Nocny gość

Pewien nowoorleański fryzjer, nazwiskiem Andrew Maggio, właśnie otrzymał wezwanie do wojska. Był 22 maja 1918 roku i wszyscy koncentrowali się na I wojnie światowej. Andrew nie bardzo chciał iść na wojnę, więc wyszedł tamtej nocy żeby się napić. Kiedy, tuż przed drugą nad ranem, wrócił do mieszkania, które dzielił ze swoim bratem Jake’m, ogarnęło go przeczucie, że stało się tam coś strasznego. Jednak w tamtym momencie, z powodu ilości wypitego alkoholu, nie był za bardzo w stanie skupić się na czymkolwiek, czego później bardzo żałował. Wezwanie do wojska wydawało się być niczym, w porównaniu z tym, czego miał doświadczyć tamtej nocy.

Pokoje Jake’a oraz Andrew przylegały do pomieszczeń zamieszkiwanych przez ich brata, Josepha, oraz jego żonę, Catherine. Jak podają źródła, rankiem 23 maja, Jake Maggio obudził się około godziny czwartej. Zdał sobie sprawę, że zbudziły go dobiegające zza ściany odgłosy przypominające jęki. Dochodziły one z pokoju, w którym spali Joseph i jego żona. Jake wstał i zapukał w ścianę, aby sprawdzić czy wszystko u nich w porządku, jednak nie było żadnej odpowiedzi. Zapukał więc jeszcze raz, tym razem mocniej. I tym razem bez odpowiedzi. Zmartwiony, próbował obudzić Andrew, jednak nie było to łatwe, gdyż ten był zbyt zamroczony wypitym alkoholem. Gdy, w końcu, mu się to udało, wspólnie udali się na zwiady. Przy tylnym wejściu do budynku znaleźli ślady włamania – z drzwi wyrwano jedną z desek, która leżała teraz na podłodze obok narzędzia, którym tego dokonano.

Weszli do środka, przeszli przez kuchnię, minęli łazienkę i skierowali się w stronę pokoju Josepha. Ujrzeli go leżącego na łóżku, z nogami ułożonymi na boku, a Catherine leżała częściowo na nim. Kiedy Joseph zobaczył braci, próbował wstać, ale był tak słaby, że spadł z łóżka. Podbiegli do niego i odkryli, że na głowie miał głębokie rany cięte. Właściwie to cudem było, że nadal żył. Catherine była martwa, leżała w kałuży krwi. Natychmiast wezwali policję.

Jako pierwszy na miejsce przyjechał kapral Arthur Hatener, jeszcze przed przybyciem karetki. Niestety było już za późno – Joseph Maggio także zmarł. Kiedy Hatener oczekiwał na wsparcie, przesłuchał braci ofiary, a następnie rozejrzał się po domu.

Nazajutrz, lokalna prasa opublikowała reportaż dotyczący zdarzenia, które miało miejsce w domu rodziny Maggio, łącznie z fotografiami miejsca zbrodni, czyli sypialni. Joseph i Catherine byli małżeństwem od 15 lat, prowadzili niewielki sklepik oraz bufet na rogu ulic Upperline i Magnolia. Śledztwo policji wskazywało na podwójne morderstwo, dokonane z zimną krwią.

W czasie oględzin na miejscu zbrodni, śledczy Hatener odkrył leżącą na podłodze łazienki. stertę męskich ubrań. W wannie zauważył siekierę. Wyglądało na to, że została wyczyszczona ze śladów, chociaż niezbyt dokładnie, ponieważ na jej ostrzu oraz na brzegach wanny nadal widoczne były pojedyncze krople krwi. W sypialni Hatener dokonał kolejnego odkrycia. Na łóżku, pośród krwi, leżała brzytwa, dokładnie taka, jakich używali fryzjerzy. Napastnik najprawdopodobniej dostał się do budynku wyłamując deskę w jego drzwiach kuchennych. Następnie, morderca udał się prosto do sypialni. Uderzył panią Maggio siekierą w głowę, a następnie użył brzytwy, aby podciąć jej gardło, prawie odcinając jej w ten sposób głowę. Josepha Maggio uderzył tą samą siekierą. Ponieważ Joseph leżał na łóżku przygnieciony ciałem żony, mogło wydawać się że został uderzony jako drugi, jednak biorąc pod uwagę pozycję Catherine na nim, mogło też być zupełnie na odwrót. Trudno było dokładnie określić co się tam stało.

Kiedy na miejsce przybył koroner, stwierdził, że zgon Catherine prawdopodobnie nastąpił kilka godzin wcześniej, między drugą a trzecią nad ranem. Gdy wynoszono z domu zwłoki ofiar, na zewnątrz zebrał się spory tłum gapiów. Kobieta, która mieszkała nieopodal wyszła z domu, aby powiedzieć śledczym, że we wczesnych godzinach porannych widziała na zewnątrz Andrew. Jake i Andrew zostali zabrani na przesłuchanie. Przysięgali, że byli niewinni, ale i tak ich aresztowano.

