Na gorącym uczynku

Kunowski1To ja, twój tata! Otwórz drzwi!” – Trajce Konev pukał w zamknięte drzwi swojego domu na przedmieściach Londynu. Jego 12-letnia córka, Katerina, była w domu sama. Mężczyzna nie miał pojęcia, dlaczego mu nie otwierała.

Był 22 maja 1997 roku, minęły dwa lata od czasu, kiedy Konev, macedończyk z pochodzenia, przyjechał ze swoją rodziną do Anglii. Byli uchodźcami w wojnie etnicznej na Bałkanach. Wszyscy razem dopiero uczyli się języka angielskiego – żona Zaklina, 6-letni syn Christian oraz córka Katerina, urocza, żywa nastolatka o długich ciemnych włosach, jasnym uśmiechu i brązowych oczach.

Konev uczęszczał wówczas do lokalnego college’u i spóźnił się do domu, ponieważ tamtego dnia miał egzamin. Jak potem tłumaczył: „Jechałem szybko na rowerze, bo to był pierwszy raz, kiedy moja córka została sama w domu po szkole. Spodziewałem się, że wszystko będzie w porządku.” Ale nie było. Dziewczynka nie otwierała drzwi.

„Na początku myślałem, że może się przebiera, więc poczekałem kilka minut.” Następnie, Konev spojrzał przez dziurkę od klucza i zobaczył tornister córki leżący na podłodze. Uklęknął i spojrzał przez szparę pod drzwiami. „Zobaczyłem parę czarnych męskich butów. Byłem w szoku. Wiedziałem, że ona tam była. Wiedziałem, że coś się stało.” Konev uderzył barkiem w drzwi, ale nie przyniosło to żadnego rezultatu, więc pobiegł dookoła domu i zobaczył mężczyznę wychodzącego przez okno. „Stanęliśmy twarzą w twarz. Zauważyłem małą kroplę krwi po lewej stronie jego twarzy. Gapił się na mnie. Zapytałem go, co robił w moim domu. Był spokojny, nic nie powiedział. Spojrzał na mnie tylko i rzucił się do ucieczki. Ruszyłem za nim.”

Wołanie o pomoc

Konev gonił intruza przez jakiś czas, jednak mężczyźnie udało się odwrócić sytuację przez wołanie o pomoc, kiedy ten go wreszcie dopadł. Zareagowali na to dwaj okoliczni robotnicy i kazali Konevowi się wycofać. Napastnik pobiegł dalej i wpadł na maskę samochodu marki Fiat. Kierowcą była Christina Kearney, która twierdziła, że krzyczał „Pomocy, pomocy, zadzwońcie na policję!” Nagle wyciągnął nóż, kazał kobiecie wysiąść z auta, a następnie zbiegł.

W międzyczasie, Konev, zamiast spróbować wyjaśnić sytuację interweniującym robotnikom swoją łamaną angielszczyzną, pobiegł do domu i zadzwonił na policję. Staranował krzesło, które blokowało drzwi i znalazł Katerinę nieprzytomną na podłodze. Została uduszona kawałkiem sznura. Był on tak mocno związany, że Konev nie był w stanie rozerwać go gołymi rękoma. Wziął więc nóż i rozciął więzy. „Zacząłem płakać i krzyczeć jej imię„. – relacjonował później Konev.

W tym samym czasie, na miejsce przybył policjant i próbował reanimować dziewczynę. Na daremno. Nic nie można już było dla niej zrobić.

Sprawa się przedawnia

W jakiś sposób Trajce Konev stał się pierwszym podejrzanym w sprawie. Policja nie chciała wierzyć w jego historię o gonitwie za napastnikiem i musiał pozostać w kajdankach, kiedy był przesłuchiwany. Gdy Zaklina Konev przyjechała na posterunek i zobaczyła męża za kratami, w więziennym ubraniu, od razu wysunęła błędne wnioski: „Co zrobiłeś naszej dziewczynce?” – pytała. W jej oczach sam fakt, że jej mąż został uznany za podejrzanego w śledztwie, musiał oznaczać, że był winny.

Konev powiedział później: „Pamiętam tylko jak uderzałem głową w ścianę w mojej celi. Nie wierzyłem w to, co się działo. Musieli myśleć, że byłem szaleńcem. Myśleli, że zabiłem moją córkę.” Szybko oczyszczono go jednak z zarzutów dzięki dowodom: zeznaniom naocznych świadków, nagraniu z kamery wideo, która pokazywała jak gonił podejrzanego oraz odciskom palców znalezionym na oknie, przez które napastnik wychodził.

Policjanci znaleźli także inną wskazówkę, która wydawała się być bardzo ważna: pojedynczy włos na swetrze Kateriny, który z pewnością nie należał do niej. W toku śledztwa odkryto, że ten sam mężczyzna, który zabił Katerinę wcześniej napastował trzy inne nastolatki z okolicy. Każda z nich miała długie, ciemne włosy, zupełnie jak Katerina. Przypuszczano, że śledził dziewczynkę, kiedy wracała do domu, upewnił się, że była sama i wtedy zapukał do drzwi. Katerina otworzyła, prawdopodobnie myśląc, że był to jej ojciec.

Wydawało się, że nie będzie trudno rozwiązać tę sprawę, mając dowody oraz świadków. Jednak śledztwo utkwiło w martwym punkcie. Morderca wtopił się w siedmiomilionowy tłum mieszkańców Londynu. Jednak nie ukrywał się zbyt dobrze, ponieważ w ciągu miesiąca od zabójstwa trafił do aresztu.

Same dowody nie są w stanie sprawić, że przestępcy zostaną ukarani. Kompetentni śledczy używają dowodów, aby rozwiązywać sprawy karne. Niestety dla bliskich Kateriny, w tej sprawie brakowało kompetencji, pomimo doskonałej reputacji londyńskiej policji. Jednak morderca był przyzwyczajony do niekompetencji organów ścigania, ponieważ już wcześniej udawało mu się uciekać od wymiaru sprawiedliwości na terenie niemal całej Europy.

Mordercą był Polak, Andrzej Kunowski, którego przestępcza kariera jako gwałciciela trwała już od 30 lat.

Synek mamusi

Kunowski urodził się jako Andrzej Klembert w Warszawie, w 1956 roku. Było to zaraz po podpisaniu Układu Warszawskiego, który ukrył Polskę za żelazną kurtyną. Był jedynakiem, a jego rodzice byli dość dziwnymi ludźmi. Kradli wszystko, co tylko wpadło im w ręce. Można powiedzieć, że właśnie przez to Kunowski miał trudne dzieciństwo.

W wieku 2 lat wylądował w sierocińcu, ponieważ jego matka, ojciec oraz babka ze strony matki trafili do więzienia. Jego dziadek był zamknięty w szpitalu psychiatrycznym i miał na swoim koncie napaści na tle seksualnym. Kiedy Elżbieta Klembert wyszła na wolność, odzyskała syna, rozwiodła się z mężem i wyszła za mąż za murarza, Stefana Kunowskiego. Osiedlili się w Mławie, położonej 130 kilometrów od Warszawy, posiadającej zaledwie 30 tysięcy mieszkańców, która znana była z produkcji butów, mleka oraz mięsa.

Mława miała za sobą trudną historię. W czasie drugiej wojny światowej eksterminowano siedem tysięcy Żydów pochodzących z Mławy. Kiedy garstka żydowskich rozbitków wróciła do domu w 1946 roku, byli zszokowani faktem, że Polacy z Mławy rozkopali groby na Żydowskim cmentarzu i zabrali stamtąd złote zęby, biżuterię oraz inne drogocenne rzeczy. Spoczywające tam szczątki ułożono na stertach i pozostawiono, aby tak gniły. Nienawiść do Żydów w Mławie była tak silna, że kilkakrotnie niszczono ustawiony tam pomnik dla ofiar Holokaustu.

Dorastający tam w latach 60tych Andrzej postrzegany był jako maminsynek. Kiedy inne dzieci się z niego śmiały, Kunowski reagował z wściekłością, która wydawała się nieproporcjonalna do otrzymanej obrazy. Był drobnym dzieckiem z mocnymi pięściami. W czasie bijatyk, Andrzej mocno ściskał swoich wrogów, dopóki nie krzyczeli z bólu. Miał także zwyczaj obmacywania wzrokiem ładnych dziewczyn. Podobno robił to z przerażającym błyskiem w oku, jak gdyby był w transie.

Andrzej, jeszcze jako nastolatek, zaczął także kraść. Być może ta skłonność została mu przekazana w genach. W wieku 13 lat, wylądował w poprawczaku, gdzie jego problemy jeszcze bardziej się nasiliły.

Doktorek

Andrzej Kunowski zaczął napadać na dziewczyny i kobiety zaraz po tym jak wypuszczono go z ośrodka poprawczego. Od początku wydawał się być najbardziej przerażającym typem seksualnego napastnika. Jego ataki nie były powodowane okazjonalnym, przypadkowym impulsem. Były kompulsywne i powtarzały się.

Większość jego ofiar miała kilkanaście do dwudziestu kilku lat. Najstarsza ofiara miała 41 lat, mimo, że większość z jego starszych celów wyglądała na młodsze niż w rzeczywistości. W swoim życiu zaatakował co najmniej trzy jedenastolatki.

Jego standardowym modus operandi było śledzenie ładnych nastolatek w drodze do domu ze szkoły. Jeżeli widział, że dziewczyna szła do pustego domu, który zamknięty był na zamek zapadkowy, włamywał się do środka i atakował ją. W niektórych przypadkach, ofiary zostały zaciągnięte w krzaki lub na odludne pola.

Jego ataki polegały na jego sile. Był brutalnym typem napastnika, nie takim uprzejmym jak choćby amerykański seryjny morderca Ted Bundy. Na pewno też nie był tak przystojny jak Bundy. Kunowski łysiał, miał nadwagę i jedynie 165 centymetrów wzrostu. Często nosił tupecik oraz buty na koturnie, aby ukryć swoje mankamenty urody.

Kunowski jednak dużą wagę przywiązywał do schludnego wyglądu – jego koszula zawsze była dokładnie włożona w spodnie, a buty wypolerowane były na najwyższy połysk. Nie oszczędzał też na wodzie kolońskiej. Miał dziwnie formalny styl bycia – zawsze kłaniał się i stukał obcasami, kiedy poznawał kogoś nowego. Nadano mu przydomek „mały doktor”.

Historia gwałtów

Kunowski nie był zbyt bystrym przestępcą. Jednak wcale nie musiał taki być, aby nie zostać złapanym, jak pokazuje lista gwałtów, które popełnił.

Jego pierwszy gwałt odnotowano w czerwcu 1973 roku, kiedy to zaczepił swoją sąsiadkę z Mławy. Zaciągnął ją w krzaki i rzucił się na nią. Ofiara znała Kunowskiego, więc wskazała go jako sprawcę bez żadnych wątpliwości. Dwie inne nastolatki oskarżyły go o podobne ataki, jednak został sądzony tylko za jeden z nich i wysłany do więzienia na trzy lata.

16 lipca 1977 roku, miesiąc po zwolnieniu z więzienia, uderzył ponownie, atakując młodo wyglądającą 24-latkę. Dusił kobietę dopóki nie straciła przytomności i prawdopodobnie by ją zabił, gdyby nie zainterweniowali świadkowie. Po tym zdarzeniu spędził w więzieniu niespełna dziewięć miesięcy, a następnie podróżował pomiędzy Mławą i Warszawą w poszukiwaniu kolejnych ofiar.

12 kwietnia 1978 roku próbował zgwałcić 22-letnią kobietę, której udało się, na szczęście, uciec. Później, tego samego dnia, zgwałcił 27-latkę. 23 czerwca obrabował i zgwałcił 22-latkę, zaciągając ją w krzaki. Osiem dni później zgwałcił 16-latkę, a następnie 12-latkę. Wydaje się, że w tamtym czasie jego brutalne ataki stały się częstsze. Większość jego gwałtów, do których doszło po lipcu 1978, kończyło się duszeniem ofiary. Często zostawiał ofiary nieprzytomne, chociaż żadna z nich nie zmarła.

Eksperci uważają podduszanie i duszenie za niezwykłą przestępczą patologię. Jest to uważane za najbardziej intymny rodzaj ataku lub zabijania – bardziej osobisty i bezpośredni niż użycie broni lub noża. Ponadto, daje napastnikowi niesłychane poczucie dominacji i kontroli.

4 sierpnia Kunowski poddusił i zgwałcił 19-latkę, po tygodniu zrobił to samo z 22-latką, 6 września zaatakował 20-latkę, dwa dni później 17-latkę, a 20 września kolejną 17-latkę. W październiku 1978 roku zgwałcił, obrabował i poddusił przynajmniej cztery kobiety w przeciągu jednego tygodnia – były w wieku 17, 20, 28 i 30 lat. W listopadzie zaatakował cztery kolejne kobiety, w wieku 19, 21, 15 i 11 lat – ostatnia była jego najmłodszą ofiarą. 14 grudnia zgwałcił i poddusił 16-latkę, a trzy dni przed Bożym Narodzeniem napadł na kolejną 11-latkę. 25 stycznia 1979, Kunowski ukradł samochód, którego użył do napaści kolejnego dnia. Wtedy to okradł i próbował udusić 41-letnią kobietę, okradł i napastował inną 36-latkę, a następnie zgwałcił, okradł i dusił 20-letnią kobietę.

Pobyt w więzieniu

W końcu, polskiej policji udało się go złapać i wsadzić do więzienia. Ale jego napaści seksualne miały miejsce nawet tam. 24 lutego zmusił współwięźnia z celi do seksu oralnego, a następnie, 1 marca, zgwałcił drugiego kolegę ze swojej celi.

Wydawało się niezwykłe, że polski wymiar sprawiedliwości nie był w stanie aresztować dwukrotnie już wcześniej skazanego gwałciciela, kiedy przebywał i dokonywał przestępstw na wolności. Jednak to nie był koniec rażących pomyłek polskich władz. 25 kwietnia 1979, Kunowski w jakiś sposób uciekł z więzienia. Sześć tygodni później zgwałcił 13-latkę, którą śledził, gdy wracała ze szkoły. Aresztowano go następnego dnia i zwrócono do więzienia, ale po raz kolejny uciekł z niego w sierpniu. Zanim ponownie go aresztowano, zgwałcił nie jedną kobietę.

W końcu, stawił czoła długiej liście zarzutów, dotyczących przestępstw, które popełnił, w tym 17 napaści na tle seksualnym oraz 8 prób gwałtów. Prokurator, Waldemar Smarzewski, wnioskował o długi wyrok, wiedząc, że Kunowski miał małe szanse na resocjalizację. „Postawiono mu 70 zarzutów, od gwałtów, przez próby gwałtu, lubieżne czyny na dzieciach, zagrożenie życia dziecka oraz próba zabójstwa. To była bardzo ważna i niebezpieczna sprawa z powodu liczny ofiar i tego, co im uczynił. Chciałem odseparować go od społeczeństwa na dłużej, ponieważ był bardzo niebezpieczny. Byłem pewien, że jeśli opuści więzienie, wróci do gwałcenia, a może nawet zacznie zabijać.”

Kunowskiego skazano wtedy na 30 lat pobytu w więzieniu. W końcu wydawało się, że polskie kobiety i dzieci będą bezpieczne. Jednak stało się coś, co zmieniło sytuację. Kiedy w 1989 roku upadł w Polsce komunizm, niemal modne stało się wypuszczanie więźniów na wolność. Andrzej Kunowski oczywiście na tym skorzystał. Zwolniono go za dobre sprawowanie w 1991 roku, po odsiadce niespełna sześciu lat w więzieniu za napaść na 23 kobiety/dziewczyny oraz dwóch mężczyzn.

Po wyjściu na wolność ożenił się i urodziła mu się córka. Znalazł pracę jako sprzedawca kosmetyków i wydawał się być zresocjalizowany. Jednak nie trwało długo, zanim jego stare nawyki dały o sobie znać.

Znów na wolności

12 sierpnia 1992 roku, Kunowski zgwałcił w Mławie 11-letnią dziewczynkę, a potem przeniósł się do Warszawy, gdzie zgwałcił jeszcze dwie nastolatki. Aresztowano go w 1993 roku, ale uciekł z więzienia i ponownie organy ścigania musiały go szukać przez dwa lata.

W marcu 1992 roku miał rzekomo porwać 14-letnią dziewczynkę, która zaginęła w czasie powrotu ze szkoły w Mławie. Dwa miesiące później, aresztowano go w Warszawie w związku z dwiema napaściami, do których doszło w kolejnych dniach – obu dokonano na nastolatkach, które były śledzone w czasie powrotu ze szkoły.

Kiedy Kunowski oczekiwał na proces, zaczął żalić się na swój stan zdrowia. Miało chodzić o przewlekły ból w jego lewym biodrze. Zdjęcia rentgenowskie nie pokazały żadnego problemu, jednak lekarze w końcu przystali na jego nalegania o operację wszczepienia endoprotezy biodra. Chyba nikt nie był bardziej zdziwiony od samego Kunowskiego, kiedy w czerwcu 1996 roku polskie władze ogłosiły, że zostanie tymczasowo wypuszczony z więzienia ze względów zdrowotnych, aby oczekiwać na operację. Okazało się, że jego biodro chyba wcale nie było w najgorszym stanie, ponieważ nadal potrafił uciekać od sprawiedliwości. Sprzedał swoje mieszkanie i kupił fałszywy paszport. W Warszawie wsiadł do autobusu i przejechał granice północnej Europy, przez Niemcy, Belgię, Francję, gdzie wsiadł na prom do Anglii. 15 października 1996 roku dotarł do Londynu.

Nikt go tam nie zauważył. Ponad 300 tysięcy ludzi przewija się każdego dnia po tamtejszych stacjach autobusowych, pociągowych i metra. Był to szczytowy okres emigracji Polaków do Wielkiej Brytanii za chlebem, dlatego Kunowski tak łatwo mógł wtopić się w tłum.

Kiedy polskie władze zdały sobie sprawę, że Kunowski wyjechał, wystawiono międzynarodowy list gończy przez Interpol. Jego zdjęcie i odciski palców zostały udostępnione w bazie danych Interpolu dla wszystkich 125 państw członkowskich, w tym dla Wielkiej Brytanii. Jednak Kunowskiemu nie pobrano odcisków palców, kiedy przyjechał na Wyspy, więc tamtejsze władze nie mogły wiedzieć, że na ich terytorium pojawił się znany seksualny przestępca.

Miał czystą kartę, więc z łatwością mógł tam znaleźć tam nowe ofiary.

Ucieczka

Napaść na Katerinę Konev, 219 dni po tym jak Kunowski przybył do Anglii, nie poszła tak jak planował. Najpierw Kunowskiemu przeszkodził ojciec dziewczynki. Mały doktorek musiał zaniechać ataku, zanim osiągnął chore seksualne spełnienie, które osiągał przez duszenie. W dodatku istnieli świadkowie, którzy mogli sprawić, że zostałby zidentyfikowany. Byli nimi Trajce Konev, dwaj robotnicy oraz Christina Kearney, właścicielka skradzionego samochodu.

Mieszkał w Acton, zaledwie kilka mil od miejsca zbrodni, do której doszło w Hammersmith. Błędnie założył, że świadkowie i dowody mogą szybko doprowadzić Scotland Yard do drzwi jego domu. Zdecydował się więc opuścić miasto. W dzień po morderstwie, Kunowski zdał pokój w Acton i uciekł na wieś, podejmując pracę na farmie truskawek w Ledbury, na zachód od Londynu. Jednak jego słaby genetyczny punkt, czyli pociąg do kradzieży, kosztował go pracę zaledwie po miesiącu. Został oskarżony o kradzież gotówki z biura zarządcy farmy.

Był dosyć dziwny, typ samotnika, jak przypuszczam” – powiedział o nim manager farmy Glyn Lewis. „Mieliśmy setki różnych pracowników na farmie, ale on utknął mi w pamięci.”

Aresztowano go za kradzież i zdecydowano się go deportować, kiedy okazało się, że przebywał w Wielkiej Brytanii nielegalnie. Najpierw twierdził, że miał portugalskie obywatelstwo, ale potem przyznał się, że był Polakiem. Miał jednak w zanadrzu jeszcze jeden trik: złożył wniosek o udzielenie mu azylu ze względu na warunki ekonomiczne. Kiedy rozpatrywano jego prośbę, jeszcze raz mógł cieszyć się wolnością.

Jego wniosek odrzucono na jesieni 1997 roku. Do tego czasu Kunowski wtopił się w tłum mieszkańców Londynu. Po tym, jak go aresztowano, nie zdjęto mu odcisków palców, ani nawet nie zabrano próbki DNA.

Fuszerka

W 1998 roku brytyjskie władze imigracyjne otrzymały od Kunowskiego list, z którego wynikało, że wrócił do Polski. Korespondencję wysłano z Polski, ale prawdopodobnie zrobiła to jego matka. Władze nadal uważały go za zbiega, chociaż nie wkładano żadnych wysiłków w znalezienie go. To mogło być zbyt trudne, ponieważ Doktorek prawdopodobnie nigdy nie wyjechał z Londynu.

Tak naprawdę, wystarczyło tylko odszukać należące do niego dokumenty wynajmu auta i mieszkania. Posiadał samochód marki Renault, który zarejestrował i ubezpieczył. Jego matka przyjeżdżała do jego mieszkania w Acton w odwiedziny co najmniej trzykrotnie pod koniec lat 90tych. W 2001 roku brytyjscy podatnicy zapłacili za jego operację wszczepienia bajpasów w szpitalu Hammersmith, położonym dosłownie rzut beretem od domu, gdzie udusił Katerinę Konev. W lipcu 2002 roku, Kunowski został aresztowany za kradzież świadczeń zdrowotnych i podszywanie się po Jose Marco da Dias. Jednak i tym razem został zwolniony, jeszcze zanim ktokolwiek powiązał go ze sprawą zabójstwa Konev lub jego przestępczą karierą w Polsce.

Wyrok

Kolejne przestępstwo, którego dokonał, w końcu przyniosło mu zasłużoną nauczkę. 22 września 2002 roku, Kunowski włóczył się po londyńskim metrze, prawdopodobnie szukając potencjalnych ofiar. Zauważył młodą kobietę, która niedawno przyjechała z Korei, a która wyglądała młodziej niż na swoje 21 lat. Kunowski przysunął się do niej na tyle blisko, żeby zobaczyć, że oglądała ogłoszenia o wynajmie pokojów. Zaczął z nią rozmawiać, chociaż jej angielski był na jeszcze gorszym poziomie, niż jego. Kunowski wyjaśnił, że mógłby pomóc jej znaleźć tani pokój w jego akademiku w Acton, a ona zgodziła się tam z nim pójść. Kiedy byli w jego pokoju, Kunowski zaatakował. Związał kobietę i brutalnie gwałcił przez trzy godziny.

Jak później powiedziała, dusił ją aż do utraty przytomności. Udało jej się wydostać, kiedy obiecała mu telefon następnego dnia, aby zaplanować kolejne spotkanie. Jak już wiemy, nie był zbyt sprytnym przestępcą. Zamiast umówić się z nim na drugą randkę, ofiara udała się na policję, a Kunowski został aresztowany i oskarżony o gwałt.

W czasie procesu w maju 2003 roku, Kunowski twierdził, że seks uprawiali za zgodą kobiety – miało to być podziękowanie za znalezienie mieszkania. Sędzia odrzucił to zeznanie jako absurdalne, a Kunowski został skazany na 9 lat pozbawienia wolności. Jednak nawet wtedy Brytyjczycy nie mieli powodu by wierzyć, że Kunowski był seryjnym gwałcicielem i mordercą.

Dopiero po wydaniu wyroku w tamtej sprawie, wyszła na jaw skala jego okrucieństwa oraz bezradność władz, które pozwalały mu to robić przez lata.

DNA

Po tym, jak wysłano go do więzienia, tożsamość i DNA Kunowskiego porównano z bazą danych Interpolu. Dzięki temu polskie władze zdały sobie sprawę, że brytyjski skazaniec był seryjnym gwałcicielem, który uciekł im w czasie warunkowego zwolnienia medycznego.

Scotland Yard porównał próbkę DNA Kunowskiego z próbką zebraną z miejsca gwałtu w 1995 roku na jednej z nastolatek w Warszawie. Były ze sobą zgodne. To sprawiło, że brytyjska policja zaczęła szukać nierozwiązanych spraw gwałtów na nastolatkach. W ciągu kilku dni, zarówno DNA, jak i odciski palców, połączyły Andrzeja Kunowskiego z zabójstwem Kateriny Konev. Był za to sądzony 29 lipca, 2003 roku.

Kunowski twierdził, że dopasowanie DNA było wynikiem błędu. Jednak zarówno fizyczne dowody, jak i zeznania świadków, w tym Trajce Koneva, pogrążyły go totalnie. Ława przysięgłych, składająca się z ośmiu mężczyzn i czterech kobiet debatowała przez mniej niż trzy godziny, aby uznać go winnym zarzucanych mu czynów, chociaż, na tamtą chwilę, nie mieli dostępu do historii jego przestępczej działalności. Nawet brytyjska prasa dowiedziała się o tym wszystkim dopiero na koniec procesu.

Jak powiedział Główny Inspektor Policji, David Little: „On jest prawdopodobnie najbardziej niebezpiecznym napastnikiem, z jakim kiedykolwiek miałem do czynienia, a na pewno mającym na swoim koncie najwięcej ofiar.” Prasa nadała mu nowy przydomek: Bestia z Polski.

Sędzia Peter Beaumont wydał maksymalny wyrok dożywotniego więzienia, uzasadniając go w ten sposób: „Byłoby poniżej moich kompetencji, gdybym w świetle otrzymanych dowodów o pana czynach zarówno z Polski, jak i z tego kraju, nie upewnił się, że spędzi pan reszty swojego życia w więzieniu. Zabrał pan życie dziecka, które dopiero zaczynało się cieszyć tym, co ten kraj ma do zaoferowania, po tym jak uciekło z rodziną jako wojenny uchodźca. Jej życie niosło ze sobą wiele wspaniałych obietnic. Pan zakończył je w okolicznościach przemocy i strachu.”

Niepokoje

Brytyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przyznało, że było „niepokojące”, iż Kunowski nie został zdemaskowany całe lata wcześniej.

Starającym się o azyl są obecnie pobierane odciski palców i są dokładnie prześwietlani przez Interpol, chociaż brytyjskie prawo nadal nie wymaga pobierania próbek DNA od nielegalnych imigrantów.

Inspektor Little bronił brytyjskiego systemu sprawiedliwości. Powiedział, że Kunowskiemu udało się prześlizgnąć przez jego luki, ponieważ, jako nielegalny przybysz zza granicy, był niewidzialny dla systemu. „Jeśli dana osoba nie istnieje, nie można doprowadzić jej do wymiaru sprawiedliwości.” – mówił. Little powiedział także, że teraz Kunowski został dokładnie prześwietlony w związku z wieloma innymi nierozwiązanymi sprawami gwałtów oraz morderstw na kobietach. I mimo, że nie został z całą pewnością przypisany do żadnej z tych spraw, jego przestępcza przeszłość nie pozostawia wątpliwości, że pozostaje odpowiedzialny za wiele innych przestępstw na tle seksualnym w tamtym czasie w Wielkiej Brytanii.

Reakcja z Polski

Polski rząd wydał oświadczenie, w którym wyznał, że chciałby postawić w stan oskarżenia Kunowskiego, jeśli ten kiedykolwiek zostałby zwolniony z więzienia w Wielkiej Brytanii. Jednak mało prawdopodobne jest, że tamtejsze władze oddałyby go do kraju, którego wymiar sprawiedliwości nie potrafił go złapać i pozwalał mu uciekać tyle razy.

Wiedziałem, że uderzy ponownie” – powiedział prokurator Waldemar Smarzewski. „Powinien był pozostać za kratami do końca swojego życia. Przykro mi, że temu psychopacie w ogóle udało się zbiec do Wielkiej Brytanii.”

Jego matka, Elżbieta Kunowska, tak broniła syna w wywiadzie dla Daily Mail: „Jest chory, a nie zły. Potrzebuje leków i opieki psychologicznej. … Jest moim synem i go kocham.” Powiedziała, że często rozmawiali przez telefon, a jej syn zawsze chwalił brytyjski system więziennictwa za dobre jedzenie i opiekę medyczną. Nie wspomniał jednak czy nadal odczuwa ból lewego biodra, w które miała być wszczepiona endoproteza.

Zrujnowane życie

Zabójstwo Kateriny Konev rozbiło jej rodzinę.

W swoim oświadczeniu podczas procesu Kunowskiego, Zaklina Konev powiedziała: „Niemożliwym jest dla mnie zrozumieć jak mógł przyjechać do Wielkiej Brytanii, aby popełnić tę zbrodnię. (…) Mam nadzieję, że ten okrutny morderca spłonie w piekle. Nie wystarczy dla mnie to, że jest w więzieniu. Mam nadzieję, że będzie cierpiał przez każdą minutę do końca swojego życia.”

Rodzice dziewczynki rozstali się w 2000 roku, cztery lata po jej zabójstwie. Trajce Konev powiedział, że nie mogli pokonać bariery, którą postawiła jego żona twierdząc początkowo, że to on zabił ich córkę. „Straciłem moją córeczkę. Moja żona obwiniła o to mnie, a mój 6-letni syn mnie znienawidził.” – powiedział w jednym z wywiadów. „Już nigdy nie było tak samo. Złość i nienawiść kierowana w stosunku do mnie była nie do zniesienia. Cały czas kłóciliśmy się z żoną. I to z bardzo błahych powodów – cokolwiek, co przypominało nam o bólu po stracie Kateriny prowadziło do awantury. Często mówiłem żonie, że jej nienawidzę. To było okropne. Czułem się jakbym oszalał z żalu. W końcu, nie mogliśmy już siebie znieść i postanowiliśmy się rozstać.”

Konev, który z zawodu jest projektantem stron internetowych, powiedział, że próbował popełnić samobójstwo, jednak postanowił żyć dla swojego syna. Powiedział także, że poczuł ulgę po tym, jak Kunowski dostał dożywocie: „W końcu pokonałem diabła. Wiem, że teraz ten mężczyzna już nigdy nie zrobi nic złego żadnej kobiecie.

Zaklina Konev powiedziała, że żal wisi nad nią i jej rodziną jak czarne chmury. Chętnie opowiada o tym, jak na Święta Bożego Narodzenia kupuje córce prezenty i przeprowadza z nią w myślach rozmowy: „Mówię do niej każdego dnia. Zawsze mówimy dobranoc naszym dzieciom, nieprawdaż? Więc ja zawsze mówię dobranoc mojej córeczce.”

 

 

Kunowski wyrok odsiadywał w więzieniu Frankland, w miejscowości Brasside. Zmarł 23 września 2009 roku z powodu niewydolności serca.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *