Pożar!

Kiedy robotnik rolny, Joe Maxson, obudził się rankiem 28 kwietnia 1908 roku, jego pierwszą myślą było to, że Belle Gunness właśnie robiła śniadanie. Ten orzechowy aromat, który czasami mieszał się z zapachem drewna cedrowego, nadawał powietrzu niezwykłą, niemal gryzącą woń. Jednak im dłużej leżał w łóżku, powoli się rozbudzając, tym bardziej zdawał sobie sprawę, że jego pierwsze wrażenie było mylne. Tak naprawdę, tym co czuł był zapach spalonego drewna, duszący i mdlący odór dzikiego ognia. Kiedy to do niego dotarło, szybko wyskoczył z łóżka.

Jego uwagę przykuło coś przelatującego za oknem. Kiedy jego stopy znalazły kapcie pod łóżkiem, jego wzrok powędrował w stronę szarej chmury dymu zawieszonej na wysokości jego okna, która zatańczyła jak balerina i po chwili odpłynęła. Niedługo potem, pojawił się kolejny słup dymu, tym razem czarniejszy i niosący ze sobą zapach pożaru.

Joe postanowił wystawić głowę za okno. Na dole, z kuchennego okna, dym wychodził równomiernie, w akompaniamencie trzasku płomieni, które zdawały się trawić resztki białych firan. „Mój Boże, dom się pali, a domownicy śpią!” – pomyślał.

Chwytając za szlafrok, jednocześnie złapał drugą ręką za klamkę od drzwi. Była gorąca. Drzwi ruszone jedną ręką ani drgnęły, więc spróbował dwiema – szarpał się z drzwiami, ale nic nie działało. Pod wpływem ciepła, drewniana framuga wykrzywiła się i zablokowała drzwi. Walił pięściami w grube drewno, nie dlatego, że był uwięziony – bo przecież mógłby uciec przez okno – ale po to, aby obudzić śpiącą gospodynię oraz jej dzieci.

Pani Gunness! Obudźcie się, pali się! Pani Gunness! Dom się pali! Myrtle! Lucy! Philip! Pali się!” – krzyczał. Nasłuchiwał przez moment, mając nadzieję, że usłyszy jakiś sygnał, że rodzina zbiera się do ucieczki. Spróbował ponownie: „Pani Gunness! Dzieci!” Jednak nikt mu nie odpowiedział. Jego pokój zaczął wypełniać się duszącymi oparami – martwił się, że wkrótce może dojść do eksplozji puszki nafty znajdującej się w kuchni, którą nabył poprzedniego dnia dla wdowy Gunness. Przebiegł przez dym, zbiegł po schodach dla służby, które prowadziły do kuchni i po omacku, jakoś zdołał znaleźć drzwi do ogrodu.

Złociste poranne słońce wychodziło leniwie zza horyzontu pełnego pól kukurydzy, niewzruszone dziejącą się tam tragedią.

Wymachując ramionami, krzycząc w panice jak najgłośniej się dało, okrążył dom, ale zastał każde okno zajęte przez ogień. Wiedział, że gdzieś w środku znajdowała się nieprzytomna rodzina Gunness, uwięziona przez pożogę: 48-letnia Belle, oraz jej troje dzieci – 11-letnia Myrtle, 9-letnia Lucy i 5-letni Philip. Czyżby byli już martwi, strawieni przez ogień? Czy ogień jeszcze ich nie tknął, ale powoli zapadali w śpiączkę z powodu niedotlenienia?

Za późno

Wtedy Maxson zobaczył dwóch sąsiadów jadących w jego stronę na rowerach – młodego Mike’a Clifforda oraz jego szwagra, Williama Humphrey’a. Obaj mężczyźni zauważyli płomienie jeszcze zanim zaczęło świtać. Od razu zabrali się do roboty, pomagając mężczyźnie obudzić domowników poprzez rzucanie w okna cegieł, które leżały na stercie pod domem. Maxson i Clifford próbowali staranować zamknięte na klucz frontowe drzwi. Z wewnątrz odpowiadał im jedynie trzask płomieni.

Czemu do cholery nas nie słyszą?” – krzyknął Humphrey. Znalazł drabinę obok stodoły i przystawił ją do zewnętrznej ściany domu. Wspiął się na nią i zajrzał do kilku okien, ale nie zauważył żadnych oznak życia.

Wkrótce przybyli także inni sąsiedzi: Hutsonowie, Laphamowie i Nicholsonowie. Wszyscy nawoływali jak najgłośniej się dało, ale nawet to nie obudziło Gunnessów. Im głośniej krzyczeli, tym bardziej zdawali sobie sprawę, że niemożliwe było, żeby ktokolwiek przeżył w tej kuli ognia, w jaką zamienił się przybytek Belle Gunness.

Kiedy na miejsce przybył szeryf Smutzer, wraz z ekipą strażaków-ochotników, było już za późno. Dom, budynki farmy, a nawet pobliskie drzewa po prostu zrównały się z ziemią.

Biedna Bell Gunness, doczekała marnego końca swojego nieszczęśliwego życia.

Pechowa kobieta

Belle Gunness urodziła się pod pechową gwiazdą, jak mówili o niej współczujący sąsiedzi z La Porte w stanie Indiana. Odkąd przybyła do ich miasta i osiedliła się w domu odległym o niecałe dwa kilometry od centrum, życie rozczarowywało ją i łamało jej serce raz za razem – ludzie podziwiali jej ciche cierpienie i umiejętność kroczenia nadal z głową podniesioną wysoko.

Do roku 1908 jej figura przestała przypominać klepsydrę, ale jej jedwabiste blond włosy w towarzystwie pełnego, nordyckiego, białego uśmiechu oraz pary świdrujących niebieskich oczu, nadal zwracały uwagę. Pomimo wagi 127 kilogramów, była w stanie nosić gorset w taki sposób, aby podkreślić olbrzymi biust oraz parę zaokrąglonych bioder, w czasach, kiedy takie kształty były synonimem urody i seksapilu.

Belle żyła w czasach kukurydzianej polityki i sympatii do pełnych kształtów. W tamtych czasach, mężczyźni aspirowali do tężyzny Williama Howarda Tafta, który miał zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych. Kobiety, których wygląd odbiegał od pełnych kształtów, jakie posiadała Belle, wypychały swoje gorsety oraz nosiły marszczone na przedzie koszule. Belle Gunness z pewnością była swoistym kanonem piękna ze swoją talią o obwodzie 94 centymetrów. Kiedy ubierała się w swoje plisowane jedwabie i wkładała do uszu diamentowe kolczyki, mężczyźni nie mogli się jej oprzeć.

Była znana wśród mieszkańców La Porte, często bywała w tamtejszych sklepach, banku, u krawcowej. Jej pozdrowienia były niezwykle miłe dla wszystkich, których mijała po drodze, a jej uprzejme spojrzenie wielu osobom pozostało w pamięci. Jej norweski akcent brzmiał jak piosenka pośród monotonnych konwersacji rodowitych Amerykanów.

Zabójstwo

W tamtym czasie, La Porte, z jego rosnącą populacją 100 tysięcy mieszkańców, nie chciało być postrzegane jako wielkie miasto. Było położone jakieś 100 kilometrów od Chicago, a jego jedynym połączeniem z wielkim miastem była kolej, która prowadziła do Nowego Jorku. W każdym rogu miasteczka znajdował się kościół, była tam także mała fabryka oraz piękny budynek sądu z czerwonego piaskowca.

Miasto mogło pochwalić się dwiema gazetami, „The Herald” i „The Argus”. Obie z nich opisały tragedię, która zdarzyła się poprzedniego poranka, kiedy znaleziono zwęglone ciała pani Gunness oraz jej trojga dzieci – dwóch przybranych córek i jednego rodzonego syna. Ciało Belle Gunness było bezgłowe.

Szeryf Smutzer oraz jego zastępcy, Leroy Marr oraz William Antiss, od razu zwęszyli morderstwo. Podobnie, zresztą, jak prokurator, miejscowy kler oraz gazety, a także mieszkańcy miasta, a w szczególności sąsiedzi Belle Gunness, mieszkający wzdłuż drogi. Nie było sekretem, kim był podejrzany. Prawie każdy, kto przemierzał ulice La Porte słyszał jak Ray Lamphere groził, że „rozprawi się” z wdową, za to, że zwolniła go z pracy na swojej farmie.

Nazajutrz po pożarze, zastępcy szeryfa znaleźli mężczyznę w jego nowym miejscu pracy, na farmie Johna Wheatbrooka. Nie miał żadnego alibi, dotyczącego tego, gdzie był przed świtem, kiedy rozgorzał pożar, trafił więc do sądowego aresztu, gdzie oczekiwał na proces. Podczas aresztowania krzyczał, że był niewinny, a dziennikarzom powiedział, że ktoś próbował go wrobić. Miał prawdziwego pecha i nawet nie pomyślał, że to blada gwiazda wdowy rzucała teraz na niego nowy cień.

Miasto zaczęło się zastanawiać czy Lamphere nie mówił prawdy. Z perspektywy czasu, faktycznie, wszyscy, którzy mieli kiedykolwiek do czynienia z Belle Gunness wydawali się albo doświadczyć czegoś złego, albo w tajemniczy sposób zniknąć.

Pani Sorenson

Urodziła się jako Bella Poulsdatter w 1859 roku w Trondheim w Norwegii. Jej ojciec był wziętym kamieniarzem, a jego syn, brat Belli, kontynuował pracę w zawodzie. Jej siostra, Anna, wyjechała do Ameryki, kiedy Bella była jeszcze całkiem młoda i wyszła za mężczyznę nazwiskiem John Larson w Chicago. Wiedząc, że młodsza siostra była nieszczęśliwa w swoim życiu bez celu, w 1883 roku Anna zaprosiła Bellę do siebie. Dziewczyna miała wtedy 24 lata. Zamieszkała z Larsonami do czasu, aż miała sama stanąć na nogach. Żyli w społeczności składającej się w całości z nordyckich imigrantów, która trzymała się razem w tym obcym kraju.

Wkrótce Bella poznała Madsa Sorensona, ciężko pracującego konserwatystę, który chciał w Stanach założyć rodzinę. Niestety, próby zajścia w ciążę spełzły na niczym, więc Mads i Bella zdecydowali się adoptować dzieci z okolicznych rodzin, których nie stać było na ich utrzymanie. W ciągu 16 lat Sorensonowie zaopiekowali się trzema dziewczynkami – Jennie, Myrtle i Lucy.

Byli szczęśliwi i żyli bez problemów. Co ciekawe, rodzinę nękały pożary – musieli przeprowadzać się trzykrotnie po tym, jak ogień strawił ich domy (chociaż cudem, nic się nikomu przy tym nie stało). Sorensonowie byli właścicielami małego sklepu w Chicago, który przyniósł jedyny zysk, kiedy się spalił, a oni zebrali pieniądze z odszkodowania. W sumie ich sąsiedzi z Chicago pamiętali Belle jako dobrą żonę i matkę, która rzadko podnosiła głos, poza upominaniem dzieci.

Na początku 1900 roku dotknęła ich tragedia, kiedy Mads nagle zmarł z nieznanych przyczyn. Jedynymi symptomami były bóle w klatce piersiowej w dniu jego śmierci. Na akcie zgonu napisano, że przyczyną śmierci był atak serca. Wszystkie problemy finansowe wdowy po Sorensonie zniknęły, kiedy otrzymała sumę 8 tysięcy dolarów z jego ubezpieczenia na życie.

Nowy dom, nowy mąż

Belle zabrała dzieci oraz pieniądze i przeniosła się do La Porte w stanie Indiana. La Porte było miastem licznie zamieszkanym przez innych imigrantów z Norwegii, o czym jej zmarły mąż wiedział, ponieważ zamierzał tam kiedyś osiąść na emeryturze. Pieniądze z ubezpieczenia ulokowała w zaniedbanej farmie na sprzedaż po starej kobiecie. Był to kwadratowy, dwupiętrowy dom z czerwonej cegły, usytuowany na skraju sadu z jednej strony oraz płytkiego bagna i lasu z drugiej. Droga McClung, przy której leżał dom, przechodziła przez łagodne wzgórze i wychodziła na południe od La Porte. Ku uldze jej sąsiadów, którzy nie lubili poprzedniej właścicielki domu, Belle Sorenson zmieniła ten przybytek w wygodny dom dla niej i gromadki jej dzieci.

Wszystkie parkiety oraz meble z ciemnego, orzechowego drewna zostały wypolerowane na wysoki połysk. W oknach pojawiły się proste, białe firany, które rozjaśniały pomieszczenia. Z przodu domu pojawił się ładny płot postawiony przez Charlesa F. Pahrmana. Mężczyzna był zdziwiony, ponieważ jego klientka zażądała, żeby płot miał 180 cm długości i drut kolczasty u góry. Dom posiadał sześć sypialni, przestrzenną jadalnię, długą kuchnię, a także piwnicę. Licznie rozmieszczone lampy naftowe sprawiały, że miejsce było dobrze oświetlone.

Niedługo po przybyciu do La Porte, Belle wzięła skądś nowego męża. Był wysokim, przystojnym, brodatym blondynem. Nazywał się Peter Gunness i był farmerem. Miał syna z poprzedniego małżeństwa, który niedługo potem zmarł po kontakcie z wirusem. Smutek i żal rodziny Gunness szybko wyparował pod wpływem wielu godzin ciężkiej pracy na polach kukurydzy. Nawadnianie, sianie, zbieranie plonów – każdy członek rodziny miał swoje obowiązki. Jej dzieci pomagały jak mogły, karmiąc świnie, czy też grabiąc. Peter Gunness i Belle byli stałymi bywalcami targowiska, sprzedając swoje krowy na mięso i wymieniając nawóz na narzędzia.

Pewnego zimowego popołudnia, tuż przed rokiem 1900, Jennie, słysząc jakiś hałas, zeszła na dół, aby znaleźć swojego ojczyma, Petera, zwijającego się z bólu na podłodze kuchni. Nad nim stała zapłakana Belle, która krzyczała, że ta wielka żelazna maszynka do mielenia mięsa spadła z półki wprost na jego głowę. Mężczyzna zmarł jeszcze przed świtem.

Kochankowie

W ciągu kolejnych kilku lat farma prosperowała zdecydowanie lepiej niż szczęście Belle z mężczyznami. Wszyscy pomocnicy na farmie, a jednocześnie potencjalni mężowie, odchodzili jeden za drugim, często w środku żniw, gdzie potrzebna była siła mięśni. Większość z nich zalecała się do niej, niektórzy otwarcie proponowali małżeństwo.

19-letni Emil Greening, syn sąsiada, często przychodził oferować swoje usługi pomiędzy potencjalnymi zalotnikami Belle, ale oczywiście nie podobała mu się starsza kobieta. Interesował się za to Jennie, która wyrosła na ładną blondynkę o rumianych policzkach z dołeczkami. Niestety, pewnego dnia, Jennie postanowiła, nagle i bez pożegnania, wyjechać do college’u w San Francisco. Emil był zdruzgotany.

Następnie pojawił się Ray Lamphere. Belle po raz pierwszy spotkała tego 30-letniego stolarza w mieście wiosną 1907 roku i, wiedząc, że szukał pracy, zaoferowała mu posadę na swojej farmie. Ucieszył się, głównie dlatego, że miało mu to pomóc zdobywać pieniądze na alkohol i zajął wolny pokój na drugim piętrze rezydencji Belle. Lamphere może i nie był zbyt inteligentny, ale potrafił posługiwać się młotkiem oraz gwoździami i nie bał się pracy. Już wkrótce widziano ich w mieście chodzących pod rękę. W barze, który często odwiedzał, Lamphere chwalił się kolegom, że kobieta uwiodła go, bo uważała, że „fajny z niego facet”, a także pokazywał zegarek, kamizelkę, kapelusz i skórzane buty, które od niej dostał.

Jednak coś dziwnego musiało się stać w ich związku, ponieważ w okolicach Świąt Bożego Narodzenia 1907 roku, Belle widziano w La Porte z nowym mężczyzną, który, tak jak większość poprzednich, wydawał się zmaterializować znikąd. Najbardziej zdziwiony był Lamphere, kiedy dowiedział się, że niedawno widziano ich kupujących obrączki. Niemal w tym samym czasie, kiedy zazdrosny Lamphere opowiadał kolegom w pobliskim barze o zdradzieckich kobietach, najnowszy kochanek Belle raczył zniknąć. Jednak ulga mężczyzny nie trwała długo, bo Belle poznała kolejnego adoratora.

Tym razem, jak twierdzili sąsiedzi, wyglądało to na prawdziwą miłość. Opisywany jako „duży Szwed”, Andrew Helgelein, promieniał, kiedy spacerował ulicami miasta ze swoją kobietą. Był on dobrym mężczyzną, który, na prośbę Belle, żwawo udał się do banku, aby wyciągnąć stamtąd wszystkie swoje oszczędności. Bankierowi powiedział, że on i Belle zamierzali się pobrać.

Tamtego wieczora Belle poprosiła Raya Lamphere, aby opuścił swoją kwaterę w jej domu i znalazł inne mieszkanie. Zamierzała oddać tamten pokój Helgeleinowi do dnia ślubu, który miał się odbyć wkrótce. Porywczy Lamphere posunął się nieco za daleko zwalniając się z pracy u Belle i złorzecząc na nią. Ponownie opowiadał w barach o Belle Gunness i „tym wielkim Szwedzie”.

Przeczucie

Tydzień później Helgelein także zniknął. Belle żaliła się wtedy sąsiadom: „Kiedy w końcu się nauczę? Co robię nie tak, że ci mężczyźni mnie wykorzystują?” Pozostawiona znowu bez męskiej pomocy, ponieważ Lamphere odmówił powrotu do pracy, bała się o swoje uprawy.

Do pomocy przy wiosennych zbiorach, Belle zatrudniła tubylca o dobrej reputacji, mężczyznę, który był znany z prawdomówności i pracowitości, Joe Maxsona. Nigdy nie było przesłanki, żeby łączył ich jakikolwiek romantyczny związek. Poza pracą, którą wykonywał do późnego wieczora, Maxson przebywał w przytulnym pokoju przy kuchni, który udostępniła mu Belle, czytając gazetę i grając po cichu na skrzypcach. Często dzieci gospodyni były usypiane delikatnym brzmieniem jego skrzypcowych kołysanek.

Jedynym momentem, kiedy wtrącił nos w nie swoje sprawy, było ostrzeżenie swojej pracodawczyni, kiedy jej były pomocnik, a zarazem zazdrosny kochanek, Ray Lamphere, ponownie odwiedził jej posiadłość. Ciągłe groźby z jego strony, nawet po zniknięciu Andrew Helgeleina, zmusiły Belle do powiadomienia policji, ale nawet po kilkakrotnym aresztowaniu, mężczyzna nadal ją nachodził. Maxson często widział jak Lamphere podglądał zza drzew, które okalały jej ogród. Kiedy zorientował się, że został zauważony, uciekał jak przerażona jaszczurka.