Wtedy policjanci odkryli, że brzytwa, której użyto do podcięcia gardeł ofiar należała do Andrew. Jeden z jego pracowników rzekomo widział, jak Andrew zabierał ją tamtego dnia ze swojego salonu fryzjerskiego. Widocznie zdenerwowany, Andrew przyznał, że przyniósł ją do domu, w celu naprawy.  Sprawy źle dla niego wyglądały – znalazło się dwóch świadków oraz ważny dowód, które wskazywały na niego jako na sprawcę. 26 maja, dwa dni po jego aresztowaniu udzielił wywiadu lokalnej gazecie, żaląc się jak wiele wycierpiał w czasie pobytu w areszcie: „To okropne zostać oskarżonym o zabójstwo własnego brata, kiedy twoje serce jest złamane przez jego śmierć. I kiedy za chwilę mam ruszyć na wojnę. Bardzo dużo piłem. Byłem zbyt pijany, aby móc słyszeć jakikolwiek dźwięk za ścianą.” Mimo, że nie wspomniał o tym wcześniej, zeznał, że około 1:30 rano zauważył mężczyznę idącego w stronę domu jego brata. Jednak policjanci mu nie wierzyli.

W domu znaleziono otwarty sejf, co wskazywało na motyw kradzieży, jednak nikt nie wziął pieniędzy spod poduszki Josepha, ani z szafek. Biżuterii Catherine także nikt nie ruszył. Znaleziono tylko pusty sejf. Bracia powiedzieli, że Joseph zawsze trzymał sejf zamknięty, jednak nie było śladów wskazujących na to, że jego drzwi zostały otworzone siłą. Śledczy ustalili, że siekiera należała do ofiar, uważano także, że morderca musiał dobrze znać okolice domu.

Koroner dokładnie zbadał rany denatów. W przypadku Josepha to uderzenia siekierą uznano za przyczynę śmierci, ponieważ wywołały pęknięcie czaszki, jednak u Catherine przyczyną zgonu było bardzo szerokie rozcięcie szyi, które sprawiło, że się wykrwawiła.

Kilka dni po tym, jak znaleziono ciała, Andrew został zwolniony z więzienia. Mimo świadków, którzy zeznali na jego niekorzyść, nie było wystarczających dowodów przeciwko niemu, a wkrótce nowe znalezisko miało wskazać na innego podejrzanego – takiego, który już wcześniej wywiódł policję w pole.

Czarna ręka

W niedalekiej odległości od małego sklepiku spożywczego, gdzie zamordowano państwa Maggio, śledczy natknęli się na dziwną wiadomość zapisaną za pomocą kredy na chodniku: „Pani Maggio nie pójdzie dzisiaj spać, tak jak pani Toney.” Dokładnie skopiowano treść tej wiadomości. Pismo przypominało dziecięce, co wydawało się być ważną wskazówką, ale w tamtym momencie nikt nie wiedział co dalej z tym zrobić. Niektórzy twierdzili, że napisał to wspólnik, aby ostrzec mordercę, że pani Maggio czuwała. Po dokładniejszym przyjrzeniu się sprawie, w końcu zauważono możliwe wspólne ogniwo wiążące wcześniejsze zbrodnie, których dokonano w tamtej okolicy.

W 1911 roku, siedem lat wcześniej, zdarzyły się dwa lub trzy inne okrutne morderstwa dokonane przy użyciu siekiery. Ofiarami byli właściciele sklepików spożywczych o włoskim pochodzeniu. Ponieważ wszystkie ofiary posiadały własne sklepy spożywcze, miały włoskie korzenie, umarły w łóżkach i zostały zabite siekierą po włamaniu przez wyrwanie deski w tylnych drzwiach ich domów, wydawało się logiczne, że mogła to zrobić ta sama osoba – chociaż żadna z tych spraw nie została rozwiązana.

Śledczy oczywiście skupili się na nazwisku, które zapisano w tajemniczej wiadomości, aby dostrzec jakieś powiązanie. Według danych z tamtego czasu, pierwsza ofiara nazywała się Cruti (bez żony), druga Rosetti (zabity z żoną), a trzecia Schiambra (także zabity z żoną). Imię ostatniego z wymienionych mężczyzn brzmiało Tony, więc policjanci zastanawiali się czy nie miało to związku z „panią Toney” z wiadomości. Być może to kobiety, a nie mężczyźni byli głównymi celami mordercy.

Nie trwało długo, zanim ludzie ze społeczności włoskiej zaczęli mówić o możliwych porachunkach mafijnych. Ofiary miały włoskie pochodzenie i być może nie płaciły swoich „długów.” Być może pożyczyli pieniądze, a potem nie byli w stanie oddać zaległości. Mafia była przecież znana z dawania ludziom nauczek za taką arogancję. Kilkoro włoskich mieszkańców Nowego Orleanu poprosiło o ochronę policji. Niektórzy napomykali coś o organizacji zwanej „Czarną Ręką”, gałęzią mafii, która mogła w 1911 roku być odpowiedzialna za wiele zabójstw.

