nastawiony do koncepcji rehabilitacji pewnych typów przestępców. To, przez co przeszli będąc dziećmi, jest często potworne. Co niekoniecznie znaczy, że uraz nie może być naprawiony w późniejszym czasie. Ale w przeciwieństwie do tego, w co mogliby wierzyć sędziowie, obrońcy i specjaliści od zdrowia psychicznego, poprawne zachowanie w więzieniu nie musi być prognozą akceptowanego społecznie zachowania w świecie za murem.
W rzeczywistości wszyscy uznawali Shawcrossa za modelowego więźnia. Był spokojny, powściągliwy, robił co mu kazano i nikomu nie dokuczał. Ale tym, co odkryliśmy wraz z moimi kolegami i staraliśmy się desperacko przekazać to innym zajmującym się psychologią sądową i korygowaniem postaw patologicznych, jest fakt, że niebezpieczeństwo jest uwarunkowane sytuacyjnie. Jeśli możesz trzymać kogoś w dobrze zorganizowanym środowisku, w którym nie musi podejmować wyborów, może funkcjonować poprawnie. Ale umieść go z powrotem w środowisku, w którym zachowywał się źle, a jego zachowanie może się szybko zmienić. Weźmy przypadek Jacka Henry’ego Abbota, skazanego mordercy, który napisał „In the Belly of the Beast”, poruszające i wnikliwe wspomnienia z życia w więzieniu. Zdając sobie sprawę z jego wyjątkowego talentu pisarskiego i wierząc, że każdy tak wrażliwy i pełen wglądu musi być zrehabilitowanym, taka gwiazda literacka jak Norman Mailer zorganizowała kampanię na rzecz zwolnienia Abbota. W Nowym Yorku wznoszono za niego toasty. Ale już w kilka miesięcy po zwolnieniu, wdał się w kłótnię z kelnerem w Greenwich Village i zabił go.
Jak ujął to w jednej ze swych książek Al Brantley, czołowy instruktor nauk behawioralnych, który obecnie jest członkiem Śledczej Jednostki Wspierającej, „najlepszym predyktorem przyszłego zachowania, lub przyszłych brutalnych wyładowań jest miniona historia przemocy.” Nikt nie oskarżył Arthura Shawcrossa o to, że jest choćby w przybliżeniu tak bystry i utalentowany jak Jack Henry Abbot. Jednak był on także w stanie przekonać komisję do spraw zwolnień, że powinien zostać wypuszczony na wolność. Po wyjściu Shawcross najpierw osiedlił się w Binghamton, gdzie wzburzona społeczność rozpoczęła kampanię przeciwko niemu, w związku z czym wyjechał po dwóch miesiącach. Został przeniesiony do większej i bardziej anonimowej metropolii Rochester, gdzie podjął pracę w firmie rozprowadzającej żywność. W rok po przyjeździe, zaczął zabijać ponownie – tym razem wybierał na cel inne, choć nie mniej podatne na atak ofiary.
Podczas badań Shawcrossa, Dorothy Lewis wprowadziła go kilkakrotnie w stan hipnozy i „cofnęła” do wcześniejszych faz życia, w których odgrywał takie epizody molestowania, jak włożenie mu przez matkę kija od miotły do odbytnicy. Podczas tych zarejestrowanych sesji, widać jak przybiera inne osobowości, włącznie z osobowością matki w scenie dziwnie przypominającej „Psychozę” Hitchcocka (jakkolwiek matka Shawcrossa zaprzeczyła jakoby kiedykolwiek molestowała syna i nazwała go kłamcą).