27 kwietnia 1908 roku, Belle udała się do adwokata, aby spisać swój testament. Wydawała się roztargniona i powiedziała adwokatowi, że bała się, iż Lamphere mógł ją skrzywdzić. „Ten mężczyzna zamierza mnie dopaść i obawiam się, że pewnej nocy spali mój dom.” W testamencie zapisała swoją posiadłość dzieciom, a w wypadku ich śmierci, norweskiemu sierocińcowi. Kiedy adwokat poprosił, żeby podała pełną nazwę sierocińca, ona nie umiała jej sobie przypomnieć, więc powiedział jej, że potrzebuje jednego lub dwóch dni, aby znaleźć prawdziwą nazwę, zanim zautoryzuje testament. Belle spłoszyła się. Upierała się, że prawnik mógł to zrobić po fakcie, a teraz powinni podpisać dokument. „Nie ma na co czekać!” – prosiła. Wzdychając, prawnik zgodził się i złożył swój podpis na dole dokumentu, obok jej podpisu.

Tamtej nocy farma spłonęła.

Wątpliwości

Kilka dni po pożarze, Ray Lamphere siedział w sądowym areszcie i żałował, że w kiedykolwiek poznał Belle Gunness. Zdał sobie sprawę, że był na straconej pozycji i miał nadzieję, że uda mu się jakoś z tego wywinąć. Nie miał pieniędzy na prawnika.

Oskarżono go o zabicie Belle Gunness, ale najpierw trzeba było udowodnić, że znalezione ciało należało właśnie do niej. Z tego, co słyszał od znajomych, którzy odwiedzali go w celi, opinia publiczna była bardziej po jego stronie. Większość mieszkańców miasta nie bardzo wierzyła, że bezgłowe zwłoki znalezione w ruinach domu należały do jego właścicielki. Plotkowano, że były one przede wszystkim dużo mniejsze niż korpulentna Norweżka. Co więcej, jeśli w ich mieście znajdował się jakiś złoczyńca, na tamten dzień nie twierdzono, że był to właśnie Ray Lamphere. Na ustach wszystkich był nie kto inny, jak sama Belle Gunness.

La Porte było powściągliwym miastem, ale nagle pojawiły się wątpliwości. Dlaczego tak wielu zalotników przyszło, a następnie rozpłynęło się w powietrzu, często pozostawiając swoje osobiste rzeczy? (Widziano ją potem w polu, ubraną w ich płaszcze i kapelusze, chroniące ją od deszczu, kiedy orała.) Gdzie była jej córka Jennie? (College, do którego miała uczęszczać nie miał jej w wykazie swoich studentów.) Skąd brała swoje pieniądze? (Wydawała się prowadzić dużo bardziej wystawne życie, niż jej dochód ze sprzedaży plonów mógłby na to pozwolić.)

Podejrzane rzeczy znaleziono także na zgliszczach posiadłości wdowy. Męskie zegarki, guziki od płaszczy, puste portfele… niedawno zakopane ludzkie żebra i kości ręki. Do tego jeszcze kompletny szkielet. Szeryf Smutzer, chcąc zachować spokojne miasto od skandalu, zatrudnił Joe Maxsona oraz sąsiada Belle, Daniela Hutsona, aby przekopali się przez zgliszcza w poszukiwaniu, przede wszystkim, głowy właścicielki i zgłosili się bezpośrednio do niego ze swoimi odkryciami.

Poszukiwaczka złota

W maju szeryfa odwiedził niewysoki mężczyzna, który przedstawił się jako brat Andrew Helgeleina, tego „wielkiego Szweda” z Południowej Dakoty, który, tak jak wielu innych poderwał Belle jednego dnia, a następnego zniknął. Asle Helgelein wiedział, że Andrew przybył do La Porte w styczniu 1908 roku, aby wycofać swoje oszczędności z banku, z Belle u boku. Przeczytawszy w gazecie o pożarze w posiadłości Belle Gunness i nie wiedząc co się stało z jego bratem, przyjechał do La Porte przeprowadzić własne śledztwo.

Andrew, jak sam tłumaczył, dowiedział się o Belle z ogłoszenia matrymonialnego w gazecie, gdzie imigrantki szukały mężów. W jego posiadaniu były tuziny listów z okresu pół roku, które Belle pisała do Andrew, zapraszając go do La Porte, aby został jej mężem. (W jednym z listów przesłała czterolistną koniczynę jako dobry omen.) Dla Asle było dziwne, że po tak długiej znajomości i powierzeniu jej swoich pieniędzy, jej brat miał uciec. To nie miało sensu.

Listy Belle były bezpośrednie, objawiała się w nich jako „dobra norweska kobieta”, która chciała mieć wiernego męża, kochanka i kogoś, kto zapewni odpowiedni standard życia dla niej oraz jej rodziny. W miarę jak związek posuwał się do przodu, listy Belle zaczęły ujawniać coraz więcej motywacji finansowych. Po tym, jak Andrew zdecydował się przyjechać do La Porte, Belle dała popis swojej podstępności. Napisała: „…Nie wysyłaj żadnej gotówki przez bank. W dzisiejszych czasach bankom nie można ufać. Zamień całą gotówkę jaką masz w papierowe banknoty, o największym możliwym nominale i zaszyj je porządnie wewnątrz swojej bielizny. Uważaj i zaszyj je naprawdę dobrze, upewnij się, że nikt o tym nie wie, nawet twoi najbliżsi krewni. Niech to będzie tylko nasz sekret. Pewnie będziemy mieli wiele innych sekretów, nie sądzisz?

Szeryf Smutzer uważał, że Asle przesadza. Belle Gunness była materialistką, ale na pewno nie morderczynią. Ale Asle Helgelein nie chciał w to wierzyć. Dowiedział się, że na farmie Gunness miało miejsce przeszukanie i słyszał, że odkryto tam kosztowności. Może mógłby znaleźć coś, co należało do jego brata?

Pani Bluebeard

Asle udał się na zgliszcza farmy. Przedstawił się Joe Maxsonowi oraz Danielowi Hutsonowi i zaoferował pomoc w kopaniu. Jak później wyjaśnił, miał jakieś niejasne przeczucia. Zapytał Maxsona czy Belle nakazała wykopać na terenie swojej posiadłości jakieś doły – być może na śmieci lub popiół. „W sumie tak.” – odpowiedział Maxson. „Za domem niedaleko zagrody dla świń był duży dół na śmieci, gdzie wrzucała stare buty, kości i podobne rzeczy. Kazała mi zasypać go w okolicach marca. Dlaczego pan pyta?

Nie odpowiadając, Asle podniósł szpadel i zaczął kopać we wskazanym miejscu. Instynktownie, pozostali mężczyźni również zaczęli tam kopać. Tuż pod powierzchniową warstwą ziemi znaleźli buty, kawałki drewna oraz różne śmieci. Jednak, chwilę potem ich nozdrza zaczął drażnić nietypowy zapach, a szpadle uderzyły w coś przykrytego starą ceratą i jutowym workiem. Smród stał się silniejszy. Kopacze odkryli kawałek ceraty i zobaczyli ludzką rękę. Podnieśli z ziemi zgniłe szczątki mężczyzny. Asle spojrzał w gnijące oczy trupa i zauważył smutny wyraz twarzy, którą znał. „To mój brat!” – krzyknął.

Ciało Andrew Helgeleina było w kawałkach – ręce, nogi, głowa, zapakowane w kilka worków po mące. Wezwano szeryfa i kontynuowano kopanie. Zanim dzień się skończył, odkryli cztery inne ciała – dwa męskie i dwa kobiece, zapakowane w taki sam sposób jak tamten „duży Szwed”. Jednym z kobiecych ciał należało do Jennie, przyrodniej córki Belle, która wcale nie wyjechała do Kalifornii. Mimo, że zwłoki były w stanie zaawansowanego rozkładu, udało się rozpoznać jej cechy charakterystyczne twarzy, a także kępkę długich blond włosów, które kołysały się na łysej czaszce. Możliwe było, że Jennie zaczęła coś podejrzewać, po tym, jak zauważyła, że zalotnicy matki zawsze opuszczali farmę nocą i dlatego zginęła.

La Porte spanikowało. Belle Gunness, samotna Belle Gunness, której wszystkim było żal – była jak pani Bluebeard – chciwa bogactwa i o złym sercu. W obliczu tych wydarzeń, szeryf Smutzer nie mógł już ukrywać prawdy przed światem i, w ciągu jednej zaledwie nocy, spokojne miasteczko stało się istnym wabikiem dla mediów. Ze wszystkich stron kraju, z bliska i daleka, przybywały pociągi pełne żądnych sensacji reporterów. Zamieszkali w największym hotelu w mieście. Powozy pełne dziennikarzy i fotografów kursowały bez ustanku od hotelu do farmy. Nagłówki w gazetach mówiły o Belle Gunness, która mogła nadal żyć.

Reporterzy wypytywali mieszkańców miasta o wszelkie informacje na jej temat. Wielu ją znało i wyrażało zdziwienie. Wielu odpowiedziało, że „teraz, jak o tym myślą, tak, zawsze zachowywała się dziwnie podejrzanie”. Jeśli chodzi o ciała znalezione na terenie jej posiadłości… poczekajcie, będzie ich więcej.

Tak wielu zaginęło

Dziesiątki nazwisk i twarzy.. gdzie wszyscy przepadli? Wszyscy ci pracownicy, którzy pracowali dla Belle i zalecali się do niej – czy mogli z ręki swojej ukochanej?

Gdzie zniknął Ole Budsberg?” – pytało miasto. Był jednym z adoratorów Belle. Wiadomo, że 26 kwietnia 1907 roku wybrał z banku oszczędności w wysokości 1800 dolarów. Był tam z panią Gunness i od tamtej pory nikt go nie widział. Jego synowie pisali, aby dowiedzieć się co się z nim stało, a nawet kasjer w banku wezwał Belle Gunness na przesłuchanie. Ona powiedziała, że Ole Budsberg wyjechał do Oregonu.

Swan Nicholson, rezydent w La Porte, pytał w szczególności o kogoś, kogo znał i lubił. „Gdzie jest Olaf Lindbloe? Przybył prosto z Norwegii, miał około 30 lat i dobrze wyglądał..” Chris Christofferson, który mieszkał nieopodal Belle, odpowiedział: „Ostatnim razem widziałem go wiosną 1904 roku. Przenosił stary wychodek na posesji Belle. Następnym razem, jak odwiedziłem farmę, pani Gunness była sama i narzekała, że zostawił ją z całym bałaganem i wyjechał do St. Louis, na tamtejsze targowisko.”

Kolejnym nazwiskiem, które się pojawiło był Henry Gurholt. Kupcy w mieście wspominali jego miłe podejście oraz uprzejmy sposób załatwiania interesów Belle. Christofferson wspominał wiosenny dzień, kiedy Gurholt przybył w 1905 roku – „Pomagałem mu wnosić walizkę na górę.” Pamiętał także tydzień, kiedy mężczyzna zniknął z pola widzenia. „W sierpniu Belle przyszła do mnie po pomoc na farmie, ponieważ, jak twierdziła, Henry zostawił ją w połowie żniw i wyjechał.”

Niektórzy pomocnicy byli na farmie tak krótko, że ludzie z miasta nawet nie mieli okazji poznać ich nazwisk. Na przykład, rzeźnik Emil Palm wspominał: „Był pewien młody chłopak na farmie ostatniego lata, który kilka razy przyjeżdżał do La Porte z panią Gunness, ale nagle przestał. Pewnego razu zapytałem ją co się stało z chłopakiem, a ona tylko spojrzała na kawałek mięsa i komplementowała jego wygląd.

Czarna wdowa

Kopanie kontynuowano przez cały kolejny miesiąc i wydawało się, że odnaleziono część z ciał zaginionych osób. Pośród nich byli: Budsberg, Gurholt i tajemniczy chłopak wspomniany przez Emila Palma. Tak jak w przypadku innych ofiar, głowy mężczyzn oddzielono od ciała, a także odcięto kończyny. Wszystkie te ciała odnaleziono w stercie miękkiej ziemi, która zawierała także damskie buty oraz torebkę, które prawdopodobnie należały do niezidentyfikowanego damskiego ciała, znalezionego wcześniej. Głęboko w dole, pod innymi, znajdował się szkielet młodego chłopaka.

Zaczęto spekulować na temat śmierci dwóch mężów Belle, Madsa Sorensona, który zmarł z nie do końca określonych przyczyn w Chicago oraz Petera Gunnessa, zmiażdżonego przez spadającą maszynę do mielenia mięsa. Co do tego pierwszego, doktor J.B. Miller z Chicago przyznał, że ciało Madsa wskazywało na to, że został otruty strychniną. Jednak przełożony Millera chciał oszczędzić wdowie niepotrzebnego bólu – i tak była już kłębkiem nerwów – i, ponieważ akurat wtedy zajmował się pacjentem z chorobą serca, wpisał jako przyczynę śmierci „powiększenie serca” i podpisał akt zgonu.

Rok po śmierci Petera Gunnessa uruchomiono śledztwo w jego sprawie. Zakwestionowano okoliczności jego śmierci. W końcu nie było żadnego logicznego wytłumaczenia, dlaczego maszynka do mielenia mięsa mogłaby sama spaść z półki. W czasie przesłuchania, Belle nerwowo ściskała swoje dłonie. Wyglądała jak kompletna cierpiętnica. Szeryf nie był usatysfakcjonowany jej zeznaniami, tak samo jak koroner, który nawet posunął się do przesłuchania młodej Jennie na temat związku jej przybranych rodziców. Jednak w końcu zdecydowano, że była to przypadkowa śmierć.

Na pogrzebie męża pani Gunness była spokojna. W czasie kazania usiadła z twarzą w dłoniach, płacząc i zawodząc. Jeden z mieszkańców miasta, Albert Nicholson zauważył, że tak naprawdę „spoglądała przez dłonie, aby sprawdzić jaki efekt to wywoływało.” To sprawiło, że nie wierzył w jej niewinność.

Nawet mała Myrtle w nią nie wierzyła. Na tydzień przed pożarem farmy, powiedziała na ucho koleżance ze szkoły „Moja mama zabiła mojego tatę. Uderzyła go i zmarł. Nikomu nie mów.” Koleżanka dotrzymała sekretu, dopóki Myrtle sama nie umarła.

Ale teraz, w maju 1908 roku, sekrety Belle Gunness eksplodowały jak fajerwerki w noc sylwestrową. Cały świat czekał i obserwował, oraz modlił się. Ludzie nie mogli doczekać się informacji czy w zgliszczach po pożarze faktycznie znaleziono głowę Bell, nie mogąc sobie wyobrazić tego, że mogłaby nadal żyć.

Kozioł ofiarny

Bardzo prawdziwe wydaje się przysłowie, że każde przestępstwo ma swojego kozła ofiarnego. Tak samo było w sprawie Belle Gunness. Kozioł ofiarny nazywał się Ray Lamphere.

Władze wierzyły w jego winę i chciały go osądzić. Ponieważ zazdrosny kochanek wiele razy próbował zastraszać i grozić wdowie, prokurator Ralph N. Smith wierzył, że to doprowadziło go do popełnienia morderstwa. Poza tym, partie polityczne zawsze zyskują punkty w wyborach, kiedy uda im się złapać wilka, który zagrażał stadu owiec. Jednak były pewne wątpliwości. Ciała dzieci Belle Gunness znaleziono i zidentyfikowano, jeszcze zanim udowodniono, że bezgłowe zwłoki znalezione razem z nimi należały do Belle, więc obrona miała asa w rękawie. To w końcu Belle Ray chciał zabić, nie jej dzieci, poza tym, w świetle tego, co działo się na farmie Gunness, nikt nie mógł udowodnić, że to nie ona zabiła dzieci, a następnie uciekła.

W poszukiwaniu dowodów pogrążających Lamphere, Smith naciskał na przeszukujących farmę, aby odnaleźć czaszkę Belle. Szeryf Smutzer, zagorzały republikanin, wysłał swoje oddziały we wszystkich kierunkach, aby znaleźć jakiekolwiek dowody, które mogłyby pomóc we wsadzeniu podejrzanego za kratki. Jednak śledczy nie znaleźli niczego, a jedynymi rzeczami, znalezionymi w zgliszczach domu były kolejne zegarki, fragmenty nadpalonej książki o anatomii oraz srebro. Jednak dentysta Belle Gunness, Ira Norton, sam z siebie podał przydatne informacje. „Jeśli znajdziecie jej sztuczną szczękę, pomogę w identyfikacji” – powiedział. „Zeszłej jesieni zrobiłem dla niej zestaw sześciu pozłacanych, porcelanowych koronek. Jeśli pani Gunness zmarła w pożarze, te zęby gdzieś tam są.”

Do pomocy wezwano pewnego mężczyznę, który szukał kiedyś złota w Kolorado. Louis Schulz powiedział Smithowi, że jeśli miałby misę do płukania złota, taką jakiej obecnie używano do znajdowania samorodków w Klondike, Smith dostałby swoje złote zęby w ciągu tygodnia. Schulz obiecał, Smith załatwił mu misę.

W międzyczasie, mieszkańcy La Porte podzielili się na tych, którzy wierzyli w niewinność Lamphere oraz tych, którzy twierdzili, że z pewnością jest winny zabójstwa. „Ona nie żyje!” – krzyczeli bankierzy, którzy nie wierzyli, że ktokolwiek mógłby opuścić miasto mając 720 dolarów wciąż zdeponowanych w banku. „Ona żyje!” – twierdził lokalny lekarz, który badał bezgłowe zwłoki, które były znacznie drobniejsze niż postawnej Belle Gunness.

Konflikt najbardziej można było zaobserwować w dwóch rywalizujących lokalnych gazetach. Republikański „Herald” wspierał Smitha, podczas, gdy demokratyczny „Argus” twierdził, że Lamphere był tylko kozłem ofiarnym. „Herald” pisał o Belle Gunness jako o martwej, a „Argus” przedstawiał ją jako żywą, mającą się dobrze, mieszkającą gdzieś daleko od La Porte.

Burmistrz miasta, Lemuel Darrow, demokrata, był oczywiście za tym, co pisał „Argus”. Z powodu jego politycznego zaangażowania, jego pracownicy, przynajmniej otwarcie, bronili Lamphere. Z tego samego powodu, miejska policja odmówiła współpracy z załogą szeryfa Smutzera w szukaniu dowodów obarczających Lamphere. Zamiast tego, Darrow zatrudnił prywatnego detektywa z Chicago, który miał odnaleźć Belle. Jednocześnie znajomy Darrowa, Wirt Worden zaoferował darmowe usługi w zakresie obrony Lamphere.

We wtorek 12 maja, Schulz znalazł złote zęby Belle. Doktor Norton potwierdził, że należały do niej, a koroner ogłosił Belle martwą w wyniku zabójstwa. 22 maja Ray Lamphere został oficjalnie oskarżony o podpalenie i zabójstwo rodziny Gunness.

O włos od śmierci

W miarę zbliżania się terminu rozprawy, La Porte ożywiło się jak nigdy dotąd. 29 maja, na terenie farmy Gunness, odbyła się aukcja, gdzie sprzedawano wszystko, czego nie strawił ogień, w tym psa rasy Collie, który podczas pożaru był na zewnątrz. Ludzie kupowali rzeczy za wielokrotność ich wartości. Łopata warta 60 centów doszła do ceny 2 dolarów 10 centów – kto wie, może nią wdowa pochowała Andrew Helgeleina. Jeden z gości aukcji kupił psa, konia i wóz, a nawet kota z kociętami. Ktoś nawet zatrudnił ostatniego pomocnika na farmie Belle, Joe Maxsona. Kiedy Maxsona pytano czy Belle Gunness żyje, ten pewnie i głośno odpowiadał: „Tak!

Maxson był od początku przekonany, że ocalał z pożaru tylko ze względu na szczęście. Nikomu nie mówił o swoich podejrzeniach, poza swoją siostrą, która później opowiedziała o tym prasie. Według niej, pewnego razu, jej brat obudził się w środku nocy, a wdowa Gunness stała nad jego łóżkiem i patrzyła na niego. Nie wiedząc co się dzieje, usiadł. „Chciałam tylko zobaczyć czy śpisz” – powiedziała i cicho wyszła z jego pokoju. Kiedy odchodziła, wydawało mu się, że widzi zarys młotka ukryty pod jej spódnicą.

Historie o tym jak mężczyźni o mały włos uniknęli nieszczęścia przychodziły z całej okolicy od tych, którzy odpowiedzieli na ogłoszenie matrymonialne Belle Gunness w ”The Skandinaven”. Opowieści nie były zmyślone, ponieważ mężczyźni znali zbyt wiele szczegółów, dotyczących Belle i jej farmy. Niektórzy mieli nawet listy, które Belle napisała im w odpowiedzi. Carl Peterson z Michigan pokazał list, w którym napisano: „… Zdecydowałam, że każdy aplikant musi złożyć satysfakcjonujący depozyt w gotówce… Jeśli jesteś w stanie złożyć 1000 dolarów w gotówce, możemy omówić sprawy osobiście. Jeśli nie możesz tego zrobić, czy warto się w ogóle zastanawiać?…” Nie posiadanie takiej kwoty w tamtym momencie, uratowało mężczyźnie życie.

George Anderson zobaczył ogłoszenie Belle w Missouri. Po wymienieniu korespondencji, zdecydował się odwiedzić kobietę i sprawdzić jej prawdomówność. Miał przy sobie tylko 300 dolarów w gotówce, ale Belle zażądała, żeby wrócił do domu, sprzedał swoją farmę w Tarkio i wrócił z resztą pieniędzy. To wzbudziło w nim podejrzliwość. Kiedy obudził się w środku nocy, widząc jak stoi nad jego głową, miał tego dość. Spakował się i wrócił do domu pierwszym pociągiem.

Niestety jednak, więcej było mężczyzn, którzy nie mieli szczęścia Petersona ani zdrowego rozsądku Andersona. Rodziny z Minnesoty, Wisconsin, Zachodniej Virginii, Pennsylvanii, Kansas i innych stanów pisały prośby do szeryfa Smutzera i burmistrza Darrowa, aby odnaleźli ich zaginionego syna, brata lub ojca, którzy wyjechali, aby poznać kobietę z ogłoszenia matrymonialnego zamieszkałą w La Porte.

George Barry z Indiany wyszedł z domu w lipcu 1905 roku, żeby „pracować dla pani Gunness.” Miał przy sobie 1,500 dolarów w gotówce. Nigdy więcej go nie widziano. Herman Konitzer z Indiany zabrał z banku 5 tysięcy dolarów i udał się do La Porte, aby „ożenić się z bogatą wdową.” Przepadł jak kamień w wodę. Abraham Phillips z Zachodniej Virginii, emerytowany kolejarz, udał się na zaloty do bogatej wdowy z Indiany, zabierając ze sobą 500 dolarów w gotówce i diamentowy pierścionek. Jego rodzina nie wiedziała co się z nim działo, aż do czasu, kiedy jego zegarek znaleziono w zgliszczach domu Gunness. Emil Tell z Kansas, miał ze sobą 5 tysięcy dolarów, wsiadł do pociągu do La Porte, gdzie miał się spotkać z pewną wdową i również zaginął.

To nie koniec tej makabrycznej listy. Inni mężczyźni, którzy powiedzieli krewnym o podróży do La Porte to: Olaf Jensen (świeży imigrant z Norwegii), Christian Hinckley (z Chetek w Wisconsin), Charles Nieburg (z Filadelfii), Tonnes Lien (zamieszkały w Rushford w Minnesocie), E.J. Thiefland (Minneapolis), John E. Bunter (z McKeesport w stanie Pennsylvania).

Początek procesu

9 listopada 1908 roku, po długim, gorącym lecie – wyjątkowo ciężkim dla Raya Lamphere w jego gorącej i wilgotnej celi – prokurator Ralph N. Smith oraz obrońca Wirt Worden, spotkali się z sędzią J.C. Richterem, aby wybrać ławę przysięgłych.

Ray Lamphere twierdził, że był niewinny. Smith i Worden byli przyjaciółmi poza sądem, więc czekała ich ciężka przeprawa. Szanowali wzajemnie swój intelekt i reputację. Smith, wysoki i chudy, o pustym wzroku, był zatwardziałym praktykiem. Worden, dobrze zbudowany, był bardziej emocjonalny. Zawsze, kiedy spotykali się w sądzie, działy się ciekawe rzeczy.

Pierwszą sprawą było wybranie ławników, przeprowadzone z ostrożną dokładnością przez obie strony. Pod koniec tygodnia, obaj prawnicy czuli pewność, że wybrali godną reprezentację inteligentnych oraz sprawiedliwych ludzi z La Porte.

Właściwy proces rozpoczął się w piątek rano, 13 listopada. Sala wypełniła się publicznością, ludźmi, którzy znali Belle Gunness osobiście, a także znajomymi Raya Lamphere. Prokurator Smith musiał udowodnić, że bezgłowe ciało znalezione w ruinach domu należało do Belle oraz, że zginęła ona w wyniku pożaru oraz, że to Ray Lamphere w akcie zemsty podłożył ogień. Obrona, z kolei, musiała po prostu rzucać kłody pod nogi prokuratorowi.

Zeznania lekarzy

Koroner Charles Mack, pierwszy świadek strony oskarżenia, miał przekonać ławników, że bezgłowe ciało znalezione w zgliszczach domu z całą pewnością należało do Belle Gunness. Przedstawił także stan innych zwęglonych szkieletów oraz organów zebranych od ofiar pożaru. Adwokat obrony, szukał jednak luk w jego precyzyjnym zeznaniu.

Worden: Jest pan pewien, że ta kość, którą panu pokazuję to kręg szyjny?
Mack: Nie jestem pewien.
Worden: Dobrze doktorze, czy jest pan pewien, że ta oto kość, to kość szczękowa?
Mack: Tak jest.
Worden: Czy to ludzka kość?
Mack: Nie wiem.
Worden: Czy jest pan w stanie, z obecnej obserwacji, stwierdzić czy ta kość pochodzi z górnej czy dolnej szczęki?
Mack: Nie jestem pewien czy to w ogóle jest kość.

Strona oskarżenia się przegrupowała i przedyskutowała nową strategię. Smith wiedział, że potrzebuje obalić dwie tezy postawione przez obrońcę w mowie początkowej: 1) że dzieci Belle zginęły z jej ręki, a ona sama zdołała uciec; 2) że Belle zamordowała inną kobietę, aby podłożyć jej zwłoki jako swoje.

Dwoje lekarzy, którzy badali troje martwych dzieci Belle Gunness, opowiedziała o stanie zmarłych. Twierdzili oni, że dzieci umarły od uduszenia dymem z pożaru (nie od trucizny). Jednak, kiedy Worden przepytał doktora H.H. Longa, który widział szczątki Lucy, znalazł luki w jego diagnozie.

Worden: Czy na ciele Lucy zaobserwował pan jakiekolwiek wybroczyny?
Long: Nie, żadnych.
Worden: Takie wybroczyny niezmiennie pojawiają się, jeżeli dochodzi do śmierci na skutek uduszenia, czyż nie?
Long: Tak, to prawda.

Było oczywiste, że Worden świetnie się przygotował.

Dr J.L. Long, fachowiec od analiz pośmiertnych, pod nadzorem Smitha, wykazał jak kontakt z ogniem sprawia, że ludzka dłoń zaciska się w pięść w taki sam sposób, w jaki miało to miejsce w przypadku całej rodziny Gunness, w tym dłoni bezgłowej kobiety. Swoje zeznanie poparł faktami, więc przysięgli mu uwierzyli.

Jednak obrońca nie zamierzał się poddać. Wezwał na świadka doktora Gray’a.

Worden: Czy jest panu wiadome jaki wygląda pośmiertnie ciało człowieka otrutego strychniną?
Gray: Widziałem kilka takich.
Worden: Czy strychnina mogłaby zacisnąć tę dłoń w taki sposób (wskazał na rękę zmarłej kobiety)?
Gray: Tak.
Worden: To typowy objaw, prawda?
Gray: Tak.
Worden: Czy to prawda, że kiedy opisał pan swoje badanie i napisał werdykt, napisał pan, że niemożliwe jest ustalenie przyczyny śmierci?
Gray: Tak jest.
Worden: Czy dokonał pan chemicznej analizy żołądka, doktorze?
Gray: Nie.
Worden: Biorąc pod uwagę stan zwłok, w jakim je znaleziono, gdyby znalazł pan strychninę i arszenik w żołądku w wystarczającej ilości, aby kogoś zabić, co by pan powiedział, że było przyczyną śmierci?

Ostatnie pytanie było hipotetyczne i nie wymagało odpowiedzi, więc Worden nawet na nią nie czekał. Powiedział to, co chciał powiedzieć. Ponadto udało mu się wydobyć od kolejnego świadka, doktora J. Williama Meyera komentarz, który mocno zdenerwował stronę oskarżenia, która miała nadzieję sama wykorzystać jego zeznania. W nawiązaniu do bezgłowego ciała domniemanej Belle Gunness, wywiązał się taki dialog:

Worden: Czy wie pan jaka była przyczyna śmierci?
Meyer: Nie.
Worden: Jaka jest pana opinia doktorze?
Meyer: Skurczenie się serca, jak w przypadku otrucia. Z tego, co słyszałem o żołądku, mogło do niego dojść na skutek zażycia strychniny.

Raz na wozie

Piłeczka ewidentnie była teraz po stronie obrony. Jednak Ralph Smith nie był kompletnie bezbronny w walce z niesamowicie sprytnym oponentem. Kiedy pierwszy tydzień procesu dobiegał końca, zaskoczył wszystkich. Według tego, co mówił, dentysta pani Gunness, Ira P. Norton, potwierdził, że znaleźli w zgliszczach sztuczne zęby wdowy. Dentysta wykonał te złote zęby na zamówienie i poznał swoją własną robotę.

Smith: Czy mogły zostać wyrwane, doktorze Norton?
Norton: Nie, nawet dentysta nie potrafiłby wyrwać naturalnych zębów ze szczęki pani Gunness, które byłyby przytwierdzone do koronek, takich jak te.

To, co Norton powiedział oznaczało, że jeśli to były zęby pani Gunness, jedynym sposobem na ich wypadnięcie była jej śmierć w pożarze.

Podczas zeznania, Ray Lamphere tępo gapił się na groteskowy zestaw uzębienia leżący na stole z dowodami. Pomiędzy tymi ohydnymi obiektami, duszną salą sądową i sposobem, w jaki sprawy wzięły obrót, wydawał się być szarozielony na twarzy. Jego prawnik musiał to zauważyć, więc nagle pochylił się w jego stronę i posłał mu porozumiewawcze spojrzenie.

Pomimo, że tydzień kończył się korzystnie dla prokuratora, wszyscy zgodnie uważali, że cały tydzień należał do Wordena, obrońcy Lamphere. Było wielu, którzy podkreślali, że złote koronki nie były niczym rzadkim, a w zgliszczach domu i dookoła niego znaleziono przecież inne kości oraz zęby. Więc skąd pewność, że tamte zęby należały do Belle?

Wśród mieszkańców La Porte zawrzało. Weekend dał więcej plotek w całym mieście – przy kuchennych stołach, na targowisku, w parku, w szkołach, przed i po mszy kościelnej, a także w okolicznych barach. Mieszkańcy opowiadali sobie najlepsze momenty z procesu i przekomarzali się ze sobą. Ich zdania raczej się nie zmieniły. Ci, którzy chcieli, aby Lamphere zawisł na szubienicy, byli jeszcze bardziej nieugięci. Ci, którzy uważali, że był niewinny, bronili jego sprawy zaciekle.

Raz pod wozem

Drugi tydzień procesu zaczął się 16 listopada, w poniedziałek. Na rozprawę przyszło jeszcze więcej ludzi. Sala była wypełniona po brzegi. Ludzie tłoczyli się w alejkach i stali przyciśnięci wzdłuż ścian. Jacob Tag, urzędnik sądowy, miał pilnować porządku na sali, jednak obecni ludzie nie sprawiali żadnych problemów, słuchali wszystkiego z uwagą.

Tym razem skoncentrowano się na zastraszaniu Belle Gunness przez oskarżonego, po tym jak Andrew Helgelein przybył do miasta z Południowej Dakoty. Tłumaczenia Lamphere dlaczego nękał kobietę wyglądały tak, że twierdził, że wdowa zwolniła go, aby zalecać się „do tego wielkiego Szweda” i nie zapłacić mu zaległego wynagrodzenia.

Prokurator nawet domniemywał udziału Lamphere w śmierci Helegeleina i tego, że wiedział on o tym, jakich zbrodni dopuszczała się Belle. Na świadków powołano ludzi, którzy znali oskarżonego i pili z nim w barze. Opowiedzieli oni o wszystkich groźbach, których się dopuścił. Jeden z nich, William Slater, zacytował nawet jego słowa: „Powiedział mi ‘wiem coś o tej starej kobiecie, więc musi się mnie słuchać. Cały czas mnie wykorzystuje i lepiej niech ma nadzieję, że nie będę miał tego dość! Jeśli nie zostawi mnie w spokoju, to wyślę ją do więzienia w mgnieniu oka!’”

Kiedy Smith zbliżał się do końca swojej argumentacji, nie omieszkał przypomnieć wszystkim, po raz ostatni, że to właśnie ciało Belle Gunness, a nie kogoś innego, znaleziono wśród popiołów domu. Powołano wtedy świadków, którzy byli na miejscu katastrofy od razu, kiedy pożar ugaszono. Jedna z kobiet opowiedziała o ostatnich momentach rodziny Gunness – trojgu dzieci oraz matce, śpiących na łóżku, spalonych na śmierć, kiedy materac spadł z pierwszego piętra do piwnicy, gdzie sama ich podobno widziała. Obrona twierdziła jednak, że nie znaleziono żadnych ciał na łóżku, ale oddzielnie, w piwnicy, co sygnalizowało, że były już martwe, kiedy pożar się zaczął, a otruła je właśnie Belle. Również szeryf Smutzer opisał widok zwęglonej rodziny leżącej na materacu. Wszyscy na sali sądowej zamarli.

Smith powinien był się wtedy zatrzymać, ponieważ miał przewagę, ale niestety wezwał na świadka Williama Humphreya, jednego z pierwszych na miejscu pożaru, który pomagał Joe Maxsonowi obudzić rzekomo śpiących Gunnessów tamtego ranka.

Smith: O której godzinie dotarł pan na miejsce pożaru?
Humphrey: Kilka minut po czwartej nad ranem.
Smith: Co pan wtedy zobaczył?
Humphrey: William Clifford i Joe Maxson wywarzali frontowe drzwi. Wspiąłem się na drabinie i patrzyłem przez okna dwóch pokojów na zachodzie. Widziałem materace i piżamy, ale żadnych ludzi. Niedługo potem ściany zaczęły spadać razem z dachem.
Smith: Czy był pan obecny, kiedy znaleziono ciała?
Humphrey: Tak jest, to moja łopata dotknęła jednego z nich. Pomagałem wynieść je na zewnątrz i włożyć do pojazdu przedsiębiorcy pogrzebowego.
Smith: Mówi pan, że spojrzał pan przez okno podczas pożaru. Co dokładnie pan widział?
Humphrey: W pierwszym pokoju stało żelazne łoże z pustymi materacami. W drugim pokoju stało żelazne łóżko z materacem i zwitkiem bielizny do spania.
Smith: Czy pokój był w ogniu?
Humphrey: Ogień zaczynał trawić podłogę.

Jak na razie to były tylko opinie. I z jednej, i z drugiej strony. Jedna rzecz była pewna: nikt nie zostawał zbyt długo na drodze McClung po zmroku. Nawet ci, którzy opowiadali, że była martwa, nawet oni pośpieszali konie, przejeżdżając obok tego, co zostało z domu Belle Gunness.

Aby ocalić Raya Lamphere od szubienicy, Worden próbował wszystkiego. Wiedział, że musiałby wykazać, że Belle Gunness nadal żyła, że gdzieś tam była, pomimo znalezionych zębów, które nie mogły zostać wyciągnięte za życia, pomimo wszystkiego tego, co Ralph Smith, szeryf Smutzer i inni republikanie mówili.

Ponownie sala wypełniła się prawie pięciuset osobami, chociaż jej wielkość pozwalała jedynie na połowę tej liczby. Worden wiedział, że ciężko będzie obalić teorię o pozłacanych zębach, ale głęboko wierzył, że jeśli te zęby faktycznie należały do Belle Gunness, to wrzuciła je do ognia sama.

Jeśli jednak zwłoki znalezione po pożarze w piwnicy nie należały do Belle Gunness, to czyje bezgłowe ciało to było? Oczywiście ciało ofiary należało do kobiety – lekarze stwierdzili to ponad wszelką wątpliwość – jednak prokuratura wydawała się nie widzieć tego, że Belle mogłaby zabić także kobietę, mimo, że w gruncie rzeczy polowała na mężczyzn i ich pieniądze. W jej ogródku znaleziono przecież ciało niezidentyfikowanej kobiety, a także jej własnej przyrodniej córki, Jennie.

Aby pokazać możliwość tego, że bezgłowe zwłoki były jedynie kolejną ofiarą wdowy Gunness, Worden wezwał na świadka Johna Andersona, który mieszkał przy tej samej drodze co ona i który cieszył się niezwykłym szacunkiem wśród mieszkańców. Anderson widział coś podejrzanego na dwa dni przed pożarem.

Worden: Panie Anderson, czy widział pan panią Gunness tuż przed pożarem?
Anderson: Tak, widziałem ją, w sobotni wieczór. Jechała swoim powozem i zatrzymała się, aby zapytać jak mają się moje kwiaty.
Worden: Czy był z nią ktoś?
Anderson: Była z nią dziwna kobieta.
Worden: Czy mógłby ją pan opisać?
Anderson: Była dużą kobietą, jednak nie tak dużą jak pani Gunness.
Worden: Czy widział pan ją jeszcze kiedyś?
Anderson: Nigdy. Po pożarze powiedziałem o niej szeryfowi.           

Podłożone ciało?

Zeznanie Andersona zaszokowało całą salę sądową, dodając siły stronie obrony na trzy różne sposoby. Po pierwsze, widziano inną kobietę w obecności pani Gunness na 48 godzin przed pożarem. Po drugie, przez opisanie tajemniczej kobiety jako „nie tak dużą jak pani Gunness” potwierdziło się poprzednie zeznanie doktora Gray’a, który podczas autopsji stwierdził, że ciało ofiary przed spaleniem ważyło jakieś 90 kilogramów, czyli o jakieś 37 kilogramów mniej niż ciało Norweżki. Po trzecie, fakt, że szeryf Smutzer nie wspomniał o zeznaniu Andersona, źle wyglądał dla strony oskarżenia.

Kontrargumentacja prokuratora Smitha nie zrobiła na nikim wrażenia. Anderson był pewny siebie i uczciwy. To był punkt kulminacyjny rozprawy, a Worden nie zamierzał na tym poprzestać. Wezwał więc sąsiada Belle, Daniela Hutsona, który bardzo dobrze ją znał. Mieszkał blisko od niej, a rok wcześniej pracował u niej przez cały sezon, przez pięć dni w tygodniu. Miał do opowiedzenia zadziwiającą historię i opowiedział ją w niezwykle dramatyczny sposób.

Worden: Czy widział pan Belle Gunness po pożarze?
Hutson: Tak, na drodze niedaleko zagrody dla świń.
Worden: Kiedy pan ją widział?
Hutson: 9 lipca. Wracałem z miasta i zobaczyłem wśród drzew idącą panią Gunness i mężczyznę. Nawet z takiej odległości nie miałem problemu z jej rozpoznaniem. Znałem jej rozmiar, kształty i jej ociężały chód. Nigdy nie widziałem innej kobiety, która chodziłaby jak ona. Miała na sobie jasną spódnicę, czarną bluzkę oraz kapelusz z szerokim rondem z czarną woalką sięgającą do brody oraz białą nałożoną na wierzch. Był z nią mężczyzna. Ważył około 75 kilogramów. Miał siwe włosy i wąsy.
Worden: Co pan zrobił?
Hutson: Przygotowałem konie, aby ruszyć w górę wzgórza, zanim ucieknie, ale kiedy zbliżyłem się do jej powozu, oni do niego wskoczyli i puścili się w stronę głównej drogi. Próbowałem ich śledzić, ale zbytnio mnie wyprzedzili i zrezygnowałem.

Kolejne punkty dla drużyny Wordena. Świadek był nie tylko szanowanym mieszkańcem, poświadczającym długowieczność Belle, ale fakt, że był z nią mężczyzna (który wyglądał zupełnie inaczej od Lamphere), pomógł zmienić swoje zdanie wielu tym, którzy wierzyli, że to właśnie brązowowłosy Ray Lamphere był jej pomocnikiem.

Dwie córki pana Hutsona, Evaline i Eldora, zeznały podobnie. Obie, przy różnych okazjach i w lipcu widziały Belle Gunness z tym samym mężczyzną, albo obcinających krzaki przy farmie lub podróżujących powozem w dół McClung Road. Starsza z sióstr, Evaline, powiedziała: „Była w powozie z mężczyzną. Miała na sobie dwie woalki. Czarna zakrywała jej twarz. Kiedy mnie zobaczyła, odwróciła głowę w drugą stronę.”

Dwóch chłopców bawiących się niedaleko cmentarza także twierdziło, że widziało kobietę „w czwartek po Dniu Niepodległości.” Zaglądając do kieszonkowego kalendarzyka, Worden ogłosił, że było to 9 lipca, tego samego dnia, kiedy Daniel Hutson także ją widział. Zobaczyli jej twarz, gdy podniosła woale, aby napić się wody.

Podsumowanie

Przyszedł wreszcie czas, aby pozbyć się wątpliwości dotyczących innych kwestii, np. czy Myrtle, Lucy i Philip Gunness spłonęli w swoim łóżku (jeżeli tak, to Lamphere mógł podłożyć ogień w czasie, gdy rodzina spała) lub czy martwe już ciała znajdowały się w tamtym czasie w piwnicy (co wskazywałoby na to, że zostali zamordowani przez Belle, jak wcześniej Jennie).

W poprzednim zeznaniu, William Humphrey przysięgał, że widział puste łóżka, kiedy zaglądał przez okna płonącego domu. Z drugiej strony, szeryf Smutzer twierdził, że widział ciała całej rodziny na materacach w piwnicy. Teraz, kiedy Worden zaczął o tym mówić i wezwał kilkoro naocznych świadków, aby potwierdzili wersję obrony, zrobiło się zamieszanie, gdy jeden z nich głośno nazwał szeryfa kłamcą. Twierdził, że słyszał jak Smutzer mówił dziennikarzowi przed procesem, że nie widział ciał dopóki nie wyniesiono ich z miejsca pożaru. Oczywiście taka informacja ucieszyła Wordena.

Kolejny świadek, kobieta, która przyjechała na farmę w dniu pożaru, powiedziała: „Siedziałam tam na miejscu. Widziałam jak kopali. Z wierzchu gruzu, nad zwłokami znajdowały się resztki pianina. Pod ciałami, nie widziałam nic poza pyłem. Kiedy go odkopano, zobaczyłam podłogę czystą, tak jak widzę ją tutaj na tej sali.”

Ostatni świadek obrony zeznawał we wtorek 24 listopada. Był to doktor Walter Haines, profesor toksykologii, który dokonał chemicznej analizy żołądka Andrew Helgeleina i znalazł ślady strychniny w ilości większej niż mogłaby zabić człowieka. Worden poprosił go o zbadanie żołądków dzieci Gunness oraz bezgłowej kobiety. W pojemniku, w którym znajdowały się wszystkie żołądki znaleziono zabójczą dawkę strychniny, jednak, ponieważ wszystkie były tam razem, nie można było ustalić czy truciznę zawierał jeden z nich, czy wszystkie.

Jednak obrona wykorzystała obecność doktora Hainesa. Ponieważ prokurator Smith sugerował, że strychnina pochodziła z płynu, którym zakonserwowano organy, Worden zapytał o to specjalistę. Lekarz wyraźnie zaprzeczył takiej możliwości, mówiąc, że takie płyny nie zawierają strychniny.

Werdykt

Następnego dnia, obie strony zaprezentowały swoje mowy końcowe. Worden prosił o darowanie życia jego klientowi w świetle tego, co nazwał „okolicznościowymi dowodami”, a Smith domagał się kary śmierci, ponieważ według niego „dowody świadczyły same za siebie, ponad wszelką wątpliwość.” Ławnicy udali się na naradę.

Tamtej nocy nie podjęli żadnej decyzji, ponieważ byli podzieleni. Następnego ranka, w święto Dziękczynienia, zebrali się wcześnie, ale aż do wieczora nie osiągnęli kompromisu. Udało im się to dopiero pod koniec dnia.

Na zewnątrz, całe miasto czekało w deszczu i burzy. Późnym popołudniem, tłum na ulicy zobaczył jak zapalają się światła na sali sądowej. Cały motłoch ruszył w stronę schodów, do sądu, do sali, gdzie tak wielu spędziło ostatnie trzy tygodnie.

Gdy tylko w sądzie zapadła cisza, sędzia Richter zwrócił się do dwunastu udręczonych twarzy. „Czy ława przysięgłych wydała werdykt?” Przewodniczący powstał: „Tak, wysoki sądzie, jednak chciałbym odczytać oświadczenie zanim podam werdykt.” Richter potrząsnął głową: „Nie chcę słyszeć żadnego oświadczenia, dopóki werdykt nie zostanie odczytany.” W totalnej ciszy podano sędziemu kawałek papieru. Nawet na zewnątrz przestało grzmieć. Sędzia odczytał na głos: „Uznajemy oskarżonego za winnego podpalenia.”

Chwilę zajęło Ray’owi Lamphere zdanie sobie sprawy, że jego życie oszczędzono dzięki Wordenowi. Podpalenia. Podpalenia. Te słowa ciągle brzmiały w jego głowie. To oznaczało więzienie, ale nie stryczek. Kołnierzyk jego koszuli jakby się poluzował.

Worden i Smith byli zawiedzeni, że żaden z nich nie obronił do końca swojego stanowiska, jednak jako profesjonaliści zdawali sobie sprawę, że czasami najlepszy jest kompromis. Jednakże, Smith nigdy nie przestał wierzyć, że Lamphere zabił Belle Gunness. A Worden zawsze wierzył, że kobieta nadal żyła.

Worden, w gruncie rzeczy, miał więcej racji. Ray Lamphere otrzymał wyrok „dwóch do dwudziestu lat” w więzieniu stanowym. Jednak La Porte, które nigdy nie wierzyło do końca w śmierć Belle, również zostało skazane – na lata spoglądania przez ramię, za każdym razem, kiedy usłyszeli coś podejrzanego w ciemnościach.

Legendarna Belle

Lamphere został przeniesiony do więzienia w Michigan, niedaleko La Porte. Jednak nie pozostał tam długo. Tuż po przybyciu, złapał gruźlicę i zmarł ponad rok później, 30 grudnia 1909 roku. Odszedł słaby, jednak nadal z obsesją na punkcie Belle Gunness. W gruncie rzeczy, był kolejną jej ofiarą.

Podczas swojego pobytu w więzieniu, często wspominał o Belle swojemu koledze z celi, Harry’emu Myersowi. Myers twierdził, że Lamphere powtarzał jej imię codziennie, czasami wyglądając za zakratowane okno ich celi i mówił „Ona tam gdzieś jest, Harry.”

Kiedy go wypuszczono, Myers opowiedział o dziwnym incydencie. Pewnego wieczora, podczas rozmowy, obaj mężczyźni obserwowali odwiedzających wychodzących z więzienia. Pod ich oknem przechodziła kobieta – blondynka przy kości. „Jest w rozmiarze mojej dawnej kobiety” – powiedział Lamphere. „Ludzie myślą, że ona nie żyje. Ona żyje. Harry, ona miała wielką bliznę na lewym udzie – ale tamto spalone ciało nie miało blizny. A poza tym…” Przerwał, zastanowił się chwilę, ciągle patrząc przez okno na tamtą kobietę. „Wiem gdzie jest Belle. I jest niedaleko stąd. Uwierz mi.”

Gdziekolwiek była, Lamphere był tylko jednym z wielu, którzy wierzyli, że Belle żyła. W latach 30tych, prawie ćwierć wieku po procesie, pojawiała się wszędzie, od Indiany po Wschodnie Wybrzeże. Istnieje możliwość, że zamordowała kogoś ponownie.

Rzekomo często widziano morderczynię w kraju. Miała być prostytutką w jednym z burdeli na południu lub damą u wybrzeży Atlantyku. Niektórzy wierzyli, że uciekła do Norwegii.

Bizneswoman

Nigdzie bardziej nie odczuwa się jej obecności bardziej niż w La Porte. Mieszkańcy twierdzą, że droga McClung niesie smród jej aury. Można spodziewać się, że wyjdzie zza jednego ze starych domów, które nadal stoją otoczone polami kukurydzy. Jim Rogers, opiekun tamtejszego muzeum, nazywa Belle ich „bizneswoman”, ponieważ wzbudziła zainteresowanie miastem. W Halloween, natomiast, jest popularnym przebraniem. Prawie dwumetrowe Belle są wszędzie, niosąc dynie pełne cukierków.

Niektóre z rodzin nadal mieszkają w La Porte, chociaż większość z nich wyjechała. Na fundamentach domu Gunness w latach 50tych postawiono nowy dom. Miasto urosło i docenia swoją bogatą historię, której mroczną stroną jest Belle Gunness.

Prawnik Wirt Worden pozostał w mieście po procesie i nadal prowadził swoją praktykę. Był jednym z wielu zainteresowanych wszelkimi wieściami o Belle. Zmarł w 1943 roku, nigdy nie wątpiąc w jej ucieczkę.

Zagadkowa śmierć Belle Gunness

W więzieniu Lamphere opowiadał wiele różnych historii – miał brać udział w podłożeniu ognia, wiedzieć o innych ofiarach Belle oraz o jej ogromnym bogactwie zabranym ofiarom. Z drugiej strony, powiedział także, że był pewien, że ciało znalezione w domu po pożarze należało do niej.

Belle rzekomo widziana była wielokrotnie w całym kraju przez ludzi, którzy ją znali, ale zawsze udawało jej się uciec. W 1931 roku, w Los Angeles, pewna starsza kobieta, nazwiskiem Esther Carlson, została oskarżona o zabicie mężczyzny dla pieniędzy. Zmarła jednak przez rozpoczęciem procesu sądowego, a dwoje ludzi, którzy znali Belle miało rozpoznać ją na zdjęciu w gazecie. Niektóre źródła podają, że w pokoju denatki znaleziono skrzynię, a w niej zdjęcia trojga dzieci przypominających dzieci Belle. Jednak nikt nie udowodnił, że Esther Carlson to tak naprawdę była Belle.

Nigdy nie rozwiązano zagadki jej śmierci. Mogła zostać zamordowana, mogła popełnić samobójstwo lub umrzeć ze starości.

Ponieważ Lamphere miał alibi na czas, kiedy sąsiedzi zobaczyli pożar, nie wydaje się prawdopodobnym, żeby sam go podłożył. Jednak wydaje się równie nieprawdopodobne, że poprosiłaby go o pomoc w ucieczce, zważywszy na ich kłótnie i zgłoszenie go na policję. Mimo wszystko, w pewnym momencie byli kochankami, więc mogła powierzyć mu kilka sekretów, które spowodowały, że uwierzył, iż uciekła. Lamphere prawdopodobnie także miał zostać jedną z jej ofiar, a jedyną rzeczą, która go ocaliła był brak polisy na życie.

W dodatku, pastor, któremu Lamphere rzekomo powiedział „prawdę”, oznajmił, że ten miał przynajmniej cztery jej wersje i żadna z nich nie wyglądała na prawdopodobną.

Psychopatka czy socjopatka?

Jaką osobą była Belle? Dzięki takiej analizie można przynajmniej określić czy byłaby w stanie popełnić samobójstwo.

Z listów, które pisała do mężczyzn, którzy stali się jej ofiarami, wynikało, że znała się na sztuce manipulacji i była sprytna. Mimo, że zamierzała ich po prostu zabić i zabrać ich pieniądze, była w stanie pisać długie, kwieciste listy o wiecznej miłości i oddaniu. Była także wystarczająco silna, aby ich zabić oraz poćwiartować ich zwłoki, a w dodatku nie wahała się nawet zabijać dzieci. Bardzo prawdopodobne, że pierwszych dwoje z nich zabiła za pomocą trucizny, zresztą, podobnie jak dwóch mężów. Zabiła także dziewczynkę znajdującą się pod jej opieką i powiedziała ludziom, że wyjechała do szkoły do Kalifornii. Była więc także świetnym kłamcą.

Ludzie określali ją jako miłą kobietę i dobrą matkę. To znaczyło, że potrafiła doskonale udawać.

Ponieważ zebrała ogromną sumę pieniędzy od zabitych mężczyzn – niektóre z tych transakcji zostały zapisane w okolicznych bankach – a pieniądze zniknęły, sugeruje, że Belle faktycznie mogła uciec.

W tamtych czasach ludzie nie wiedzieli zbyt wiele o zaburzeniach psychicznych takich jak psychopatia czy socjopatia, a już na pewno nie utożsamiali ich z kobietami, w szczególności matkami. Jednak kobiety również były przestępcami, a portret psychologiczny Belle wskazuje na to, że była cierpiała na zaburzenia psychiczne. Była podstępna, czarująca, potrafiła manipulować, była egoistyczna, źle usposobiona, rozwiązła, nie potrafiła budować głębokich relacji z ludźmi ani odczuwać empatii, czy też wyrzutów sumienia. Popełnione przez siebie przestępstwa wielokrotnie powtarzała.

Taka osobowość nie wygląda na typ samobójcy i nie ma dowodów ani świadków na to, że tak właśnie skończyła.

Teoretycznie, mogła zostać zamordowana, ale wydaje się, że jej instynkt samozachowawczy nie pozwoliłby jej dać Lamphere szansy na wkradnięcie się do domu i uśpienie wszystkich chloroformem przed podłożeniem ognia. Znaleziono ich wszystkich obok siebie, więc ktoś ich w ten sposób ułożył. Lamphere nigdy o czymś takim nie wspomniał w swoich zeznaniach.

Wydaje się możliwe, że Belle zaplanowała śmierć nieznanej kobiety i swoich własnych dzieci, aby uniknąć przyłapania przez brata Helgeleina. Wtedy uciekła, aby zacząć nowe życie – co prawdopodobnie oznaczało zabijanie kolejnych ofiar dla pieniędzy.

W świetle wszystkich wiadomych faktów oraz dowodów przedstawionych w procesie Ray’a Lamphere, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się ten, w którym Belle Gunness zmarła gdzieś indziej, niż w pożarze swojego domu w La Porte.

Przemoc rodzi przemoc

Więcej informacji o Belle pochodzi z Norwegii od niejakiego Hansa Jorgensena, który znał jej życie z czasów, kiedy tam mieszkała. Jako 17-latka zaszła w ciążę z chłopcem z farmy w Selbu, gdzie pracowała. Jej rodzina była dość biedna, więc dziewczyna próbowała zarobić na bilet do Stanów Zjednoczonych. Farma znajdowała się bardzo daleko od jej rodziny.

Mimo, że chłopak był synem bogatego mężczyzny, a ona była biedną pracownicą na farmie, poszli razem na tańce, a następnie na spacer po plaży. Chłopak wiedział, że Belle była w ciąży i nie chcąc się z nią wiązać, brutalnie ją pobił, powodując poronienie. Nikt nie wiedział, w którym tygodniu ciąży wtedy była, co wskazuje na to, że jeszcze nie było widać brzucha. Ponieważ była daleko od rodziny, musiała radzić sobie sama. Była przerażona tym, co się stało, a ludzie, którzy ją znali, potwierdzili, że od tamtego dnia jej osobowość drastycznie się zmieniła.

W takiej małej miejscowości jak Selbu, to było coś, o czym ludzie mówili” – powiedział Jorgerson.

Miesiąc później chłopak zmarł. Ludzie wierzyli, że miał raka żołądka, ale znając jakość opieki medycznej i diagnostyki w tamtych czasach, oraz w świetle tego, co Belle później robiła, mogła to być trucizna. W tym przypadku to mogło być jej pierwsze zabójstwo, a brutalne zachowanie chłopaka mogło wywołać u niej agresywne zachowanie. Możliwe, że po odrzuceniu z jego strony i z powodu tego, jak ją potraktował, wściekła się tak bardzo, że skupiła się wyłącznie na sobie samej, nie ważne ile miałoby to kosztować innych.