W tamtym czasie Nowy Orlean był zdominowany przez zorganizowaną przestępczość. W roku 1890, grupa zabójców wynajętych przez mafię miała zastrzelić ówczesnego szefa policji Davida Hennessy. Podobno aresztował on ich przywódcę i groził ujawnieniem innych członków tej organizacji przestępczej. Na to nie można było pozwolić. Co prawda, podejrzani o dokonanie tamtego morderstwa zostali aresztowani, jednak sędziowie biorący udział w ich procesach sądowych zostali albo zastraszeni, albo przekupieni, więc każdy z tych ludzi pozostał bezkarny.

Mieszkańcy Nowego Orleanu byli wściekli. Zebrali się razem i ruszyli do więzienia, aby znaleźć i dokonać linczu na 11 mężczyznach, którzy, jak uważano, byli odpowiedzialni za popełnienie tamtej zbrodni. Zrobiono to, po to, aby przeciwstawić się zorganizowanej przestępczości, a nie, żeby zemścić się na konkretnych ludziach. Mieszkańcy miasta mieli dość bycia rozstawianymi po kątach i tego, że wybrane przez nich władze były zagrożone oraz skorumpowane.

Jednakże, w  1911 roku zorganizowana przestępczość nadal istniała, a „Czarna Ręka” nadal rządziła z ukrycia. Zostali tak nazwani ponieważ ci, którzy sprzeciwiali się ich żądaniom, otrzymywali wiadomości z czarnym odciskiem dłoni, która miała ostrzec ich przed strasznymi konsekwencjami. Wielu Włochów miało oddawać tej grupie przestępczej część swoich zarobków, a jeśli nie chcieli tego robić, byli ciągle zastraszani, a nawet mordowani. Wierzono, że „Czarna Ręka” oferowała swoiste kursy zabijania dla tych, którzy przysięgli im swoją lojalność, tam uczyli się zastraszać ludzi. Ponieważ zabójstwo małżeństwa Maggio bardzo przypominało serię morderstw z 1911 roku, wierzono, że mogła stać za nim właśnie mafia, a z każdym kolejnym zabójstwem, wierzono w to coraz bardziej.

Kolejny atak

Minęły dwa tygodnie od dnia, kiedy zabito państwa Maggio, więc nastroje w mieście powoli się uspokoiły. 6 czerwca, niejaki John Zanca przyjechał z dostawą pieczywa do swojego klienta, właściciela sklepu spożywczego, Louisa Besumera, jednak na miejscu zastał sklep zamknięty. To było dziwne. 59-letni pan Besumer, z pochodzenia Polak, zawsze wcześnie wstawał i oczekiwał na dostawę pieczywa.

Zanca poszedł do bocznych drzwi i zapukał. Usłyszał, że w środku ktoś był, więc odetchnął z ulgą. Wtedy Besumer otworzył drzwi, a Zanca dostrzegł, że jego twarz była pokryta krwią. Besumer powiedział, że ktoś go zaatakował i wskazał drżącą dłonią na sypialnię. Zanca wszedł do środka i zobaczył żonę swojego klienta (a raczej kochankę, jak się później okazało), leżącą na łóżku i przykrytą zakrwawioną pościelą. Miała dużą ranę głowy, a na podłodze pokoju znajdowały się krwawe ślady stóp.

Zanca chciał zawiadomić policję, ale Besumer próbował go powstrzymać, prosząc o wezwanie jego prywatnego lekarza. Jednak Zanca zadzwonił na policję oraz poprosił o przyjazd karetki dla obu ofiar.

I tym razem śledczy odkryli, że sprawca zdarzenia wszedł do domu po wyłamaniu deski w tylnych drzwiach oraz, że narzędziem zbrodni była zardzewiała siekiera. Należała do właściciela domu i znaleziono ją w łazience. Jednak Besumer nie był Włochem i mieszkał w mieście zaledwie od trzech miesięcy. Pomimo tego, że był przytomny, nie był w stanie podać ani opisu sprawcy, ani samego zdarzenia. Druga ofiara, Anna Harriett Lowe (28) została zabrana do szpitala.

Podejrzenia padły na czarnoskórego mężczyznę, który pracował u Besumera przez ostatni tydzień. Został aresztowany, jednak po przesłuchaniu go wypuszczono.

Anna, zanim umarła z powodu otrzymanych ran, była w stanie podać kilka różnych wersji tego, co się tamtej nocy stało. Najpierw powiedziała, że zaatakował ją tajemniczy „mulat”. Potem zmieniła zeznanie i oskarżyła Besumera o uderzenie jej siekierą oraz bycie częścią niemieckiego spisku – w jej mniemaniu miał być szpiegiem. W tamtych czasach było to dosyć wiarygodnym oskarżeniem. Prasa rozpisywała się, że w domu Besumera znaleziono skrzynie wypełnione tajnymi dokumentami, że jego sklep spożywczy mógł być jedynie przykrywką oraz, że miał w swoim posiadaniu listy napisane po niemiecku, rosyjsku i w języku nowohebrajskim. Znaleziono także narkotyki, a sąsiad powiedział, że oboje z żoną byli narkomanami. Do śledztwa dołączyły władze federalne, ale lokalna policja zastanawiała się, czy skłócona z Besumerem kochanka, przypadkiem nie chciała mu po prostu zrobić na złość oskarżając go.

Kiedy Besumer wyszedł ze szpitala, przyznał, że Anna nie była jego żoną, mimo, że z nią mieszkał. Wtedy poprosił o możliwość wzięcia udziału w śledztwie. To wzbudziło jeszcze więcej podejrzeń, ponieważ przecież Besumer był sprzedawcą, a nie oficerem policji. Było jasne, że chciał coś ukryć. Zaczęto zastanawiać się, czy tamten atak nie wynikał z jakiejś domowej sprzeczki, a Besumer tylko wymyślił całą historię o tajemniczym napastniku. Mimo, że już w tamtych czasach używano odcisków palców jako dowodów, nikt nie zdjął ich z domów Besumera czy rodziny Maggio. Niewiadomo co się stało z zakrwawionymi śladami stóp, chociaż oboje Lowe i Besumer twierdzili, że chodzili po pokoju po tym jak zostali napadnięci.

Besumer został oskarżony o morderstwo. Jednak z pewnością nie był Siekiernikiem z Nowego Orleanu.

Mroczna postać

Dwa miesiące po ataku na Besumera, 5 sierpnia (tego samego dnia zmarła Anna Lowe), biznesmen Edward Schneider, pracował po godzinach w swoim biurze. Kiedy wrócił wieczorem do domu, spodziewał się, że w drzwiach przywita go jego ciężarna żona. Dziecko miało urodzić się niebawem, a on chciał być przy niej i ją wspierać. Jednak, kiedy otworzył drzwi, dom wydawał się niesamowicie cichy. Zdecydowanie zbyt cichy. Zawołał żonę, jednak nie usłyszał odpowiedzi. Rozglądając się dookoła z rosnącym niepokojem, wszedł do sypialni. Na łóżku leżała jego żona. Była pokryta krwią, miała otwartą ranę głowy, a część jej zębów wybito. Edward podbiegł do niej i odkrył, że nadal żyła, więc wezwał policję oraz karetkę.

Pani Schneider leżała w szpitalu w stanie krytycznym przez dobrych kilka dni, jednak w końcu odzyskała przytomność. Niestety, nie była sobie w stanie przypomnieć szczegółów napaści. Powiedziała, że zrobiła sobie drzemkę i obudziła się widząc ciemną postać zbliżającą się do niej. Wtedy została uderzona siekierą – tylko tyle pamiętała. Na szczęście atak nie zaszkodził jej dziecku. Pozostała w szpitalu, a tydzień później urodziła zdrową córkę.

Prasa oczywiście podchwyciła historię i gazety prześcigały się w spekulacjach czy był do kolejny atak Siekiernika. Podobno kilka osób znalazło na zewnątrz swoich domów siekiery oraz dłuta, podobne do tego, którym Siekiernik wyłamywał deski w drzwiach, a inni twierdzili, że udało im się odstraszyć potencjalnego intruza.

Pięć dni po ataku na Schneiderów, 10 sierpnia, inna kobieta zobaczyła mroczną postać w swoim domu. Pauline oraz Mary Bruno tamtej nocy spały spokojnie, dopóki nie obudził ich odgłos głośnych kroków, które wydawały się dochodzić z pokoju ich wuja Josepha. Pauline usiadła na łóżku i zobaczyła ciemną sylwetkę stojącą nieopodal, więc zaczęła krzyczeć. Kimkolwiek był ten wysoki człowiek, odwrócił się i wybiegł z domu. Dziewczyna powiedziała później, że wydawało się jakby miał skrzydła: „Poruszał się niesamowicie lekko, jakby nie dotykał ziemi.” W odpowiedzi na krzyk, Joseph Romano przyszedł do pokoju, jednak był w okropnym stanie. Jego piżama pokryta była krwią pochodzącą z ran na jego twarzy. „Nie wiem kto to zrobił” – powiedział. Kazał jej zadzwonić do szpitala, a następnie upadł na podłogę. Zmarł dwa dni później.

W czasie śledztwa odkryto, że i tym razem napastnik dostał się do domu dzięki wyłamaniu deski w jego tylnych drzwiach, a w ogródku znaleziono siekierę. Jednak Romano, mimo że był Włochem, nie był sprzedawcą tylko fryzjerem.

Mieszkańcy Nowego Orleanu byli przerażeni. Było jasne, że na wolności grasował morderca, który włamywał się do domów, kiedy ich właściciele spali. Mieszkańcy poszukiwali tajemniczych postaci i zarzucali policję doniesieniami. W całym mieście dokonano mnóstwa ciekawych znalezisk. Pewien sprzedawca znalazł dłuto do drewna na podłodze za drzwiami swojego domu. Inny mówił o wyłamanej desce w drzwiach oraz siekierze w ogródku. Jeszcze inny, słysząc podejrzane dźwięki strzelił w drzwi, a kiedy na miejsce przyjechała policja, okazało się, że z pewnością ktoś próbował majstrować przy jego drzwiach.

