Bieg z przeszkodami

Był piękny dzień, wręcz idealny na spacer po lesie. Ken Seily stał na leśnej polanie, rozglądając się dookoła i wdychając czyste, świeże powietrze. Znajdował się daleko od Sydney, gdzie mieszkał i pracował. To był dzień tygodnia, na który czekał z utęsknieniem – cotygodniowe spotkanie klubu biegających na orientację, do którego należał.

Zazwyczaj Ken biegał sam, jednak w sobotę, 19 września 1992 roku, klub zorganizował trening na kilku trasach, które przebiegały przez olbrzymi, a zarazem piękny las państwowy Belangalo. Kenowi wydawało się, że las jeszcze nigdy nie wyglądał tak pięknie. Zewsząd otaczały go zielone drzewa eukaliptusowe oraz lokalne krzewy, a gdzieniegdzie rozsiane były komercyjne plantacje sosen. To wszystko stanowiło mocny kontrast do sczerniałego spustoszenia spowodowanego przez liczne pożary, które trawiły tamtejszy rejon w ostatnim czasie.

Po krótkiej odprawie nawigacyjnej, Ken oraz jego partner do biegania, Keith Caldwell, wyruszyli w trasę. Sport ten nieco przypomina wyścigi rajdowe, których celem jest przebycie danej trasy w określonym czasie, docierając po drodze do wyznaczonych punktów nawigacyjnych. Wczesnym popołudniem byli już głęboko w lesie, blisko jednego z najbardziej znanych pomników przyrody w tamtym rejonie, zwanym Executioners Drop (tłum. Łza Kata).

Po oznaczeniu swoich poprzednich punktów kontrolnych na mapie, zaczęli kierować się do kolejnego, z numerem 4, którego elementem charakterystycznym był duży głaz. Zbliżając się do głazu, Ken poczuł nieprzyjemny zapach. Kiedy bardziej się przybliżył, zapach stał się jeszcze bardziej intensywny. Pomyślał, że najprawdopodobniej była to po prostu gnijąca zwierzęca padlina. W lesie przecież mieszkało mnóstwo dzikich zwierząt – kangury, walabie, a nawet psy dingo. Nie chcąc o tym myśleć, Ken skoncentrował się na nawigacji i miał już ruszać dalej, ale wtedy Keith zawołał go, aby podszedł do głazu. „Czujesz to?” – zapytał. Zapach stał się bardziej intensywny, gdy podeszli do zachodniej strony kamienia. Za małym występem znaleźli stertę gałęzi i gnijących liści, o długości około dwóch metrów i wysokości 60 centymetrów. Podchodząc bliżej, mężczyźni zobaczyli coś przypominającego kość oraz pasmo włosów. Nie byli pewni czy to człowiek, dopóki nie zobaczyli fragmentu czarnej koszulki. Ostrożnie okrążyli znalezisko, a następnie się zatrzymali, próbując zrozumieć, co to wszystko mogło oznaczać. Z drugiej strony wystawała podeszwa buta.

Zegar wskazywał godzinę 15:45, wiedzieli więc, że zbliżał się złowrogi zmierzch. Dokładnie zaznaczyli tamto miejsce na swojej mapie. Musieli podjąć decyzję – wracać trasą, którą przybiegli czy ukończyć bieg, co wyprowadziłoby ich z lasu i przybliżyło do ich samochodów. Postanowili, że druga opcja będzie szybsza. Pół godziny później dołączyli do innych biegaczy i niezwłocznie opowiedzieli o swoim znalezisku. Wszyscy się zgodzili, że jak najszybciej trzeba poinformować władze. Gdy Seily zadzwonił pod numer alarmowy, zapytano go czy zdarzył się jakiś wypadek. Kiedy odpowiedział, że nie, został rozłączony. Kilka wykonanych telefonów później, został w końcu połączony w oficerem policji w Bowral, małym lokalnym miasteczku. Przedstawił się i powiedział: „Znalazłem zwłoki w lesie Belangalo.” Nie był pewien czy zostanie potraktowany poważnie. Okazało się jednak, że jego obawy były nieuzasadnione. Policja podjechała na miejsce w momencie, kiedy zapadał już zmierzch. Oświetlali sobie drogę światłem latarki, oznaczając miejsce refleksyjną taśmą.

Wkrótce pojawili się także lokalni śledczy wraz z jednostką do oznaczania miejsc zbrodni z Goulburn, innego, większego miasta. Oświetlono okolicę, a w międzyczasie pojawiła się kolejna jednostka policji, tym razem z wydziału zabójstw. Pierwszą rzeczą, którą zrobili, było wykonanie telefonu do biura osób zaginionych, ponieważ w tamtym czasie badano sprawę zaginięcia kilkoro turystów, których ostatnio widziano jak podróżowali na południe.

Nikt tamtego dnia nie spodziewał się, że znalezione ciało doprowadzi do największego śledztwa w historii Australii.

Poszukiwania

Podczas przeczesywania okolicy, które odbyło się następnego dnia, dwóch policjantów, znalazło kolejne zwłoki. Znajdowały się one zaledwie 30 metrów od ciała pierwszej ofiary i były częściowo przykryte pniem drzewa. Spod stosu liści i gałęzi wystawał but oraz dolna część nogi.

Pierwsze wzmianki w mediach sugerowały, że zwłoki należały do dwóch brytyjskich turystek, Caroline Clarke i Joanne Walters. Kobiety zaginęły pięć miesięcy wcześniej, po opuszczeniu Kings Cross, aby razem udać się na południe w poszukiwaniu pracy. Jednak wciąż czekano na potwierdzenie tej informacji ze strony policji.

Kilkanaście rodzin z samej Australii, a także pochodzących z różnych zakątków świata, słysząc o tym okropnym odkryciu, skontaktowało się z tamtejszymi władzami, aby uzyskać bardziej szczegółowe informacje. W Niemczech, Manfred i Anke Neugebauer nerwowo słuchali wiadomości, zastanawiając się czy znalezione ciała nie należały do ich syna Gabora i jego dziewczyny Anji, którzy zaginęli bez śladu po opuszczeniu hostelu w Kings Cross po Bożym Narodzeniu w 1991 roku. Herbert Schmidl z Regensburg, niedaleko Monachium, także miał nadzieję, że żadne z ciał nie okaże się należeć do jego córki Simone, która zaginęła po opuszczeniu Sydney w 1991 roku. Kilkaset mil na południe od Belangalo, w Frankston Victoria, Pat Everist zastanawiała się czy to nie jej córka Deborah oraz jej przyjaciel James Gibson leżeli martwi w lesie. Zaginęli w 1989 roku.

Późnym popołudniem, 20 września, policja potwierdziła, że znalezione zwłoki należały do Caroline Clarke oraz Joanne Walters. Rodzice Joanne, Ray i Jill Walters przybyli do Australii już na miesiąc przed znaleziskiem, na próżno szukając jakichkolwiek informacji o swojej córce. Policja odnalazła ich w Sydney, aby przekazać złe wieści. Ian oraz Jacquie Clarke przebywali w swoim domu w Anglii, gdy otrzymali telefon informujący, że drugie z ciał znalezionych w Belangalo należało do Caroline.

W miarę postępowania śledztwa, stało się jasne, że zabójstwa popełniono z dużą dozą bestialstwa i przemocy. Joanne Walters została jednym pchnięciem dźgnięta w serce i płuca, a rana była tak głęboka, że przebiła jej kręgosłup. Caroline Clarke także została dźgnięta nożem, a dodatkowo wielokrotnie postrzelona w głowę.

Do poprowadzenia śledztwa zostali wyznaczeni policjanci z wydziału zabójstw, inspektor Bob Godden oraz sierżant Steve McClennan. Po wstępnym rozpoznaniu miejsca zbrodni, McClennan spekulował, że skoro ciała znaleziono na odizolowanym terenie, możliwe było, że morderca mieszkał niedaleko. Śledczy pracowali na miejscu zbrodni bez przerwy, badając i fotografując każdy jego centymetr.

Na obu dłoniach Joanne Walters nadal znajdowała się biżuteria. Kobieta miała też na sobie dżinsy oraz czarne buty. Co ciekawe, rozporek dżinsów był rozpięty, chociaż guzik nie był. W odległości około 4 metrów od ciała Caroline Clarkes, znajdowało się sześć niedopałków papierosów, wszystkie takiej samej marki. Ktoś najwyraźniej spędził sporo czasu w tamtym miejscu. Nieopodal, znaleziono pusty magazynek należący do broni kalibru 22 oraz fragment zielonego plastiku wielkości dużej monety. Balistycy przeszukali okolicę za pomocą wykrywacza metalu i, około 3 metrów od ciała Clarkes, znaleźli jeszcze dziewięć takich samych magazynków. Z ziemi bezpośrednio pod jej głową odzyskano trzy naboje. Śledczy z wydziału balistycznego byli pewni, że, analizując wygląd i stan łusek oraz magazynków, będą w stanie zidentyfikować broń, z której strzelano do ofiar. Kolejne 40 metrów od miejsca zbrodni ktoś zbudował ognisko z pustaków. To było dość dziwne znalezisko jak na środek lasu.

W czasie kolejnych pięciu dni, policja przeszukała sporą część lasu, jednak nie znaleźli żadnych nowych ciał ani śladów kampingu, ani nawet rzeczy osobistych należących do którejkolwiek z kobiet. Po przeszukaniu, policja wydała medialne oświadczenie, mówiące, że praktycznie wykluczyli możliwość znalezienia innych ciał w lesie. Jak później się okazało był to zdecydowanie przedwczesny wniosek.

Przyczyny śmierci

Dr Peter Bradhurst, patolog sądowy wyznaczony do pomocy przy tej sprawie, miał wątpliwą przyjemność dokonywania autopsji znalezionych ciał. Posunięte w rozkładzie szczątki dwóch dziewczyn zostały ostrożnie zabrane z lasu i przeniesione do kostnicy w Glebe, na przedmieściach Sydney. Pierwszym etapem badania było zważenie i prześwietlenie ciała Joanne w poszukiwaniu kul lub innych metalowych obiektów. Nie znaleziono w nim jednak nic takiego. Po prześwietleniu ciała Caroline, odkryto, że mimo, iż jej ciało było w bardziej posuniętym stanie rozkładu niż zwłoki Joanne, znaleziono w nim cztery kule.

Następnie dr Bradhurst zaczął zewnętrzne oględziny całego ciała w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów ataku fizycznego. Na bluzce oraz dłoniach Joanne znaleziono kilka ciemnych włosów. Z jej ust usunięto zgniłą pozostałość po szmacie, której użyto jako knebla. Inny fragment materiału znajdował się głębiej w gardle, co mogło wskazywać na śmierć przez uduszenie. Wewnętrzna analiza nie wykazała śladów waginalnej ani analnej penetracji, jednak, z powodu złego stanu tkanek ciała, nie można było tego z całą pewnością wykluczyć. Zebrano próbki włosów i paznokci, które mogły się później przydać do porównania. Pobrano także wymaz z pochwy, w poszukiwaniu śladów spermy.

Klatka piersiowa Joanne miała trzy rany kłute po prawej stronie, jedną po lewej oraz jedną przy szyi. Kiedy ciało przewrócono na drugą stronę, oczom patologa ukazało się coś, co można było nazwać „dzikim atakiem” – dwie kolejne rany po lewej stronie pleców, pięć nowych po prawej oraz dwie w kręgosłup u podstawy szyi. W sumie czternaście ran kłutych. Pięć z nich naruszyło kręgosłup. Według lekarza, jedna z ran kręgosłupa mogła zostać zadana jeszcze przed śmiertelnymi ciosami, co sprawiło, że ofiara stała się całkowicie bezbronna. Dwa z jej żeber zostały całkowicie zmiażdżone. Ręce nie nosiły śladów żadnych „ran obronnych”, które pojawiają się, gdy ofiara próbuje odeprzeć atak noża. Wszystko to, wraz z faktem użycia knebla, wskazywało na to, że w czasie dokonywania zabójstwa morderca miał wszystko pod kontrolą. Rany zadano nożem typu Bowie lub podobnym ostrzem.

Ręce Caroline Clarkes były rozciągnięte nad jej głową, którą owinięto kawałkiem czerwonego materiału. W gnijącym materiale wyraźnie można było dostrzec dziury po kulach. Szmatę ostrożnie usunięto, a wtedy oczom ukazał się dokładny rozmiar obrażeń ofiary. W czaszce znajdowało się dziesięć dziur po kulach. Znaleziono tylko cztery rany wylotowe. Z czaszki wydobyto cztery kompletne pozostałości po nabojach kalibru 22. Twarz i szczęka były zmiażdżone, prawdopodobnie przez pociski. Kobieta miała tylko jedną ranę kłutą, podobną do pierwszej ofiary – w górnej części pleców.

Znalezione pociski oczyszczono i przekazano sierżantowi Gerardowi Duttonowi, ekspertowi od balistyki, który był obecny przy sekcjach zwłok. Był pewien, że pociski te, wraz z tymi, które odzyskano z miejsca zbrodni oraz magazynkami, pozwolą znaleźć broń, jakiej użyto w czasie zabójstwa. Symulacja dokonana na miejscu zbrodni wykazała, że rany postrzałowe zostały zadane z trzech różnych kierunków, chociaż wszystkie dziesięć magazynków leżało obok siebie.

W drodze wyjątku, profesor John Hilton, szef wydziału medycyny sądowej, podał szczegóły analizy sporej grupie reporterów, którzy zgromadzili się pod kostnicą. Nieprzyzwyczajony do konferencji prasowych, mówił niepewnym głosem. Mimo, że był doświadczonym patologiem, wyraźnie niepokoił go wymiar obrażeń oraz brutalność ataków.

Profil zabójcy

Kilka tygodni po odkryciu dwóch ciał, śledczy Godden i McLennan zgromadzili już sporą ilość dowodów, chociaż nie przybliżyło ich to wcale do odkrycia tożsamości mordercy. Największym problemem dla śledztwa był czas, który upłynął od dokonania zabójstw. Kiedy policja rozpoczęła śledztwo, szlak dowodowy był już mocno zatarty.

Próbując jakoś ożywić sprawę, poproszono o konsultację dr Roda Miltona, psychiatrę sądowego z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem. Milton pomagał wcześniej policji w ujęciu Johna Wayne’a Glovera, który udusił sześć starszych kobiet w 1989 roku. Profil, który lekarz stworzył wówczas dla policji, był niezwykle dokładny, nie zgadzał się jedynie wiek podejrzanego. Milton sugerował, że mógł to być nastolatek, bazując na danych z przeszłości, według których najpoważniejsze przestępstwa przeciwko starszym ludziom dokonywały przeważnie osoby przed 20 rokiem życia. Jego analiza, chociaż nieco niedokładna, doprowadziła do ujęcia Glovera. W czasie aresztowania miał on 59 lat.

Śledczy, na prośbę Miltona, zawieźli go do Belangalo. Jak im wyjaśnił, mimo, że miał dostęp do szczegółowych raportów policji oraz wszystkich fotografii, musiał sam udać się na miejsce zbrodni, aby móc łatwiej wyobrazić sobie co się tam działo. Wysiadł z samochodu i odwiedził po kolei oba miejsca znalezienia zwłok. Po powolnym obejściu okolicy, usiadł na środku i zastanawiał się dlaczego morderca wybrał konkretnie tamto miejsce. Dlaczego zostawił ofiary w taki sposób i co było motywacją jego zbrodni? Pierwszą myślą było, że morderca znał tamten teren. Z doświadczenia wiedział, że zabójcy bardzo rzadko dokonują zbrodni w nieznanych środowiskach. To nie było morderstwo z przypadku, raczej coś zaplanowanego. Chodząc tak z jednego miejsca w drugie, pytał policję o szczegóły śledztwa. Co znaleziono i gdzie? Rozważał różnice pomiędzy dwiema ofiarami.

Caroline Clarke została zabita z zimną krwią. Sposób, w jaki fragment materiału owinięto wokół jej głowy, wskazywał na próbę odczłowieczenia ofiary. Kąt oddania strzałów sugerował, że pierwszy z nich mógł paść, gdy kobieta klęczała. Jej ubrania pozostały nietknięte, poza biustonoszem, który był odpięty. Ubrania na dolnej części jej ciała pozostały nietknięte. Według psychiatry, to wszystko wskazywało na to, że jej zabójstwo nie miało motywu seksualnego, a było raczej formą egzekucji. Pojedyncze dźgnięcie mogło zostać zadane po śmierci, jako sposób zamanifestowania przez mordercę jego ostatecznej kontroli nad ofiarą, a być może było dziełem wspólnika. Tak naprawdę, jeszcze przed uzyskaniem pomocy od Miltona, policja uważała, że morderstwa były dziełem więcej niż jednego sprawcy. Sposób, w jaki ciało Caroline Clarke ułożono z rękami w górze, także sugerowało kontrolę i planowanie ze strony zabójcy – ofiara wyglądała jakby błagała o życie.

Dla porównania, ciało Joanne Walters wskazywało na niekontrolowane szaleństwo zabójcy. Pozostawione w nieładzie ubrania, mogły nawet świadczyć o seksualnym ataku. Koszulka i biustonosz podciągnięte były do góry (bez jego odpinania). Rozporek w dżinsach był rozpięty, chociaż guzik nie. Na zwłokach ani nigdzie w okolicy nie znaleziono majtek ofiary. Milton uważał, że skoro buty znajdowały się nadal na nogach, dżinsów do końca nie ściągnięto. Bardziej prawdopodobne było to, że zostały jedynie opuszczone na tyle, aby umożliwić mordercy/mordercom popełnienie aktu seksualnego. Przed lub po śmierci kobiety. Bielizna mogła zostać odcięta i zabrana jako trofeum.

Zapytany przez policję o możliwy motyw popełnienia zbrodni, Milton wypowiedział tylko jedno słowo: „przyjemność.” Wierzył, że jeśli morderców było dwóch, jeden z nich był starszy i bardziej dominujący, a drugi, pomimo, że tak samo sadystyczny, mógł być bardziej uległy. Mogli być braćmi, wspólnie interesującymi się bronią i polowaniami, prawdopodobnie mającymi już za sobą inne przestępstwa na tle seksualnym, wspólne bądź osobne.

Oto profil, jaki stworzył doktor Milton w punktach. Według niego główny napastnik:

  • Żyje na przedmieściach miasta, w pół-wiejskiej okolicy.
  • Pracuje jako średnio-wykwalifikowany robotnik, prawdopodobnie nielegalnie.
  • Jest w niestabilnym lub niezadowalającym związku.
  • Miał do czynienia z homoseksualnością lub biseksualnością.
  • Ma na swoim koncie problemy z prawem.
  • Ma około 35 lat.

Poza tym, dr Milton od razu zauważył, że morderstwa z całą pewnością były dziełem seryjnego zabójcy.

Pod koniec roku, grupa ludzi zajmujących się śledztwem bardzo się skurczyła, ponieważ zmniejszono środki finansowe i przekazano je na prowadzenie innych spraw. Ci, którzy nadal pracowali nad sprawą, wiedzieli, że potrzebują jakiegoś przełomowego dowodu, albo przynajmniej odrobiny szczęścia, inaczej morderca pozostanie na wolności.

Obsesja jednego człowieka

Bruce Pryor wielokrotnie odwiedzał tereny lasu Belangalo, aby zbierać tam drewno na opał. Stało się to dla niego specjalnym miejscem. Znał wiele szlaków, jednak nadal istniały części lasu, których nie poznał. Jako tubylec, z zainteresowaniem oglądał reportaże dotyczące dokonanych tam zabójstw, a jako rodzic, szczerze współczuł rodzinom ofiar. Nie potrafił zapomnieć o tym, co się tam stało i podczas wielu swoich wycieczek do lasu, na własną rękę zaczynał przeczesywać fragmenty lasu, których nie znał, bez żadnego wyraźnego powodu.

Oficjalne przeszukanie Belangalo zostało odwołane wiele miesięcy temu, a śledztwo praktycznie już zamknięto. Ostatnia wzmianka o sprawie pojawiła się na publicznym spotkaniu w ratuszu miasta Bowral. Policja zorganizowała je, aby poruszyć pamięć mieszkańców, ponieważ nadal wierzono, że zabójca mieszkał gdzieś w pobliżu lasu. Wspomniano wówczas również o innych młodych turystach, których do tamtej pory nie odnaleziono. Po tamtym spotkaniu, myśl o innych ciałach mogących spoczywać w lesie nie dawała Bruce’owi ani chwili spokoju. Nie mógł przez to ani pracować, ani spać.

Pewnego ranka wyszedł z domu, bez planu udania się do Belangalo, ale jakimś cudem się tam znalazł. Skręcił w drogę, gdzie był już wcześniej, ale zamiast pojechać do jej końca, tak jak zazwyczaj, skręcił w małą dróżkę boczną zwaną „Morice Fire Trail.” Pojechał nią i stanął na rozdrożu. Wiedział, że ścieżka znajdująca się po prawej stronie wiodła do „Clearly’s Exit Fire Trail”, ale nigdy wcześniej nie jechał tą po lewej. Kiedy się nią udał, jego oczom ukazało się niezwykle skaliste otoczenie. Z jednej strony znajdowało się małe ognisko zbudowane z kamieni. Wysiadł ze swojego pojazdu i przeszedł się powoli dookoła, nie wiedząc dlaczego w ogóle się tam znalazł. Nagle zatrzymał się na polanie, około 45 metrów od samochodu, zapatrzył w ziemię, a jego serce zaczęło bić jak oszalałe. U jego stóp leżała duża kość. Wyglądała na ludzką. Potrząsnął głową, próbując myśleć trzeźwo – może kość należała do kangura. Ostrożnie podniósł znalezisko i porównał ją ze swoim własnym udem. Była tej samej długości. Jedna strona kości nosiła ślady zębów. Być może była to kość zwierzęcia? Odłożył ją na swoje miejsce i poszedł dalej. Szedł w górę zbocza, poszukując wzrokiem reszty szkieletu kangura. U grzbietu wzgórza zawrócił i kierował się z powrotem do swojego samochodu, jednak nieco zmienił drogę, idąc przez teren zarośnięty chwastami. Wtedy jego uwagę przyciągnęło coś białego. Rozdzielając dziką roślinność, zauważył coś, co zjeżyło mu włosy na głowie. Z trawy wpatrywały się w niego puste oczodoły ludzkiej czaszki. Była mała, prawdopodobnie należała do dziecka lub kobiety. Dolna część szczęki była częściowo odłamana, a kiedy przyjrzał się bliżej, zauważył niewielkie nacięcie na czole. Wyglądało jak rana od noża.

Nie wiedział co ma dalej robić. Obawiając się, że nikt mu nie uwierzy, zabrał czaszkę do samochodu, zawinął ją w kawałek materiału i ruszył w drogę. Kiedy zbliżał się do wyjazdu lasu, niedaleko małego domku, którego używał klub biegających na orientację, zauważył jakiś samochód. Bruce podszedł do domku i porozmawiał z mężczyzną, który akurat remontował elewację. „Masz tutaj telefon?” – zapytał go. „Mam komórkę w samochodzie, co się stało?” Bruce opowiedział mu o swoim odkryciu, po czym obaj zdecydowali się powiadomić policję. John zabrał z domku książkę telefoniczną, a następnie Bruce zadzwonił pod numer posterunku policji w Bowral. Kiedy głos po drugiej stronie słuchawki zapytał go o to, co się stało, odpowiedział: „Znalazłem fragmenty szkieletu w lesie Belangalo”.

Pół godziny później, na miejscu pojawiło się dwóch oficerów w uniformach. „Co dla mnie masz?” – zapytał jeden z nich. „Jest w samochodzie” – odpowiedział Pryor. Zaprowadził ich do pojazdu i pokazał znalezisko. Młody policjant, najwyraźniej ten, który odebrał telefon, wydawał się zaskoczony, że to naprawdę była czaszka. Przez policyjne radio zawiadomił śledczych Petera Lovella oraz Stevena Murphy’ego, którzy przybyli wkrótce potem. Poprosili mężczyznę, aby pokazał im dokładne miejsce, gdzie znalazł czaszkę.

Gdy przybyli na miejsce, po krótkich oględzinach, Murphy poszedł dalej w głąb lasu i około 40 metrów dalej zatrzymał się, a następnie spojrzał w dół. Poszedł z powrotem w miejsce, gdzie stał jego partner rozmawiając z Pryorem i spokojnie oznajmił: „Ze stosu gałęzi wystaje para sandałów”. Obaj spojrzeli podejrzliwie na Pryora, ciekawi dlaczego przyjechał dokładnie w tamto miejsce.

Dwa kolejne ciała

Informacje o odkryciu kolejnych ciał w lesie szybko się rozprzestrzeniły. Pojawiły się telewizyjne helikoptery. Reporterzy ustawili się w kolejce, aby dostać się na miejsce. Ponownie spekulowano na temat tożsamości ostatnich ofiar. „Czy to para z Niemiec czy ta z Victorii?” – pytano śledczych. Oni jednak nic nie mówili. W ich umysłach pojawiały się inne pytania: Czy odwołali przeszukanie zbyt szybko? Czy przeszukiwali złe tereny? Ile jeszcze ciał się tam znajdowało?

Niedaleko jednego z prowizorycznych grobów znaleziono zniszczony, czarny, filcowy kapelusz. Skontaktowano się z biurem osób zaginionych w Sydney i ustalono, że mógł on należeć do Jamesa Gibsona, z Victorii, który był ostatnio widziany, jak wraz z jego koleżanką, Deborah Everist, podróżowali autostopem na południe. Zaginęli w 1989 roku. Policja dużo wcześniej odrzuciła Gibsona jako potencjalną ofiarę seryjnego mordercy z Belangalo, po tym, jak jego plecak i aparat znaleziono porzucone przy drodze, 125 kilometrów od lasu. Policja była skonsternowana. Jeżeli Gibson był jedną z ofiar, jakim cudem jego rzeczy znalazły się po drugiej stronie Sydney? Dalsze śledztwo ujawniło, że, kiedy owe rzeczy znaleziono, zwisały z poręczy ochronnej na poboczu ruchliwej drogi. Czy umieścił je tam zabójca, aby odwrócić uwagę policji od terenów Belangalo?

Policja pracowała na miejscu zbrodni do późnej nocy. Następnego dnia powrócono na miejsce w towarzystwie dr Bradhursta oraz sądowego odontologa (specjalisty od identyfikowania ofiar na podstawie ich uzębienia), którym był dr Chris Griffiths. Z obu ciał zostały już tylko szkielety i to w dodatku niekompletne. Kości porozrzucane były wszędzie dookoła, co najprawdopodobniej było sprawką dzikich zwierząt. Przy pierwszej z ofiar znaleziono srebrny łańcuszek od zegarka, zestaw bransoletek z kamykami oraz srebrny krzyżyk. Biorąc pod uwagę te znaleziska oraz rozmiar szkieletu, założono, że należał on do kobiety. Drugi szkielet był większy i nadal na stopach miał parę białych adidasów. Griffiths zbadał czaszkę i, po oczyszczeniu jej z brudu, porównał zęby z kartotekami dentystycznymi, które otrzymał wcześniej od policji. Znaleziono dopasowanie. Ciało należało do Jamesa Gibsona. Drugie ciało zidentyfikowano nieco później – należało do Deborah Everist. Wszystkie elementy szczątków przeniesiono do kostnicy w celu rekonstrukcji szkieletów i ich przeanalizowania. Razem z kośćmi, zebrano kilkanaście toreb rozłożonej materii z bezpośredniej okolicy. Jedną z rzeczy znalezionych przy szczątkach Jamesa Gibsona łatwo było rozpoznać – był to kompletny zamek od pary dżinsów. Zamek był otwarty, ale guzik był zapięty.

Następnego dnia dr Bradhurst zaczął rekonstruować szkielety w anatomicznej kolejności. Kości ugotowano w specjalnym roztworze, aby je oczyścić i uwidocznić ewentualne rany. Lekarz zaczął od tego, co zostało z Jamesa Gibsona. Rozkładająca się materia zebrana przy jego szczątkach została przesiana i znaleziono kilka drobnych kości rąk i nóg, nieco biżuterii oraz guziki. W miarę jak szkielet nabierał kształtu, jawiła się wielkość obrażeń zadanych ofierze. Jedna z ran kłutych dotknęła kręgosłupa w rejonie piersiowym, przecinając trzy kręgi, rozcinając kanał trzymający stos pacierzowy. Tak jak w przypadku poprzednich ofiar, rana sparaliżowała mężczyznę. Trzeba było naprawdę dużo siły fizycznej, aby zadać tyle obrażeń młodemu, zdrowemu ciału. Dwie rany kłute naruszyły mostek, z nacięciami na żebrach wskazującymi na dwie więcej rany po prawej i lewej stronie klatki piersiowej oraz dwie kolejne u góry pleców. Na szkielecie znaleziono w sumie siedem głównych ran. O wiele więcej mogło naruszyć ciało bez dotykania kości. Kiedy zmierzono rozmiar ran, okazało się, że miały podobny rozmiar do tych zadanych Walters i Clarke.

Drugi szkielet był w gorszym stanie. Część szczęki została odłamana. Z tyłu czaszki znaleziono kilka pęknięć. Dwie rany cięte na czole, po obu jego stronach, nie były wystarczająco głębokie, aby zadać śmierć, ale zostawiły ślady w czaszce. Kolejna rana kłuta zadana została w dół pleców niedaleko kręgosłupa.

W czasie, kiedy Bradhurst kończył swoje badania, eksperci na miejscu zbrodni przeczesywali groby w poszukiwaniu jakichkolwiek wskazówek. 9 metrów od miejsca znalezienia jednego z ciał, odkryto czarny biustonosz z raną ciętą przechodzącą przez jedną z miseczek. Następnie, pod stertą liści, obok grobu kobiety, znaleziono parę szarych rajstop. Związano je w taki sposób, aby tworzyły coś na kształt kajdanek.

Kryptonim „Task Force Air”

Nowym głównodowodzącym sprawą został komisarz Clive Small. Jego pierwszym zadaniem było utworzenie jednej, spójnej grupy operacyjnej. Small był doświadczonym policjantem z reputacją dokładnego i obiektywnego. Był szanowany w swoim wydziale oraz w sądach za swoje oddanie, umiejętność oddzielania faktów od błędnych informacji oraz prezentacji tych faktów w bardzo skrupulatny sposób. Śledztwo nazwano oficjalnie „Task Force Air”. Zamiast „Air” miało być „Eyre”, od nazwy słonego jeziora znajdującego się w środkowej Australii, co wynikało z tradycji wydziału używania nazw geograficznych przy nadawaniu kryptonimów poszczególnym śledztwom. Nazwę ciągle błędnie zapisywano, więc w końcu pozostano przy nazwie „Air”.

Wyznaczonym przez Smalla zastępcą został inspektor Rod Lynch. Jego zadaniem było założenie i koordynowanie bazy w Sydney, podczas gdy Small pozostał w Bowral, aby być bliżej ewentualnych nowych informacji.

Trzeba przyznać, że Lynch został rzucony na głęboką wodę. Budynek, który udostępniono mu na siedzibę grupy zadaniowej był przekształconą fabryką, gdzie niegdyś stacjonowały służby specjalne w Sydney. Budynek stał pusty, od kiedy poprzedni lokatorzy przenieśli się do większej siedziby i był w bardzo złym stanie. Nie było sprzętu, klimatyzacji, komputerów, mebli, a nawet toalety były w opłakanym stanie. Po rozwiązaniu tych i innych logistycznych problemów, Lynch zaczął rekrutować śledczych, którzy mieli zająć się tysiącami drobnych fragmentów informacji, które już uzyskano. Następnym zadaniem było założenie publicznej gorącej linii. Miało się to odbyć we współpracy z mediami, które poprosiłyby w imieniu policji o wszelkie informacje dotyczące wydarzeń w lesie. Ze swojego długoletniego doświadczenia, Lynch wiedział, że takie działanie dramatycznie zwiększy obciążenie pracą jego zespoły, ale może jednocześnie być najbardziej cennym źródłem „prawdziwych informacji”, a nie tylko „okolicznościowych dowodów”, które już zebrano.

Small na kilka dni odwołał przeszukanie lasu, aby móc dokładniej zapoznać się z mapami okolicy oraz zaplanować bardziej efektywne przeszukanie. Na czele ekipy przeszukującej stanął inspektor Bob May. Podzielił mapę lasu na sektory, każdy o wielkości 228 metrów kwadratowych. Czterdziestu oficerów przeczesywało każdy sektor, badając każdy cal leśnego runa. Jeżeli cokolwiek znaleziono, dawano znać okrzykiem, a wtedy zjawiała się ekipa badawcza, aby zrobić zdjęcia, zaznaczyć pozycję na mapie i zabezpieczyć znalezione dowody. Ponadto, przeszukanie było wspierane przez drużyny z psami, które zostały specjalnie wyszkolone, aby znajdować fosfor i azot w glebie. Rozkładające się ciało wydziela śladowe ilości tych pierwiastków jeszcze na długo po śmierci. Wspomniane psy używane były w Stanach do „wywąchiwania” starych grobów po wojnie secesyjnej.

W międzyczasie pociski oraz łuski po pociskach zebrane z miejsc zbrodni, zostały zidentyfikowane jako pochodzące ze strzelby typu Ruger. Policja odkryła, że w latach 1964-82 do Australii zaimportowano ponad 50 tysięcy takich strzelb. Producenci stworzyli listy swoich dystrybutorów w Australii, którzy z kolei stworzyli listy sklepów z bronią, które je zakupiły. Podczas, gdy sklepy z bronią musiały dokumentować każdą sprzedaną broń, nie było wymogu prawnego dotyczącego dalszego „prywatnego” sprzedawania tychże. Więc szukanie mordercy od tej strony wyglądało jak szukanie igły w stogu siana. Stworzono, oczywiście, listę takich strzelb posiadanych przez mieszkańców okolic Belangalo, z zamiarem wykonania próbnych strzałów, aby zrobić porównanie do znalezionych pocisków. Plan jednak dotarł do prasy, co zdenerwowało śledczych, gdyż wiedzieli, że morderca słysząc o tym, na pewno porzuci broń.

Skontaktowano się również z członkami lokalnego klubu strzeleckiego, a ich broń poddano analizie. Jeden z nich powiedział policjantom, że jego przyjaciel doświadczył czegoś podejrzanego w lesie w poprzednim roku. Policja skontaktowała się z mężczyzną, który dał im niesamowicie dokładny opis dwóch pojazdów, które jak widział, wjeżdżały do lasu. Jak opisywał, kiedy pierwszy samochód go minął, zobaczył mężczyznę na siedzeniu dla kierowcy oraz dwóch innych na tylnym siedzeniu. Między nimi siedziała kobieta z głową owiniętą kawałkiem materiału, co wyglądało jak swego rodzaju knebel. W drugim pojeździe znajdowali się dwaj mężczyźni – kierowca oraz drugi z tyłu, obok innej kobiety, która także była związana. Podał policji szczegółowe opisy wszystkich widzianych osób, w tym ich ubrania oraz domniemany wiek. Twierdził nawet, że wtedy spisał na skrawku papieru numer tablicy rejestracyjnej drugiego samochodu, ale zdążył go zgubić. Policja spisała jego zeznania i kazała je odczytać oraz podpisać. Podpisał się nazwiskiem „Alex Milat.”

Jak wiele więcej ofiar?

Minęło 26 dni, od kiedy w lesie znaleziono ciało Deborah Everist. Osoby pracujące w ekipach poszukiwawczych były zmęczone. Przeczesali już większość wyznaczonych terenów i mieli się udać do ostatniej sekcji, położonej niecałe 5 kilometrów od ostatniego grobu. Wszyscy, łącznie z prasą, byli już niemal pewni, że więcej ciał nie odnajdą.

Przewodzący tamtej ekipie, sierżant Jeff Trichter, poprowadził swoich ludzi na małą polanę. W zasięgu ich wzroku leżała para różowych damskich dżinsów oraz kawałek niebiesko-żółtego sznura. Obok nich leżał pusty magazynek po nabojach kalibru 22. Odkrycie nie było niczym niezwykłym, ponieważ podczas poszukiwań znaleziono wiele dziwnych rzeczy. Idąc w głąb polany, znaleźli o wiele więcej przedmiotów: puste puszki po napojach, podziurawione strzałami z broni, spory kawałek zwiniętego kabla, ładownice oraz puste butelki. Na skraju polany Trichter zobaczył coś, co zapaliło czerwone światło w jego umyśle -prymitywne ognisko. Wiedząc, że ostatni etap poszukiwań będzie intensywny, Trichter zdecydował się dać swoim ludziom przerwę na lunch i spędzić resztę dnia w okolicy. Prawie od razu, kiedy wznowili poszukiwania, coś znaleziono. To była kość wyglądająca na ludzką. Kilka metrów dalej, pod stertą drewna leżała czaszka. Niezwłocznie wezwano ekipę od oznaczania miejsc zbrodni.

Za drewnem leżała sterta patyków i gałęzi. Z jednego jej końca wystawała duża kość ubrana w but do wspinaczki, wykonany z brązowej skóry. Poszukujący rozdzielili się i przeczesali teren dookoła grobu, jednak żadnych innych szczątków nie znaleziono. Wstępnie określono, że znaleziono szkielet należał do kobiety. Wydawało się, że ta ofiara zginęła samotnie.

Na jej czaszce znaleziono fioletową opaskę. To oraz ubrania znalezione nieopodal ciała, po porównaniu z rejestrem osób zaginionych, wskazywały, że szkielet należał do młodej Niemki, Simone Schmidl. Inne przedmioty, o których wspomniano w raporcie osób zaginionych, czyli duży plecak oraz przybory kampingowe, nie zostały znalezione. Dr Chris Griffiths ponownie przybył do lasu Belangalo, tym razem, aby oficjalnie zidentyfikować ciało ofiary jako Simone.

Ta młoda, żądna przygód dziewczyna, którą rodzina nazywała „Simi”, była ostatnio widziana 20 stycznia 1991 roku w Liverpoolu, na zachód od Sydney, kiedy wybierała się w podróż autostopem na południe. Pewna siebie i doświadczona podróżniczka, która zobaczyła już kawał świata, skończyła samotnie w lesie, tysiące kilometrów od swojego bezpiecznego domu. W Niemczech, rodzice dziewczyny dowiedzieli się o jej śmierci w najgorszy możliwy sposób – z radio.

Gdy je znaleziono, ciało Simone było nadal częściowo ubrane w spódnicę, a jej biustonosz podwinięto dookoła szyi. Para zielonych szortów wisiała na miednicy. Obok zwłok znaleziono kilka elementów biżuterii oraz dwie monety. Różowe dżinsy nie należały do Simone, ale pasowały do opisu pary noszonej przez inną Niemkę, Anję Habschied. Ona i jej chłopak Gabor Neugebauer zaginęli w grudniu 1991 roku.

Dwa dni później, szczątki Simone przeniesiono do Sydney w celu wykonania sekcji zwłok. Dr Bradhurst zbadał prawie kompletny szkielet. Nie miał wątpliwości, że była to robota tego samego mordercy. Na czaszce nie było żadnych obrażeń. Na klatce piersiowej i plecach widniały liczne rany kłute z prawej i lewej strony, tyłu i przodu, w tym dźgnięcia nożem w rejonie kręgosłupa, co całkowicie zniszczyło kanał kręgowy. Lekarz jeszcze dobrze nie skończył sekcji, a już musiał wracać do lasu. Znaleziono jeszcze dwa ciała.

Bradhurst i Griffiths zostali przetransportowani na miejsce helikopterem i zabrani w pobliże dwóch nowo znalezionych grobów. Griffiths miał przy sobie kartotekę dentystyczną Gabora Neugebauera. Dokumentacja dotycząca jego dziewczyny, Anji, nie dotarła jeszcze z Niemiec. Szczątki Gabora leżały pod stertą gałęzi częściowo przykryte dużą kłodą.

Griffiths potwierdził tożsamość Gabora. Jego szkielet był kompletny wraz z fragmentami zgniłego ubrania, w tym pary dżinsów w otwartym rozporkiem i zapiętym guzikiem. Drugie ciało należało do młodej kobiety (chociaż oficjalnie nie potwierdzono, że to Anja). Górna część ubrania podniesiona była na wysokość ramion, a dolnych części garderoby w ogóle nie znaleziono ani na, ani przy zwłokach. Różowe dżinsy znaleziono sporo dalej. Żeński szkielet miał jedną uderzającą cechę – brakowało czaszki oraz dwóch pierwszych kręgów szyjnych. Poza tym nie znaleziono na nim żadnych innych ran. Po dokładniejszym przyjrzeniu się, dr Bradhurst wydedukował, że głowa została odcięta od ciała za pomocą bardzo ostrego przedmiotu, prawdopodobnie maczety lub miecza. Kąt cięcia wskazywał na to, że ofiara prawdopodobnie klęczała z głową pochyloną w dół. Wyglądało to na egzekucję.

Dowódca grupy zadaniowej, Clive Small, udzielił mediom na miejscu zbrodni krótkiego wywiadu. Powiedział reporterom, że po odkryciu nowych ciał wiedzieli już, że szukają seryjnego mordercy. To nie było dla nikogo niespodzianką. Media wspominały o tym już od początku śledztwa.

Po powrocie do kostnicy, dr Bradhurst zbadał szczątki Gabora. W ustach znaleziono dwa kneble. Jeden owinięto dookoła ust, a drugi umieszczono w jamie ustnej jeszcze przed zawiązaniem pierwszego. Bradhurst dokonywał wszystkich autopsji w sprawie, więc pewne szczegóły utkwiły mu w pamięci. Jedną z rzeczy, które nie umknęły jego uwadze, był fakt, że ten knebel został zawiązany innym rodzajem węzła. Knebel użyty na ciele Joanne Walters był związany w bardzo prosty sposób. Poza tym, rozmiar materiału znajdującego się w ustach umożliwiał śmierć przez uduszenie. Poza tym, uszkodzenie kości gnykowej w gardle zazwyczaj wskazuje na ręczne uduszenie. Szczęka była uszkodzona w kilku miejscach.

W czaszce znajdowało się sześć ran wlotowych dla pocisków – trzy z tylnej lewej, trzy z dolnej tylnej. Jedna z ran wylotowych znajdowała się po prawej stronie. Podczas analizy czaszki obecny był specjalista od balistyki, Gerard Dutton. Z wnętrza czaszki odzyskano cztery kule. Piąta z nich znajdowała się przy górnych kościach szkieletu. Dutton nie znalazł żadnych łusek w pobliżu ciała, a kąt ran wlotowych i wylotowych wskazywał, że w kierunku czaszki wystrzelono siedem pocisków. W miejscu znalezienia czaszki, a nawet pod ziemią w pobliżu grobu, nie znaleziono żadnych pocisków, więc wyglądało na to, że Gabor nie został zabity w tamtym miejscu. Dopiero później, w pewnej odległości od miejsc znalezienia ciał nowych ofiar, znaleziono kilkanaście wystrzelonych pocisków oraz puste magazynki. W sumie porozrzucane po terenie znaleziono około dziewięćdziesiąt magazynków. Po analizie mikroskopowej łusek i pocisków, stwierdzono, że były identyczne jak te znalezione przy ciele Walters.

Najbardziej przerażający był fakt, że cała siódemka ofiar zginęła w inny sposób. Zostali albo pobici, uduszeni, postrzeleni, zadźgani nożem, pozbawieni głowy i prawie na pewno seksualnie molestowani w jakiś sposób, niezależnie od płci. Znając wielkość obrażeń oraz różne metody zadawania ran, śledczy wywnioskowali, że morderca (lub mordercy) spędzali z każdą kolejną ofiarą coraz więcej czasu. Zabójca był nie tylko okrutnym sadystą, ale także był niezwykle pewny siebie i wyrachowany.

Jedyny ocalały

Paul Onions przyjechał do Australii, ponieważ chciał zobaczyć na własne oczy kraj, o którym tyle słyszał. Zatrzymał się w skromnym hostelu na Kings Cross w Sydney, zwiedzając okolicę i imprezując ze znajomymi. Kiedy zaczęły kończyć mu się pieniądze, postanowił poszukać dorywczej pracy. Jego wiza była ważna tylko przez pół roku, ale wyglądało na to, że pieniądze mogły się skończyć o wiele szybciej. Poszukał pracy w mieście, ale, jak na złość, nie potrafił niczego znaleźć. Wtedy jeden z jego znajomych zaproponował mu zbieranie owoców. Praca była w mieście Riverina, kilkaset mil na południe od Sydney. Zdecydował się zaoszczędzić i pojechać pociągiem do Liverpoolu, a następnie ruszyć dalej autostopem. 25 stycznia 1990 roku wyruszył w drogę wczesnym rankiem i już wkrótce stał na poboczu autostrady z Liverpoolu, czekając na okazję.

Był okropny upał. Paul miał przy sobie jedynie niewielką torbę, a w niej walkmana, aparat fotograficzny i kilka ubrań. Powoli szedł na południe, desperacko próbując złapać okazję. Zatrzymał się w małym sklepie, kupił coś do picia i poważnie rozważał powrót do hostelu, kiedy nagle podszedł do niego dobrze zbudowany mężczyzna i z dziwnym australijskim akcentem zapytał czy nie potrzebował transportu. Paul powiedział mu dokąd jechał i chętnie zgodził się na jego ofertę podwózki. Obaj wsiedli do samochodu mężczyzny i ruszyli na południe. Pierwszą rzeczą, jaką Paul zauważył u mężczyzny, zaraz po jego muskulaturze, był długi wąs. Rozmawiali przez chwilę, a mężczyzna przedstawił się jako „Bill.” Mężczyzna chętnie zadawał mu pytania w stylu: „Skąd jesteś?” „Kiedy powinieneś wracać?” „Kto wie, że tu jesteś?” „Jaki jest twój zawód?” Padło wiele różnych pytań, ale Bill wydawał się dosyć przyjazny, więc Paul chętnie odpowiadał. Bill powiedział, że pracował na drogach, pochodził z jugosławskiej rodziny, mieszkał niedaleko Liverpoolu i był rozwiedziony. Jechali przez godzinę, a w międzyczasie zachowanie Billa zaczęło się zmieniać. Jego język stał się bardziej agresywny i krytyczny. Wydawał się zdenerwowany i zaczął rasistowską wypowiedź na temat azjatów i Brytyjczyków, a zaraz potem sposępniał i przestał się w ogóle odzywać.

Po południu, kiedy minęli miasto Mittagong, Paul zauważył, że Bill zaczął się dziwnie zachowywać, przyspieszać i zwalniać, patrzeć w lusterko co kilka sekund. Paul, zmęczony podróżą, poczuł się nieswojo. Bill nachylił się do przodu, ustawiając radio i powiedział: „Chyba zjadę na pobocze i przyniosę jakieś kasety z tyłu.” Kiedy zjechali na pobocze, Paul spojrzał w dół i zobaczył półkę pełną kaset magnetofonowych. Kiedy Bill wysiadł, Paul także to zrobił. „Wracaj do środka” – powiedział Bill, jakby rozgniewany. Nie chcąc go bardziej denerwować, Paul go posłuchał. Kiedy tylko wrócili do samochodu, Bill sięgnął pod swoje siedzenie i wyciągnął stamtąd duży czarny rewolwer i wycelował go w mężczyznę. „To napad” – powiedział. Ponownie sięgnął pod siedzenie i wyciągnął kłębek sznura. Zdenerwowany Paul, próbował z nim dyskutować. „Co się dzieje? Co robisz?” – pytał. Mężczyzna odpowiedział mu w dobitny, ale kontrolowany sposób: „Zamknij się i zapnij pasy.” Przerażony Paul, posłuchał, ale zamiast po pasy, sięgnął po klamkę drzwi i wyskoczył na ziemię. Uciekał jak najszybciej mógł słysząc za sobą: „Stój, albo będę strzelał„.

Spanikowany chłopak wbiegł na pas jezdni, zmuszając samochody do omijania go jak szaleńca. Szybko rzucił okiem za siebie, spodziewając się, że Bill będzie go gonił. Zamiast tego, zobaczył jak ten stał spokojnie przy swoim samochodzie i się uśmiechał. „Wracaj tu!” – zawołał. Paulowi udało się zatrzymać jeden z jadących samochodów i do niego wsiąść. Kierująca pojazdem, Joanne Berry, gwałtownie zahamowała, ale zanim mogła zaprotestować, Paul zaczął krzyczeć „On ma broń, pomóż mi!” Joanne szybko odjechała. W samochodzie znajdowała się jej siostra oraz czworo dzieci. Bała się o ich bezpieczeństwo i zamierzała wyprosić intruza ze swojego samochodu. Jednak spojrzała mu w twarz i zobaczyła przerażenie, więc zdecydowała się zabrać go na najbliższy posterunek policji, który znajdował się w przeciwnym kierunku jazdy. Kiedy zawróciła, zauważyła jak ten drugi mężczyzna biegł w stronę swojego samochodu. Wyglądał jakby coś ze sobą niósł. Obawiając się co się mogło stać, dodała gazu.

Kiedy dotarli do posterunku w Mittagong, był już zamknięty. Pojechali więc do innego miasta, Bowral. Paul opowiedział swoją historię funkcjonariuszce Janet Nicholson, opisując napastnika, pojazd oraz torbę, którą w nim zostawił. Opisał jej zawartość – był tam jego paszport oraz bilet powrotny do Anglii. Po spisaniu zeznań, Nicholson nadała opis mężczyzny oraz samochodu przez radio i doradziła Paulowi powrót do hostelu. Ponieważ nie miał już żadnych pieniędzy, dano mu 20 dolarów. Policjantka wyjaśniła mu, że bez numeru rejestracyjnego były małe szanse na wytropienie podejrzanego pojazdu. Kiedy wrócił do Sydney, zgłosił się do ambasady brytyjskiej, aby wyrobić nowy paszport i pożyczyć trochę pieniędzy. Paszport dostał, ale nie pieniądze. Kobieta w kolejce za nim go pożałowała i dała mu 20 dolarów. Był zdumiony jej hojnością.

Pomimo tak trudnych doświadczeń, zdecydował się zostać w Australii i znalazł tam dobrze płatną pracę. Niedługo potem przyjechała do niego z Anglii dziewczyna i razem podróżowali przez kilka tygodni po północy Australii, a następnie wrócili do domu. Po powrocie do Anglii, Paul próbował ułożyć sobie życie na nowo, jednak okazało się to trudniejsze niż przypuszczał.

Kilka lat później, Paul dowiedział się o odkrytych ciałach niedaleko miejsca, gdzie został zaatakowany. Samo wspomnienie tamtych zdarzeń spowodowało, że cały drżał.

Tymczasem, w Australii śledztwo nadal trwało. Ponad dwustu policjantów nadal przeszukiwało las. W siedzibie grupy operacyjnej bezustannie dzwoniły telefony. Dwa z telefonów były wyjątkowo interesujące. Jeden był od kobiety, która twierdziła, że jej chłopak pracował z mężczyzną, którego jak uważała powinni sprawdzić. Posiadał on działkę niedaleko lasu, posiadał samochód oraz dużą ilość broni. Nazywał się Ivan Milat. Drugi telefon był od Joanne Berry, która opisała zdarzenie z Paulem Onionsem. Wszystkie te telefony były nagrywane i wprowadzane do ogromnej bazy danych, która była już prawie przeciążona.

Paul Onions zadzwonił do ambasady Australii i podano mu numer gorącej linii grupy operacyjnej. 13 listopada 1993 roku, powiedział funkcjonariuszowi po drugiej stronie szczegóły swojego ataku w 1990 roku i został zapytany dlaczego wówczas go nie zgłosił. Kiedy odparł, że zgłaszał zajście, spodziewał się pytania o to gdzie i kiedy oraz o nazwisko oficera, z którym rozmawiał. Zamiast tego, podziękowano mu za informację i odłożono słuchawkę. Kiedy przez kilka kolejnych tygodni nie dostał żadnych nowych wieści, stwierdził, że jego telefon najwyraźniej nie pomógł w niczym śledczym, więc lepiej byłoby po prostu zapomnieć o wszystkim, co się wiązało z tamtymi wydarzeniami.

Oficjalne przeszukanie lasu zawieszono 17 listopada 1993 roku. Powodem było to, że nie znaleziono więcej ciał ani innego rodzaju dowodów.

Przeciążenie systemu

W grudniu 1993 roku władze zdały sobie sprawę, że pomimo olbrzymiej ilości zgromadzonych informacji, śledztwo w sprawie zabójcy turystów nie posuwa się do przodu tak szybko jak powinno. Zgromadzono dziesięć tysięcy notatek, w większości zapisanych ręcznie. Z tysięcy otrzymanych na gorącej linii telefonów, policja stworzyła listę dwóch tysięcy „interesujących osób”, które twierdziły, że mogły znać mordercę lub kogoś, kto wiedział coś na jego temat.

Sam ogrom informacji przeciążył komputerowy system. Program nazwany T.I.M.S. (Task Force Information Management System) został stworzony z wielu baz danych, które zawierały informacje dotyczące różnych aspektów sprawy. Jednak nie dawał on możliwości porównania ze sobą więcej niż jednego zagadnienia. Wszystko dlatego, że system ten nie został zaprojektowany, aby móc poradzić sobie z taką ilością oraz złożonością danych śledztwa zakrojonego na tak szeroką skalę. Podjęto więc decyzję o stworzeniu nowego programu, który byłby pojemniejszy, a jednocześnie bardziej elastyczny. To oznaczało długie tygodnie wprowadzania danych i ich kompilacji, a w dodatku wszystko musiało zostać wprowadzone ręcznie. Starszy detektyw Gagan, analityk grupy operacyjnej, dobrał swój zespół i rozpoczął długi, żmudny proces tworzenia nowej bazy danych. Każdy element informacji musiał zostać odczytany, oceniony, a następnie wprowadzony do odpowiedniej sekcji bazy danych.

Jeden z folderów zwrócił uwagę grupy analizującej z powodu nietypowego nazwiska. Było to nazwisko Onions, Paul Onions. Po zapoznaniu się z raportem, dodali go do głównego folderu w celu dalszej analizy. Kilka tygodni później, wpadł im w ręce podobny raport. Tym razem, był to opis zdarzenia z Paulem Onionsem opowiedziany przez Joanne Berry. Jego także odłożono do dalszej analizy.

Na tropie

W tamtym czasie, przy śledztwie na pełen etat pracowało trzydziestu siedmiu śledczych, a ich głównym zadaniem było znalezienie broni zabójcy oraz amunicji, której użył przy dokonywaniu zbrodni. Dwóch nowych policjantów wyznaczonych do sprawy – Gordon oraz McCluskey – miało zbadać folder z trzema poszlakami. Nazwa, która widniała na etykiecie folderu zawierała jedno nazwisko: „Milat.”

Jeden z tropów pochodził od kobiety, której chłopak pracował z Ivanem Milatem, ale ponieważ nie podała ona swojego nazwiska, śledczy zdecydowali się udać do firmy „Readymix” i popytać o mężczyznę. W tamtym czasie w firmie pracowali dwaj bracia o nazwisku Milat – Richard oraz Ivan. Dowiedziano się, że Ivan był dobrym i szanowanym pracownikiem. Richard, z kolei, pamiętany był jako nieco szalony i nieprzewidywalny.

Poproszono o wykaz godzin pracy obu mężczyzn, a następnie porównano je z czasem popełnienia morderstw. Okazało się, że Richard w każdym przypadku znajdował się w miejscu pracy, jednak jego brat Ivan za każdym razem znajdował się poza nim. Gordon zrozumiał wtedy, że Ivan Milat może stać się ich podejrzanym numer jeden, jednak, kiedy opowiedział o tym swoim przełożonym, powiedziano mu krótko: „Daj nam więcej dowodów.” Wówczas Gordon przeszukał bazę danych osób skazanych i dowiedział się, że Ivan Milat został uznany za winnego popełnienia wielu wykroczeń i odsiedział kilka lat w więzieniu. Żadne z wykroczeń jednak nie wskazywało na to, że mógłby być potencjalnym seryjnym mordercą. Dopiero po przekopaniu się przez archiwa policjant znalazł coś, co wzbudziło podejrzenia. W 1971 roku Ivan zabrał dwie autostopowiczki z Liverpoolu do Melbourne i rzekomo zgwałcił jedną z nich. Obie kobiety zeznały, że miał przy sobie duży nóż oraz sznur. Uniewinniono go z powodu braku dowodów.

Gordon i McCluskey ponownie udali się do przełożonych, aby poprosić o założenie podsłuchu w domu oraz samochodzie Milata. Clive Small odmówił. Gordona to nie zdziwiło, ponieważ w głębi duszy wiedział, że Small podjął odpowiednią decyzję. Prawo było bardzo jasne jeśli chodziło o elektroniczne urządzenia podsłuchowe. Mogły być używane jedynie w przypadku, gdy inne metody zdobywania dowodów zostały wyczerpane. Wiedział także, z własnego doświadczenia, że pomimo, iż jeden z podejrzanych został wyeliminowany, musieli znaleźć innych potencjalnych podejrzanych i wykazać, że nie mogli popełnić tamtych zbrodni.

Kilka dni później, Small wyznaczył czterech śledczych, w tym Gordona i McCluskey’a, do pracy tylko i wyłącznie nad tropem dotyczącym Milata w sprawie, a także zorganizował grupę obserwującą jego dom oraz jego samego. Jego ekipa, w międzyczasie, zaczęła przesłuchiwać świadków, sprawdzać poszlaki i zbierać dowody. To było zajęcie, które miało zająć ich na kilka miesięcy.

Burza mózgów

Small zaczął także zbierać grupę ekspertów w celu zbadania motywów oraz „stanu umysłowego” osoby, która mogłaby dokonać tego rodzaju okropnych zbrodni. Wiedząc, że końcowym etapem tej długiej sagi, którą sprawa się stała, będzie proces sądowy, Small chciał mieć w zanadrzu opinie kilku doświadczonych profesjonalistów, aby zwiększyć wagę zebranych przez siebie dowodów.

Policyjny psychiatra, dr Rod Milton, grał tutaj kluczową rolę. Od samego początku sprawy studiował i opisywał każdy strzęp informacji, jaki tylko udało im się zdobyć. Small bacznie obserwował jak jego oryginalny profil nabierał realnych kształtów. Drugą osobą wybraną przez Smalla był dr Richard Basham, dziekan wydziału Antropologii na uniwersytecie w Sydney. Basham był Amerykaninem i asystował wcześniej policji przy śledztwach dotyczących przestępczości pochodzenia azjatyckiego w Australii. Jego mocną stroną była psychologiczna antropologia, chociaż był równie biegły w eksperymentalnej i klinicznej psychologii. Na początku Milton i Basham byli w stosunku do siebie nieufni, jednak z czasem nabrali szacunku do siebie nawzajem oraz do swoich umiejętności. Kolejnym członkiem ekipy został Bob Young, socjolog i analityk komputerowy. Był ekspertem od metod badań oraz od operowania dużymi ilościami danych.

Small nadal wierzył, że morderca mieszkał gdzieś na południowych wyżynach, w okolicy Belangalo. Planował zorganizowanie osobistych odwiedzin „od drzwi do drzwi” w całej okolicy, aby znaleźć narzędzie zbrodni. Jednak jego przełożeni się na to nie zgodzili. Według nich, działania policji w tej sprawie i tak już naciągnięto do granic możliwości.

W czasie, gdy grupa ekspertów ponownie czytała niektóre z akt, zwrócono uwagę na jedno konkretne zeznanie, które dał im niejaki Alex Milat. Smalla zainteresowała ilość szczegółów, które zawierało, co sugerowało, że dana osoba posiadała fotograficzną pamięć. Basham zasugerował, że może oznaczało to po prostu, że dana osoba była częścią zdarzeń. To była ciekawa teoria. Basham uważał także, że w sprawę zamieszana była jeszcze jakaś osoba, być może brat mordercy.

Następnie, zaprezentowano część zebranych dowodów balistycznych, a wówczas eksperci omówili zadrapania znalezione na niektórych z pocisków, które mogły sugerować użycie tłumika. „Użycie tłumika może świadczyć, że mężczyzna ten żyje w świecie fantazji.” – powiedział Basham. „Prawdopodobnie posiada on także motocykl. Uważa się za wyjętego spod prawa.” Milton się z nim zgodził. Wrócił do swojej teorii o braciach: „Możemy szukać braci, którzy spędzają czas w lasach strzelając do puszek oraz raniąc zwierzęta i generalnie „popisują się” przed sobą nawzajem.” Small od razu na to zareagował: „Mamy taką rodzinę w jednych z akt.” – powiedział. Basham odparł: „Więc bacznie ich obserwujcie. Jeden lub więcej z nich może być tym, kogo szukacie.”

Kolejnym tematem, który omówiono na tamtym spotkaniu była prawdopodobne miejsce zamieszkania mordercy. Milton zasugerował, że morderca niekoniecznie musi mieszkać w bezpośrednim otoczeniu Belangalo, a może jedynie je regularnie odwiedzać lub wynajmować jakąś nieruchomość nieopodal. Po przestudiowaniu map, stwierdzili, że morderca będzie prawdopodobnie mieszkał nieco na północ, niedaleko autostrady Hume. Fakt, że wszystkie ofiary były w pewnym momencie widziane w centrum lub nieopodal Liverpoolu oraz to, że ich ciała znaleziono w Belangalo, zdawały się popierać tę teorię.

Co ciekawe, eksperci Smalla nie wiedzieli o zainteresowaniu policji rodziną Milat, podczas spotkania nie padło nawet jego nazwisko.

Coraz bliżej

Zbieranie wszelakich dowodów w sprawie trwało aż do marca 1994 roku. Grupa operacyjna zajmująca się Milatem uzyskała dane na temat wszystkich posiadłości oraz pojazdów, jakie Milat kiedykolwiek posiadał. Okazało się, że trzej jego bracia byli właścicielami niewielkiej posiadłości na drodze Wombeyan Caves, 40 kilometrów od Belangalo. W dodatku, jednym z posiadanych przez Ivana Milata samochodów był srebrny Nissan Patrol, którego mężczyzna sprzedał. Przesłuchano jego bezpośredniego nabywcę, a on pokazał policji pocisk, który znalazł pod siedzeniem kierowcy. Był to pocisk kalibru 22, taki sam, jak łuski oraz magazynki znalezione przy grobach Clarke i Walters. Milat sprzedał pojazd dwa miesiące po tym, jak odnaleziono szczątki obywatelek Anglii.

Detektyw Gordon i jego ekipa odkrywali wiele nowych poszlak, które były jak puzzle, jednak nadal potrzebowali czegoś, co połączyłoby je w całość. Na przykład, dodatkowych dowodów, które ukazałyby Ivana Milata i jego samochód w miejscu i czasie popełniania zbrodni. Próbowali użyć „nowej” komputerowej bazy danych, mając nadzieję na znalezienie tego, czego szukali, ale po wpisaniu słów kluczowych „srebrny samochód”, „Liverpool” i „autostopowicz” nie znaleziono żadnych powiązań. System był lepszy niż poprzedni, chociaż nadal nie był w stanie podać potrzebnych im informacji. Rozpoczęli więc niewiarygodne zadanie ręcznego przeglądania pudeł z raportami, ponieważ niektóre z nich nadal nie zostały wprowadzone do bazy danych. To zajęło całe tygodnie. W końcu, 13 kwietnia, Gordon znalazł notatkę dotyczącą telefonu Paula Onionsa na gorącą linię, pięć miesięcy wcześniej. Przeczytał raport opisujący wydarzenia ze stycznia 1990 roku i zastanawiał się, czy mężczyzna ten był wiarygodnym świadkiem. Jeżeli tak było, to jego zeznanie mogło stać się brakującym ogniwem w śledztwie. Jego zeznanie opisywało samochód, miejsce, gdzie dokonano ataku oraz kierowcę. Gordon zabrał swoje odkrycie prosto do swojego przełożonego, Smalla.

Small był wściekły. Nie mógł zrozumieć jakim cudem tak ważny dowód mógł zostać przeoczony. Od razu zażądał oryginalnego raportu z posterunku policji w Bowral, jednak nie było go w ich aktach. Na szczęście, funkcjonariuszka Nicholson miała kopię pełnego raportu w swoim notesie, dzięki czemu śledczy dotarli do większej ilości szczegółów niż zawierało oryginalne zeznanie. Wiedząc, że Richard i Ivan Milat byli do siebie podobni fizycznie, policja sprawdziła, gdzie wówczas pracowali i okazało się, że Richard był w pracy w dniu ataku, a Ivan nie. W dodatku, kiedy sprawdzono ewidencję czasu pracy Ivana, odkryto, że w czasie, kiedy znaleziono plecak Jamesa Gibsona, Ivan pracował w Galston Gorge. Przesłuchano kilku kolegów z pracy podejrzanego, którzy opowiedzieli o jego zainteresowaniu bronią. Jeden z nich, Tony Sara, powiedział policji, że Milat posiadał motocykl oraz samochód marki Nissan i trzymał cały arsenał broni w swoim domu. Opowiedział im także historię o tym, jak pewnego razu wspólnie jechali do pracy i mijali las Belangalo. „Nie uwierzyłbyś co tam jest” – powiedział nagle Ivan, jednak, gdy Sara zapytał o szczegóły, ten tylko się uśmiechnął i nic nie powiedział.

Pod koniec kwietnia, Paul Onions otrzymał ważny telefon z Australii. Śledczy Stuart Wilkins wyjaśnił mu, że był ważnym świadkiem w sprawie zabójcy turystów i zapytał czy mógłby wkrótce przylecieć do Sydney. Mężczyzna nie wiedział co ma myśleć. Od samego początku wydawało mu się, że australijska policja nie interesowała się ani nim, ani jego historią, aż tu nagle stał się ich „głównym świadkiem.” Co im zajęło tak długo? Jednak już tydzień później jechał policyjnym samochodem z Sydney do Liverpoolu na przesłuchanie. Kiedy przejeżdżali przez Liverpool, wskazał mały sklepik, gdzie poznał „Billa”. Sklep, a właściwie kiosk nazywał się Lombardos. Kiedy pojechali dalej na południe drogą ekspresową, Onions powiedział: „To nie tędy. Jechaliśmy przez miasto.” „Musisz się mylić. Nie ma na tej drodze żadnych miast” – odpowiedziano mu. Dopiero później policja odkryła, że w czasie ataku na Onionsa, droga ekspresowa nie była skończona i autostrada Hume przechodziła przez środek miasta Mittagong. Gdy dotarli do miejsca ataku, Onions poczuł się nieswojo. Opowiedział szczegóły swojej rozmowy z Billem, a jego głos drżał, w szczególności, kiedy opowiadał o taśmach, broni i sznurze. Następnie wskazał mniej więcej miejsce, gdzie udało mu się uciec. Było to mniej niż 1,5 kilometra od wjazdu do lasu.

Następnego dnia, pokazano mu film przedstawiający z grupę podejrzanych. W celu identyfikacji, każde zdjęcie było opatrzone indywidualnym numerem od 1 do 13. Zostawiono świadka samego, aby mógł obejrzeć zdjęcia tyle razy, ile potrzebował. Powiedziano mu, aby się nie spieszył. Czuł się dziwnie. Od ataku minęły cztery lata, a teraz szukał mężczyzny, który go dokonał. Oglądał taśmę w kółko. Dwa numery wydawały się wyróżniać – 4 i 7. Jednak nadal się przyglądał. Niedługo potem, zawołał śledczych i wskazał na zdjęcie na ekranie: „To on, numer 4.”Jest pan pewien?” Ich pytanie go wystraszyło. „Może jeszcze raz się przyjrzę.” Obejrzał taśmę jeszcze kilka razy i powiedział: „Tak, jestem pewien. Mężczyzna, który mnie zaatakował to numer 4.” To był Ivan Milat.

Niezwłocznie poinformowano o tym inspektora Smalla. W końcu mieli wystarczające dowody, aby aresztować Ivana Milata za napaść na Paula Onionsa. Złożyli wniosek o nakaz aresztowania, a także przeszukania domu Milata w Eaglevale. Podejrzewając, że mógł mieć wspólnika, policja wnioskowała także o nakaz przeszukania domów jego matki oraz braci – Richarda, Waltera i Billa. Posiadłość niedaleko lasu także miała zostać przeszukana, tak jak i dom Alexa Milata, który przeprowadził się do miasta Woombye, niedaleko Brisbane. Wszystkie nakazy uzyskano.

Policyjne naloty

Logistyka zorganizowania kilku nalotów w dwóch różnych rejonach Australii nie była łatwa. Uczestniczyć w nich miało ponad trzystu oficerów policji. Aby utrzymać wszystko w tajemnicy, większość z nich nie została poinformowana o czasie ani miejscu nalotów, aż do ostatniej chwili. Nalot na dom Ivana otrzymał kryptonim „Air-1”.

Jako że Ivan Milat miał nieregularne godziny pracy, zdecydowano o przybyciu do jego domu w niedzielę, 22 maja 1994 roku, o 6:30 rano. Pięćdziesięciu policjantów, w tym członkowie dobrze uzbrojonej „State Protection Group”, zwyczajni oficerowie oraz policyjni negocjatorzy, zgromadzili się na posterunku policji w Campbelltown o 2 nad ranem. Campbelltown leży w połowie drogi między Liverpoolem a domem Ivana. Na odprawie, oprócz Smalla i Lyncha, obecny był także dr Rod Milton. Doradzał on głównemu negocjatorowi, Wayne’owi Gordonowi jak najlepiej podejść do Ivana, który miał otrzymać od nich telefon tuż po tym, jak jego dom zostanie otoczony. Milton zasugerował użycie twardego, autorytatywnego tonu, ponieważ wierzył, że Milat będzie próbował przejąć kontrolę nad sytuacją. Policjanci, którzy obserwowali dom, zgłosili, że dziewczyna Ivana, Chalinder Hughes była także w środku. Planowano spokojnie poprosić ich o wyjście z domu, aresztować, a następnie przeszukać posiadłość.

Dokładnie o 6:36 wszyscy byli na swoich pozycjach. Wówczas, detektyw Gordon wybrał numer Ivana. Po drugiej stronie usłyszał męski głos. Kiedy zapytano czy to Ivan Milat, odpowiedział „Nie.” Gordon potwierdził adres. Wszystko się zgadzało. Wówczas Gordon się przedstawił i poinformował Ivana, że policja rozstawiła się dookoła domu, mieli nakaz przeszukania, więc zamierzali wejść do środka i przeszukać dom, w związku z napaścią z bronią w ręku. Doradził Milatowi wyjście na zewnątrz wraz ze swoją dziewczyną i poddanie się policji. W odpowiedzi Milat tylko coś wymamrotał i odłożył słuchawkę. Po kilku minutach oczekiwania, nic się nie stało. Wiedząc o ilości broni, jaką Milat posiadał, policja obawiała się szturmować dom. Obecność jego dziewczyny dodatkowo ich powstrzymywała. Gordon ponownie wybrał numer. Zapytał Milata dlaczego nie wyszedł, kiedy go o to poproszono, a wtedy ten powiedział, że myślał, że to żart. Gordon przekonał go, że to jednak nie był żaden żart. Kilka minut później, frontowe drzwi domu numer 22 przy Cinnabar Street, w Eaglevale, otwarły się, a Ivan Milat i Chalinder Hughes wyszli na trawnik i zostali aresztowani. Kilku funkcjonariuszy weszło do domu w poszukiwaniu ewentualnych innych osób, mogących tam przebywać.

Po zabezpieczeniu posiadłości, rozpoczęło się przeszukanie. Ivan został zakuty w kajdanki i przeczytano mu jego prawa. Poinformowano go także, że zostanie przesłuchany w związku z siedmioma zwłokami, które znaleziono w lesie stanowym Belangalo. W odpowiedzi Milat powiedział: „Nie wiem o czym wy mówicie.”

W innych miejscach, naloty przeszły bez problemów. Policja przeszukiwała wszystkie z nich w dokładnie tym samym czasie.

Pogrążające dowody

Specjalistyczna ekipa przeszukująca składała się z Geralda Duttona, eksperta od balistyki, Andy’ego Grosse – starszego śledczego od miejsc zbrodni oraz dwóch innych śledczych. Rozpoczęli skrupulatne przeszukanie czteropokojowego domu.

Pierwszą rzeczą, jaką znaleziono w domu Ivana Milata, była pocztówka. Zapytano go od kogo pochodziła. Odpowiedział, że od znajomego z Nowej Zelandii. Zaczynała się słowami „Cześć Bill.” Zapytano go, czy był znany także jako „Bill.” Odpowiedział: „Nie, to musi był jakaś pomyłka.” Następnie, w jednym z pokoi znaleziono pocisk, więc policja zapytała czy Ivan był w posiadaniu jakiejkolwiek broni. Odpowiedział, że nie. Gdy zapytano go o pocisk, powiedział, że musiał tam zostać od czasu, kiedy udał się na polowanie z bratem.

Pokoje przeszukiwano po kolei. W drugim z nich, w szafie, znaleziono dwa śpiwory. Później okazało się, że należały do Simone Schmidl i Deborah Everist. W innym pokoju znaleziono torbę z rzeczami osobistymi, należącymi do Ivana. Potwierdził ten fakt policji. W torbie znaleziono także 30-centymetrowy nóż typu Bowie. W tym samym pokoju znajdowała się instrukcja obsługi maszyny używanej przy budowie dróg, którą Ivan posługiwał się w pracy. W jej środku znajdowała się mała książeczka, która wzbudziła zainteresowanie Duttona. To była instrukcja obsługi strzelby Ruger kaliber 22. Ivan nie chciał komentować tego znaleziska.

Znaleziono album fotograficzny, zawierają zdjęcie motocyklu Harley Davidson oraz kaburę. W kaburze znajdował się Colt .45. To był typ broni, który w swoich zeznaniach opisywał Onions. W sypialni Ivana znaleziono pudełko amunicji kalibru .45. Inne zdjęcie w ramce ukazywało Chalinder Hughes ubraną w paskowany top firmy Benneton. Taki sam top posiadała Caroline Clarke.

Następnie przeszukano garaż dobudowany do domu. Na wieszaku przy ścianie znaleziono nylonową osłonę śpiwora. W środku znajdował się złożony namiot. Dookoła niego owinięto fioletową opaskę do włosów, identyczną jak ta znaleziona na czaszce Simone Schmidl. W torbie był także domowej roboty tłumik. Kiedy Milata wpuszczono do garażu i zapytano o torbę, powiedział, że nigdy wcześniej jej nie widział.

Ponadto, w dachu garażu znajdował się otwór, który wychodził na poddasze. Jeden z członków ekipy wspiął się na drabinę i przeszukał tamto miejsce. Nie znaleziono niczego, dopóki nie usunięto materiału izolującego. Do środka wnęki przy ścianie wepchnięto plastikową torbę. W środku były fragmenty broni. Wezwano Duttona, który zidentyfikował części jako kompletny klin zamkowy oraz spust i magazynek strzelby Ruger. Pod spodem znajdował się jeszcze jakiś inny obiekt, jednak był poza zasięgiem rąk. W końcu, po nieudanych próbach dosięgnięcia go, policja wycięła dziurę w przylegającej ścianie i znalazła obrotowy magazynek należący do tej samej broni.

Milat został zabrany z domu na posterunek policji w Campbelltown, gdzie został przesłuchany. Całe przesłuchanie nagrano na video oraz w formie audio. W czasie zeznania, Milat unikał odpowiedzi i nie chciał współpracować. Przesłuchanie zakończyło się po godzinie, a wtedy postawiono mu zarzuty kradzieży oraz usiłowania zabójstwa Paula Onionsa.

W jego domu policja znalazła jeszcze taśmę izolacyjną, opaski kablowe i torbę żółtych oraz niebieskich linek, podobnych do tych, znalezionych w miejscach zbrodni. Po dokładniejszym przeszukaniu szafy znajdującej się w sypialni, znaleziono jeszcze jedną część do Rugera -znajdowała się wewnątrz skórzanego buta.

W kredensie w kuchni znaleziono więcej sprzętu kempingowego oraz do gotowania, który należał do Simone Schmidl. Jeszcze przed przeszukaniem domu, policja miała nadzieję, że znajdą jakieś dowody wiążące Milata z zabójstwami, jednak zupełnie nie byli przygotowani na taką ich ilość. Z każdym dniem znajdowano coraz więcej: aparat należący do Caroline Clarke oraz bidon z zadrapaniami, jakby ktoś chciał coś z niego usunąć. Później, po poddaniu go analizie, odkryto w tamtym miejscu imię „Simi”.

Dowody rozsiane były po całym domu. Strzelby, broń myśliwska, noże, kusze i niesamowita ilość amunicji. Znaleziono wtedy niemal cały sprzęt kampingowy należący do ofiar. Pod pralką znaleziono automatyczny naładowany pistolet Browning. Jednak chyba najbardziej niepokojące znalezisko odkryto w zamkniętej szafce w domu Margaret Milat, matki Ivana. Był to długi, zakrzywiony miecz kawalerii.

Gerald Dutton pracował przy sprawie od czasu, kiedy w lesie znaleziono pierwsze naboje i łuski. Spędził wiele godzin badając wszystkie balistyczne dowody i w końcu został nagrodzony za swoją pracowitość. Łuski po nabojach oraz kilka znalezionych nabojów pasowało do strzelby Ruger, którą znaleziono w domu Milata.

Ivan Robert Marko Milat został oskarżony o zabójstwo siedmiorga turystów i oczekiwał na proces sądowy. Na przesłuchaniu wstępnym, kilka tygodni po aresztowaniu, Ivan zwolnił swojego adwokata, po tym, jak ten poradził mu, aby przyznał się do winy. Ironicznie, był to ten sam adwokat, który pomógł mu zdobyć uniewinnienie w sprawie z 1971 roku o gwałt.

Proces

Ivan Milat biernie siedział na ławie oskarżonych, w czasie, gdy ławnicy zajmowali swoje miejsca, aby uczestniczyć w największym procesie, dotyczącym seryjnych zabójstw, w historii Australii. Sędzia przewodniczący sprawie, David Hunt, poprosił prokuratora o rozpoczęcie. Mark Tedeschi wygłosił krótką mowę początkową, w której powiedział ławnikom, że Ivan Milat okaże się winnym wszystkich siedmiu okrutnych zbrodni, niezależnie od tego, czy miał wspólników czy nie. Na swojego pierwszego świadka wezwał Paula Onionsa.

Milat tylko tępo gapił się na niego, kiedy mężczyzna zajmował miejsce dla świadka. W pewnym momencie, na jego ustach pojawił się cień uśmiechu. Onions pozytywnie zidentyfikował Milata jako osobę, która go zaatakowała. Tedeschi przeprowadził go przez materiał dowodowy, a następnie Onions czekał aż obrońca Milata, Terry Martin zacznie podważać jego zeznania. Jednak, o dziwo, nic takiego się nie stało.

Na kolejnych świadków wezwano rodziców każdej z ofiar po kolei. Kiedy opowiadali jak widzieli ostatnio swoje dzieci żywe, na sali sądowej panowała cisza. Jedni tłumili łkanie, podczas, gdy inni ledwo kontrolowali swój gniew, który odczuwali patrząc w oczy „potwora”, który był oskarżony o zamordowanie ich dzieci.

Przedstawiono całą listę dowodów: 356 eksponatów i setki fotografii, wszystkie musiały zostać opisane ze szczegółami. Tak więc, proces ciągnął się całymi tygodniami. Sekcje dla publiczności były pełne każdego dnia. Przedstawiciele mediów z całego świata niemal bili się o miejsce w zatłoczonej sekcji dla prasy, wiedząc jak wielką sensacją była cała ta sprawa.

Kiedy pokazano bluzkę należącą do Joanne Walters, licznie pociętą z przodu i tyłu, na sali zapadła cisza. Tak samo stało się w momencie, kiedy dr Bradhurst zajął miejsce dla świadków i opisywał rany zadane każdej z ofiar. Najbardziej dramatycznym momentem było, gdy pokazano mu miecz znaleziony w domu Ivana. Zasugerował, że bardzo prawdopodobne było, że to była broń, którą pozbawiono głowy Anję Habschied.

Zaprezentowanie takiej listy dowodów i świadków zajęło całe tygodnie. Stopniowo, podczas przesłuchania świadków strony oskarżenia, ukazała się taktyka obrońców Milata. Zależało im na przekonaniu ławy przysięgłych, że Ivan nie był odpowiedzialny za morderstwa, a to jego bracia, Richard i Walter, popełnili zbrodnie i podłożyli dowody w jego domu. Dwanaście tygodni i 145 świadków później, prokurator zakończył prezentację swoich argumentów.

Pierwszym świadkiem obrony był Ivan Milat. Martin przeczytał mu wszystkie jego zarzuty. Jego linia obrony była nad wyraz prosta: wszystkiemu zaprzeczał. Podczas przesłuchania Tedeschi był bezlitosny – poganiał Milata przy każdym pytaniu. Kiedy zapytano go o to, jak wszedł w posiadanie rzeczy należących do ofiar, odpowiedział: „Ktoś chce mnie wrobić.” Gdy Tedeschi przypomniał mu, że części pistoletu, które jak twierdził ktoś mu podrzucił, zostały pomalowane w kamuflażowe kolory, tak samo jak jego inny sprzęt do polowań, Milat zaczął się jąkać. Tedeschi wskazał, że to był niezwykły zbieg okoliczności, zważając na to, że Milat sam wcześniej przyznał, że farba należała do niego.

W piętnastym tygodniu procesu, po zaprezentowaniu całego materiału dowodowego, rozpoczęły się mowy końcowe. Tedeschi zwrócił uwagę ławy przysięgłych na arogancję Milata w tym, że wierzył, iż uda mu się uniknąć odpowiedzialności za atak na Onionsa oraz uprowadzenie i zamordowanie siedmiorga młodych ludzi. Arogancja ta sprawiła, że nawet nie pozbył się rzeczy należących do ofiar. Jego mowa trwała trzy dni, ponieważ opowiadał o wielu drobnych faktach wskazujących na to, że Milat był mordercą. Co ciekawe, obrona nie odniosła się praktycznie do żadnego z tych argumentów.

Martin zaczął swoje podsumowanie od powiedzenia ławnikom, że ewidentnie ktoś z rodziny Milata był odpowiedzialny za zabójstwa, ale nie był to jego klient. Próbował wyjaśnić, że pogrążające Ivana dowody były spiskiem stworzonym przez jego własnych braci. Zaczął zawężać swój atak, sugerując, że Richard komentował zabójstwa znajomym w pracy, więc sam „mógł” popełnić wszystkie osiem zbrodni, nawet jeśli ewidencja czasu pracy wskazywała na to, że znajdował się tam w czasie ich popełniania. Swoją mowę zakończył w ten sam sposób: jego klient, Ivan Milat został wrobiony.

Sędziemu zajęło dwa dni, aby podsumować zebrane dowody ławie przysięgłych. 24 lipca o 14:42 wysłał ich na obrady. Minęły trzy dni, a werdyktu nadal nie było. W międzyczasie rodzina Milata, pewna uniewinnienia, planowała już świętowanie.

W sobotę, 27 lipca 1995 roku, nadszedł czas odczytania werdyktu. Przy każdym z ośmiu przeczytanych zarzutów, werdykt był ten sam: winny. Zapytano oskarżonego czy miał coś do powiedzenia. „Nie jestem niczemu winien. To wszystko, co mam do powiedzenia.” Następnie odczytano wyrok. Za atak na Paula Onionsa – 6 lat więzienia. Za pozostałe siedem zarzutów morderstwa z premedytacją – dożywocie za każdy z nich. Ivan Milat został skazany na łączną karę więzienia „na długość jego życia.”

Epilog

Po otrzymaniu wyroku skazującego, Ivan Milat został przeniesiony do więzienia o maksymalnym rygorze w Maitland. W więzieniu został przywitany w sposób, jakiego nie mógł się spodziewać – podczas czekania w kolejce na przypisanie do celi podszedł do niego wysoki, dobrze zbudowany więzień i uderzył go tak mocno, że Ivan upadł na ziemię.

Mimo złych początków, Milat doskonale wpasował się w życie więzienne w skrzydle A. Kilka miesięcy później, 17 lipca, wziął udział w nieudanej próbie ucieczki, zaplanowanej przez George’a Savvasa, byłego radnego, który odsiadywał tam swój wyrok za handel narkotykami. Prawie natychmiast po tamtym incydencie, Ivan został przeniesiony do pilnie strzeżonego skrzydła więzienia Goulburn, które, jak na ironię, znajduje się zaledwie kilka kilometrów od lasu Belangalo. Jednak, co ciekawe, do tej pory nie został ukarany za udział w próbie ucieczki.

Do dnia dzisiejszego sam Ivan Milat twierdzi, że jest niewinny. Nadal próbuje skłonić władze do uwolnienia go.

Po tym, jak, pewnego dnia, w jego celi znaleziono ostrze piły, został przeniesiony do izolatki. Służba więzienna rutynowo przeszukująca jego celę przy użyciu wykrywacza metali znalazła ostrze w paczce herbatników. W ten sposób dał wszystkim do zrozumienia, że jeżeli nadarzy się okazja, znowu spróbuje ucieczki.

Echa wydarzeń

Jak można się domyślić, rodzina Milatów została wprost osaczona przez reporterów. Niektórzy jej członkowie nie chcieli udzielać wywiadów, inni żądali pieniędzy.

Gdy zapytano Richarda Milata czy boi się aresztowania w związku z morderstwami, powiedział: „Nie bardzo, bo jeżeli chcieliby mnie złapać, już by to zrobili.” Margaret, matka Ivana była zszokowana wyrokiem, jaki jej syn otrzymał, chociaż wyznała dziennikarzom: „Jeżeli dokonał tych zbrodni, to musi zostać ukarany.”

Któremuś z reporterów udało się wyśledzić brata Ivana, Borisa, który podobno „ukrywał” się przed swoją rodziną w jakimś tajemniczym miejscu. Gdy zapytano go o to, czy według niego Ivan był niewinny, odpowiedział: „Wszyscy moi bracia są zdolni do ekstremalnej przemocy, wystarczy im tylko odpowiedni czas i miejsce. Rzeczy, o których mogę wam opowiedzieć są o wiele gorsze niż to, co zrobił Ivan. Wszędzie, gdzie pracował znikali ludzie.” Następnie sam zapytał dziennikarza o to, czy uważał, że Ivan był winny, a on odpowiedział twierdząco. „Jeżeli Ivan dokonał tych morderstw, myślę, że zabił o wiele więcej osób.” Wtedy zapytano go o konkretną liczbę, a jego odpowiedź była bardzo niepokojąca: „Około dwudziestu ośmiu.”

Potencjalne ofiary, brak dowodów

W czasie pobytu w więzieniu Milat zaczął się okaleczać, próbując w ten sposób przyspieszyć swoją sprawę apelacyjną. Miał nadzieję, że połykając żyletki, zszywki oraz sprężynę z mechanizmu toalety oraz dzięki okresowym głodówkom, uda mu się zwrócić uwagę sędziów na swoją sprawę. Jednak jego desperacki pomysł spalił na panewce. W lipcu 2001 roku sędzia William Gummow odrzucił jego apelację, twierdząc, że nie było żadnych powodów, aby wątpić w poprawność decyzji sądu, który wydał na niego wyrok. Wiele osób, w szczególności rodziny ofiar, odetchnęło z ulgą po ogłoszeniu tej decyzji, ponieważ oznaczało to, że Milat faktycznie spędzi resztę swojego życia za kratkami. Nikt nie wątpił w to, że, gdyby został wcześniej zwolniony z więzienia, zacząłby ponownie zabijać. Oczywiście sam zainteresowany zaprzecza, że byłby w stanie zrobić coś takiego i nadal upiera się przy swojej niewinności.

Mimo wszystko, śledczy próbowali powiązać go z sześcioma innymi sprawami zaginięć młodych kobiet w latach 1978-1980. Wszystko wskazuje na to, że kobiety te nie żyją, chociaż nigdy nie znaleziono ich ciał. Wiadomo jedynie, że w czasie, kiedy przepadły bez śladu, Ivan Milat pracował lub mieszkał w niedalekiej odległości od miejsc, w których ostatnio je widziano. Mordercze żniwo Milata sprawiło, że stał się naturalnym podejrzanym, chociaż nie znaleziono żadnych bezpośrednich dowodów na to, że faktycznie był sprawcą.

Latem 2001 roku, podczas dochodzenia w sprawie zaginięcia trzech dziewczyn poproszono Milata o pomoc. Zapytano go o Leanne Goodall (20 l.), Robyn Hickie (17 l.) i Amandę Robinson (14 l.). Wszystkie kobiety zaginęły na terenie Nowej Południowej Walii oraz Newcastle w latach 1978-79. W tamtym czasie, Milat pracował z ekipą drogowców zaledwie kilka minut drogi od miejsca, gdzie po raz ostatnio widziano dwie z kobiet. W czasie przesłuchania, Ivan stanowczo twierdził, że nie miał nic wspólnego z ich zaginięciem. Z powodu braku dowodów, nie został formalnie oskarżony o ich zabójstwo.

Podczas innego śledztwa, w 2003 roku, Milat został przesłuchany w sprawie zaginięcia dwóch 20-letnich pielęgniarek, Gillian Jameson i Deborah Balkan, które ostatnio widziano jak wychodziły z hotelu z mężczyzną ubranym w brudne ubrania robocze. W tamtym czasie Ivan pracował przy budowie drogi, niecałe dwa kilometry od wspomnianego hotelu. Mężczyzna oczywiście zaprzeczył, że miał cokolwiek do czynienia z kobietami, a śledztwo przeciwko niemu zostało wstrzymane z braku dowodów.

W 2005 roku został przesłuchany w sprawie kolejnej zaginionej kobiety, która w styczniu 1980 roku próbowała zatrzymać okazję przy drodze, aby wrócić do domu. Nazywała się Anette Briffa i miała 18 lat. Nigdy nie dotarła do domu, więc uznano, że została zamordowana. Nie wiadomo czy Ivan znajdował się wówczas w pobliżu, jednak, ponieważ jej sprawa pasowała do tych, za które został wcześniej skazany, pozostawał w kręgu podejrzanych.

W rzeczywistości, istnieje możliwość, że Ivan Milat zabił o wiele więcej osób, niż tylko te, o których wiemy. Jednak, jeżeli się nie przyzna, nigdy nie poznamy dokładnej liczby jego ofiar. Jedyne, co śledczy mogą w tej sprawie zrobić, to po prostu liczyć na to, że znajdzie się jakiś świadek lub dowód, który połączy ich niewyjaśnione sprawy zaginięć kobiet z Milatem.

Listy do siostrzeńca

Milat prowadzi korespondencję ze swoim siostrzeńcem z Sydney, Alistairem Shipsey. Shipsey postanowił wydać otrzymane od wuja listy w Australii oraz Wielkiej Brytanii.

W listach tych, na przykład, Milat narzeka na swoją celę, która według niego przypomina „zamknięte cementowe pudło.” Tłumaczy także dlaczego odciął swój własny palec za pomocą plastikowego noża i zadedykował to sędziemu w 2009 roku. Milat twierdzi również, że wie jak za kratkami zdobyć to, czego chce. Jego ulubioną taktyką są strajki głodowe, samookaleczenie oraz agresywne zachowanie. Ma także kontakt z kobietami, które piszą do niego w poszukiwaniu miłości. Jednak sam przyznaje, że nie interesują go romanse. Niektóre kobiety są według niego „pieprzonymi wariatkami.” W rzeczywistości nie jest on szczególnie zainteresowanym nikim poza sobą samym, unika także innych więźniów. Poza tym, listy od mordercy nie noszą znamion jakiegokolwiek współczucia rodzinom swoich ofiar.

Poniżej kilka wybranych fragmentów listów napisanych przez Ivana Milata.

Na temat zdrowia – 1 marca 2003 roku:
Jest tutaj całkiem zwyczajnie. Tinnitus – mój problem ze słuchem – czasami naprawdę uprzykrza mi życie, silny hałas sprawia, że wariuję, sprawia, że myślę o dziwnych rzeczach.”

O strajku głodowym – 1 marca 2004 roku:
W tej chwili strajkuję. 25 lutego zacząłem strajk głodowy (jestem głodny jak cholera). Nic nie jem, tylko piję wodę i kawę. Jestem na to za stary i moje ciało nie jest w najlepszej formie, głównie dlatego, że przedtem już to robiłem (muszę to robić, żeby cokolwiek dostać). Tym razem nie chodzi tylko o ciągłe ataki na mnie, żeby jeszcze bardziej mnie pogrążyć (jeśli to tylko możliwe).”

O warunkach w więzieniu – 10 maja 2009 roku:
Tutaj używają tak zwanej bezpiecznej celi, aby cię złamać. To całkowicie zamknięta betonowa skrzynia, o wiele mniejsza niż normalna cela, bez żadnych otworów, bez niczego w środku, nie wiesz czy jest dzień czy noc, niczego nie słyszysz. Odmawiam jedzenia, więc po kilku dniach mam to wszystko gdzieś. Sam decyduję o tym, co robię i wcale tego nie żałuję.”

O odcięciu palca – czerwiec 2009 roku:
Po tym, jak odciąłem sobie palec, na siedem dni zostałem zamknięty w bezpiecznej celi, zupełnie tracąc poczucie czasu. To betonowa skrzynia, zero okien i drzwi. Najlepszym sposobem, żeby sobie tam poradzić jest odmawianie jedzenia. Przez kilka dni odczuwałem ten ból w ręce i miałem w dupie to, co się działo. Siedem dni zajęło im negocjowanie ze mną, zanim znowu zgodziłem się jeść.”
(…)
Nie odciąłem sobie palca, żeby stamtąd wyjść. Zaskoczyli mnie, zabierając do szpitala. To był mój sposób na pokazanie jak pojebany jest system sądowy. Powiedziano mi, że wiele osób miało dużo do powiedzenia na ten temat. Nie widziałem, ani nie słyszałem o tym nic, bo trzymali mnie w izolatce i przez tydzień nie widziałem światła dziennego.”

O listach od fanów:
Mam swoje fanki, piszą do mnie całkiem fajne laski (jeśli faktycznie przysłały swoje zdjęcia, a nie kogoś innego.) Z jakiegoś powodu wszystkie twierdzą, że mają po 20-30 lat, chociaż ich sposób pisania sugeruje, że są o wiele starsze. Jestem ostrożny w swoich odpowiedziach. Nie bardzo chcę pisać do tych młodych. Trzeba się zastanowić dlaczego piszą do skazańców.
(…)
To dla mnie zagadka dlaczego kobiety do mnie piszą. Niektóre z nich są nieźle stuknięte. Jedna z nich pisała z więzienia w Mulawa. Napisałem do niej kilka razy w przeszłości (odsiadywała kilka lat wyroku i wyszła na wolność). Zaczęła znowu do mnie pisać. W swoim ostatnim liście oświadczyła mi się. Nie odpisałem jej.”

Matthew Milat

Ciekawostką może być to, że prabratanek Ivana, Matthew Milat w 2010 roku również dopuścił się zabójstwa. Mając zaledwie 19 lat, Matthew zamordował za pomocą siekiery 17-letniego znajomego w lesie Belangalo. Jego przyjaciel filmował całe zdarzenie. Za tą zbrodnie chłopak został skazany na 43 lata pozbawienia wolności.

Duchy przeszłości

Paul Onions, brytyjski turysta, który pomógł w skazaniu Milata, twierdzi, że do tej pory nie może zapomnieć o dniu, w którym został przez niego zaatakowany. Onions, po raz pierwszy opowiedział swoją historię w 1997 roku, osiem lat po tamtym zdarzeniu.

Od czasu procesu, udało mi się zebrać okruchy mojego życia i powoli odnajduje szczęście na nowo. Niestety rozstałem się z Michele, która nie mogła mnie już dłużej wspierać. Pomogła mi jak tylko potrafiła, ale, w końcu, musiałem sam stawić temu czoła. (…) Po udanym skazaniu Milata, otrzymałem od rządu 500, 000 dolarów nagrody. Jednak nie mogłem przyjąć tych pieniędzy – zabranie ich sprawiłoby, że czułbym się jakbym korzystał na śmierci tych wszystkich ludzi. (…) Dzisiaj Ivan Milat nadal mnie nawiedza, ale nie do tego stopnia, żebym stracił nad sobą kontrolę. W pewnym stopniu tamte wydarzenia zmieniły moje życie na lepsze. Już nie martwię się o drobne rzeczy. Cała trauma związana z porwaniem i procesem sądowym mnie odmieniła, ale także nauczyła mnie jak cenne jest życie.”

Onions pochodzi z Willenhall w rejonie West Midlands. Mając 23 lata, porzucił swoją pracę w Anglii, aby zwiedzić na własną rękę Australię. Twierdzi, że zakochał się w tym kraju od momentu, kiedy tam przybył. Po kilku tygodniach zwiedzania i odpoczywania na plaży, zdecydował się na podróż autostopem z Sydney do Victorii, aby znaleźć pracę przy zbieraniu owoców. Jednak oferta wspólnej podróży otrzymana od mężczyzny imieniem Bill na zawsze zmieniła jego życie. To był początek wycieczki ku śmierci.

Zdecydowałem się pojechać autostopem, aby zaoszczędzić trochę pieniędzy. Wiedziałem, że to ryzykowne, ale każdy tak robił, więc stwierdziłem, że to dobra okazja, aby poznać lepiej tamtejszych ludzi. (…) Pojechałem pociągiem, a następnie udałem się w rejon autostrady Hume… i kiedy szedłem ruchliwą drogą, próbując złapać stopa, poczułem się tak spragniony, że kiedy zobaczyłem kawiarnię stojącą na uboczu, wydawała się być jak oaza na pustyni. Kiedy wychodziłem z parkingu, podszedł do mnie wąsaty, uśmiechnięty Australijczyk. ‘Dokąd zmierzasz? Potrzebujesz podwózki, kolego?’ – zapytał. (…) Powiedział, że mówią na niego Bill i wydawał się być przyjaznym człowiekiem… Kiedy ruszyliśmy jego samochodem, opowiadałem mu o mojej rodzinie i planach zwiedzania Australii, a on mówił o swojej pracy. Był dosyć tajemniczy i powiedział tylko, że spędził mnóstwo czasu w drodze. (…) Jechaliśmy od jakiejś godziny, kiedy zauważyłem, że zachowanie Billa zmieniło się, zupełnie jak w historii o Jekyll’u i Hyde… Zacząłem się denerwować. Moje najgorsze obawy spełniły się, kiedy mężczyzna, którego później poznałem jako Ivan Milat, zatrzymał samochód niedaleko wjazdu do lasu Belangalo. Wyszedł na zewnątrz i powiedział, że szuka pod siedzeniem kaset magnetofonowych. (…) Zrobiłem się nieco podejrzliwy, więc także wyszedłem z samochodu, pod pretekstem rozprostowania nóg. A wtedy on się zdenerwował… Po kilku minutach obaj wsiedliśmy z powrotem do auta, a kilka sekund później Milat wyszedł znowu i zaczął szukać czegoś pod siedzeniem. Zanim zdążyłem go o cokolwiek zapytać, wyciągnął czarny rewolwer i wycelował prosto we mnie. ‚Wiesz co to jest? To jest napad.’ – krzyknął. Próbując zachować spokój, powiedziałem: ‘Uspokój się. Co się dzieje?’ Wtedy ponownie sięgnął pod siedzenie i wyciągnął torbę ze sznurem. To właśnie wtedy naprawdę się wystraszyłem. Odpiąłem pasy i uciekłem. (…) Samochody jechały w moją stronę, jednak nikt się nie zatrzymał. Słyszałem jak Milat krzyczał za mną: ‘Zatrzymaj się, albo będę strzelać.’ Wtedy usłyszałem strzał. (…) Udało mu się mnie dogonić i rzucił mnie na ziemię. Siłowaliśmy się. (…) Byłem przerażony, ale jakimś cudem udało mi się wstać i pobiec. Rzuciłem się pod jadący samochód, aby się zatrzymał, a kiedy tak się stało, szybko wskoczyłem na tylne siedzenie. Cały się trząsłem i prawie płakałem, ale powiedziałem kierowcy (Joanne Berry): ‘Po prostu jedź, on ma broń.’ Po wszystkim zapamiętałem tylko ten głupkowaty uśmieszek na twarzy Milata, został ze mną przez lata.”

Po tym ciężkim doświadczeniu, uświadomiłem sobie, że podjąłem ryzyko podróżowania samemu i chyba po części podejrzewałem, że coś się może stać. Nadal podróżowałem po kraju, a moja dziewczyna dołączyła do mnie na kolejne trzy miesiące. Pierwszy szok po tym, co mnie spotkało opadł i dopiero rok później, kiedy wróciłem do domu, zrozumiałem jak bardzo to na mnie wpłynęło. Stało się to, kiedy byłem poza domem, pracując jako inżynier dla firmy instalującej klimatyzacje. Wspomnienia wróciły, kiedy musiałem, w ramach pracy, podróżować po kraju. Każda taka podróż była przerażającym doświadczeniem. Zaczynałem się trząść, byłem bardzo nerwowy. Pewnego razu wsiadłem do auta ze znajomym i przeżyłem atak paniki. Pomimo tego, że doskonale znałem trasy, którymi się poruszałem, jedyne, o czym potrafiłem myśleć, to jak moja wycieczka do Australii zniszczyła mi życie. To było jakby Ivan Milat siedział znowu obok mnie. Kiedy zamykałem oczy, widziałem jego głupi uśmiech. Przez długi czas czułem się jak gdybym nie potrafił uciec od jego obecności. (…) Gdy wychodziłem ze znajomymi do pubu, bardzo uważałem z kim rozmawiam. Nikomu nie ufałem. Na początku nie wiedziałem co się działo z moim życiem. Byłem bardzo zagubiony. Wiedziałem, że musiało to mieć związek z atakiem, ale wtedy nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo to na mnie wpływało. Z pomocą mojej dziewczyny, w końcu udało mi się przez to przebrnąć.”

Gdy doszło do procesu sądowego, składanie zeznań było dla Paula ogromnym ciężarem: „Przez całe miesiące przed procesem nie mogłem spać. Wiedziałem, że linia oskarżenia opierała się na moich zeznaniach i to był ogromny ciężar. Wtedy dosięgłem dna. Podczas rozprawy wszystkie wspomnienia wróciły jak lawina. To był dla mnie bardzo emocjonalny czas. (…) Kiedy słuchałem o dowodach jego winy, zdałem sobie sprawę jak złym był człowiekiem. Czułem się jak królik, któremu udało się uciec dzikiemu zwierzęciu. Musiałem znaleźć sprawiedliwość dla siebie i powstrzymać go od mordowania kolejnych ludzi. Był taki moment, pod koniec rozprawy, kiedy myślałem, że już nigdy nie odzyskam zdrowego rozsądku. Kiedy zebrałem w sobie odwagę, żeby spojrzeć Milatowi w oczy, on jedynie spuścił głowę. Jednak najbardziej odstraszającą rzeczą w całym procesie było to, że nie potrafiłem przestać myśleć o tym, co Ivan Milat mógł zrobić mnie.

O wyroku, na który Milat został skazany, Onions powiedział krótko: „Ulga, kiedy został wysłany do więzienia była niewyobrażalna. To był olbrzymi kamień, który spadł mi z serca.”