W trakcie swej pracy W Bellevue, Lewis udokumentowała kilka niezaprzeczalnych przypadków wielokrotnej osobowości u dzieci, które były molestowane. Z uwagi na ich bardzo młody wiek, trudno byłoby wyobrazić sobie, że mogłyby udawać. Ale jak to zademonstrowała Lewis, rzadkie przypadki zaburzeń typu mnogiej osobowości zaczynają się we wczesnym dzieciństwie, często podczas okresu prewerbalnego. U dorosłych, jak się wydaje, o wielokrotnej osobowości słyszymy jedynie wtedy gdy ktoś jest oskarżony o morderstwo. Jakoś nigdy wcześniej nie wychodzi to na jaw. Kenneth Bianchi, jeden z dwóch kuzynów, którzy wspólnie dokonali serii zabójstw jako Dusiciele z Hlillside, w Los Angeles w latach 70-tych, twierdził po aresztowaniu, że ma podwójną osobowość. Tego samego próbował John Wayne Gacy.
(Często żartowałem, że jeśli sprawca ma podwójną osobowość, to ta niewinna może iść wolno, o ile tylko winną będziemy trzymać pod kluczem.) W trakcie procesu Shawcrossa, główny oskarżyciel Charles Siragusa, który wykonał kawał dobrej roboty, powołał na świadka Parka Dietza, aby przedstawił inny punkt widzenia. Dietz zbadał oskarżonego równie dokładnie jak zrobiła to Lewis, a wtedy ten ujawnił mnóstwo specyficznych szczegółów dotyczących morderstw. Podczas gdy Dietz nie wydał autorytatywnych sądów na temat wiarygodności opowieści o molestowaniu, uważał, że brzmiały one co najmniej przekonująco. Niemniej, nie twierdził, że Shawcross był typem urojeniowca, nie znalazł żadnych dowodów, że cierpiał on na zaniki świadomości czy też utraty pamięci, nie odnalazł związku między jego zachowaniem a jakimkolwiek organicznym, neurologicznym odkryciem i podsumował, że jakiekolwiek mógł on mieć umysłowe, czy emocjonalne problemy, Arthur Shawcross rozumiał różnicę pomiędzy dobrem a złem i był w stanie podjąć wybór czy zabić, czy nie. A w przypadku co najmniej tych dziesięciu okazji, a możliwe, że i w innych, wybrał – zabić.
Kiedy Len Boriello zapytał dlaczego zamordował te kobiety, oskarżony odpowiedział po prostu „Dbałem o interesy”.
Prawdziwi psychotycy – ci, którzy utracili kontakt z rzeczywistością – nie popełniają często poważnych zbrodni. A kiedy już to zrobią, to są zazwyczaj tak zdezorganizowani i podejmują tak niewiele działań w celu uniknięcia wykrycia, że generalnie zostają bardzo szybko pochwyceni. Richard Trenton Chase, który zabił kobietę, ponieważ potrzebował jej krwi aby przeżyć, był psychotykiem. Jeśli nie mógł zdobyć akurat ludzkiej krwi, fiksował się na czymś, co miał pod ręką. Kiedy umieszczono Chase’a w szpitalu psychiatrycznym, przyznał się, że łapał króliki, wykrwawiał je i wstrzykiwał sobie ich krew w ramię. Łapał małe ptaki, odgryzał im główki i wypijał krew. Robił to naprawdę. Ale zabójca, aby uniknąć wykrycia i zbiec po dziesięciu morderstwach musi być w tym naprawdę dobry. Nie popełniajcie błędów i nie mylcie psychopaty z psychotykiem.
Podczas procesu, Shawcross utrzymywał stoickie i spowolniałe, prawie katatoniczne zachowanie w obecności sędziów. Wyglądało to tak, jak gdyby znajdował się w transopodobnym stanie i nie był w stanie pojąć, co działo się wokół niego. Jednak oficerowie policji i funkcjonariusze, którzy go pilnowali i eskortowali, twierdzili, że jak tylko był poza zasięgiem wzroku i słuchu sędziów, rozluźniał się, stawał się rozmowny, a nawet żartował. Wiedział, że w procesie o udowodnienie niepoczytalności gra toczy się o dużą stawkę.
Jednym z najsprytniejszych, najbardziej pomysłowym – i, muszę to przyznać, najbardziej czarującym – przestępcą, którego badałem i z którym prowadziłem wywiad był Gary Trapnell. Przez większą część swojego dorosłego życia trafiał za kratki i wychodził stamtąd, a pewnego razu dosłownie przekonał pewną młodą kobietę aby zdobyła helikopter, wylądowała na środku więziennego placu i uratowała go. Podczas jednej ze swych wybitnych zbrodni – porwania samolotu na początku lat 70-tych – Trapnell jest w maszynie stojącej na lotnisku i próbuje negocjować warunki ucieczki. W pewnym momencie, wznosi pięść do góry, tak aby być w polu widzenia kamer telewizyjnych i żąda „Uwolnić Angelę Davis!”
” ‚Uwolnić Angelę Davis’? O co chodzi z tym ‚Uwolnić Angelę Davis’?” Staje się to pewnego rodzaju szokiem dla większości przedstawicieli prawa pracujących nad tą sprawą. W przeszłości Trapnella nie ma nic, co sugerowałoby, że jest w jakikolwiek sposób emocjonalnie związany z radykalnymi poglądami młodej czarnoskórej profesor z Kaliforni. Nic nie wskazuje, że jest politycznie zaangażowany, a tutaj, jako jeden z warunków przedstawia żądanie uwolnienia z więzienia Angeli Davis. Ten koleś musi być stuknięty. To jedyne logiczne wyjaśnienie.
Później, po tym jak się poddał i został skazany, kiedy prowadziłem z nim wywiad w więzieniu federalnym w Marion, w stanie Illinois, zapytałem go o to żądanie.
Powiedział coś dla efektu, „Kiedy zrozumiałem, że nie dam rady wyjść z tego na swój sposób, wiedziałem, że czekają mnie ciężkie czasy. I wykombinowałem, że jeśli wielcy czarni bracia będą myśleć, że jestem więźniem politycznym, to będę mniej narażony na to, że zgwałcą mnie pod prysznicem.”
Nie tylko w tamtym momencie Trapnell myślał racjonalnie, ale też planował z wyprzedzeniem, co faktycznie jest przeciwieństwem choroby psychicznej. W rzeczywistości, opisał własne wspomnienia, zatytułowane „The Fox Is Crazy Too”. Ten prawdziwy złoty samorodek informacji także dał nam ogromny wgląd w proces negocjacyjny. Jeśli nagle pojawia się jakieś zupełnie oderwane żądanie, może to oznaczać, że przestępca namyślił się i przeszedł do kolejnego stadium, na co negocjator może odpowiednio zareagować.
Trapnell powiedział mi coś jeszcze, co moim zdaniem było bardzo, bardzo interesujące. Stwierdził, że jeśli dałbym mu kopię aktualnej edycji DSM, Diagnostycznego i Statystycznego Podręcznika Zaburzeń Psychicznych, i wskazał na którąkolwiek jednostkę, to następnego dnia mógłby przekonać każdego psychiatrę, że właśnie cierpi na to schorzenie. I znowu, Trapnell był dużo bardziej bystry niż Shawcross. Ale tak, jak nie trzeba zbyt wielkiej wyobraźni, aby wiedzieć, że masz dużo większe szanse na zwolnienie, jeśli powiesz psychiatrze, że czujesz się dużo lepiej i nie jesteś już zainteresowany molestowaniem małych chłopców, tak uzasadnione jest, że twoje wyjaśnienia stanu fugi będą brzmieć lepiej, jeśli sędziowie przysięgli faktycznie zobaczą cię w czymś w rodzaju transu.
Przez długi czas, środowisko przedstawicieli prawa próbowało polegać na DSM w celu zdobycia informacji i definicji dotyczącej tego, co składało się na poważne zaburzenie psychiczne, a co nie. Ale większość z nas uważało wspomnianą książkę za mającą niewielką wartość w tym, czym się zajmowaliśmy. Był to jeden z powodów powstania Podręcznika Klasyfikacji Przestępstw, który opublikowany został w 1992r. Podstawowa struktura tej książki wyrosła z mojej rozprawy doktorskiej. Ressler, Ann Burgess i jej mąż, Allen, profesor zarządzania z Bostonu, współpracowali ze mną jako współautorzy. Inni członkowie Śledczo Wspierającej Jednostki Nauk Behawioralnych, włączając Grega Coopera, Roy’a Hazelwooda, Kena Lanninga, Gregga McCrary, Juda Ray’a, Pete’a Smericka i Jima Wrighta – udzielali się jako współpracownicy.
W CCM (Crime Classification Manual – oryginalny tytuł podręcznika, przyp. R.) skupiliśmy się na opracowaniu i klasyfikacji poważnych przestępstw z uwagi na charakterystyki behawioralne i wyjaśnienie ich, w sposób, w jaki nigdy nie możnabyby tego zrobić przy ściśle psychologicznym podejściu, takim jakie prezentuje DSM. Na przykład, w DSM nie znajdziesz scenariusza typu morderstwa o jakie oskarżony został O.J. Simpson. Zamieszczono go natomiast w CCM. Tym, co staraliśmy się zrobić było oddzielenie ziarna od plew jeśli chodziło o dowody behawioralne i pomóc śledczym oraz środowiskom prawnym skupić się na tym, które względy mogą mieć znaczenie, a które nie.
Nic dziwnego, że oskarżeni i ich obrońcy będą wyciągać, co tylko mogą, aby uniknąć przypuszczalnej odpowiedzialności za ich czyny. Pośród długiej listy czynników, które jak sugerowała obrona Shawcrossa, przyczyniły się do jego niepoczytalności był zespół stresu pourazowego z czasów wojny w Wietnamie. Badania wskazały, że nigdy nie był świadkiem walki. Ale nie było to nic nowego. Wielokrotnie używano tego wcześniej. Duane Samples, który wypatroszył dwie kobiety w Silverton, w stanie Oregon, nocą 9 września 1975r podawał PTSD (Post Traumatic Stress Disorder – zespół stresu pourazowego – przyp. R) jako element obrony. Zmarła tylko jedna z tych kobiet, ale widziałem fotografie z miejsca zbrodni. Obydwie wyglądały jak po autopsji. Robert Ressler odkrył, że Samples, pomimo swoich zeznań, także nigdy nie brał udziału w akcji. Natomiast w dzień przed atakiem, Samples napisał list obrazujący jego dawną fantazję o wypatroszeniu pięknej nagiej kobiety.
W 1981, Ressler wyjechał do Oregonu aby pomóc oskarżycielom wyjaśnić gubernatorowi, dlaczego nie powinien kontynuować swych działań zmierzających do zwolnienia Samplesa. Argumenty poskutkowały, jednakże i tak ostatecznie został uwolniony dziesięć lat później.
Czy Samples jest niepoczytalny? Czy był czasowo niepoczytalny, kiedy rozcinał te dwie kobiety? Naturalną tendencją byłoby stwierdzenie, że każdy, kto mógł się dopuścić tak potwornej, perwersyjnej rzeczy, z pewnością musi być „chory”. I nie zaprzeczałbym temu. Ale czy wiedział, że to, co robi było złe? A pomimo tego i tak zdecydował zrobić to? Jeśli o mnie chodzi, to właśnie są ważne pytania.
Proces Arthura Shawcrossa trwał ponad pięć tygodni, podczas których oskarżyciel Siragusa przedstawił głębsze i bardziej kompleksowe rozumienie psychiatrii sądowej, aniżeli miałem okazję ujrzeć to u jakiegokolwiek lekarza. Podczas procesu, którego każda minuta była transmitowana przez telewizję, stał się lokalnym bohaterem. Kiedy ostatecznie, po argumentach końcowych, powierzono sprawę sędziom przysięgłym, uzgodnienie werdyktu – winny morderstwa drugiego stopnia we wszystkich zarzutach – zajęło im niecały dzień. Ten sąd zadbał, aby Shawcross nie miał już okazji na powtórzenie swoich czynów. Skazał go na dwieście pięćdziesiąt lat w więzieniu stanowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *