Maniak

pichushkin1 Maniak idzie przez cichy las. Jest słusznej budowy mężczyzną o szarej, ziemistej cerze i głębokim, niskim głosie. Jest z kobietą. Są otoczeni wysokimi brzozami. Rozmawiają o czymś ważnym. Czym jest miłość? Czy miłość jest prawdziwa, czy jest tylko pułapką? Kobieta nie wie, że on już kiedyś o tym rozmawiał. Niejednokrotnie.

Kiedy mówi, wydaje się być niemal nienaturalnie skoncentrowany. Chce być zrozumiany i lubi powtarzać, że nigdy nie kłamie. Później w sądzie powie: „Zawsze mówię dokładnie to, co myślę.”

Nie miała pojęcia, że będzie taki poważny. Alexander jest sprzedawcą w sklepie, w którym oboje pracują. Podszedł do niej jakieś pół godziny wcześniej i zaczął rozmawiać, żartować. Zaoferował jej papierosa. Gdy odpalił go zapałką, zaciągnęła się, a potem zaśmiała z czegoś, co powiedział. Zaprosił ją na spacer po parku. Nie znała go zbyt dobrze, ale na tyle, aby móc wyjść razem, a poza tym miała ochotę na kolejnego papierosa. Dlatego się zgodziła. Szli mijając gałęzie, papierki, niedopałki papierosów, butelki, zużyte prezerwatywy. Mówił o intymności, o wszystkim. (W czasie procesu sądowego o intymności mówił tak: „Im bliższa ci jest dana osoba i im lepiej ją znasz, tym przyjemniej jest ją zabić.”) Słyszeli odległe śmiechy innych ludzi, ale w miejscu, gdzie się znajdowali, były już tylko drzewa i cienie. Już nawet nie mogli zobaczyć drogi. On coś powiedział i się uśmiechnął. Zauważył na jej twarzy jakiś przebłysk olśnienia, tak jakby wiele różnych informacji złożyło się w całość i przełożyło na oczekiwanie… Ale na co? Oczywiście, ona wie, że ludzie znikają. Wszyscy to wiedzą. Wtedy, wiosną 2006 roku, w tamtejszych lasach zaginęło jakieś 50 osób. Były martwe ciała, policja, rysopisy. Ona wiedziała o parku, o Maniaku, tym zwierzęciu bez twarzy, którego nikt nie widział, nikt nawet nie wiedział czy działał w pojedynkę, czy była to cała grupa ludzi. Był nieodłączną częścią codziennych rozmów na blokowiskach otaczających park. Nawet w telewizji mówili o nim co wieczór…

Ale pracownik sklepu? Tak, pracownik sklepu. Wydawała się wtedy być pewna, że ten mężczyzna o silnych dłoniach i grubych nadgarstkach, jej współpracownik, był Maniakiem.

Nagle zaczęła wyglądać na bardzo zmęczoną. Przerzuciła ręce przez pień drzewa i upadła na ziemię, łkając i zaciskając oczy najmocniej jak się da. Jej towarzysz był zaskoczony. Skąd wiedziała? Kora drzewa odcisnęła się na jej policzku, na szyi pojawiło się zadrapanie. Zaczęła mówić sama do siebie. W sądzie nie potrafił sobie przypomnieć co mówiła lub próbowała powiedzieć, ale pamiętał tamten moment bardzo wyraźnie. Kiedy kobieta, Larissa Kulagina, przytuliła się do drzewa, on uśmiechnął się ponownie, a ona zapytała „Zamierzasz mnie zabić?” Nie miał więc wyboru i musiał jej odpowiedzieć: „Tak.”

„Debil”, który grał w szachy

Seryjny morderca, Alexander Pichushkin urodził się 9 kwietnia 1974 roku w Mytiszczi, w obwodzie moskiewskim.

Pichushkin pamiętany jest jako dość towarzyskie dziecko. Sąsiadka Pichushkina z lat dziecięcych, Svetlana Mortyakova, pamięta go jako miłego chłopca, zawsze grzecznego i kochającego zwierzęta. Pewnego razu znalazła go zapłakanego na klatce schodowej bloku, w którym wspólnie mieszkali, oniemiałego z żalu po stracie kota.

Wpływ na jego osobowość mógł mieć incydent, podczas którego 4-letni Alexander spadł z huśtawki i został przez nią uderzony w głowę. Eksperci spekulują, że tamto wydarzenie mogło uszkodzić przednią część jego kory mózgowej, a wiadomo, że taki uszczerbek może powodować osłabienie reakcji na bodźce oraz tendencję w kierunku agresji. Zdarzyło się to, kiedy Pichushkin nadal był dzieckiem, a dziecięca czaszka daje mózgowi jedynie 1/8 ochrony w porównaniu do czaszki dorosłego. Faktycznie, po tym wypadku stał się on wrogo nastawiony i impulsywny, a po pewnym czasie, jego matka zdecydowała się oddać go do szkoły specjalnej. To sprawiło, że dzieci z jego poprzedniej szkoły zaczęły się nad nim znęcać psychicznie i fizycznie, nazywając go „debilem”. Takie traktowanie przez rówieśników jeszcze bardziej potęgowało jego gniew.

W tamtym czasie, jego dziadek od strony matki zauważył, że Alexander był bardzo inteligentny i uważał, że jego wrodzone talenty się marnują, ponieważ w domu chłopiec nic nie robił, a szkoła bardziej skupiała się na pokonywaniu jego upośledzenia niż na dalszym rozwoju. Zabrał go więc do siebie i zachęcił do wykonywania zadań rozwijających zdolności intelektualne.

Największym z jego zainteresowań były szachy, w które grał publicznie w parku Bitsa. Okazał się być doskonałym graczem, a w ten sposób, wygrywając i dominując nad znacznie starszymi oponentami, znalazł ujście dla swojej agresji.

Niestety, Pichushkin nadal był poniżany przez dzieci z poprzedniej szkoły, a niedługo później musiał stawić czoła śmierci dziadka. Musiał więc wrócić do domu matki. Śmierć dziadka bardzo na niego wpłynęła, więc próbował zatracić się w alkoholu. Nadal grywał w szachy zarówno w domu, jak i w parku, pijąc także z innymi mężczyznami, jednak, w przeciwieństwie do nich, potrafił grać bez wpływu alkoholu na jego rozumowanie.

W tamtym czasie, rozwinął w sobie także bardziej brutalne hobby, o którym nikt nie wiedział: kiedy tylko miał kontakt z jakimś dzieckiem, brał ze sobą kamerę wideo i je zastraszał. Pewnego razu, trzymając małe dziecko za jedną nogę do góry nogami, mówił do kamery: „Mam nad tobą władzę. Wyrzucę cię przez okno i polecisz 15 metrów w dół, aż spotkasz śmierć.” Następnie oglądał te filmy, aby poczuć się potężnym. Wkrótce, jednak, takie praktyki stały się niewystarczające dla jego potrzeb.

Sam Pichushkin twierdzi, że miał „ciężkie życie”, między innymi dlatego, że nie znał ojca, który odszedł od rodziny, gdy on sam skończył roczek. Po śmierci dziadka, młody Pichushkin bardzo często wychodził do parku z psem. Depresja się pogłębiła, gdy pies zmarł.

Psycholog Mikhail Vinogradov zinterpretował morderstwa jako ujście dla gniewu na dziadka, ponieważ ten go „zostawił”. Był także motyw seksualny, jak twierdzi. Pichushkin opisywał popełniane przez siebie zbrodnie jako „nieustający orgazm”. Eksperci z głównej kliniki psychiatrycznej w Rosji stwierdzili jednak, że nie był on chory umysłowo i mógł być sądzony jako poczytalna osoba.

Apetyt na śmierć

Pichushkin miał zaledwie 18 lat, kiedy odebrał komuś życie po raz pierwszy. Stało się to 27 lipca, 1992 roku, a ofiarą był Mikhail Odichuk. Byli kolegami z klasy i pewnego dnia, Pichushkin zaprosił go na polowanie. Był bardzo otwarty mówiąc o tym. Wyznał koledze, że chciał kogoś zabić. Powiedział, że mogliby to zrobić razem. Odichuk poszedł z nim, po części dla żartu, prawdopodobnie nie wiedząc czego się spodziewać. Kiedy Pichushkin zorientował się, że kolega nie traktował jego pomysłu na poważnie, zabił właśnie jego. „To pierwsze zabójstwo jest jak pierwsza miłość – niezapomniane” – powiedział później.

Co prawda, kolejny raz zabił dopiero w 2001 roku, ale wtedy jego szał zabijania trwał przez kolejne pięć lat.

Co prawda, kolejny raz zabił dopiero w 2001 roku, ale wtedy jego szał zabijania trwał przez kolejne pięć lat.

Ile pól na szachownicy

Do lata 2006 roku, kiedy to został aresztowany, Pichushkin pracował w supermarkecie i mieszkał ze starzejącą się matką, Natalią, w wieżowcu na południowych przedmieściach Moskwy, gdzie się urodził.

Jak już wspomniano, Pichushkin swoje pierwsze znane morderstwo popełnił w 1992 roku. Rosyjskie media spekulowały, że był po części motywowany makabryczną rywalizacją z innym znanym rosyjskim mordercą. Andrei Chikatiło, bo o nim mowa, został skazany w 1992 roku za zabicie 53 dzieci i młodych kobiet w okresie 12 lat. Pichushkin twierdził, że jego celem było zabicie 64 osób, czyli tylu, ile jest pól na szachownicy. Później odwołał to wyznanie, mówiąc, że zabijałby w nieskończoność, jeżeli nie zostałby złapany.

Na swoje ofiary wybierał głównie starszych, bezdomnych mężczyzn, wabiąc ich darmową wódką. Ponieważ byli to często ludzie pochodzący z marginesu społeczeństwa, policja często miesiącami nie wiedziała, że ofiary zaginęły, gdyż nie mieli krewnych, którzy by takowe zaginięcie zgłosili. Po napiciu się z nimi, zabijał ich kilkoma uderzeniami w głowę przy pomocy młotka. Jego swoistym podpisem stało się wpychanie butelki po wódce w odkrytą ranę w ich czaszkach. Pewnego razu powiedział, że lubił rozmawiać ze swoimi ofiarami przez około godzinę przed zabiciem ich, bo uważał „za interesujące rozmawianie z tymi ludźmi, których przeznaczeniem było umrzeć.”

Jego ofiarami byli głównie mężczyźni. Jedynie dwie lub trzy z nich były kobietami. Inaczej niż Andrei Chikatiło, napastnik seksualny z dysfunkcją, czy Ted Bundy, który preferował uczennice college’u, Pichushkin nie szukał seksu. Szukał czegoś czystszego: nieskalanej niczym śmierci. Nie oznacza to, że zabijanie nie miało dla niego wymiaru seksualnego. Sposób, w jaki mówił o zabijaniu – na przykład, kiedy w sądzie powiedział, że pierwsze zabójstwo jest jak pierwsza miłość – brzmiał jak odniesienie do biologii. Przyznał także, że czasami dostawał orgazmu w momencie, kiedy zabijał.

Zawsze atakował od tyłu, z zaskoczenia, ale także po to, aby nie pobrudzić swoich ubrań krwią. Twierdził, że podczas zabijania ludzi czuł się jak Bóg, bo mógł decydować o ich życiu lub śmierci: „We wszystkich przypadkach zabijałem tylko z jednego powodu. Zabijałem, aby móc żyć, bo kiedy zabijasz, chcesz żyć. Dla mnie życie bez zabijania jest jak dla was życie bez jedzenia. Czułem się jak ojciec dla tych wszystkich ludzi, ponieważ to właśnie ja otwierałem im drzwi do innego świata.” Przez psychiatrów został uznany za poczytalnego, ale cierpiącego na aspołeczne zaburzenie osobowości oraz narcystyczne zaburzenie osobowości.

Po tym, jak Pichushkin został aresztowany, zaprowadził policjantów do wielu miejsc w parku Bitsa, gdzie popełniał swoje zbrodnie i chętnie pokazywał im jak morderstw dokonywał. Takie wizje lokalne są normalną częścią śledztwa w Rosji, podobnie jak, zresztą, w Polsce. Zdradził także, że niektórych morderstw nie dokonał w sposób, który sobie upodobał, ale po prostu wyrzucił swoje ofiary żywcem do sieci ścieków przepływających pod parkiem (co najmniej jednej z ofiar udało się to przeżyć).

Moskwa w panice

Im więcej ofiar Pichushkin miał na swoim koncie, tym bardziej chaotyczne stawały się jego ataki. U kilku z ofiar pozostawił otwartą butelkę wódki wystającą z rany w głowie i nie przejmował się już tak bardzo pozbywaniem się ciał, po prostu zostawiał je na miejscu zbrodni. W 2003 roku mieszkańcy Moskwy zaczęli się obawiać, że w mieście grasował seryjny morderca. Gazety nazwały go „Maniakiem z Bitsevsky” oraz „Bestią z parku Bitsa.”

Bitsevsky rozciąga się na rozległym terenie pełnym drzew, strumieni oraz polan. W okresie zimowym stanowi popularne miejsce treningów dla biegaczy na nartach. Jego powierzchnia rozciąga się od Balaklavski Prospekt, bulwaru na północnym krańcu do MKAD, wielopasmowej obwodnicy okalającej Moskwę. Park jest więc ogromny, ma ponad 2700 akrów (przy czym Central Park w Nowym Jorku ma 843). Dookoła parku stoją blokowiska, zamieszkałe przez tysiące ludzi. Wiele osób nazywa tę ponurą, zabetonowaną część Moskwy „zhopa mira” lub „odbytem świata.”

Dziesięć z ofiar Pichushkina mieszkało na tym samym osiedlu, co on. Cztery z nich pochodziły z bloku numer 2, dwie z 4, trzy z 6, jedna z 8. Bloki te oddzielone są jednopasmowymi ulicami oraz wąskimi pasami parku. Aby przejść od bloku numer 2 do bloku 8, wystarczą dwie minuty. Wszyscy znają wszystkich: babcie plotkujące na klatkach schodowych, dzieci kopiące piłkę na boisku, starsi mężczyźni palący papierosy na świeżym powietrzu.

W latach 2001-2002 ludzie zaczęli po prostu znikać. Najczęściej byli to emeryci i włóczędzy. Jednak prawie nikt tego nie zauważył. W niektórych przypadkach, członkowie rodzin czekali wymagane trzy dobry, a następnie zgłaszali zaginięcie, ale moskiewska policja, która znana jest z picia alkoholu na służbie i brania łapówek, rzadko cokolwiek robiła. Nikt nie powiązał nawet ze sobą tamtych zniknięć. A kiedy ilość zaginionych zaczęła dramatycznie rosnąć, ich krewni odszukiwali się nawzajem. Był strach, który prowadził do wielu pytań, na które nikt nie znał odpowiedzi. A mimo to, wiedzieli wszyscy. Babcie głośno mówiły o zaginionych. „-Gdzie jest Lyosha?” „-Znalazł pracę w Khimkax.” „Gówno prawda. Jest pijakiem.” „Może umarł.” Plotki rozprzestrzeniały się bardzo szybko. Może mordercą był pacjent psychiatryczny, który uciekł ze szpitala? Może to Czeczeni? Albo mafia?

 W 2003 roku rodziny zaczęły się zastanawiać czy nie był to ktoś, kogo znali. Było zbyt wiele powiązań między zaginionymi. Wtedy ich liczba dobijała do trzydziestu. Nikt z nich nie wrócił. Nikt też nie spodziewał się, że coś więcej w tej sprawie zostanie zrobione, dlatego, że ludzie z tamtego osiedla, tak jak chłopi na wsi, rozumieli, że dla ich kraju znaczenie mają tylko konkretni obywatele, a oni sami do nich nie należeli.

Być jak Chikatiło

 Tak jak Chikatiło, Pichushkin nie gwałcił swoich ofiar. Seksualne podniecenie dawał mu sam akt zabójstwa. Jednak w przeciwieństwie do swojego idola, nie lubił okaleczać ciał ofiar. Bardziej interesowała go penetracja szkieletu.

Kiedy policja w końcu go złapała, Pichushkin pochwalił się im, że zabił 62 osoby, przewyższając tym samym liczbę ofiar Chikatiło o 9, co miało sprawić, że był najbardziej skutecznym seryjnym mordercą Rosji. Niestety, policja w toku śledztwa była w stanie powiązać go jedynie z 49 zabójstwami, zaprzeczając temu, co mówił.

Już w niedługim czasie po aresztowaniu, Pichushkin osiągnął swój jedyny cel: cały świat okrzyknął go potworem. Wszystkie duże media o nim mówiły. Kryminolodzy, psycholodzy, oraz ludzie zafascynowani seryjnymi mordercami żonglowali teoriami i spekulacjami. Stał się sławnym na cały świat Maniakiem.

Zainteresowanie nim było proporcjonalne do okropieństwa jego zbrodni, które wydawały się tak bardzo rosyjskie, bo przesadzone. Dla porównania: Ted Bundy popełnił około 30 zabójstw, Jeffrey Dahmer – 17, Ken Bianchi – 12, Kuba Rozpruwacz miał popełnić co najmniej pięć morderstw, David Berkowitz – 6. Pichushkin zabił co najmniej 48 osób, co dawało mu jedną z najwyższych pozycji na liście. Jedynie kilkoro współczesnych seryjnych morderców było porównywalnie skutecznych, w tym Chikatiło oraz Yang Xinhai z Chin, który zabił 67 osób w latach 1999-2003. Prasa nazwała Pichushkina „Maniakiem z parku Bitsevsky”, a potem „Szachownicowym Zabójcą”, ponieważ w jego mieszkaniu rzekomo znaleziono szachownicę, na której polach, po kolei, miał zaznaczać wszystkie swoje ofiary.

Czekanie pobudza apetyt

 Pichushkin, aby popełnić kolejne morderstwo czekał 9 lat. Policja przesłuchiwała go w sprawie śmierci Odichuka, co musiało go nieźle nastraszyć. Jednak dziewięć lat to dosyć długi czas, szczególnie dla kogoś, takiego jak Pichushkin. Musiał wtedy zrozumieć, że jak raz zaczął zabijać – nie eksperymentować, ale naprawdę zabijać świadomie – nie uda mu się przestać. Musiał być zafascynowany tym pomysłem. Ale może też trochę się tego bał. Mógł próbować się temu oprzeć.

Istnieje historia (niepotwierdzona), że na końcu 2001 lub na początku 2002 roku, Pichushkin przyszedł na komisariat policji i przyznał się przed wszystkimi, że zabijał ludzi – nie jednokrotnie, czy czasami, ale regularnie. „Bo to jest to, co robię” – rzekomo powiedział. Podobno policjanci wyśmiali go w twarz, nazwali pijakiem i kazali iść do domu, co też uczynił.

W każdym wypadku, jego 9-letni okres oczekiwania skończył się 17 maja 2001 roku, kiedy to zabił mężczyznę nazwiskiem Yevgeny Pronin. W ciągu kolejnych ośmiu tygodni zabił jeszcze dziewięcioro ludzi. Punkt kulminacyjny morderczego szału nastąpił 21 lipca, kiedy zaginęła ofiara numer 11, Victor Volkov. Tamtej jesieni i zimy Pichushkin nadal zabijał, ale już nieco mniej gorączkowo. W tamtym okresie zabił jedynie około pięciu osób. Potem, 23 lutego 2002 roku, Pichushkin próbował zabić Marię Virichevą, która była w ciąży. Wepchnął ją do studzienki kanalizacyjnej żywcem, ale jakoś udało jej się wydostać i dotrzeć do szpitala, gdzie podobno powiedziała policji o ataku. Policjanci poprosili ją o wylegitymowanie się. Miliony Rosjan żyją w Moskwie na pół legalnie, ponieważ znalezienie pracy poza stolicą jest trudne, więc Viricheva powiedziała, że nie ma dokumentów. Policjanci powiedzieli, że jeśli będzie siedziała cicho na temat ataku, zapomną o jej nielegalnym pobycie. Siedziała więc cicho.

Pichushkin zabił jeszcze co najmniej trzy osoby w ciągu kolejnych dwóch tygodni. Potem spotkał 13-letniego Mikhaila Lobova. Było mało prawdopodobne, że go znał, ponieważ nie pochodził on z tego samego osiedla. Nie wiadomo też, gdzie po raz pierwszy się spotkali – prawdopodobnie niedaleko stacji metra, gdzie dzieci w skórzanych kurtkach piją wódkę z plastikowych kubeczków. Kiedy tylko udało mu się przyprowadzić chłopaka do lasu, trzymał się swojego scenariusza. 20-minutowy spacer przez zaśnieżony las. Papierosy. Trochę fałszywego kolesiostwa – „Ty mnie szanujesz, a ja ciebie, więc się napijmy” – a potem niespodziewane uderzenie w głowę i wyrzucenie do studzienki.

Pichushkin odwrócił się i wyszedł z parku, ale nie zauważył, że kurtka Lobova zaczepiła się o brzeg studzienki. Chłopakowi udało się wydostać na powierzchnię. Na zewnątrz parku znalazł policjanta i zgłosił całe zajście. Gliniarz powiedział, żeby ten lepiej wrócił do domu. Tydzień później, na stacji metra, Lobov znowu spotkał Pichushkina. Chłopak zaczął krzyczeć i zwrócił uwagę jednego z funkcjonariuszy stojących na zewnątrz stacji, pokazując palcem w stronę Pichushkina i krzycząc, że muszą coś zrobić. Ponownie nic nie zrobili. Powiedzieli, że ma sobie iść. Nikt nie chciał wierzyć nastoletniemu punkowi, który nadużywał alkoholu.

Musiały minąć cztery kolejne lata, aby Pichushkin został złapany.

 To był totalny szok, kiedy dowiedzieliśmy się, że to był Sasza Pichushkin.” – mówi Natasha Fyedosova, której ojciec, Boris, był jego 36 ofiarą. „Zawsze był bardzo spokojny, zawsze sam.” Fyedosova, która znała przyrodnią siostrę Pichushkina, Katyę, od czasu, kiedy obie były małymi dziewczynkami, była obecna na wszystkich rozprawach procesu sądowego Maniaka. „Myślałam, że to było dziwne, że chciał zabijać tylko ludzi, których znał” – mówi. „Jeżeli zabijałby ludzi, których nie znał, w innej okolicy, nie byłoby to takie złe, ale on zabijał tych, których znał.” Faktycznie, zaprzyjaźniał się z ludźmi, aby móc ich potem zabić. Na liście jego ulubionych książek jest taka o bardzo wymownym tytule, mianowicie „How to Win Friends and Influence People” autorstwa Dale Carnegie.

Ofiara numer 32, mężczyzna w średnim wieku, który zaginął późną wiosną 2003 roku był typowym celem. „Pichushkin czekał godzinami, aż jego ofiary zostawały całkiem same” – mówi Fyedosova. 32 z nich obserwował na co najmniej godzinę przed wykonaniem pierwszego ruchu. Mężczyzna siedział na ławce obok przystanku autobusowego, ze skrzyżowanymi nogami, paląc i pijąc. Było ciepło, więc na ulicach było pełno ludzi. W końcu, wszyscy poza numerem 32, gdzieś zniknęli, w mieszkaniach lub sklepach. Wtedy, podekscytowany Pichushkin, podszedł do niego.

Kilka minut później, mężczyźni spacerowali drogą w stronę parku. Był wczesny wieczór. Drzewa wyglądały zza linii wysokiego napięcia, a czerwonawe niebo rozciągało się nad lasem. Numer 32 nie był w dobrym humorze. Gdy zbliżali się do parku, Pichushkin próbował go rozweselić. Maniak martwił się, że ten brzydko pachnący pijaczek zmieni zdanie i odwróci się na pięcie, pozbawiając go tego, co, jak sam uważał, mu się należało. Wewnątrz mordercy rósł balon napompowany gniewem. Gdy już wchodzili do lasu, Pichushkin zapytał mężczyznę, czego by sobie życzył, gdyby miał jedno życzenie. „Aby przestać pić” – odpowiedział. „Obiecuję ci, to będzie ten dzień, kiedy przestaniesz pić.” – powiedział mu Pichushkin. Tak też się stało.

Pichushkin zawsze zabierał swoje ofiary w pobliże jednej z dwóch studzienek kanalizacyjnych, połączonych z miejskim systemem ściekowym. Kiedy spacerowali przez park, 32 nie zadawał żadnych pytań o to, gdzie szli lub w jakim celu. Po prostu szedł, a może raczej się zataczał. Czasem, kiedy Maniak ze swoją ofiarą docierali do studzienki, on oferował toast za swojego martwego psa. W tym przypadku, nie opowiedział o czym rozmawiał zanim zaatakował tę konkretną ofiarę, ale opisał jak to zrobił. Wyciągnął swoją broń – czasami był to młotek, czasami klucz francuski (w tym przypadku nie sprecyzował) – z kieszeni swojej kurtki i uderzył 32 w głowę, mocno, ale niewystarczająco, aby go zabić. To była jego rutyna. Chciał, aby jego ofiary wiedziały, co się działo.

Czasami wkładał fragment zniszczonej butelki po wódce w czaszkę ofiary zanim wpychał ją do studzienki kanalizacyjnej. Jeżeli ofiara nie była martwa zanim to zrobił, upadek z takiej wysokości, na pewno ją zabił.

W końcu, niektóre z ciał pojawiły się w oczyszczalni ścieków, około 8 km od parku, po przepłynięciu tej odległości gęstą siecią kanałów. Nawet wtedy nikt nie powiązał znalezionych zwłok do tajemniczych zaginięć w parku. Poza tym, wielu ciał nigdy nie odnaleziono. Co najmniej trzynaście z nich, (w tym prawdopodobnie ta od ofiary numer 32) mogło utknąć gdzieś w kanałach.

Pragnienie sławy

 W listopadzie 2005 roku, znaleziono ciało 63-letniego byłego policjanta. Nikolai Zakharchenko był pierwszą osobą, która nie zaginęła, ale wiadomo było, że została zamordowana. Ale to nie jest najważniejszy fakt na jego temat. Ważniejsze jest to, że był 41 ofiarą. To oznacza, że co najmniej czterdzieści osób zaginęło zanim policja zorientowała się, że w Moskwie grasuje seryjny morderca.

Przed pierestrojką system był lepszy” – mówi Alexander Bukhanovsky, psychiatra, który pomaga w łapaniu seryjnych morderców. „Śledztwo to był cały proces. Było bardziej metodycznie. Teraz policja nie wie zbyt wiele.”

Prostym faktem jest to, że pragnienie Maniaka, aby zabić tyle osób, przekroczyło zdolność systemu do zatrzymania go, a nawet rozpoznania, że istniał. Gdyby trzymał się swojej rutyny – wyrzucania ofiar do studzienek kanalizacyjnych – możliwe, że nigdy nie zostałby złapany. Dopiero, kiedy ciała zaczęły pojawiać się w alejkach parku Bitsa, władze zajęły się poszukiwaniem seryjnego mordercy.

Śmierć Zakharchenko okazała się punktem zwrotnym także dla mordercy. Przynajmniej od czasu, kiedy zaczął zabijać w 2001 roku, Pichushkinem targał nieprzejednany konflikt. Chciał zabijać, ale jednocześnie chciał, aby wszyscy wiedzieli, że to on był zabójcą. Chciał rozpoznania i szacunku. Pewnego wieczoru oglądał telewizję z matką oraz siostrą i natrafili na reportaż o mordercy z parku Bitsevsky. Jego siostra powiedziała: „Ten szaleniec, jest fascynujący. Kim on jest?” Wtedy Pichushkin stoczył ze sobą wewnętrzną walkę, aby nie powiedzieć jej, że siedziała koło niego.

Po zabiciu Zakharchenko konflikt w nim zaczął narastać. Zaczął zabijać bezmyślnie. Nie wrzucał już zwłok ofiar do studzienek. Zostawiał ciała w śniegu, błocie, między drzewami.  Natasha Fyedosova twierdzi, że zwłoki w najgorszym stanie znaleziono koło strumienia. Ofiara została zabita co najmniej dwa dni wcześniej, ale dzikie psy znalazły ją pierwsze. Kobieta relacjonuje: „Pewien lekarz spacerował z psem i zobaczył jednego z tych dzikich psów z kością w pysku. Od razu poznał, że była to ludzka kość.”

W tamtym czasie ludzie na osiedlu Khesonskaya zaczęli plotkować i szukać powiązań między zaginionymi. Wtedy też w powietrzu można było wyczuć terror, a bloki, metro i park opustoszały. Dzieciom zabroniono wchodzić do lasu. Ludzie mówili o głosach i szlochach, jakie słyszeli wśród drzew. Wtedy wszyscy zaczęli używać przezwiska Maniak z parku Bitsevsky, a następnie rozprzestrzeniło się ono na skale globalną.

Ostatnia ofiara

Pichushkin musiał wiedzieć, że koniec był blisko. Musiał wyczuwać, że jego wewnętrzna wojna osiągała punkt kulminacyjny i, że wkrótce zrobi coś głupiego i go znajdą. Teraz zwłoki pojawiały się regularnie, a policja przez cały dzień patrolowała park. Próbowali zawęzić rejon poszukiwania zaginionych, rozmawiać ze wszystkimi, sporządzać rysopisy podejrzanych.

Ale to była jego decyzja, żeby dać się złapać. Prawie wszyscy ludzie w jakikolwiek sposób związani z jego sprawą, twierdzą, że to Suprunenko oraz jego ekipa zrobili świetną robotę. Jednak to Pichushkin wydał się policji. Wyszedł na spacer z Mariną Moskalyevą, koleżanką z pracy. Kobieta powiedziała mu, że zostawiła swojemu synowi notatkę mówiącą, że była z Saszą Pichushkinem. Powtarzał sobie, że nie powinien jej zabijać, bo od razu będą wiedzieć, że to on. Ale musiał kogoś zabić. Więc Moskalyeva musiała umrzeć.

Kilka godzin później, kiedy kobieta nie wróciła do domu, jej syn oglądał telewizję i zobaczył, że w parku Bitsa znaleziono zwłoki kobiety. Zadzwonił więc do ojca, który z kolei powiadomił policję. „Mieliśmy notatkę i mieliśmy nagranie Pichushkina i tamtej kobiety wsiadających razem do metra na Novye Cheyomushki, a wysiadających na Konkovo (to zaraz obok parku), więc naturalnie był naszym podejrzanym.” – mówi Suprunenko.

Warto wspomnieć o tym, że chociaż Pichushkin był tak dumny z tego, że nigdy nie kłamał, to skłamał na temat zabicia Mariny Moskalyevej. Były też inne kłamstwa, oczywiście, mnóstwo drobnych zmyłek, które miały zwabić ofiary do parku, ale nikt nigdy nie zapytał go prosto w oczy czy kiedykolwiek kogoś zabił. Ale wtedy, syn Moskalyevej, przed telefonem do ojca, zadzwonił do Pichushkina. Mężczyzna ten, w końcu, miał spacerować z jego matką. Kiedy chłopak się do niego dodzwonił, ten powiedział, że nie widział jego matki od dwóch miesięcy, co było dziwną rzeczą, zważywszy na to, że pracowali razem codziennie. Kłamał, wiedząc, że wszyscy wiedzą, że kłamał. Potem powiedział, że jest zajęty i odłożył słuchawkę.

Dwie noce później, 16 lipca 2006 roku, około północy, gdy wszyscy w mieszkaniu Pichushkina mieli już iść spać, ktoś zapukał do drzwi. To było dziwne, ponieważ zazwyczaj trzeba było użyć domofonu żeby móc dostać się do budynku. Natalia Pichushkina mówi, że otworzyła drzwi powoli, a kiedy to zrobiła, do środka wdarła się cała kolumna mężczyzn w uniformach. W mniej niż minutę, mieszkanie zalał tłum policjantów w pełnym rynsztunku: ciężkie buty, automatyczna broń, kajdanki. Matka Alexandra wspomina: „Dla mnie byli mili. Powiedzieli, że chcieli z nim porozmawiać o pewnych włamaniach, ale wydawało mi się, że było ich zbyt wielu, żeby mogło chodzić o włamanie, więc zapytałam Saszę ‘Okradłeś kogoś?’” On odpowiedział przecząco.

Po tym, jak wyprowadzono go z budynku – nie opierał się – dali jej dokumenty objaśniające o co dokładnie był oskarżony. Po ich przeczytaniu, ciężko jej było cokolwiek powiedzieć. Nie umiała się poruszyć. Nie umiała się na niczym skupić. Zostali całą noc – policjanci, śledczy i eksperci – wywracając jej dom do góry nogami, szukając dowodów, które mogły posłać jej syna do więzienia na zawsze.

Przesłuchanie

 Andrei Suprunenko, schludny, łysiejący mężczyzna o dużych oczach i z blond wąsem, siedzi przy swoim zagraconym biurku, paląc papierosa. Śledczy ma bardzo zmienną osobowość, która łatwo przechodzi od poirytowania przez złość do sarkazmu. Zapytany o to, dlaczego Pichushkin wybrał na miejsce swoich zbrodni las, odpowiedział: „Próbowałeś kiedyś zabić kogoś na ulicy w środku dnia?”

Suprunenko spędził całe miesiące na przesłuchiwaniu Maniaka i prawdopodobnie zna go lepiej niż ktokolwiek inny, w tym rodzina Pichushkina. „Byliśmy w szoku, kiedy zdaliśmy sobie sprawę jak wielu ludzi zabił. Na początku mieliśmy tylko trzynaście ciał. A wtedy on powiedział nam o ponad 60 ofiarach.”

Pichushkin opowiedział mu o parku, studzienkach ściekowych, całym swoim modus operandi, a Suprunenko zaczął rozumieć co się stało ze wszystkimi ludźmi, którzy zaginęli.

Chciał rozmawiać. Wszyscy maniacy chcą.” Siedzieli razem w celi przesłuchań, Suprunenko po jednej stronie, a Pichushkin po drugiej, paląc papierosy pod fluorescencyjnym światłem lampy. Suprunenko twierdzi, że zawsze patrzył prosto na niego. „To sprawiało, że czuł się ważny. Powiedziałem mu, że go podziwiam i podobało mu się to, bardziej się otworzył. Ważne dla niego było, żeby ludzie myśleli, że był kimś wielkim, więc sprawiłem, żeby się tak poczuł.”

Po kilku miesiącach spędzonych na rozmowach, jedynym konkretnym wnioskiem, jaki udało się wysnuć na jego temat, było to, że nie był maniakiem w stylu Hollywood, jakiego wszyscy sobie wyobrażali, ale pustym naczyniem, kimś, kogo nie szło zamknąć w ramach jakiegoś spójnego psychologicznego portretu. Nawet przezwisko „Szachownicowy Zabójca” jest, według policjanta, mylące, ponieważ sugeruje, że Pichushkin przestałby zabijać w momencie, kiedy miałby na swoim koncie 64 ofiary. Czyli, gdyby wypełnił wszystkie pola szachownicy, jego misja dobiegłaby końca, tak jakby to była tylko mordercza gra. Ani Suprunenko, ani nikt inny biorący udział w śledztwie w to nie wierzył.

W końcu, Pichushkin był dokładnie taki, jak jego matka i Suprunenko o nim mówią: zwyczajny. Nie miał silnego zdania. Brakowało mu preferencji i poglądów dotyczących innych ludzi, Boga, sztuki, piękna. Potrafił rozmawiać o tych rzeczach i to robił, ale to były tylko słowa w służbie zabijania. Były zwykłym przedstawieniem, były niczym.

Wymiar seksualny

 Dla seryjnego mordercy, proces przygotowania do zabójstwa i samo zabójstwo są erotycznym doświadczeniem.” – mówi Alexander Bukhanovsky, psychiatra i ekspert w dziedzinie seryjnych morderców, który pomagał przy ujęciu Chikatilo w latach 90tych. „Jednak sam akt seksualny nie jest dla nich erotyczny. Erotyczne jest zabijanie i wszystko, co się z tym wiąże, jak mentalne odniesienia i symbolika morderstwa. Dla Pichushkina mógł to być, na przykład, przenikliwy wiatr wieczorem, cienie, ptaki oraz brzozy, chrzęszczenie śniegu i gałęzi, kalejdoskopowy rozprysk krwi ofiary na świeżym śniegu.”

Natasha Fyedosova mówi, że Pichushkin nigdy nie interesował się dziewczynami, nigdy nie mówił o seksie, czy nawet nie patrzył na kobiety w taki sposób, jak robią to zazwyczaj chłopcy. Zapytana o to, czy mógł być gejem, pokręciła głową przecząco. Natalia Pichushkina także zaprzecza. „Mój syn miał kogoś poślubić.” – mówi. Jednak na pytanie, kogo miałby poślubić, wzrusza ramionami. Nigdy nie poznała jego narzeczonej.

Andrei Suprunenko, śledczy, który prowadził dochodzenie w sprawie Pichushkina także wyklucza możliwość, że jest on homoseksualistą. Mówi, że Pichushkina z pewnością nie pociągają mężczyźni, a kobiety w ogóle go nie interesują. Bukhanovsky się z tym zgadza. Ale jest jeszcze inny aspekt sprawy: w Rosji, która pozostaje bardzo homofonicznie nastawiona, możliwe, że ludzie po prostu nie są w stanie uwierzyć, że ktoś tak silny jak Pichushkin mógłby być gejem. Taki maniak jak on na zawsze pozostanie złym człowiekiem, nikt temu nie zaprzeczy, ale z drugiej strony, jest także bardzo męski, w rosyjskim rozumieniu tego słowa. Jest, w rzeczy samej, przerażająco zwyczajnym mężczyzną: szorstki, brutalny, lubi wypić, zapalić, nie oczekuje, że jego życie się poprawi albo stanie się łatwiejsze. Spodziewa się, że umrze przed sześćdziesiątką, co jest średnim wiekiem umierania wśród rosyjskich mężczyzn. Nie ma kariery zawodowej, ale ma pracę. Zdaje się lekceważyć ludzi, którzy mają jakieś konkretne cele w życiu, ale to dlatego, że po prostu nie zdaje sobie sprawy, że można mieć jakieś cele… Poza zabijaniem.

W sądzie

Zabrałem najcenniejszą rzecz, ludzkie życie. Nie zabrałem im nic poza tym. Nie potrzebowałem pieniędzy ani biżuterii. Czułem się jak Bóg.”

Po tym, jak sędzia poprosił go o wygłoszenie mowy podsumowującej, Alexander Pichushkin opisywał motywy swoich zbrodni, kpiąc przy tym z sądu oraz uśmiechając się szyderczo do dziennikarzy nagrywających każde jego słowo. „Sam byłem prokuratorem, prawnikiem, ławnikiem i sędzią. Byłem tym, kim chciałem być. I decydowałem kto miał żyć, a kto nie. Byłem jak Bóg.” – mówił. „Nikogo nie torturowałem, to był mój styl, mój podpis. Jedynym kryterium było to, żebym znał daną osobę jak najlepiej. Wiek odgrywał drugorzędną rolę.”

Rodziny ofiar wysłuchały jego przemówienia.

Ojciec jego pierwszej ofiary, Piotr Odichuk, siedział w pierwszym rzędzie, trzymając w ręce mały folder z wyblakłymi zdjęciami ze szkoły, które ukazywały ponurego Pichushkina pozującego z jego synem oraz innymi osobami z ich klasy. „Po co zabijał mojego syna? Nie pił alkoholu, nie palił. Lubił tylko robić zdjęcia.” – mówił Odichuk.

Kiedy policja aresztowała go jako podejrzanego w sprawie zaginięcia jego koleżanki z pracy, Pichushkin przyznał się do zabicia 63 osób, jednak oskarżony został o zabójstwo 49. Jeden zarzut później wycofano. Sam Pichushkin poprosił sąd o dodanie 11 ofiar do listy zarzutów, powiększając ją tym samym do 60 zabitych i 3 ofiar, które przeżyły. W czasie procesu pozostawał w szklanej klatce dla własnej ochrony (tak jak wcześniej Chikatiło).

Zeznanie Pichushkina nadano w rosyjskiej telewizji. Opowiadał w nim długo o swojej potrzebie zabijania. „Dla mnie życie bez zabijania jest jak dla was życie bez jedzenia.” – mówił.

Skazano go 24 października 2007 roku. Ława przysięgłych debatowała jedynie przez trzy godziny zanim uznali go za winnego 48 zarzutów morderstwa i jednej próby zabójstwa. Sędzia Vladimir Usov czytał wyrok przez godzinę. W skrócie brzmiał on: dożywocie oraz pierwsze 15 lat więzienia spędzone w odosobnieniu.

Makabryczna natura jego zbrodni odnowiła zainteresowanie przywróceniem kary śmierci w Rosji.

Zwierzenia matki

 Natalia Pichushkina, matka Alexandra, wprowadziła się do dwupokojowego mieszkania na piątym piętrze, jedynie 6 minut spacerem od północnej części parku Bitsevsky, kiedy miała 11 lat. Było to w 1963 roku.

Pięciopiętrowe budynki zwane „chruszczówkami”, po ówczesnym premierze Nikicie Chruszczowie, były pierwszymi projektami mieszkań na dużą skalę w Związku Radzieckim. Były zawilgocone, brzydkie i przepełnione ludźmi, ale jednocześnie były pierwszymi mieszkaniami jednorodzinnymi, na jakie tamci ludzie mogli sobie pozwolić w swoim życiu. Były więc czymś lepszym.

Natalia dorastała na ulicy Khersonskaya, tak jak później jej syn. Przed nocą, kiedy został aresztowany, przez większość swojego życia, spał tam właśnie na kanapie w salonie. Natalia sypiała sama w wielkim łożu 3 metry od syna. W głównej sypialni mieszkała młodsza przyrodnia siostra Pichushkina, Katya, jej mąż, także Alexander oraz ich syn, 6-letni Sergei.

Jest zimna, grudniowa noc w 2007 roku. Na zewnątrz pada śnieg i jest bardzo ciemno. Natalia Pichushkina siedzi na łóżku syna w ich wspólnym mieszkaniu i płacze. Jest drobną kobietą, ma ufarbowane na czerwono-purpurowo włosy, cichy głos i chorowitość niemal wymalowaną na twarzy. Mieszkanie wypełnia zapach potu i oleju do smażenia, wszystko jest zagracone płytami DVD, starymi meblami oraz starą lodówką z dwiema wyblakłymi fotografiami jej syna w wieku 8 i 9 lat. Po drugiej stronie wąskiego korytarza, jej wnuk gra w grę komputerową, w której zabija się zwierzęta. Natalia twierdzi, że Sasza (Alexander) był blisko z siostrzeńcem, ale Sergei nie widział go przez ostatnie osiemnaście miesięcy i zaczyna go zapominać: „Wcześniej pytał gdzie jest Sasza, ale teraz już nie. Nie wie, gdzie on jest. Nie wiem kim on jest.”

Kobieta wyciąga kolekcję pamiątkowych przypinek, należącą do jej syna. Wygląda ona jak zwyczajny zbiór pamiątek, który mógłby należeć do jakiegokolwiek zwyczajnego chłopaka dorastającego w Związku Radzieckim. Są tam przypinki wspominające Igrzyska Olimpijskie w Moskwie w 1980 roku, takie z Tołstojem, Leninem, jedna pochodzi nawet z Mińska. W sumie jest ich 92. „Powinieneś je zachować” – mówi. „Co ja mam z nimi zrobić?”

Próbuje opisać syna. Podkreśla jak bardzo „zwyczajny” był. Mówi, że miał kota imieniem Mursik oraz akwarium z rybkami i uwielbiał telewizyjną adaptację „Pani z Monsoreau” Alexandra Dumasa. (W czasie procesu Pichushkin mówił, że czasami musiał się spieszyć z zabiciem kogoś, aby móc wrócić do domu, wziąć prysznic – zmyć krew z włosów i spoza paznokci – i obejrzeć najnowszy odcinek serii razem z mamą.) Mówi, że jest bardzo dzielny. Tak jak robił to on sam, Natalia twierdzi, że jej syn nigdy nie kłamie. Chwilę później, przypomina jej się jak pewnego razu skłamał. Pewnej nocy, Sasza powiedział, że wybierał się na spacer do parku. W tamtym czasie prawie co tydzień znikali mężczyźni, więc matka i siostra prosiły go, aby nigdzie nie szedł. On powiedział, że nie boi się żadnego mordercy. Nie powiedział jednak, że nie boi się, bo sam nim jest.

Czy ona wie dlaczego jej syn stał się seryjnym mordercą? Czy to przez jego ojca, który zostawił rodzinę? Czy coś się stało, kiedy był dzieckiem? To pytania, które pojawiają się i będą się pojawiać nadal. To pytania bez odpowiedzi, więc za każdym razem, kiedy się pojawiają, Natalia płacze i potrząsa głową, patrząc przez okno. „Wiem teraz, że źle wychowałam mojego syna” – mówi. „Nie wiem jednak co zrobiłam źle. Próbowałam go wychować jak normalna matka.” Zerka na zdjęcia przyczepione do lodówki. Na obu z nich chłopiec patrzy prosto w obiektyw aparatu, bez cienia uśmiechu. Ona zakrywa twarz. Po długim czasie podnosi głowę i zaczyna patrzeć na telewizor. W końcu mówi: „Myślę, że nie znałam mojego syna zbyt dobrze.”

Próba złagodzenia wyroku

Walentynki 2008 roku. Maniak jest w swojej celi, śmieje się, pozuje w swojej monitorowanej klatce. Poza jego matką i funkcjonariuszem Suprunenko, prawie wszyscy są w Sądzie Najwyższym w centrum Moskwy: Natasha Fyedosova, jego adwokat Pavel Ivannikov, panel trzech sędziów, prokurator, babcie, które straciły synów i mężów, młodsi mężczyźni i kobiety szepczący do swoich telefonów, zbyt przerażeni, aby na niego patrzeć. Sam Pichushkin najpierw wygląda na znudzonego, potem na rozbawionego, a następnie na złego. Nigdy nie patrzy bezpośrednio na kamerę video zamontowaną w swojej celi. Rozmawia z kimś, kogo nie widać. W swojej czarnej koszuli i czarnym podkoszulku wygląda prawie modnie. Przez moment się śmieje, jednak chwilę później marszczy brwi, wyraz twarzy zmienia się w niedowierzanie, a następnie w jeszcze inny typ spojrzenia. Mówi coś, ale niemożliwe jest, aby zrozumieć co.

Sala przesłuchań jest wypełniona przedstawicielami różnych mediów. Wszędzie błyskają flesze. Jedna z kobiet płacze pytając „Gdzie jest jego ciało?” Mówi o swoim mężu, który zaginął pewnej nocy w lesie. Gdy sędziowie pytają Pichushkina czy chciałby coś powiedzieć, odpowiada donośnym: „Nie, nie, nie.” To wszystko, co powiedział w czasie całej rozprawy.

Pavel Ivannikov poluzował krawat i zapewnił, że nawet jeśli jego klient został skazany za pewne okrutne zbrodnie, sędziowie powinni mieć litość i zmniejszyć jego wyrok do 25 lat pozbawienia wolności. Mówi to, co musi powiedzieć.

Sędziowie znikają w swoim pokoju. Czterdzieści minut później, wracają i podtrzymują oryginalny wyrok. Pichushkin nigdy nie wyjdzie na wolność. Dodatkowo, ma zostać przeniesiony z więzienia w Moskwie (gdzie matka mogła go odwiedzać dwa razy w miesiącu przynosząc papierosy, ser oraz salo – solony smalec) do więzienia o zaostrzonym rygorze, prawdopodobnie na północy Rosji lub w górach Ural, gdzie spędzi resztę 15 lat wyroku w izolacji. Nie mówią dokąd zostanie wysłany, jedynie jego matka będzie posiadała taką wiedzę, chociaż nie będzie mogła go już tak często odwiedzać.

Na koniec, wszyscy opuszczają salę sądową, a Pichushkin zakłada ręce na karku, aby ktoś niewidzialny mógł zakuć go w kajdanki. Po chwili znika z kadru. Już na zawsze.

Piękna i Bestia

Alexander Pichushkin obecnie znajduje się w kolonii karnej Polar Owl, w wiosce Kharp, na Syberii, gdzie odsiaduje swój wyrok dożywotniego więzienia. W okresie zimowym panujący tam chłód może z łatwością zabić, a w lecie są tam takie bagna, że żaden skazaniec nie byłby w stanie uciec, nawet jeśli udałoby mu się pokonać wściekłe psy strażników.

Ten seryjny morderca stał się istnym magnesem na kobiety – około 80 z nich napisało już do niego listy. Pewnej kobiecie z Syberii, która pracuje w sklepie dziecięcym, udało się zdobyć jego serce. Sama nawet nazywa się Natalią Pichushkiną, jakby już byli już po ślubie. W swoim wywiadzie dla pewnej rosyjskiej gazety wyjawiła, że Alexander oświadczył się jej, a ona zgodziła się wyjść za niego.

29-letnia Natalya pochodzi z Nyagan, tego samego miasta co tenisistka Maria Sharapova. Co prawda nigdy nie spotkała się z Pichushkinem osobiście, a jedyny kontakt z nim miała przez korespondencję.

Kobieta ze złością zaprzecza ostatnim doniesieniom, że z nim zerwała, narzekając jednocześnie, że ich kontakt listowny został zablokowany przez władze na dwa lata. „Nic się nie zmieniło od czasu, kiedy mi się oświadczył” – mówi nazywając go Saszą. Ma nawet jego wizerunek wytatuowany na ręce. „Cokolwiek ludzie mówią, kocham go bardziej niż moje życie. Nawet nie przyszło mi na myśl, żeby go zostawić. (…) Nie otrzymałam od niego listów w ostatnim czasie. Ale oboje wiemy, że to nie zależy od nas. Pracownicy instytucji, w której przebywa nie chcą, żebyśmy się komunikowali. Po chwili dodaje: „Nie wiem, co takiego zrobiłam i dlaczego oni mi to robią. On jest dla mnie wszystkim. Bez niego mój świat nie istnieje. Bez niego jestem martwa. Kiedy wstrzymali naszą korespondencję, wysłałam mu mnóstwo listów. Wszystkie pozostały bez odpowiedzi. Po prostu żywię nadzieję, że będziemy mogli dalej się komunikować.”

Wcześniej pisała do innych morderców przebywających za kratkami, z Pichushkinem zaczęła korespondować w 2009 roku, mając 22 lata. Ku jej zaskoczeniu, seryjny morderca odpisał. „Odpisał mi. Zaczęliśmy ze sobą korespondować. Po dwóch latach zdałam sobie sprawę, że się zakochałam. Nie żywiłam żadnych uczuć do innych osób, z którymi pisałam.” Jak twierdzi: „Sasha narobił zamieszania nie tylko w naszym kraju, ale na całym świecie. Więc, byłam ciekawa jaki tak naprawdę jest. Okazało się, że nie był taki zły jak pokazano go w mediach.”

Miasto Nyagan, w którym kobieta mieszka, znajduje się 520 kilometrów od koloni karnej Polar Owl. „Każdy maniak żyje dwoma życiami. W jednym ciele współistnieją dwie kompletnie różne osobowości. Udało mi się pozbyć myśli, że zadaję się z maniakiem. I pokochałam to, co zobaczyłam poza tym.” Dalej mówi: „Miał wiele kobiet, z którymi pisał. Jest popularny wśród kobiet, szczególnie z zagranicy. Powinieneś widzieć jakie głupoty wypisują w mediach społecznościowych na jego temat. (…) Ja ukrywałam moje uczucia. W rzeczy samej nawet nie śniło mi się, że taki mężczyzna zwróciłby kiedykolwiek na mnie uwagę. W końcu, kim jestem ja, a kim jest on? Nie pamiętam jak i kiedy wyznałam mu miłość po raz pierwszy. Ale to na pewno ja zrobiłam pierwszy krok.”

Co on mówi o niej? „Oświadczyłem się Natashy (Natalii). To było spontaniczne. Ale oświadczyłem się jej tak, jak mężczyzna powinien to zrobić. Od razu się zgodziła. Może gdybym był na wolności, nie zwróciłbym na nią uwagi, ale tutaj jest dla mnie idealna. Jestem tutaj od 2008 roku i jej potrzebuję… (…) Zaczęliśmy komunikację. I wiem o niej 100%… Nie pozwolono nam się spotkać. Ale i tak znam ją, czuję ją. Teraz nie pozwalają nam pisać listów. Na początku pozwalali, a teraz już nie.

Natalia, która jest rozwódką, przyznaje: „Moi krewni na początku byli zszokowani. Rozumiem ich. Po czasie pogodzili się z tym i zaakceptowali mój wybór. Teraz jest już okay.” Po udziale w dokumencie telewizyjnym, musiała stawić czoła krzywdzącym komentarzom o jej „miłości” do potwora. Na krytykę odpowiada: „Nie jestem szalona. Nie mam najmniejszego zamiaru kogokolwiek mordować.”

Kobieta twierdzi, że Pichushkin się zmienił, chociaż on sam temu zaprzecza. Ona sama o sobie mówi: „Nie mam takich zainteresowań jak stary Pichushkin. Nie zamierzam nikogo krzywdzić. Nie uważam się za złą osobę, ale jeśli mnie uderzysz, oddam.” Potem dodaje: „Muszę przyznać, że popełnił okrutne zbrodnie.” Ale dalej mówi o tym, jak to nikt nie może go winić poza krewnymi ofiar. „To jest sprawa miedzy nim i nimi. Wszyscy inni po prostu nie mają prawa się odzywać.”

Przez 9 lat była żoną alkoholika, który, jak twierdzi bił ją i zdradzał: „Moje małżeństwo trwało dziewięć lat. Ale mój były mąż był alkoholikiem. Traktował mnie w sposób, na jaki nie zasługiwałam. Teraz prosi, abym do niego wróciła, bo wszystko zrozumiał, ale nie ma już drogi powrotnej. (…) Mężczyźni nie przestali się mną interesować. Nawet po tym jak przejęłam rolę czarnej owcy w społeczeństwie, mężczyźni nadal zwracali na mnie uwagę. (…) Ktoś inny na moim miejscu już dawno popełniłby samobójstwo, jeżeli miałby do czynienia z moją złą sławą. Psychologicznie, bardzo ciężko było to wszystko przetrwać. Ale Alexander wiedział, że wytrzymam wszystko i, najprawdopodobniej dlatego, mi się oświadczył. (…) Ostrzegł mnie przed negatywnymi konsekwencjami. Poprosił, żebym przemyślała dobrze zanim odpowiem na jego oświadczyny. Wszystko to wiedziałam, ale nie mogłam mu odmówić. Nie boję się go. Nie ma sensu się z nim kłócić, więc zgodziłam się na wszystko.

Kiedy dziennikarz powiedział jej, że żadna zdrowa na umyśle kobieta nie byłaby w stanie zakochać się w seryjnym mordercy, odpowiedziała: „Wiele osób tak uważa. Mam mnóstwo wrogów, ale też wielu fanów. Ilu ludzi, tyle opinii. W takich przypadkach zawsze przypominam sobie powiedzenie: Rób co chcesz, i tak będziesz potępiony przez resztę życia.”

Przypomniano jej, że w ostatnim wywiadzie „jej maniak” powiedział, że gdyby go teraz wypuszczono, od razu zabiłby kilka osób, aby pozbyć się stresu, a potem zgwałciłby jakąś kobietę i napił się wódki. Odpowiedziała: „On nie mówi niczego bez powodu. Raz powiedział mi, że nigdy nie skrzywdziłby swojej własnej rodziny. Wierzę mu. Jeżeli chodzi o gwałt… Myślę, że tylko żartował. Rozmawiałam z nim o tym. Nigdy nie był zwolennikiem seksualnej przemocy.” Potem powiedziała, że psychiatrzy zdiagnozowali u niego „manię zabójczą, zaburzenia osobowości i alkoholizm”, co nie powstrzymało go od wodzenia policji za nos przez okres piętnastu lat.

Podczas swojej wizyty w Moskwie w 2014 roku, Natalia odwiedziła Park Bitsa oraz mieszkanie, w którym Pichushkin mieszkał. “Jest bardzo mądrym i dociekliwym człowiekiem, który przemyśla każde działanie dwa kroki naprzód, i zawsze ma co najmniej trzy plany awaryjne, w razie, gdyby coś poszło nie tak. Jest maniakiem. Nie może być głupi czy szalony.”

Mając prawie 30 lat, Natalia marzy o dziecku. Wątpi w to, że Pichushkin i ona będą kiedykolwiek mogli być blisko fizycznie, inaczej chciałaby dać mu dziecko. „Nikt nigdy mi na to nie pozwoli.” – mówi zrezygnowana. Pozbawiona bliskości wybranego przez siebie ojca dla jej dziecka, jest gotowa znaleźć innego kandydata na ojca na wolności i mówi, że Alexander się na to zgadza. „Muszę do tego znaleźć faceta tutaj, na wolności. Mam prawie 30 lat. Nie chcę się czuć gorsza, więc potrzebuję dziecka. Nie jest problemem znalezienie dawcy spermy. Sasha to rozumie i wspiera mnie. Zawsze będę do niego należała.” Jednocześnie narzeka, że jej ukochany jest traktowany inaczej niż inni więźniowie, w tym mordercy. Obwinia o to program telewizyjny, który pokazał jej miłość do niego, co wywołało wiele szumu pośród opinii publicznej. „Randki, wesela są dozwolone wszystkim więźniom, ale nie jemu. Za dużo wokół niego szumu. Nie przeczę, że nasza sytuacja jest inna, ale czemu opinia publiczna reaguje na tą historię jak dzikusy? (…) W rzeczywistości maniacy są bardzo interesującymi ludźmi, każdy z nich jest unikalny i oryginalny. To ludzie o zupełnie innym spojrzeniu. Różnią się od szarej masy. Są lepsi i mądrzejsi niż ktokolwiek z nas.”

Twierdzi, że zaczęła się interesować seryjnymi mordercami już jako dziecko. „Moje koleżanki nadal bawiły się lalkami, a ja już znałam na pamięć biografię Chikatiło. W szkole średniej zaczęłam korespondować z tak zwanymi jednorazowymi mordercami. To było interesujące doświadczenie, móc rozmawiać z nimi, uczyć się ich świata. Potem przestało mi to wystarczać. Chciałam czegoś bardziej ekscytującego. Zaczęłam szukać prawdziwych maniaków. Chciałam ich zrozumieć, rozmawiać z nimi. Wiele osób pytało mnie czy to mnie przerażało. Nie, nie bałam się. Z perspektywy lat uczyłam się coraz więcej na temat seryjnych morderców. Teraz jestem jak chodząca encyklopedia. Mogę opowiedzieć o którymkolwiek z nich. Pisałam także do wielu znanych morderców. Pamiętasz film „Milczenie Owiec”, gdzie śledczy podczas wywiadów próbował zrozumieć głównego bohatera? (…) Historia Alexandra odbiła się szerokim echem w naszym społeczeństwie. Zaczęłam szukać wszystkiego, co zostało opublikowane w mediach na ten temat. Obejrzałam wszystkie programy na ten temat. A kiedy już to wszystko przeanalizowałam, zdecydowałam się znaleźć adres więzienia, gdzie został wysłany. Ale dowiedzenie się, gdzie został wysłany, aby odbyć swój wyrok, wydawało się niemożliwe. Nigdzie nie opublikowano tej informacji.

Kiedy w końcu się dowiedziała, co to za miejsce, jej radość nie miała końca. Poznała także matkę maniaka. „Pamiętam, gdy pierwszy raz spotkałyśmy się w metrze, złapała mnie za rękę i zaprowadziła do swojego domu. Byłam bardzo wzruszona. Przytuliła mnie, od razu stałam się dla niej członkiem rodziny. Jest cudowną osobą, jej miłości wystarczyłoby dla dzieci, wnuków, synowych. Po naszej rozmowie, zdałam sobie sprawę, że nadal kochała swojego syna.” Wyznała jednak również, że matka Pichushkina przestała do niego pisać. „Wytłumaczyła, że było dla niej zbyt ciężkie czytać listy od niego. Łatwiej jej myśleć, że nigdy nie miała syna. I, że to wszystko nie miało miejsca. Tak jest o wiele łatwiej. Jednak nigdy nie przeciwstawiła się naszemu małżeństwu.”

We wspomnianym dokumencie telewizyjnym z 2014 roku, pozowała w sukni ślubnej jako przyszła żona Pichushkina, podkreślając jaką miłością darzy mordercę. Ale Natalia przyznaje, że musiała stawić czoła krytyce za taki wybór kandydata na męża. „Wszystko się dla mnie zmieniło, kiedy pokazali go w telewizji. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Stał się moim promykiem słońca. Zaczęłam do niego pisać, on odpisał i wymienialiśmy listy. W swoich listach opowiedział mi ze szczegółami o morderstwach, które popełnił i jak interesujące dla niego było zmienianie żywych w umarłych.” Po chwili dodaje: „Idę do łóżka myśląc o nim, wstaję i znowu o nim myślę. Dla mnie jest jak gwiazda Hollywood.”

Po programie w telewizji powiedziała: „Kiedy wróciłam do domu, zostałam zasypana licznymi groźbami i obelgami. Tony pomyj z całego kraju wylano na moją głowę. Przed moim publicznym wyznaniem, wszyscy traktowali mnie normalnie, mimo że wtedy już pisałam z Saszą od kilku lat. Nie zmieniłam się po tym jak go poznałam. I oczywiście, nie oczekiwałam, że ludzie będą tak wrogo do mnie nastawieni. Nasze miasto w gruncie rzeczy nie jest złe. Jedynie garstka moich przyjaciół się ode mnie odwróciła. Ale nie potrzebuję takich przyjaciół jak oni. (…) Uwierz mi, nie stałam się gorsza, dlatego, że kocham mężczyznę, który uważany jest za diabła. Wiedziałam, że ani ja, ani mój wybór nie zostaną zaakceptowane. Ale to było niespodziewane otrzymać taką falę krytyki. W pewnym momencie bałam się wychodzić na zewnątrz. Ale z czasem się do tego przyzwyczaiłam. Pamiętam jak ludzie pisali w mediach społecznościowych, że bali się mieszkać w tym samym mieście co ja i, że powinnam zostać odizolowana od społeczeństwa.”

Wywiad

13 marca 2008 Alexander Pichushkin udzielił wywiadu rosyjskiemu tabloidowi „Tvoi Den”. Do czasu udzielenia tego wywiadu, nie miał fizycznej możliwości wypuszczenia swoich poglądów, myśli oraz opinii na światło dzienne. Oto, w skrócie, co powiedział.

O więzieniu: „Kiedy przywieziono mnie do więzienia, nie byłem w dobrym nastroju. Teraz jest już lepiej, całkowicie się zaadaptowałem. Mają tutaj idealną wodę. Jest tak gorąca, że muszę ją rozcieńczać zimną wodą. (…) Przez cały mój pobyt tutaj moje włosy ścięto jedynie raz. Wiesz ile czasu mi dają na prysznic? Całe pięć minut!

O ludzkim życiu: „Ludzkie życie nie jest zbyt długie. Jest mniej warte niż kiełbasa.”

O swoim prawniku: „Mój prawnik? wypatroszyłbym go jak rybę. Zabiłbym go jak owada i miał z tego wiele radochy. Pociąłbym go i zrobił pasy z jego skóry.

O religii i polityce: „Zostałem ochrzczony, kiedy miałem trzy miesiące. Chrzest miał miejsce, chociaż go nie chciałem. Nie sądzę, żeby ktoś tam był… po drugiej stronie. Mogę także powiedzieć, że nie będę ani czytać Biblii, ani pisać autobiografii. Nigdy nie modliłem się do Boga i nigdy nie będę. Dla mnie to tylko piękna bajka. Dla słabych, dla tych, którzy poświęcają się krajowi. Kiedy ludzie się starzeją, coraz bardziej chcą, aby był tam ktoś, kto jest wszechmocny. Ale kto to ma być? (…) Jeżeli chodzi o głosowanie, przez całe życie nie opuściłem żadnych wyborów.”

O snach: „Miewam koszmary… Pies. Mieszkał ze mną przez długi czas. Umarł. To była moja wina. Traktowałem go, jak to powiedzieć, nie bardzo…. Mógł zostać uratowany. To była zła sytuacja… zostawiła coś w mojej podświadomości.” Twierdzi, że widuje swoje ofiary w snach: „Jestem zaskoczony, że żyją. Mówię do nich w taki sam sposób, jak mówiłem w rzeczywistości i ich zabijam. Nie ma żadnej skruchy. Gdybyście mnie dzisiaj wypuścili, zabiłbym kilka osób, aby pozbyć się stresu, a potem zgwałciłbym jakąś kobietę i napił się wódki.”

O literaturze: „Oczywiście, że nie piszę. Jedynie baby piszą. No i dziennikarze, jak przypuszczam.”

O przyjaźni: „Po pierwsze, kto to jest przyjaciel? To nie jest ktoś, kto daje ci sto rubli lub pozwala przenocować u siebie… A po drugie, moja zasada: aż do śmierci, o to chodzi. Tak, miałem więcej przyjemności z zabijania ludzi, których osobiście znałem. Ale także znalazłem sposób na dorwanie nieznajomych, co nie było łatwe. Ich krewni powiedzieli, że nigdy nie poszliby nigdzie z nieznajomym. Ale według mnie kłamią. Ten młodziak, Koryagin (jedna z jego ofiar)… Wychodziłem z posterunku policji i wiedziałem, że wszędzie może czaić się zasadzka, ale pozostałem wolny. Potem nawaliłem i mnie złapali.”

O przebaczeniu: „Nie, nie żałuję tego. Tyle czasu i siły w to włożyłem. Okazywanie skruchy? Nie zrobię tego, to jest tylko jakaś nudna formalność. Nie zmieni mojego wyroku. Od kiedy byłem młody, marzyłem… Wtedy wszystko było inne. I wszystko udało się tak, jak tego chciałem. Wiedziałem, że mnie mieli, kiedy zaczęli wypytywać o dwanaście ofiar, ale jacy byli zaskoczeni, kiedy dowiedzieli się, że właściwie zabiłem 60. (…) Oglądałem w telewizji program o mnie. Denis, kolega ze szkoły, powiedział: „Kiedy dowiedzieliśmy się o jego zbrodniach, to był szok.” Inni mówili, że byłem rzadkim przypadkiem – zabijając tylko dla przyjemności zabijania. Nie było żadnego motywu: ani rasa, ani płeć ani religia nie miały znaczenia.. Ktoś nawet napisał: Pichushkin sam jeszcze nawet nie wie, że zmienił historię kryminologii, że nie było przed nim kogoś takiego i że zapisze się na zawsze w historii.

O sporcie: „Nigdy nie oglądałem piłki nożnej. Ani piłki nożnej, ani hokeja.”

O podróżach: „Chciałbym mieszkać w Meksyku. Po pierwsze, jest tam ciepło, a po drugie są tam lasy. Może tam miałbym inne życie niż tutaj… (po tym jak reporter zwrócił mu uwagę, że w Meksyku nie ma lasów, powiedział: ) Chcesz mi powiedzieć, że tam nie ma dżungli? Jak powiedział Freddy Kruger: ‘Ulica Wiązów istnieje w każdym mieście.’”

O życiu w więzieniu: „Szare dni. Wszystkie doznania są wyblakłe. Wszystkie kolorowe doznania pozostały na zewnątrz. (…) Najtrudniejsza rzecz? Niemożność decydowania o samym sobie. Służalcza podległość Panu Dowódcy. Ciężko zaakceptować fakt, że jest to dożywocie. Moja opinia jest subiektywna, ale uważam, że dożywocie to coś nienaturalnego.”

O swoich motywach: „Uważałem się za obcego. I byłem żywy, chciałem zabawy. Ale wszyscy mnie odepchnęli. Moje zbrodnie nie były morderstwem. To było przeznaczenie, ręka Boga… Zabijałem, bo nie miałem innego wyjścia. (…) Gdybym mógł naprawić moje dzieciństwo i młodość, nie popełniłbym morderstw, nie byłoby to konieczne… I nie chodzi o rodzinę. Moja rodzina była całkiem normalna, chociaż mieliśmy ciężko. To społeczeństwo mnie uszkodziło.”