Jednak, biorąc pod uwagę skłonność orleańczyków do opowiadania zmyślonych historii, trudno było śledczym ustalić kto mówił prawdę, a kto tylko szukał rozgłosu. Słyszeli nawet o „Siekierniku”, który chodził przebrany za kobietę. Z tego, co mogli powiedzieć, intruz nie zostawiał odcisków palców (chociaż nie wiadomo czy szukali ich inną metodą niż za pomocą wzroku) i nie było wyraźnego wzoru doboru przez niego ofiar. Wydawało się, że wybierał je przypadkowo. Większość z nich, jednak nie wszyscy, prowadzili sklepy spożywcze. Policjanci zastanawiali się czy wszystko to było dziełem jednego „degenerata” czy kilku różnych osób. Jeden z policjantów miał swoją ciekawą teorię.

Jekyll i Hyde

W 1886 roku, szkocki pisarz Robert Louis Stevenson opublikował opowieść o pewnym uczciwym człowieku, który zażywa eliksir zmieniający go w szaleńca. Zainspirowana snem opowieść ukazuje ataki potwora. Nikt nie podejrzewa doktora Jekylla, który tak naprawdę jest winny, ponieważ dla wszystkich jawi on się jako zupełnie normalny człowiek. Ta krótka opowieść wywołała międzynarodową sensację, a nawet teraz, ponad wiek później, śledczy traktują ją jako swego rodzaju przesłankę, gdy próbują opisać kogoś, kto wydaje się funkcjonować w ramach dwóch zupełnie innych osobowości – dobrej i złej. Słyszeli o tym także policjanci w Nowym Orleanie.

Detektyw Joseph Dantonio, który prowadził śledztwo w sprawach morderstw dokonanych siekierą w 1911 roku, kiedy poszedł na emeryturę, w jednym ze swoich wywiadów do prasy, powiedział: „Badający różnorakie zbrodnie odkryli, że przestępca o podwójnej osobowości może być szanowanym, przestrzegającym prawa obywatelem, który nagle otrzymuje impuls do zabijania, którego musi słuchać.” Według Dantonio, morderstwa, które badał w przeszłości, łączyły się z tymi, które miały miejsce wtedy, w 1918 roku. Wierzył, że człowiek, który ich dokonał, mógł żyć normalnie przez całą dekadę, a potem nagle otrzymać impuls do zabijania. Dla zwykłych ludzi taka wypowiedź znaczyła ni mniej, ni więcej, jak to, że morderca był praktycznie niewidzialny, żył i pracował wśród swoich potencjalnych ofiar i nikt nie mógł go dostrzec. W zasadzie, było coś prawie niemożliwego w jego umiejętności pojawiania się i znikania z miejsc zbrodni, a także w tym, że nawet ofiary, które go widziały, nie potrafiły go opisać. Niemożliwe było przecież złapanie i aresztowanie „ciemnej, zbliżającej się postaci.” Więc Siekiernik albo był istotą nadprzyrodzoną albo psychopatą.

Siekiernik nie pokazał się ponownie do samego końca roku. Nowy Orlean w końcu wrócił do normalnego życia. Mijały miesiące, a po Siekierniku nie było ani śladu. Ludzie zastanawiali się czy po prostu opuścił ich miasto, czy jego morderczy plan został już wypełniony. Pierwsza wojna światowa właśnie się skończyła, więc myśli ludzi były pochłonięte zupełnie czymś innym. Już niedługo mieli się jednak przekonać, że ich nadzieje na to, że morderca zniknął, były płonne.

Naśladowca czy pomyłka w identyfikacji?

Koszmar powrócił w poniedziałek, 10 marca 1919 roku, jednak tym razem w Gretna, dzielnicy imigrantów. Z domu na skrzyżowaniu ulic Jefferson i Second, dobiegały krzyki. Jeden z sąsiadów, Iorlando Jordano, pobiegł tam i zastał okropną scenę. (W gazetach napisano, że to klienci sklepu spożywczego – para dzieciaków – którzy znaleźli ofiary, oraz że nie było żadnych krzyków.) Pani Rosie Cortimiglia, mocno zraniona, trzymała w ramionach martwe dwuletnie dziecko, swoją córkę Mary. Jej mąż, Charles, leżał w kałuży krwi na podłodze. Rosie powiedziała, że zostali zaatakowani podczas snu. Jej martwe dziecko spało w jej ramionach i zostało zabite jednym ciosem w tył głowy. Mimo, że Charles mocował się z napastnikiem, sąsiedzi zeznali, że niczego nie słyszeli.

Policja przeszukała dom oraz jego najbliższą okolicę, jednak nie znaleziono żadnych dowodów. Tak jak zawsze, w drzwiach kuchennych wyłamano deskę i wydawało się, że sprawca ułożył sobie stos drewna, aby łatwiej przejść przez płot. Później policja szukała odcisków palców, jednak nic nie znaleziono. Za to, pod kuchennym progiem, zlokalizowano zakrwawioną siekierę. Pieniądze, które właściciele trzymali w sypialni nadal tam były, więc rabunek nie był motywem. Koroner twierdził, że zdarzenie musiało być aktem szaleńca.

Kiedy Rosie Cortimiglia doszła do siebie po ataku (miała między innymi pięć ran ciętych głowy), dała policji podejrzanego. Frank oraz Iorlando Jordano, ojciec i syn, którzy byli rywalami biznesowymi jej męża, Charlesa, zostali aresztowani. Co ciekawe Iorlando był osobą, która pierwsza przyszła na pomoc ofiarom ataku. Niestety, kilka dni wcześniej mężczyzna powiedział komuś, że miał przeczucie, że coś złego może się stać jego sąsiadowi. Charles powiedział, że zaatakował go biały mężczyzna i podał nazwisko Frank Jordano, jednak niektóre źródła twierdzą, że podważył zeznania swojej żony, a nawet zostawił ją z tego powodu. Inne źródła podają, że zmarł podczas pobytu w szpitalu.

Jednak zeznania Rosie okazały się być na tyle przekonywujące, że obaj mężczyźni zostali skazani, mimo że ważący prawie 150 kilogramów Frank nie mógłby zmieścić się w dziurze zrobionej w kuchennych drzwiach, a Charles (jeżeli faktycznie wtedy nadal żył), nie był w stanie zidentyfikować go jako swojego napastnika. Jeden ze świadków twierdził nawet, że Rosie bezpośrednio po ataku powiedziała, że napaści dokonał jej własny mąż (ale było jasne, że nie mógł sam sobie zadać takich ran, jakie miał). W końcu, Frank otrzymał wyrok śmierci, a jego syn dożywotnie więzienie.

Jeszcze na początku trwania śledztwa, zdarzył się inny incydent, który mógł być powiązany z serią ataków. Trzy dni po napaści na rodzinę Cortimiglia, wydawca „Times-Picayune” otrzymał list, który mógł powiązać Siekiernika z innymi niewyjaśnionymi morderstwami.

Z piekła rodem

W 1888 roku, w Londynie, w czasie 10 tygodni, pewien mężczyzna zamordował pięć prostytutek, często wycinając fragmenty ich ciał i zabierając je ze sobą. Nigdy go nie zidentyfikowano, ani nie złapano, ale w czasie trwania morderstw, policja otrzymała kilka listów, z których jeden był podpisany „Kuba Rozpruwacz”. Inny, do którego rzekomo dołączono fragment nerki jednej z ofiar, nie był podpisany. Podpisano go tylko „Z piekła rodem” i obiecywano kolejne zabójstwa.

Wydawało się, że Siekiernik także chciał, aby było o nim głośno. List jest zapisany w oryginale w książce autorstwa Tallant „Gumbo Ya Ya” oraz Julie Simon „The Axeman’s Jazz”.

Poniżej daty „Piekło, 13 marca 1919″ napisano w nim:

Szanowny Śmiertelniku:

Nigdy mnie nie złapali i nigdy nie złapią. Nigdy mnie nie widzieli, bo jestem niewidzialny, tak jak eter otaczający waszą ziemię. Nie jestem istotą ludzką, ale duchem, upadłym demonem z najgorętszego piekła. Jestem tym, którego wy, orleańczycy, i wasza głupia policja nazywa Siekiernikiem.

Kiedy uznam za słuszne, znowu przyjdę i zabiorę kolejne ofiary. Tylko ja wiem kim one będą. Nie zostawię żadnej wskazówki poza moją zakrwawioną siekierą, wysmarowaną krwią i mózgami tych, których wyślę na dół, aby dotrzymywali mi towarzystwa.

Jeżeli chcesz, możesz powiedzieć policji, aby mnie nie drażnili. Oczywiście, jestem rozsądnym duchem. Nie winię ich za to, w jaki sposób prowadzili swoje śledztwo w przeszłości. Tak naprawdę, byli tak kompletnie głupi, że rozbawili nie tylko mnie, ale także Jego Szatańską Mość, Franciszka Józefa, itp. Jednak powiedz im, żeby uważali. Nie pozwól im odkryć czym jestem, ponieważ lepiej, żeby nigdy się nie urodzili, niż żeby poznali gniew Siekiernika. Nie sądzę, aby była potrzeba takiego ostrzeżenia, bo jestem pewien, że policja będzie zawsze mnie unikać, tak jak to robili w przeszłości. Są mądrzy i wiedzą jak trzymać się z dala od kłopotów.

Niewątpliwie, wy orleańczycy, myślicie o mnie jako o najokrutniejszym mordercy, którym jestem, ale mógłbym być jeszcze gorszy, jeżeli bym tylko chciał. Gdybym chciał, mógłbym odwiedzać wasze miasto każdej nocy. Zgodnie z moją wolą, mógłbym uśmiercić tysiące waszych najlepszych obywateli, gdyż jestem w bliskim związku z Aniołem Śmierci.

Żeby być dokładnym, o 12:15 (czasu ziemskiego), w następną czwartkową noc, zamierzam nawiedzić Nowy Orlean ponownie. W mojej nieskończonej litości, dam wam pewną propozycję. Oto ona:

Bardzo lubię jazz i przysięgam na wszystkie diabły w piekle, że oszczędzę każdą osobę, w której domu zabrzmi muzyka jazzowa o porze, o której wspomniałem. Jeżeli każdy z was puści taką muzykę, no cóż, tym lepiej dla was, ludzie. Jedna rzecz jest pewna, jeżeli ktoś nie puści jazzu w czwartkową noc (jeżeli znajdzie się taki śmiałek), otrzyma cios siekierą.

Ponieważ jest mi zimno i pragnę ciepła mojego ojczystego Tartaru, skoro nadchodzi czas, kiedy mam opuścić wasz ziemski dom, zakończę swoją mowę. Mając nadzieję, że to opublikujecie oraz, że wam to odpowiada, byłem, jestem i będę najgorszym duchem, jaki kiedykolwiek istniał w rzeczywistości czy też w wyobraźni.

Siekiernik

Nie wiadomo czy było to oszustwo, czy prawda, ale ludzie wzięli ten list na poważnie. Mimo, że mieszkańcy miasta bardzo lubili imprezy w ogóle, noc 19 marca była najgłośniejszą nocą w historii. Jeden z organizatorów przyjęcia napisał Siekiernikowi zaproszenie, obiecując mu „cztery głowy”, jednak nalegając, aby trzymał się „etykiety”. Prosił, aby ten wszedł przez otwarte okno w łazience, ale zostawił drzwi w spokoju.

Nikt nie został zamordowany tamtej nocy.

Około miesiąc później, odbył się proces sądowy Louisa Besumera, jednak wojna się już skończyła i nikogo nie obchodziło czy był szpiegiem czy nie. Koroner zeznał, że tylko mężczyzna o wiele silniejszy od Besumera mógłby zadać samemu sobie takie rany jakie on miał, więc sędziom zajęło jedynie 10 minut, żeby uniewinnić go od zarzutu zabójstwa kochanki.

10 sierpnia, zaatakowano kolejnego włoskiego sprzedawcę. Steve Boca został zaatakowany siekierą podczas snu. Wyczołgał się z domu, aby otrzymać pomoc od przyjaciela. Mimo, że Boca wyzdrowiał, nie pamiętał żadnych szczegółów dotyczących napaści. Z jego tylnych drzwi wyłamano deskę, a siekierę zostawiono w kuchni. Z jego domu nic nie zginęło.

Trzy tygodnie później, 3 września, Siekiernik (lub ktoś inny) wszedł do domu Sarah Baumann, jednak nie przez lukę w drzwiach. 19-latkę znaleziono nieprzytomną w łóżku z wieloma ranami głowy. Zakrwawioną siekierę znaleziono za otwartym oknem.

Kolejną ofiarą był Mike Pepitone. Do zdarzenia doszło 27 października. We wczesnych godzinach rannych, jego żona usłyszała odgłosy walki w pokoju męża, który przylegał do jej sypialni. Od razu się tam udała, prawie zderzając się z mężczyzną uciekającym z miejsca zbrodni. Mike leżał w kałuży swojej własnej krwi, a narzędziem zbrodni najwyraźniej była siekiera. Zostawiono ją na tylnej werandzie. I tym razem wycięto deskę z drzwi, aby dostać się do środka.

Ich córka pobiegła po policję, wzywając Bena Corcorana, który znalazł panią Pepitone stojącą nad mężem. „Wygląda na to, że był to Siekiernik i zamordował Mike’a”. Przetransportowano go do Charity Hospital, gdzie zmarł. Pani Pepitone twierdziła, że widziała w ich domu dwóch mężczyzn, nie tylko jednego i, że obaj byli dużych rozmiarów. Po napadnięciu na jej męża, obaj uciekli, nie zabierając niczego ze sobą. Co dziwne, w tamtym czasie w domu znajdowało się osiem osób, jednak napastników to nie powstrzymało. Inną dziwną rzeczą, było to, że pani Pepitone nawet nie krzyczała, a kiedy odpowiadała na pytania policji, nie wydawała się być zdenerwowana.

Jedna z gazet spekulowała o mordercy, zastanawiając się czy był potworem, szaleńcem, złodziejem, sadystą czy jakąś pozaziemską istotą. To było pytanie, które zadawali sobie także inni. Ludzie zauważyli, że deski z drzwi na miejscach zbrodni były zbyt małe, żeby przez otwór przedostał się dorosły mężczyzna. Nie mógłby także dosięgnąć do zamka, a poza tym drzwi zawsze pozostawały zamknięte. Jak w takim razie dostawał się do środka i wychodził.. jeżeli był tylko człowiekiem?

Diabeł

Przesądy nie były w Nowym Orleanie niczym niezwykłym. Ludzie mówili o „Needle Men”, którzy rzekomo dźgali kobiety nożem i zabierali je, kiedy traciły przytomność. Byli też „Black Bottle Men”, którzy mieli zabijać pacjentów szpitala, a następnie oddawać ciała studentom medycyny. Bardziej tajemniczy był „Gown Man”, który nosił długą, czarną togę i jeździł czarnym samochodem, szukając samotnych dziewczyn. Niektórzy, którzy się go bali, wierzyli, że był złośliwym duchem. Podobno mógł równie dobrze zeskoczyć drzewa, jak i nagle wyskoczyć ze swojego samochodu. Był też „Domino Man”, który miał grasować w Gentilly, jednym z przedmieść Nowego Orleanu. Nosił on białą pelerynę z kapturem i wskakiwał w grupę dziewczyn, a następnie gonił je, gdy zaczynały biec.

Nic dziwnego, w takim razie, że wielu mieszkańców Nowego Orleanu zaczęło uważać Siekiernika za ducha, swoistego diabła, w szczególności kiedy jeden ze świadków powiedział, że widział go ubranego na czarno, z czarnym kapeluszem na głowie. Był wysoki i szczupły, jak większość „zjaw”.

To po części dlatego Kalila Smith, lokalna historyczka i autorka „Journey into Darkness: Ghosts and Vampires of New Orleans” zbiera opowieści o Siekierniku. „Zainteresowałam się tym, ponieważ spisywałam legendy o wampirach krążące po mieście i zaintrygowały mnie zeznania naocznych świadków, że Siekiernik znikał, jak gdyby miał skrzydła. Był także list sugerujący, że był duchem. Nigdy nie znaleziono sprawcy morderstw dokonanych za pomocą siekiery, a w niektórych ze spraw nie było nawet śladu włamania. To była tajemnicza seria morderstw w mieście, więc zastanawiałam się co by było, gdyby morderca okazał się nie być ludzką istotą?(…) Nowy Orlean zna przypadki z historii ludzi, którzy oszaleli. Pod koniec XIX wieku wiele osób interesowało się voodoo, ludzie zabijali się, bo myśleli, że ktoś rzucił na nich urok. Mieliśmy takie okresy w historii. Możliwe jest, że te ataki mogły zostać dokonane przez kogoś, kto wierzył, że jest nadludzki. Szaleni na punkcie zabijania ludzie mogą mieć takie złudzenie wyższości. Morderca mógł założyć, że nikt go nie złapie, więc nikt tego nie dokonał. Sprawy zabójstw nigdy nie rozwiązano. W latach 80-tych, kiedy Nowy Orlean uważany był za stolicę zbrodni całego kraju, chciałam napisać o tych nierozwiązanych morderstwach. Jednak uważam, że cała historia została zmieniona przez pisarzy i niektóre fakty zniekształcono. Ciężko powiedzieć, co tak naprawdę się stało.”

Jednak istnieją ludzie, którzy uważają, że Siekiernik został złapany… i zabity.

Sprawiedliwość?

7 grudnia 1920 roku, pani Cortimiglia, która zapadła na ospę, miała przypływ świadomości. Odwołała swoje zarzuty dotyczące braci Jordano, przyznając, że kłamała. Twierdziła, że odwiedził ją święty, który kazał jej „odkupić winy”. Błagała o wybaczenie. Obaj mężczyźni zostali wypuszczeni z więzienia.

Wtedy policja otrzymała raport o zdarzeniu w Los Angeles, w Kalifornii, który miał miejsce 2 grudnia. Pani Pepitone, ubrana na czarno, zastrzeliła mieszkańca Nowego Orleanu, niejakiego Josepha Mumfre. Kiedy ten upadł martwy na chodnik, ona czekała na policję, która miała go aresztować. Twierdziła, że widziała jak wybiegał z pokoju jej męża w dzień, kiedy ten został zabity.

Mumfre miał już wcześniej problemy z prawem, a w czasie, kiedy Siekiernik zrobił sobie przerwę od zabijania, to jest, między 1911 a 1918 rokiem i od ostatniego morderstwa w 1918 roku do pierwszego w 1919, znajdował się w więzieniu. W czasie każdego z popełnionych morderstw był na wolności. Wyjechał z Nowego Orleanu zaraz po tym, jak zabito pana Pepitone. Jednak poza zeznaniem pani Pepitone, nie było żadnych dowodów, które bezpośrednio powiązałyby Mumfre z którąkolwiek ze zbrodni. W niektórych źródłach Mumfre widnieje jako mafijny zabójca. Jednak, pomimo sporej liczby właścicieli sklepów spożywczych o włoskim pochodzeniu, które Siekiernik wybierał na swoje ofiary, nie wszystkie z nich były sprzedawcami oraz nie wszystkie miały włoskie pochodzenie. Poza tym, mafia z pewnością nie mordowała kobiet.

Pani Pepitone odsiedziała trzy lata więzienia z dziesięcioletniego wyroku w Los Angeles, a potem zniknęła.

Nie było już więcej ataków Siekiernika w Nowym Orleanie. Do tej pory nikt nie wie kim tak naprawdę był Siekiernik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *