Hinckley w stanie Utah to małe miasteczko leżące 100 mil na południowy zachód od Salt Lake City. Mieszka tam około 700 mieszkańców. Okolica nie zachęca do odwiedzin, wszędzie dookoła tylko suchy piach.  I właśnie w tym miasteczku, w 1951 roku urodził się Arthur Gary Bishop.

Podczas procesu obrońcy Bishopa przedstawiając go, wrócili do czasów jego dzieciństwa i ukazywali go jako samotnego i przestraszonego dzieciaka. Nie znaleziono niczego, co by potwierdzało taką opinię. Arthur był wzorowym synem i nigdy nie dawał się ponieść emocjom. Jego rodzice byli bardzo pobożnymi Mormonami, wychowywali go w zgodzie ze swoją wiarą. Arthur był wzorowym uczniem, należał również do skautów – Eagle Scout. Wiele lat później, na internetowej stronie o Mormonach ktoś napisał o Bishopie, że był dziwakiem, z którym prawie nikt nie chciał umawiać się na randki. Nawet to, że został wybrany jako manager w radzie studenckiej nie było spowodowane jego popularnością. Bardziej chodziło o żart, żeby ośmieszyć jego oraz elitę studencką.

Tylko jedna osoba podziwiała Arthura, był to jego młodszy brat Douglas. Dopiero po latach wyszło na jaw ile wspólnego mieli obaj bracia.

W 1969 roku Artur skończył szkołę średnią i zgodnie z zaleceniami kościoła do którego należał, wybrał się na Filipiny i służył tam przez jakiś czas jako misjonarz. Gdy zakończył służbę, wrócił do domu i zapisał się do Stevens-Henager College Utah. Były to studia biznesowe. Ukończył na nich kierunek rachunkowość, z bardzo dobrymi wynikami. Z dyplomem w ręku gotowy był by podbijać świat.

Ale chyba świat nie był gotowy na niego.

Powoli na jaw wychodziła ciemna strona Artura. Nie dało się tego wywnioskować po jego dzieciństwie, po jego zachowaniu, po otoczeniu w którym przebywał… ale tak było. Ten wzorowy uczeń, wzorowy syn, później zeznał, że był uzależniony od pornografii, bardziej konkretnie – od dziecięcej pornografii. Zdjęcia i sytuacje, które przerażają i oburzają większość społeczeństwa, u Artura wzbudzały podniecenie i pożądanie. Do pewnego czasu wystarczało oglądanie pornografii, fantazjowanie. W pewnym momencie tego typu doznania były za słabe.

Ciężko stwierdzić, kiedy Gary przekroczył granicę między zainteresowaniem dziecięcą pornografią a pedofilią. Wiele lat później, podczas procesu Bishopa, wielu rodziców zeznawało przeciwko niemu, według nich molestował ich dzieci. Ale nikt nie zareagował w odpowiednim czasie. Wystarczyło zgłosić tego typu rzeczy odpowiednim władzom, przestrzec rodziców, by ich dzieci unikały kontaktów z Bishopem.

Pierwszy występek Gary’ego przeciw prawu nie miał nic wspólnego z pedofilią czy przestępstwami na tle seksualnym. W lutym 1978 roku został oskarżony o oszustwo przy sprzedaży używanego samochodu. Chodziło o 8 714 dolarów. Przyjaciele, znajomi i rodzina byli w szoku, ale Gary wiedział o co chodzi i był przygotowany na konsekwencje. Podczas procesu przyznał się do winy. Dostał pięć lat pozbawienia wolności w zawieszeniu. Żałował popełnionego przestępstwa, przynajmniej tak to wyglądało w sądzie.

Zaraz po wysłuchaniu wyroku Gary Bishop zniknął.

Przez następne pięć lat ukrywał się pod różnymi pseudonimami. Gdy tego potrzebował, znajdował jakąś dorywczą pracę. Gdy nadarzyła się okazja był złodziejem. Przez pięć lat udawało mu się uniknąć sprawiedliwości.

W końcu trafił do więzienia, oskarżony o popełnienie morderstwa. Dzięki temu stał się najbardziej znanym mordercą w stanie Utah w dwudziestym wieku.

Roger Downs

Gary nie ukrywał się nie wiadomo jak daleko. Prosta zmiana nazwiska, używanie pseudonimu wystarczyło by zmylić policję. Funkcjonował jako Roger W. Downs w Salt Lake City. Pod tym nazwiskiem przystąpił do programu „Big Brother” (nie, nie, to nie ten program znany z TVN ;-)) „Big Brother” to program terapeutyczny dla dzieci pozbawionych ojców. Bishop chciał „zostać ojcem” dla kilku niechcianych małych chłopców. Po pewnym czasie władze stowarzyszenia dostały sygnały, że ich pracownik, Downs, molestuje dzieci. Na szczęście, żadne z nich nie zostało przydzielone pod jego opiekę. Sprawa podobno została zgłoszona na policję, ale nie było żadnych działań z ich strony.

Bishop został wykluczony ze wspólnoty Mormonów w październiku 1978 roku. W  żadnym stopniu nie wpłynęło to na jego życie i postępowanie. Nadal chwytał się dorywczych prac, umawiał się z młodymi chłopcami i wewnątrz siebie prowadził ciężką wojnę ze swoimi pragnieniami, które znacznie wykraczały poza seks z młodymi mężczyznami.

Rok później przestał walczyć ze swoimi fantazjami i pragnieniami.

Czteroletni Alonzo Daniels zaginął 14 października 1979 roku. Ostatni raz widziany był podczas zabawy na placu zabaw przed swoim domem w Salt Lake City. Zaniepokojona matka od razu poprosiła sąsiadów i znajomych o pomoc w szukaniu chłopca. Dokładnie przeszukali budynek i jego okolice. Zawiadomiono policję. Stróże prawa rozpoczęli przesłuchania, odwiedzali sąsiadów, mieszkanie po mieszkaniu. Rozmawiali także z Rogerem Downsem, który mieszkał w sąsiednim budynku. Rozmowa była bardzo rutynowa i Downs stwierdził, że nic nie wie o zaginionym chłopcu.

Policjanci nie wiedzieli, że gdy rozmawiali z Bishopem, mały chłopiec już nie żył. Gary zwabił go do siebie do domu, obiecując paczkę cukierków. W mieszkaniu, w salonie zaczął niepewnie rozbierać chłopca. Mały w międzyczasie zaczął płakać i groził, że poskarży się mamie. Bishop spanikował. Chwycił do ręki młotek i zaczął bić nim chłopca. Nie udało mu się go od razu zabić, dzieciak krzyczał jeszcze głośniej. Zaniósł go do łazienki i utopił w wannie. Małe ciało chłopaka zapakował w folię i dużą paczkę i wyniósł do samochodu stojącego przed budynkiem. Niosąc pudło minął matkę chłopca, wołającą swojego synka po imieniu.

Późnym popołudniem rozpoczęto poszukiwania na większą skalę. W ciągu kilku dni w poszukiwania zaangażowanych było już setki ludzi. Wszędzie wisiały plakaty ze zdjęciem chłopca. Policja przesłuchała setki ludzi, ale nikt nie widział chłopca i nie wiedział co się z nim stało.

W nocy 14 października Bishop wsiadł w samochód i pojechał do Cedar Fort, 20 mil na południowy-wschód od Salt Lake City. Wyjął z samochodu pudło ze zwłokami chłopca i zakopał na pustyni.

Wracając do domu czuł się dziwnie. Czuł wstręt związany z morderstwem, obawę przed aresztowaniem ale także perwersyjne podniecenie. Intensywność tych doznań była tak silna, że zabije po raz kolejny. Był tego pewien. Chyba, że znajdzie sposób, żeby to jakoś powstrzymać.

Minął rok od morderstwa Alonzo Danielsa. Gary Bishop w międzyczasie znalazł inne zajęcie, które dostarczało mu podobnych wrażeń. W ciągu owego roku zabił 15-20 szczeniaków. Zabierał  je ze schroniska dla zwierząt w Salt Lake City. Dzięki temu nie myślał o zabijaniu dzieci. Szczeniaki szarpały się podobnie jak robił to mały Alonzo. Podobnie jak jego, najpierw tłukł je młotkiem, potem dusił lub topił w wannie.

Sąsiedzi nie wiedzieli albo nie chcieli wiedzieć co dzieje się za drzwiami mieszkania Bishopa. Znęcanie się nad zwierzętami wystarczało Bishopowi i było mniejszym wykroczeniem niż molestowanie i zabijanie dzieci. Mimo to, czasem molestował jakichś chłopców. Zawsze udało mu się ich przekonać, żeby nikomu nie mówili o tym co im robił. Bardzo bał się że trafi do więzienia i w zasadzie tylko dzięki temu jakoś kontrolował żądzę zabijania.

Z czasem zaczął przegrywać tę walkę.

8 listopada 1980 roku, na placu dla rolkarzy Gary poznał 11-letniego Kima Petersona. Zaczęli rozmowę o rolkach, chłopak przyznał, że chce sprzedać obecne rolki i kupić sobie nową parę. Gary wyraził zainteresowanie transakcją, chciał kupić rolki za 35 dolarów. Umówili się na następny dzień. Chłopiec wychodząc z domu powiedział rodzicom, że znalazł kupca na rolki i idzie je sprzedać. Miał tylko to załatwić i wrócić prosto do domu.

Wieczorem rodzice Kima wezwali policję. Rozpoczęto kolejne poszukiwania młodego chłopca. Ponownie przesłuchano setki ludzi, w tym również dzieciaki z placu dla rolkarzy. Niektóre dzieci zeznały, że widziały jak Kim rozmawia z mężczyzną w wieku 25-35 lat. Miał duże okulary, niebieskie jeansy i wojskową kurtkę. Dwójka świadków zgodziła się poddać hipnozie. Dzięki temu ustalono, że mężczyzna miał ciemne włosy, krzaczaste brwi, ważył około 90 kg. Odjechał srebrnym Chevroletem Camaro z rejestracją prawdopodobnie z Nevady.

Niestety wszystkie te zeznania niewiele wniosły do poszukiwań.

Po raz kolejny przesłuchano również Bishopa, który mieszkał niedaleko domu chłopca. Policjanci nie zauważyli niczego podejrzanego w jego zeznaniach. Po raz kolejny było to rutynowe przesłuchanie, Gary stwierdził, że nic nie wie o zaginięciu dziecka. Nikt nie mógł przypuszczać, że Gary zatłukł chłopaka na śmierć i zakopał go w pobliżu grobu Alonza. Wokół jego grobu było jeszcze mnóstwo miejsca, a drugie morderstwo wydało się łatwiejsze niż pierwsze. Bishop nadał bardzo bał się aresztowania. Nadal wymuszał na swych kolejnych ofiarach obietnice zachowania tajemnicy. Ale zauważył też, że morderstwo daje znacznie większą pewność.

Z czasem coraz bardziej tego pragnął.

Śliczny Danny

Tym razem wytrzymał 11 miesięcy. 20 października 1981 roku w supermarkecie Bishop spotkał „najpiękniejszego chłopca” jakiego kiedykolwiek widział. Tak później zeznał policji. Czteroletni Danny Davis klęczał przy automacie z gumami-kulkami. Chłopiec próbował wydobyć gumę bez płacenia. Gary podszedł do niego i zaproponował cukierka. Chłopiec odmówił i Gary odszedł. Zaczął iść w stronę wyjścia. Po chwili obejrzał się i zobaczył, że chłopczyk również się podniósł i zaczął podążać za nim. Bishop poczekał na niego przy wyjściu z supermarketu i razem poszli w stronę parkingu.

W międzyczasie babcia chłopca skończyła zakupy i zaniepokoiła się nie mogąc nigdzie znaleźć wnuczka. Zawiadomiła managera supermarketu. Wszyscy zaczęli go szukać, pracownicy i klienci. Niestety było już na to troszkę za późno. Przesłuchano sporo ludzi, niektórzy zeznali, że widzieli chłopca przy automacie z gumami. Rozmawiał z młodym, uśmiechniętym mężczyzną. Niestety nikt nie mógł jednoznacznie twierdzić czy to był na pewno Danny, nawet patrząc na jego zdjęcia. Po raz kolejny kilku świadków poddano hipnozie i ktoś zeznał, że widział chłopca podobnego do Danny’ego jak wychodził z supermarketu w towarzystwie kobiety i mężczyzny.

Ponownie rozpoczęto duże poszukiwania. Dokładnie przeszukiwano okolicę. Noce były już chłodne, a Danny ubrany był w koszulkę z krótkim rękawem, niebieskie jeansy i sandałki. W poszukiwania zaangażowali się również nurkowie, przeszukując wody rzeki Big Cottonwood Creek. Niestety chłopiec zniknął bez śladu.

Poszukiwania Danny’ego Davisa szybko stały się największymi poszukiwaniami zaginionego dziecka w historii hrabstwa Salt Lake. Wydrukowano tysiące ogłoszeń o zaginionym dziecku, wyznaczono nagrodę w wysokości 20 tysięcy dolarów za jakiekolwiek informacje w tej sprawie. Do pomocy zaangażowano również FBI. Wszystkie te działania nie przynosiły żadnego skutku.

Po raz kolejny przesłuchiwano również Gary’ego Bishopa. Mieszkał niedaleko supermarketu z którego zniknął mały chłopiec. Podobnie jak poprzednio, Gary stwierdził, że nic nie wie na temat chłopca. Policjanci nie skojarzyli faktu, że ten sam mężczyzna mieszkał w okolicy w której zaginął trzeci chłopiec. Podobnie było w przypadku Alonzo Danielsa i Kima Petersona.

Bishop nie skusił się nawet na 20 tysięcy dolarów nagrody za pomoc w odnalezieniu chłopca. Póki co miał pieniądze, kilka tygodni wcześniej ukradł 10 tysięcy dolarów.

Gdy policjanci odwiedzili Bishopa w jego domu, mały Danny już nie żył. Gary wykorzystał go seksualnie, następnie zakrył ręką jego usta i nos. Chłopczyk udusił się nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Następnego dnia zabrał zwłoki chłopca w dobrze znane miejsce i wykopał trzeci grób.

Wszystko toczyło się bez żadnych problemów, to był plan doskonały. Policja nie miała żadnych śladów, nie mieli o niczym pojęcia.

Panika

Władze stanowe były mocno zaniepokojone zaginięciami. W sierpniu 1982 roku zaginęła trzyletnia Rachel Runyan. To przelało czarę goryczy. Opinia publiczna była wstrząśnięta. Niedługo później odnaleziono ciało małej Rachel. Władze stanu zmieniły nawet karę za uprowadzenie dziecka. Zależnie od okoliczności było to 5-, 10- lub 15 lat pozbawienia wolności. Społeczeństwo przyjęło te zmiany z uznaniem, ale nie pomogło to w poszukiwaniu mordercy.

Detektywi stwierdzili, że nie ma podstaw by łączyć śmierć małej Rachel z poprzednimi trzema ofiarami. W całym stanie zanotowano większą ilość zgłoszeń odnośnie molestowania dzieci, ale nikt póki co nie wskazał na Arthura Gary’ego Bishopa. W pewnym momencie brano nawet pod uwagę wątek okultystyczny. Odrzucono ten trop ponieważ żaden z chłopców nie zaginął w tygodniu w którym obchodzono Halloween. W październiku 1982 roku również nie zaginęło żadne dziecko.

Detektywi porównali swoje dotychczasowe materiały. Nic nie łączyło tych trzech przypadków. Chłopcy zaginęli w różnych dniach tygodnia, co nie dawało podstaw do tego, by spróbować wytypować czym zawodowo zajmuje się porywacz. Większość morderców atakuje ofiary ze swojej rasy. Alonzo Daniels był ciemnoskórym, Danny i Kim byli biali. Kim był prawie trzy razy starszy niż Alonzo i Danny.

Niczego konkretnego nie udało im się ustalić. Nie było żadnego punktu zaczepienia. Sprawa zaczynała powoli wygasać, minęło prawie dwa lata od ostatniego uprowadzenia.
23 czerwca 1983 roku morderca ponownie zaatakował.

Tego dnia, była to środa, Troy Ward obchodził swoje szóste urodziny. Bawił się w parku niedaleko domu. O 16 miał po niego przyjechać znajomy rodziny i zabrać go do domu. Gdy mężczyzna przyjechał do parku, nie było tam chłopca. Znajomy rodziny pojechał pod dom Troya, był pewny, że chłopiec sam wrócił wcześniej do domu. W domu też go nie było.

Zawiadomiono policję. Przeszukano park i okoliczne ulice. Jeden ze świadków zeznał, że widział chłopca podobnego do Troya w towarzystwie mężczyzny. Obaj wychodzili z parku kilka minut przed godziną 16. Wyglądali i zachowywali się jak ojciec i syn.

Jak się później okazało mężczyzną tym był Gary Bishop. Zaprowadził chłopca do swojego domu. Troy był jego czwartą ofiarą. Po tym jak skończył go molestować, Gary nawet przez chwilę pomyślał, że puści chłopaka wolno. Ale obawa przed aresztowaniem była silniejsza. Młotek i wanna pełna wody już czekały, żeby ich użyć. Tym razem Bishop nie pojechał w pobliże Cedar Fort. Zakopał ciało Troya w pobliżu rzeki Big Cottonwood Creek.

Ponownie wszystko poszło zgodnie z planem, bez żadnego, najmniejszego problemu.

Tym razem Gary nie chciał czekać kolejnych dwóch lat. Nie czekał nawet miesiąca.

Ostatnie morderstwo

13-letni Graeme Cunningham nie mógł się doczekać wyjazdu na weekendową wycieczkę. Od czwartku, 14 lipca 1983 roku, był już spakowany i nie mówił o niczym innym. Nawet jeśli troszkę się tego bał, z powodu zaginięcia Troya Warda, to nie dawał tego po sobie poznać. Jechał na wycieczkę ze swoim kolegą z klasy i dorosłym opiekunem, Rogerem Downsem. W takim towarzystwie nie musiał się niczego obawiać.

W czwartek po południu chłopiec zaginął. Rodzice zaniepokoili się gdy nie wrócił na obiad z pobliskiego placu zabaw. Szybko nagłośniono sprawę. Dowiedział się o niej również Roger Downs. Przyszedł do matki chłopaka i zaoferował swoją pomoc. Później, po aresztowaniu, Downs przyznał się detektywom, że akurat wtedy naprawdę chciał pomóc. Po prostu nie wiedział jak ma powiedzieć matce, że zabił jej syna.

Po raz kolejny policjanci rozpoczynali śledztwo w sprawie zaginięcia chłopca. Tym razem byli bardziej spostrzegawczy. Prawie od razu zwrócili uwagę na Rogera Downsa. Zauważyli, że to nazwisko pojawia się we wszystkich dotychczasowych sprawach zaginięć. Okazało się, że Downsa przesłuchiwano w każdej z pięciu nierozwiązanych dotychczas spraw. Mężczyzna mieszkał w pobliżu zamieszkania czterech ofiar. Rodzice piątej ofiary znali go osobiście.

Czyżby było to aż takie proste? Dlaczego nikt wcześniej nie zauważył tych powiązań? Cztery lata wcześniej w podobnych okolicznościach zatrzymano Johna Wayne’a Gacy’ego. Popełnił prosty błąd, nie zachował wystarczającej uwagi.

Sierżant Bruce White i detektyw Steven Smith ponownie przesłuchali Downsa. Póki co nie mieli przeciwko niemu żadnych dowodów, ale mieli nadzieję że wpadną na jakiś trop. Detektywom wydawało się, że Downs podczas przesłuchania nie mówi prawdy. Czy kłamał nieświadomie, tak jak czasem każdy nie mówi całej prawdy, czy jednak miał coś poważnego do ukrycia?

Po wstępnym przesłuchaniu Downs został zaproszony na posterunek policji. Zgodził się, w końcu chciał pomóc rozwiązać sprawę młodego Cunninghama. Na posterunku czekał na niego doświadczony detektyw, Don Bell. Podczas przesłuchania, powoli i systematycznie zaczęły wychodzić na jaw mniejsze i większe kłamstewka. Bell dowiedział się, że Roger Downs to fałszywe nazwisko. Przed zachodem słońca Gary Bishop przyznał się do zabicia pięciu chłopców.

Zrobię to ponownie

Następnego dnia, z samego rana, Bishop zaprowadził policjantów w miejsca, gdzie zakopał ciała chłopców. W Cedar Fort odkryto trzy szkielety, kolejne dwa ciała w pobliżu Big Cottonwood Creek. Sam dokładnie nie wiedział co nim kierowało podczas morderstw. Najpierw powiedział, że zabił tylko tych chłopców, którzy grozili mu, że zgłoszą molestowanie na policję. Potem powiedział, że czuł niesamowity dreszcz podczas zabijania. W każdym przypadku działał kompulsywnie. Cieszył się, że został złapany, ponieważ zabiłby ponownie.

Po upublicznieniu informacji o aresztowaniu Bishopa, na policji rozdzwoniły się telefony. Dzwonili rodzice, którzy zgłaszali przypadki molestowania ich dzieci lub dzieci swoich znajomych przez Gary’ego Bishopa. Zgłaszali sprawy z ostatnich dziesięciu lat. Nikt niczego nie zgłaszał wcześniej, gdy Gary był na wolności, gdy zabijał kolejne dzieci. Detektywi byli wstrząśnięci i pytali w mediach, gdzie byli ci wszyscy ludzie dwa lub trzy lata wcześniej.

Podczas przeszukania ostatniego mieszkania Gary’ego Bishopa odnaleziono wiele dowodów, które potwierdzały jego zeznania. Znaleziono rewolwer kaliber .38, dwa młotki ze śladami krwi i dziesiątki zdjęć przedstawiających nagich chłopców. Na wielu zdjęciach chłopcy byli tak sfotografowani by nie było widać ich twarzy. Uniemożliwiało to identyfikację. Ale był to dowód na to, że Bishop molestował dzieci przez wiele lat.

Arthur Bishop został oskarżony o dokonanie pięciu morderstw, pięć uprowadzeń, dwóch napaści seksualnych i jednego molestowania nieletniego. Te ostatnie zarzuty dotyczyły jego ostatnich dwóch ofiar, ponieważ w tych przypadkach dało się stwierdzić wykorzystanie seksualne. Gdyby udało się podtrzymać wszystkie te zarzuty w sądzie, to Gary Bishop trafiłby do celi śmierci.

Prokurator okręgowy Robert Stott powiedział, że Gary Bishop był bezwzględnym mordercą i seksualnym dewiantem. Miał mądry, wyrachowany i przebiegły umysł. Natomiast sam Bishop opisywał morderstwa jako coś bardzo prostego. „Dzieciom wystarczy zaproponować cokolwiek i już z Tobą pójdą.

W czasie, gdy Gary oczekiwał na proces, dowiedział się, że jego brat Douglas również został aresztowany za wykorzystywanie seksualne młodych chłopców w Provo, na południe od Salt Lake City. Ich przestępstwa nie były ze sobą związane, nic nie wskazywało na to by bracia kiedykolwiek dzielili się ofiarami. Informacja o bracie Gary’ego wywołała falę spekulacji na temat ich dzieciństwa, pochodzenia i źródeł ich zachowania.

Artur Bishop nie komentował sprawy, w milczeniu oczekiwał na proces.

Proces

Zespół obrońców Bishopa, prowadzony przez Jo Carrol Nesset-Sale, nie miał złudzeń, że uda im się wybronić ich klienta. Jego zeznania gwarantowały co najmniej kolejne lata spędzone za kratkami. Prawnicy starali się złagodzić przestępstwa Bishopa, chcieli wykazać, że zabijał ponieważ miał problemy z emocjami i swoją psychiką. Głównym motywem miała być pornografia. Opanowała jego umysł, nie mógł powstrzymać się przed molestowaniem i zabijaniem młodych chłopców.

Podczas mojego procesu, dr Victor Cline zeznawał na temat zgubnych skutków pornografii. Gdy słuchałem jego zeznań, zacząłem zauważać jak moje własne pragnienia zaczęły się rozwijać. Te normalne uczucia u mnie zaczęły nie wystarczać, i doprowadziły do tego co się wydarzyło. Jestem homoseksualnym pedofilem oskarżonym o morderstwo. To pornografia była głównym czynnikiem, który tak na mnie wpłynął. W jakiś sposób stałem się atrakcyjny seksualnie dla młodych chłopców, zacząłem fantazjować o nich, o ich nagości… Potrzebowałem obrazów bardziej dokładnych, i te obrazy w końcu stawały się zwykłe i powszednie. Odnajdywanie coraz to nowych materiałów pobudzających mnie seksualnie stało się dla mnie obsesją. Oglądanie pornografii było dla mnie jak podpalenie lontu dynamitu. Podniecało mnie to i musiałem znaleźć sposób by zaspokoić moje potrzeby, by eksplodować… Jeśli pornografia byłaby dla mnie niedostępna gdy dorastałem, prawdopodobnie moje potrzeby seksualne nigdy nie rozwinęłyby się do tego poziomu, na którym są teraz.

Być może tak by to wyglądało. Ale nie miało to żadnego znaczenia dla ławy przysięgłych – pięciu mężczyzn i siedmiu kobiet. Uznali go winnym wszystkich zarzucanych mu czynów.

Gary Bishop, zgodnie z prawem stanowym, miał prawo wybrać rodzaj śmierci – pluton egzekucyjny lub śmiertelny zastrzyk. Wybrał zastrzyk.

Egzekucja

Gary Bishop czekał na śmierć w celi śmierci w Więzieniu Stanowym Utah w pobliżu Point of the Mountain.  Podobno ktoś zaoferował 5 tysięcy dolarów za zabicie Bishopa. Co więcej, ktoś podwoił nagrodę jeśli zginą obaj bracia Bishopowie. Nie wiadomo ile było w tym prawdy, ale żadnemu z braci w więzieniu nie stała się krzywda.
Podczas pobytu w celi śmierci, Gary ponownie wrócił do odkrywania sekretów swojej religii. „Z wielkim smutkiem i wyrzutami sumienia zdałem sobie sprawę, że dałem się podejść Szatanowi.” Ponowne nawrócenie sprawiło, że Bishop postanowił jeszcze raz powalczyć o swoje życie. Jego obrońcy próbowali doprowadzić do kolejnego procesu, ale 3 lutego 1988 roku Sąd Najwyższy stanu Utah odrzucił ich wniosek. Wtedy Gary się poddał i pogodził się ze swoją śmiercią. 29 lutego złożył wniosek o zwolnienie swojego adwokata i zastąpił go doradcą. Nie składał już kolejnych wniosków o ponowny proces. 2 maja Sąd Najwyższy nakazał ustalenie daty egzekucji Gary’ego Bishopa.

5 maja Gary stanął przed sędzią Frankiem Noelem i przeczytał krótkie oświadczenie.
Zastanawiając się nad swoim życiem, wspominam wiele miłych chwil, ale te chwile są w cieniu rzeczy które zrobiłem. Chciałbym jakoś to wynagrodzić, ale nie wiem jak mógłbym to zrobić. Chciałbym cofnąć czas i zmienić to co się stało, albo oddać życie w zamian za przywrócenie do życia tych pięciu niewinnych dzieci. Chciałbym jeszcze raz powiedzieć, że bardzo mi przykro za wyrządzoną krzywdę.”
Sędzia Noel bez żadnych emocji wyznaczył datę egzekucji na 10 czerwca 1988 roku.

Al Carlise, psycholog w więzieniu stanowym powiedział reporterom, że podczas tych czterech lat spędzonych w celi śmierci Gary Bishop stał się zupełnie innym człowiekiem. Dziesięć razy przeczytał książkę „Book of Mormon”. Mimo to, Bishop nadal bał się, że „stare impulsy mogą wrócić” jeśli kiedyś wyszedłby na wolność. „Widziałem w nim żal od samego początku. Wierzy, że teraz wkroczy do świata duchowego, że będzie tam znacznie więcej spokoju niż tutaj. Nie wierzy, że jego czyny zostaną mu wybaczone, ale może pracować nad tym po drugiej stronie. Powiedział także, że jest gotowy i pragnie śmierci.

8 czerwca 1988 roku Gary Bishop po raz ostatni spotkał się ze swoimi rodzicami. Spędzili kilka godzin modląc się.
To niewiarygodne jak bardzo jest spokojny i opanowany. Nawet strażnicy są pod wrażeniem. Podczas 33 lat posługi zajmowałem się tysiącami więźniów, ale nigdy nie widziałem, żeby któryś z nich tak żałował swoich czynów jak on.” – Heber Geurts , mormoński duchowny.

10 czerwca 1988 roku Gary Bishop zmarł. Władze stanu Utah wykazywały w statystykach, że jego śmierć  znacząco wpłynęła na zmniejszenie ilość morderstw. Od stycznia do czerwca było 26 morderstw, od lica do końca roku 21 morderstw. Była to 19 % różnica. Podobne zależności miały miejsce po wykonaniu egzekucji na Garrym Gillmorze w 1977 roku i Pierre Selby w 1987 roku. Krytycy kary śmierci uznali to za zwykłe zbiegi okoliczności.