McVeigh1

Zły dzień

O tym, jak wiele możemy się nauczyć o człowieku na podstawie książek i filmów, które lubi, przekonuje nas Timothy McVeigh. Jeden z jego ulubionych filmów to „Red Dawn” z roku 1984 z Patrickiem Swayze. Opowiada o tym jak grupka małomiasteczkowych nastolatków zmienia się w walecnych partyzantów, kiedy obce wojska najeżdżają Amerykę. Jak McVeigh – uzbrojeni po zęby w broń i amunicję mieli bronić swojego kraju od zniszczenia. Natomiast jedną z ulubionych książek McVeigh’a są „Pamiętniki Turner’a” napisane przez byłego członka Amerykańskiej Partii Nazistowskiej Williama L. Pierce’a pod pseudonimem Andrew Macdonald. Bohater – Earl Turner – na kontrolę broni odpowiada zamachem bombowym na budynek FBI w Waszyngtonie. Dwa scenariusze – oba aż nazbyt podobne.
To był 19 kwietnia 1995 roku – doskonały, słoneczny, wiosenny poranek w Oklahomie. Kontrastująca z doskonałym błękitem nieba żółta ciężarówka Ryder ostrożnie przemierzała ulice centrum Oklahoma City. Chwilę po 9 pojazd zatrzymał się na miejscu parkingowym przez budynkiem Alfreda P. Murraha, kierowca wysiadł z kabiny ciężarówki i spokojnie odszedł. Kilka minut później – o 9:02 rozpętało się piekło, gdy śmiercionośny 1,8-kilogramowy ładunek wyleciał w powietrze z tak dużą siłą, że zniszczył doszczętnie jedną trzecią siedmiopiętrowego budynku. Szkło, gruz i stal posypała się z góry. W tlących się zgliszczach wymieszani dorośli i dzieci, razem żywi i martwi. Sprawca – 27 letni Timothy James McVeigh – już o tej porze będąc bezpiecznie daleko od zagrożenia, był też przekonany, że działał w obronie konstytucji, ponieważ widział siebie jako krzyżowca, wojownika, mściciela i bohatera. W tym właśnie czasie siedział z zatyczkami w uszach kilkanaście bloków dalej, żeby uchronić się od odgłosu wybuchu tak potężnego, że przewracał przechodniów dokoła. Pewien japoński turysta, któremu nie obce były potężne trzęsienia ziemi – powiedział o wybuchu „… gorszy od największego trzęsienia ziemi. A to dlatego, bo nie było żadnego ostrzeżenia, żadnego początkowego hałasu czy znaku, aby powiedzieć ‚coś strasznego się zdarzy’. To po prostu się stało”. Zaraz po tym wielka kula ognia chwilowo zaćmiła słońce i północna strona budynku rozpadła się. Znaki drogowe i parkometry zostały wyrwane z chodnika. Szkło rozbiło się i leciało jak kule, trafiając i okaleczając pieszych aż kilka przecznic dalej.
W środku zniszczonego budynku kwestią życia i śmierci było miejsce przebywania w chwili wybuchu. Kilku szczęśliwców opuściło swoje zwyczajowe stanowiska by napić się kawy, dostarczyć dokumenty albo po prostu odwiedzić pobliskie biura. W chwili gdy to robili ich miejsca pracy i znajomi zostali wysadzeni w powietrze.
Zniszczenia były przerażające. Wyższe piętra zapadły się na te pod nimi powodując reakcję łańcuchową: niszcząc wszystko, co znajdowało się poniżej. Ratownicy pojawili się na miejscu prawie natychmiast. Zawodowcy i ochotnicy rzucili się do odkopywania gruzu, aby wydobyć rannych i wynieść ciała. Nie było zbyt głośno, więc do poszukiwań użyto urządzeń nasłuchujących ludzkich oddechów i odgłosów bicia serca. Przynosiło to efekt – zlokalizowano na przykład przysypaną kobietę – Danę Bradley. Dwudziestolatka leżała w kałuży wody krwawiąc. Przez pięć godzin jej noga była przygnieciona stosem betonu. Więziący ją gruz nie mógł zostać podniesiony, więc ratownicy mogli mieć tylko nadzieję wydostania jej, dzięki amputacji zgniecionej kończyny. Bezskutecznie błagała ich, aby spróbowali innych sposobów. Zagrożenie było jednak zbyt duże: mogła wykrwawić się na śmierć lub budynek mógł zapaść się na nią i całą ekipę ratunkową (ostrzeżeniem było drżenie budynku chwilę wcześniej). Dr Gary Massad stanął przed jedną z najcięższych decyzji w swojej karierze. Narkoza mogła wywołać bardzo niebezpieczną śpiączkę, więc operacja musiała zostać przeprowadzona bez żadnego znieczulenia. Nie było innego wyjścia. Kiedy wreszcie zoperowano Danę, została wyciągnięta spod gruzów i przewieziona do szpitala. Dana Bradley straciła dużą część nogi w zamachu; straciła też matkę i dwoje młodych dzieci. Setki tragicznych ale i pełnych heroizmu historii zdarzyło się w tym czasie. Pogrzebane zostały nadzieje i marzenia, dzieci i rodzice, przyjaciele i znajomi. W tym jednym wybuchu zginęło 186 ludzi. Rannych zostało ponad 500 innych. „Narodowy” terroryzm obnażył się z całym okrucieństwem a zamachowcem okazał się być przysłowiowy „chłopak z sąsiedztwa”. On jednak jechał już jak najdalej od miejsca tragedii – autostradą stanową nr 35.

Pechowa rejestracja

Oficer patrolowy z dużym stażem Charles Hanger został wysłany do Oklahoma City. Jak wielu oficerów został wezwany do udzielania wszelkiej możliwej pomocy. Jednak po krótkim czasie dostał rozkaz pozostania w swoim dotychczasowym rejonie – Noble County. Zawrócił więc i jechał z powrotem na północ trzydziestej piątej. Był około 120 kilometrów od miejsca tragedii kiedy zauważył poobijanego mercury’ego Grand Marquis, rocznik 77. Jego uwagę przykuł brak tablic rejestracyjnych. Zatrzymał więc kierowcę i wyszedł z wozu patrolowego. Timothy McVeigh wyszedł z żółtego samochodu i podszedł do oficera. Hangar chciał się dowiedzieć czemu McVeigh nie miał żadnej rejestracji. McVeigh wyjaśnił, że właśnie kupił ten samochód. Gdy Hangar spytał czy ma ubezpieczenie, dowód rejestracyjny albo rachunek McVeigh odparł, że wszystko zostało wysyłane pocztą na jego adres. Wtedy policjant poprosił o prawo jazdy i po chwili zobaczył wybrzuszenie pod kurtką McVeigh’a. „Co to jest?” zapytał. Kiedy McVeigh powiedział, że to pistolet oficer wycelował swoją broń w głowę McVeigh’a. Wtedy też skonfiskował dziewięciomilimetrowego Glock’a oraz paczkę amunicji i nóż. McVeigh poinformował, że ma pozwolenie na tę broń. Hangar zakuł go, wsadził do swojego policyjnego samochodu i zadzwonił do bazy. Poprosił o sprawdzenie papierów McVeigh’a: prawa jazdy z Michigan oraz Glock’a. Po potwierdzeniu, że McVeigh nie miał kartoteki, wyjaśnił, że jego wydane w Nowym Jorku pozwolenie na Glock’a jest tu, w Oklahomie, nie ważne. Za przyzwoleniem McVeigh’a przeszukał mercury’ego i nie znalazł niczego poza bejsbolówką, jakimiś narzędziami i zwykłą białą kopertą. Więzień został poinformowany, aby zostawić wszystko w samochodzie. Oficer zamknął auto zanim zabrał McVeigh’a do aresztu Noble County – w Perry w stanie Oklahoma.
Po drodze McVeigh zdołał ukryć wizytówkę w samochodzie policyjnym. Wizytówka miała sprawić problemy facetowi, który mu ją dał – wojskowemu zaopatrzeniowcowi – Dave’owi Paulsonowi. Na wizytówce McVeigh napisał „Dynamit $5/laskę potrzebuję więcej” i „Zadzwoń po 1 maja, zobaczę czy mogę zdobyć więcej.” Zostawił wizytówkę jako rewanż dla Paulsona za fiasko transakcji. Pomyślał, że może FBI przyłapie dilera broni przez związek z zamachem bombowym. I miał rację.
W areszcie McVeigh został zatrzymany na podstawie czterech zarzutów: bezprawne posiadanie broni, przewożenie naładowanej broni palnej w pojeździe, brak tablic rejestracyjnych oraz brak ubezpieczenia.
Oficer Marsha Moritz zauważyła, że McVeigh ma przy sobie rozmaite rzeczy, m.in.: zatyczki do uszu, cztery kule kaliber 45 oraz 255 dolarów. Zdjęto jego odciski palców i został sfotografowany. Na policyjnym zdjęciu widnieje jako więzień numer 95-057. Był to pierwszy raz, gdy McVeigh został o cokolwiek oskarżony – i jego pierwszy raz w więzieniu. Adres na prawie jazdy brzmiał: gospodarstwo rolne rodziny Nichols w Decker, stan Michigan. Mimo, że oskarżenia były stosunkowo niewielkie McVeigh musiał czekać na swoją kolej w sądzie. Normalnie, zostałby załatwiony od razu, ale ponieważ sędzia Danny G. Allen był aktualnie związany ze sprawą przedłużającego się rozwodu – wyznaczenie kaucji zostało wstrzymane do piątku, 21 maja. Gdy McVeigh siedział spokojnie w celi, w innych częściach kraju wydarzenia biegły szybko. W stanie Virginia, w jednostce nauk behawioralnych FBI profilowanie już trwało. Podczas gdy większość śledczych było przekonanych, że zamach jest dziełem cudzoziemca(-ów), Clinton R. Van Zandt miał inny pomysł. Detektyw zajmujący się psychologicznym profilowaniem, który pracował jako negocjator FBI w Waco w Teksasie – Van Zandt – zauważył, że data ataku (19 kwietnia 1993) to dokładnie dwa lata po wydarzeniach w Waco. Uważał, że zamachowiec jest białym mężczyzną około lat dwudziestu. Co więcej, teoretyzował, że podejrzany będzie wojskowym i prawdopodobnie członkiem jakiejś paramilitarnej organizacji. Jego przypuszczenia okazywały się coraz bardziej prawdziwe w miarę jak śledztwo postępowało. Ekspert od terroryzmu Louis R. Mizell Jr. zauważył, że data zamachu zbiegła się w czasie z Patriot’s Day – rocznicą „Revolutionary War Battle of Concord” obchodzonego przez różne, związane z policją organizacje.
Tylna oś wypożyczonej ciężarówki Ryder mająca na sobie numer identyfikacyjny została wyrzucona przez wybuch na stojącego w pobliżu forda festivę. Znaleziono również zderzak tej samej ciężarówki, na którym można było jeszcze odczytać numer identyfikacyjny. Obie te części szybko doprowadziły do nazwiska człowieka, który tę ciężarówkę wypożyczył – Robert Kling (alias jakiego McVeigh używał na umowach wynajmu). Agenci szybko dotarli do agencji wynajmującej ciężarówki w Junction City. Tam właściciel Eldon Elliot i jego pracownicy pomagali rysownikowi FBI w sporządzeniu dwóch portretów: jednego obrazującego człowieka, który wynajął ciężarówkę i drugiego – człowieka, który był w biurze agencji mniej więcej w tym samym czasie. Oznaczone przez John Doe #1 i John Doe #2 portrety były pokazywane w okolicy. Już wieczorem po zamachu, menager motelu Dreamland Lea McGown powiedziała, że rozpoznaje człowieka, którego agenci nazywali Kling. Ale pani McGown powiedziała, że mężczyzna rejestrował się pod nazwiskiem Timothy McVeigh. Potwierdziła, że często parkował pod motelem swoją ciężarówkę. Była żółta, tak samo jak stary merkury, którym przyjeżdżał. Co więcej, kiedy się rejestrował, podał jako adres farmę Nicholsów w Decker, w stanie Michigan. Zgadzał się on z tym na prawie jazdy i na formularzu oskarżeń na posterunku policji w Perry. Czas Timothy’ego McVeigh’a dobiegał już końca.

Koniec niewinności

Po każdym przestępstwie presja, aby znaleźć podejrzanego jest duża – jednak okazała się szczególnie silna w przypadku zamachu w Oklahomie. Agenci FBI byli zaniepokojeni faktem, że zagraniczni terroryści mogli ciągle pracować i że kolejne bombardowania mogłyby nastąpić lada moment. Mieli w pamięci obrazy z zamachu na World Trade Center z 26 lutego 1993. Wtedy to islamscy terroryści zdołali zabić sześcioro ludzi i zranili ponad tysiąc. Media natychmiast przyjęły, że odpowiedzialni za to byli cudzoziemcy. Rozważali terrorystów z trzeciego świata – prawdopodobnie arabskich ekstremistów. Wielu wierzyło, że zostały wyznaczone jeszcze inne cele. Anonimowe wskazówki przetaczały się przez łamy gazet i narodowych stacji telewizyjnych. Wielu ludzi twierdziło nawet, że wie dokładnie, kiedy i gdzie zdarzy się następna eksplozja. Nawet w Oklahoma City policja otrzymała wskazówki, że pozostałe bomby zostały umieszczone w budynku Murraha – okrutne informacje, które wymusiły ewakuacje i przeszkadzały pracownikom ratunkowym. Było więc wielką satysfakcją, że FBI znalazło ślad tak szybko jak tylko było to możliwe. W narodowym centrum do spraw informacji o przestępstwach w Waszyngtonie (National Center Information Crime Washington) komputery wygenerowały sprawozdanie: Oficer Hanger też złożył raport w sprawie McVeigh’a. Szeryf Noble County Jerry Cook potwierdził, że trzymali McVeigh’a na jeszcze nie potwierdzonych zarzutach. Wzrosło napięcie w centrum dowodzenia w Oklahoma City. Wszyscy odetchnęli z zadowoleniem, kiedy rozeszły się wieści: „Mamy go!”. Agenci natychmiast udali się w drogę do aresztu w Noble County. Media nie pozostawały w tyle. Wkrótce świat miał się dowiedzieć, kto był głównym podejrzanym. W areszcie McVeigh siedział w poczekalni obok sali rozpraw, kiedy szeryf otrzymał wiadomość, że zamachowiec znajdował się pod jego opieką. Dostał polecenie, aby go przetrzymać. Sprawa McVeigh’a miała się wkrótce zacząć. Jednak nagle oficerowie przyszli zaprowadzić go z powrotem do celi. Udawali spokój mówiąc tylko, że „sędzia nie jest jeszcze przygotowany”. W celi jeden ze współwięźniów spytał McVeigh’a czy to on jest zamachowcem. Podobno McVeigh zignorował pytanie. Wiedząc, że podejrzany próbowałaby skontaktować się ze swoim adwokatem, automat telefoniczny został odłączony.
Wkrótce McVeigh został zaprowadzony do pokoju, gdzie czekali na niego agenci specjalni FBI: Zimms i Norman Jr. Zimms wyjaśnił: „Możesz mieć jakąś informację o bombardowaniu. Przeczytam Ci Twoje prawa”. McVeigh zażądał adwokata. Na zewnątrz wzmagał się hałas – zebrał się wzburzony tłum. Przylot helikoptera i przyjazd policji zasygnalizował, że ktoś związany z zamachem był wewnątrz. McVeigh poprosił o kamizelkę kuloodporną przed wyprowadzeniem na zewnątrz. W głowie miał obrazy ze strzelaniny Jack Ruby – Lee Harvey Oswald. Jego prośba została jednak odrzucona. Spytał też czy mogliby go zabrać w helikopterze. Niestety znów nie zgodzili się – agenci wytłumaczyli, że dach nie był przygotowany do lądowania helikoptera. Do tego czasu tłum stał się coraz bardziej okrutny – dało się ciągle słyszeć niecierpliwe okrzyki „wyprowadzić go!”. Gdy był wyprowadzany w kajdankach i ze skutymi nogami krzyczeli: „Śmieć!”, „Morderca!” i „Dzieciobójca!”. Mając na sobie pomarańczowy kostium więzienny McVeigh nie rozglądał się ani w lewo ani w prawo. Jego oczy były wąskie, a twarz bez wyrazu, gdy tłum zaczął skandować: „Zabić gada!”
Mniej więcej w tym samym czasie podobna scena miała miejsce w innym małym mieście – Herington w Kansas – jakieś 200 mil stąd. Czterdziestoletni Terry Nichols jechał do miejscowego komisariatu, aby porozmawiać z oficerami. Znów pogłoska o tym, że ktoś związany z zamachem bombowym był w środku rozeszła się niczym wiatr. Miejscowi z dziećmi, młodzież ze szkoły i farmerzy nie wierzyli, że ktoś miejscowy mógłby być w to zamieszany. Podobnie jak społeczność Perry, niektórzy zaczęli wykrzykiwać obraźliwe hasła i zażądali jego wyjścia i pokazania twarzy. Tymczasem on spokojnie parkował auto z symbolem „Amerykański i Dumny” na tylnej szybie.
Do zakończenia tego długiego dnia kraj ledwo mógł zaakceptować fakt, że dwoje ludzi zamieszanych w zamach było do nich wszystkich tak bardzo podobnych. Większość czasu po tragedii spędzili szukając winnych gdzieś daleko. Politycy, stacje telewizyjne i prasa odegrały tak samo dużą rolę w podsycaniu głównie anty-islamskich nastrojów. Również w rządzie niektórzy żądali natychmiastowego uchwalenia odpowiednich anty-imigracyjnych przepisów, aby „trzymać tego raka z dala od Ameryki”. Ale nagle światło dzienne ujrzała bolesna prawda: faceci, którzy wyglądali jak chłopaki z sąsiedztwa obmyślili tę straszliwą zbrodnię – tak kosztowną w historii Ameryki, zarówno w ludzkim jak i finansowym znaczeniu. Co gorsza, krajowy terroryzm stał się nagle przerażającą rzeczywistością. Pytanie zadawane najczęściej brzmiało: co za człowiek to zrobił i dlaczego?

Zabawy z terroryzmem

Jako dziecko, Timothy McVeigh był pełen radości i łatwo dało się go lubić. Urodzony 23 kwietnia 1968 był drugim dzieckiem z trzech oraz jedynym synem. Dorastał w Pendleton, w stanie Nowy Jork – małym miasteczku na południe od granicy kanadyjskiej, przy jeziorze Erie Canal. Głównie biało-niebieskie kołnierzyki i chrześcijanie – to było miejsce, gdzie dzieci mogłyby wpaść do domu sąsiada bez pukania. Młody Timmy tylko to robił i zawsze był mile widziany. Miasto, którego założycielem był Sylvester Pendleton Clark, zostało nazwane panieńskim imieniem jego matki. Clark był dziwną osobą, która prowadziła powstanie przeciw podatkom na początku XIX wieku. Jego silny, niezależny duch nadal charakteryzuje Pendleton.
Ojciec Tima: Bill McVeigh pracował głównie w miejscowej firmie produkującej ogrzewanie do samochodów, ale to dziadek Eddie McVeigh miał na chłopca największy wpływ. Nauczył młodego Tima polować i pokazywał mu swoje pistolety. Autor Richard A. Sorrano w swojej książce – „Jeden z nas: Timothy McVeigh i zamach bombowy w Oklahoma City” – odnalazł byłych sąsiadów, którzy pamiętali młodego McVeigh’a z jego schorzeniami. Jeden z nich powiedział Sorrano, że McVeigh był „klaunem, zawsze uśmiechniętym człowiekiem” i zawsze wiedział jak zarobić trochę pieniędzy. W wieku trzynastu lat dziadek Eddie pokazał mu strzelbę kaliber 22. Była to jedna z pierwszych broni, którą Tim miał na własność. Tak bardzo podobała mu się broń, że na pytanie: „Kim chcesz być kiedy dorośniesz?” odpowiadał „Właścicielem sklepu z pistoletami”. Co więcej – pewnego razu wziął jeden ze swoich pistoletów do szkoły, aby zrobić wrażenie na kolegach. Zadziałało.
W domu rodzina doświadczała nieustannych kłopotów. Matka – Mickey – lubiła się „udzielać społecznie” i długo przebywać poza domem. Była rozerwana między zabawą i rodziną. W końcu, kiedy Tim był już nastolatkiem, odeszła na dobre i w 1986 rozwiodła się z Bill’em. Tego samego roku Tim ukończył szkołę z wyróżnieniem. Richard Sarrano twierdzi, że nauczycielka hiszpańskiego Deborah Carballo nazywała Tima „miłym dzieciakiem”. „Nie znajdziesz osoby w Starpoint, która może powiedzieć coś złego o nim”. Po ukończeniu szkoły Tim rzucił pracę w Burger Kingu, sprzedał swój komputer Commodore 64 i spędzał dużo czasu badając Drugą Poprawkę. Intensywnie rozwijał zainteresowanie prawami właścicieli broni. Po naleganiach ojca starał się dostać do wyższej szkoły biznesu, ale uznał, że to jest zbyt monotonne. Jego oficjalna edukacja się zakończyła. W tym właśnie okresie odkrył „Pamiętniki Turnera”. Miał obsesję na punkcie tej powieści napisanej przez byłego członka Amerykańskiej Partii Nazistowskiej Williama Pierce’a. Pisząc pod pseudonimem Andrew Macdonald, Pierce ustami głównego bohatera – Earl’a Turner’a recytuje litanię nienawiści. Ten „bohater” manifestuje swoją pogardę dla prawa kontrolującego posiadanie broni przez wysadzenie w powietrze centrali FBI ciężarówką-bombą. Okazuje się również fanem Adolfa Hitlera pogardzając tym samym Murzynami i Żydami jako wartymi unicestwienia. Mniej więcej w tym samym czasie film „Red Dawn” pomógł McVeigh’owi zrozumieć, że to jest czas, aby stać się takim jak Jedd – bohater filmu grany przez Patrick’a Swayze. W filmie Jedd prowadzi kompanię swoich naśladowców do lasu, z pozornie niekończącymi się zapasami amunicji i żywności, której potrzebują do utrzymania się przy życiu. Ich misja to zniszczenie najeżdżającej Amerykę armii komunistów. Ponieważ McVeigh potrzebował funduszy na sfinansowanie jego rosnących fantazji, wrócił do pracy do Burger King’a, jednocześnie szukając lepszej pracy. Wkrótce został zatrudniony jako (uzbrojony) ochroniarz w stacji obsługi samochodów opancerzonych „Burke Armored Car Service”, gdzie został zapamiętany jako pilny pracownik. W tej chwili miał dwadzieścia lat. Miał uniform, pistolet i opancerzony samochód, którym mógł jeździć. Jednak zatęsknił do wyższych celów, większych pistoletów i prawdziwych czołgów. Tak więc 24 maja 1988 Tim McVeigh poszedł do wojska. Tam spotkał dwóch mężczyzn, którzy pomogli mu znaleźć się na drodze terroryzmu.

Nieszczęśni żołnierze

McVeigh wreszcie znalazł swoje powołanie. Wojsko było wszystkim, czego w życiu pragnął. Kiedy dołączył do armii nie był żadnym liderem – był tylko chętnym naśladowcą. Była tam dyscyplina, poczucie obowiązku i wszystkie rodzaje treningu, jakie mógł sobie wymarzyć miłośnik survivalu. Przede wszystkim były tam nieograniczone zapasy broni oraz instrukcje jak się nimi posługiwać.
Ciężki podstawowy trening w Fort Benning w Georgii służyło tylko jednemu – miał pokazać, czy zasłużył sobie na wejście do wojskowej elity – jednostek specjalnych. Celem McVeigh’a były zielone berety. Gdyby pozostał czujny i zdyscyplinowany – mógłby to osiągnąć. Jednak los zmieniał jego ambicje na wiele sposobów.
Na podstawowym treningu poznał dwóch innych żołnierzy, którzy jak się okazało mieli obserwować jego zejście na drogę przestępstwa: Terry Lynn Nichols i Micheal Fortier.
Terry Nichols przyszedł do wojska w stosunkowo dojrzałym już, jak na to miejsce, wieku. Nazywany „staruszkiem” przez innych rekrutów był dwanaście lat starszy od McVeigh’a. Szybko poznali się w Fort Benning i stworzyli „paczkę”. Początkowo McVeigh pilnował Nicholsa, ale w miarę jak ich znajomość dojrzewała – ten stan się zmieniał. Nichols, który był żonaty i miał syna, nie przywykł do ostrych przepisów wojskowych, mimo że lubił uzbrojenie. Dołączył do armii tylko dlatego, że zawiodły różne sposoby zdobycia pracy. Nie przetrwał, definitywnie kończąc męczarnie po tym jak żona go zostawiła – poczuł się w obowiązku wrócić do domu i wychować syna.
Fortier podobnie jak McVeigh był młody. Brał różne tabletki, palił trawkę a do wojska wstąpił prawdopodobnie z powodu swoich tradycji rodzinnych. Fortier i McVeigh stali się sobie bliżsi po tym jak Nichols opuścił szeregi armii.
Ich trójka przebyła trening podstawowy aż do Fortu Riley w Kansas. Tam McVeigh został strzelniczym w samochodzie „Bradley fighting vehicle”. Był już wytrenowany w celowaniu i odznaczał się niezwykle wysokim poziomem umiejętności, jeśli chodzi o obsługę broni. Dzięki temu szybko awansował i został zapamiętany jako „doskonały żołnierz”.
Jego wojskowe umiejętności dały mu możliwość ubiegania się o akces do jednostek specjalnych. Wiele trenował w samotności, aby zdobyć upragnione miejsce w zielonych beretach. Niestety zanim do tego wszystkiego doszło, Saddam Husajn rzucił cień na jego plany.
W 1991 roku wybuchła wojna w Zatoce Perskiej. Pierwsza dywizja piechoty McVeigh’a została wyekspediowana do Zatoki Perskiej, aby walczyć w „Pustynnej Burzy”. Znów McVeigh pokazał się z jak najlepszej strony i służył z wielkim oddaniem. Został czołowym strzelcem w pierwszym plutonie. W wojsku Tim został VIPem.
Gdy wrócił do domu czekało na niego wiele odznaczeń włączając pożądaną przez wszystkich Brązową Gwiazdę.
Teraz ponowił swoją próbę dołączenia do sił specjalnych. Ale wbrew radom, aby poczekać i odpocząć po Pustynnej Burzy, spróbował zaraz po powrocie. Po prostu nie starczyło mu sił. Ta porażka poskutkowała zanikiem zainteresowania wojskiem – opuścił szeregi armii.
Życie cywila nie pozostawiało złudzeń. Wydawało się, że nikt nie jest zainteresowany witaniem bohatera wojennego z powrotem w szeregach ludu pracującego. Coraz bardziej był rozgoryczony i rozczarowany całym systemem. Zamienił swoje wojskowe ubranie na uniform strażnika.
Teraz „Pamiętniki Turner’a” nabrały jeszcze większego i wyraźniejszego znaczenia. Bez wojska – i jego dyscypliny – zatracił swoją tożsamość i obrzydzenie dla rządu wzrastało. Codziennie wygłaszał swoje kazania do kolegi z pracy Carla Lebrona Jr.: przeklinał wojsko i rząd, który go zawiódł, politykę kontroli broni i nadużycia władzy. Wygłaszał też teorie spiskowe i wydawał się wierzyć w UFO. Powiedział nawet Lebronowi, że widział udokumentowane dowody na to, że rząd importuje narkotyki z Kanady. Kiedy Lebron poprosił o kopię dokumentu McVeigh stwierdził, że jest na papierze, którego nie da się skopiować.
Ale co najbardziej niepokoiło Lebrona – w tym właśnie momencie – było stwierdzenie McVeigha, że wiedział jak ukraść broń z wojska. McVeigh powiedział, że „byłoby bardzo łatwo obrabować bazę broni… Dwoje ludzi mogłoby to spokojnie zrobić”.
W końcu McVeigh zostawił to życie niby-policjanta w pobliżu Buffalo mówiąc „Muszę się stąd wydostać, tu są sami liberałowie”. Potem na początku 1993 roku biorąc wszystko, co posiadał wsiadł do samochodu i zaczął jeździć po Ameryce szukając sensu życia.
Zaczął jednak szukać w najgorszych miejscach…

Tim w podróży

Postanowił odszukać swoich kumpli z wojska. Chciał spędzić więcej czasu z Michealem Fortierem w Kingman w Arizonie, potem odwiedzić Michigan, aby zobaczyć Terry’ego Nicholsa – będącego wówczas na farmie swojego brata James’a Nichols’a. Mając w wyobraźni spotkanie z dawnymi kolegami życie McVeigha znów zaczynało nabierać kolorów. Byli jego bratnimi duszami, którym podobała się jego antyrządowa retoryka.
Jedno z wydarzeń, które wpłynęło na późniejsze tragiczne wypadki zaczęło się 28 lutego 1993 roku, kiedy to agenci federalni zaatakowali własność wspólnoty religijnej zwanej „Branch Davidians”, których przywódcą był charyzmatyczny David Koresh. Kiedy agenci ATF („Alkohol, Tytoń i Broń palna”) uderzyli na ich siedzibę wielu straciło życie i jeszcze więcej osób zostało rannych. Brach Davidians bronili swojej ziemi, ale oblężenie trwało.
Wyczuwając, że ich prawa do posiadania broni były naruszane, McVeigh udał się do Waco, aby dać im swoje poparcie. Zaopatrzył się przy okazji w rzeczy, które mógł wypożyczać lub sprzedawać – m.in. antyrządowe ulotki i nalepki na zderzaki samochodowe z napisami w stylu „Politycy kochają kontrolować broń”, „Bój się rządu, który boi się Twojej broni”, „Człowiek z bronią to obywatel, Człowiek bez broni to podmiot”. Gdy tam przybył chciał zobaczyć gdzie to wszystko się dzieje, ale agenci nie pozwolili mu przejść. Gdy wrócił do obszaru gdzie mógł zaparkować i rozprowadzać swoje towary, studentka dziennikarstwa Michelle Rauch przeprowadziła z nim krótki wywiad.
Powiedział Rauch, że „Rząd boi się broni u ludzi, ponieważ musi mieć nad nimi ciągle kontrolę. Gdy odbierzesz ludziom broń możesz im zrobić, co chcesz” i „Rząd ciągle rośnie w siłę i staje się potężniejszy, a ludzie muszą przygotować się do obrony przed kontrolą ze strony rządu”.
Opuścił Waco kilka dni później i pojechał do Micheala Fortiera i jego żony Lori do Kingman – pozostał tam w ich domu-przyczepie. Pomimo tego, że on i Fortier w kwestii polityki byli bratnimi duszami, to jednak uzależnienie od narkotyków Fortiera nudziło McVeigha do tego stopnia, że postanowił się wynieść. Przeniósł się do Tulsa w Oklahomie, aby zobaczyć największy pokaz broni i noży „Wanenmacher’s World’s largest Gun and Knife Show” – jeden z wielu jakie oglądał podczas swoich podróży po kraju.
Te wydarzenia ogromnie podtrzymały McVeigh’a na duchu. Ludzie na pokazie broni mieli podobne odczucia. Jeden szczególnie – Roger Moore – to on zaprosił McVeigh’a na swoje ranczo w Arkansas.
Moore często podawał się za Boba Millera w czasie pokazów. Nie chciał, aby ludzie zbyt dużo o nim wiedzieli. Kiedy McVeigh przyjechał na ranczo Moore’a, zrozumiał dlaczego. Kiedy Moore go oprowadzał było oczywiste, że to miejsce jest całe naszpikowane bronią, materiałami wybuchowymi i innymi „dobrami”. Ochrona prawie że nie istniała. Jej braku Moore mógłby wkrótce pożałować. Podobnie jak Terry Nichols, którego dom był następnym celem Tima.
Kiedy McVeigh przyjechał na farmę Nicholsa w Michigan, do „Nichols’ Decker”, relacje z Waco zdominowały eter. Między oglądaniem relacji telewizyjnych bracia Nichols wprowadzili Tima w arkana tworzenia materiałów wybuchowych z dostępnych materiałów.
Tim był zainteresowany, ale jeszcze nie gotowy aby wykorzystać te informacje. Później, 19 kwietnia 1993 roku, oglądali horror, gdy uczestnicy Brach Davidian zostali pokonani i wszystko, co się dało – spalono.
To rozsierdziło McVeigh’a i Nicholsa tak bardzo, że postanowili, że ktoś musi powstrzymać ATF. Ktoś musi coś wreszcie zrobić. Jak bohaterowie „Red Dawn”. Jak bohater „Pamiętników Turnera”.

Udając Turnera

13 września 1994 roku pokazy broni, w których brał udział McVeigh stały się miejscem ciemnych interesów. Zostało ustanowione nowe prawo aby powstrzymać produkcję wielu rodzajów broni włączając sporą grupę półautomatycznych strzelb i pistoletów. Zarówno sprzedawcy jak i kupcy broni byli oburzeni dowiadując się, że rząd chce kontrolować ich „prawo do posiadania broni”.
Dla McVeigh’a to znaczyło także, że jego środki do życia zostały zagrożone. Kupował, bowiem broń na swoje nazwisko i za drobną opłatą odsprzedawał tym, którzy nie chcieli, aby ich nazwisko pojawiło się na formularzu rządowym.
Paranoję wywołały pogłoski, że posiadacze broni mogli być obiektem nagłych niespodziewanych przeszukań domów i biur. McVeigh zdecydował, że nie można już niczego odkładać. Z domu Nicholsa w Marion w Kansas napisał do Fortier’a. Dawał usilnie do zrozumienia, że nadszedł czas na działania i chciał, aby Fortier dołączył do niego i Nicholsa w ich proteście. Naśladując „Pamiętniki Turner’a” zaplanowali wysadzenie w powietrze budynku federalnego. McVeigh zaznaczył Fortier’owi żeby nie mówił tego swojej żonie Lori – które to polecenie Fortier zignorował. Co więcej – Fortier powiedział, że nigdy nie weźmie udziału w takim planie – „nie, dopóki jakiś czołg NATO nie wjedzie mu do ogródka!” (American Terrorist).
Niezrażeni McVeigh i Nichols już wczytywali się w różne instrukcje tworzenia bomb. Przestrzegali zaleceń i składowali materiały – kupione pod aliasem Mike Havens – w wynajętej szopie. Przepisy zawierały również inne materiały jak zapalniki i płynny metan nitro, które to ukradli. Nie tylko to musieli ukraść.
Aby opłacić swoje przedsięwzięcie Nichols obrabował kolekcjonera broni Rogera Moore’a. Moore zeznał, że złodzieje zabrali wiele różnej broni, złoto, srebro i klejnoty – wszystko warte około 60 tys. dolarów. Nichols ukradł Moore’owi również furgonetkę aby wywieźć łupy. Kiedy policja zrobiła listę gości Moore’a obecnych na ranczo nazwisko McVeigha również na niej widniało.
Wcześniej McVeigh i Nichols pojechali do domu Fortiera w Kingman i schowali ukradzione materiały wybuchowe w pobliżu szopy, którą McVeigh wynajął. Kiedy Fortier zobaczył ładunki McVeigh wyjaśnił swój plan. Pozostał u Fortierów i właśnie tam zaprojektował bombę. Pokazał Lori – używając łyżek do zupy – jak nadać maksymalną siłę uderzenia temu, co zaprojektował.
Na paliwo do swojej bomby McVeigh wybrał anhydryt wodorowy (anhydrous hydrazine). Dzwonił po kraju aby je znaleźć, ale jego wysiłki szły na próżno. Musiał więc zadowolić się zastępnikiem – nitrometanem. W czasie tych poszukiwań McVeigh w pełni zdawał sobie sprawę, że dzwoniąc od Fortierów można ten telefon łatwo namierzyć – kartę telefoniczną kupił więc pod nazwiskiem Darel Bridges.
W połowie października 1994 roku plany McVeigh’a nagle skomplikowała wiadomość o śmierci jego dziadka. Udał się do domu, do Pendleton w stanie Nowy Jork. Tam pomógł posortować dobra dziadka i już na przyszłość zatruł umysł swojej młodszej siostry antyrządowymi hasłami. Przypomina sobie jak oglądali razem zmontowaną kasetę z Waco pokazującą agentów ATF w jak najgorszym świetle. Wyjaśnił też, że przeszedł z obszaru „propagandy” do obszaru „działania”. Użył również maszyny Jennifer do napisania listu zatytułowanego „ATF Read”. Denuncjował on agentów rządowych jako „faszystowskich tyranów” i „żołnierzy burzy”, którzy mieli się przygotować na zapłatę za to co stało się w Waco. Ostrzegał ATF: „wszyscy wy tyrani, skurwysyny będziecie powiewać na wietrze za wasze występne akcje przeciwko Konstytucji Stanów Zjednoczonych”.
Podczas gdy McVeigh był w Pendleton, nie mógł się skontaktować z Terrym Nicholsem. Współkonspirator pojechał na Filipiny odwiedzić swoją żonę i córkę. Jednak zanim pojechał, odwiedził swojego syna i pierwszą żonę Lanę Padilla. Zostawił jej kilka rzeczy, m.in. zapieczętowaną paczkę mówiąc jej, że można ją otworzyć tylko wtedy gdyby miał już nigdy nie wrócić. Tak czy tak – otworzyła ją. Był tam m.in. list wyjaśniający gdzie jest plastikowa torba ukryta przez niego w domu Padilli. Był list do McVeigh’a mówiący, że został teraz sam, oraz 20 tys. dolarów. Był tam też szyfr do szafki Nichols’a. Gdy otworzyła szopę znalazła trochę łupów z rabunku Moore’a.
W połowie grudnia ’94 McVeigh i Fortierowie spotkali się w pokoju McVeigha w motelu Mojave w Kingman (Arizona). Tam dał Lori opakowany w papier świąteczny prezent zawierający zapalniki. Obiecał Fortierowi dużo broni Moore’a jeśli będzie mu towarzyszył w drodze do Kansas. W czasie wyprawy McVeigh jechał przez Oklahoma City aby pokazać Fortierowi budynek, który zamierzał wysadzić w powietrze i drogę jaką będzie uciekał z budynku przed wybuchem. Rozdzielili się.
Jego samochodem do ucieczki miał być żółty mercury marquis ’77 ponieważ inny, drugi samochód został uszkodzony w wypadku. Nichols miał jechać swoim samochodem z tyłu. Po tym jak McVeigh zaparkował przy miejscu wybuchu pojechali do Kansas. Noc przed zamachem zostawili marquis’a po tym jak McVeigh usunął tablice rejestracyjne zostawiając notatkę, że potrzebują wyklepania. Potem odjechali i Nichols wyrzucił go pod motelem.
Następnego popołudnia McVeigh odebrał ciężarówkę „Ryder” i zaparkował pod motelem Dreamland na noc. Następnego ranka pojechał nią do stacji zaopatrzeniowej Herington. Kiedy Nichols wreszcie przyjechał, spóźniony, załadowali składniki bomby do ciężarówki i pojechali nad jezioro Geary aby ją złożyć. Kiedy skończyli Nichols pojechał do domu a McVeigh został ze śmiercionośną ciężarówką.
Zaparkował na żwirze na długo przed zmierzchem i czekał na świt – a więc na dojazd do celu. Na misję był ubrany w swoją ulubioną koszulkę. Z przodu miała zdjęcie Abrahama Lincolna z motto: „sic semper tyrannis” – słowami, które wykrzyczał Booth przed zastrzeleniem Lincolna. Tłumaczenie: „Nigdy więcej tyranii”. Na plecach koszulki trójka z krwią z niej kapiącą. Napis brzmiał: „Trzy wolności muszą być od czasu do czasu odświeżone krwią patriotów i tyranów”.
Jak pierwowzór w „Pamiętnikach Turner’a” podjechał pod budynek federalny, gdzie jak się upewnił pracowali agenci ATF. Tam właśnie społeczność Oklahoma City miała zapłacić ogromną cenę za fanatyczne poglądy McVeigh’a.

Proces terrorysty

Jeden z najdroższych procesów w kraju rozpoczął się z wielką medialną pompą 24 kwietnia 1997 roku. Pod wieloma względami był zbyteczny. Główny obrońca Stephen Jones reprezentował już wielu niepopularnych klientów, jednak McVeigh był prawdopodobnie najbardziej znienawidzonym człowiekiem, jakiego przyszło mu bronić. Dzielnie walczył z przytłaczającymi dowodami i obciążającymi zeznaniami. Potrzebował wszystkich najmocniejszych umiejętności przesłuchiwania, z których słynął. Drugim dowodzącym był Robert Nigh – próbował on zmiękczyć wizerunek przestępców.
Jednak główny oskarżyciel – Josepg Hartzler – łatwo przeważył obronę. Naturalny był wybór oskarżyciela – wcześniej wygrał sprawę przeciwko terroryście, który podłożył bombę pod jednym z budynków w Chicago. Jego reputacja wzrastała w sprawach gdzie wygrywał bazując tylko na poszlakowych dowodach – a przecież tutaj nie było świadka, który widział McVeigh’a na miejscu przestępstwa.
Mimo to obrona miała całą masę faktów do zaprezentowania.
Sędzia Robert Matsch, główny sędzia w dystrykcie Colorado, był sławny z bardzo ostrej dyscypliny. Nie cierpiał źle przygotowanych adwokatów i był szanowany za swoją sprawiedliwość i inteligencję. Mimo sprzeciwu rządu zarządził, że McVeigh i Nichols będą mieli osobne procesy – aby zapewnić sprawiedliwe rozstrzygnięcia.
Do tego wszystkiego proces został przeniesiony z Oklahomy, gdzie sentyment opinii publicznej mógł mieć wpływ na proces, do Colorado. Tak czy tak – sprawiedliwość była po stronie oskarżenia. Oskarżenie miało 141 świadków podczas, gdy obrona – tylko 27.
Mowa początkowa prokuratora Hartzlera podsumowała wydarzenia dnia eksplozji i stratę niewinnych istnień ludzkich. Skupił się na śmiercionośnej ciężarówce i jej przeznaczeniu: „Ta ciężarówka była tam także po to, aby narzucić wolę Timothego McVeigh’a reszcie Ameryki w nadziei, że krew popłynie ulicami Ameryki”.
Zacytował przekaz na koszulce McVeigha tamtego dnia:
„Trzy wolności muszą być od czasu do czasu odświeżone krwią patriotów i tyranów”. Wskazał też dlaczego McVeigh wybrał budynek Murraha na swój cel: „Myślał, że agenci ATF których winił za tragedię w Waco mieli biura w tym budynku. Jak się okazało nie miał racji… Po drugie opisał ten budynek jako, cytuję ‚łatwy cel’…”.
Po tym jak Hartzler dalej zanalizował motyw przyszła kolej Jones’a aby się wypowiedzieć w imieniu obrony. Sedno argumentu Jones’a opierało się na konspiracji daleko przekraczającej zaangażowanie McVeigh’a. Prezentując oskarżonego jako zainteresowanego polityką studenta historii, twierdził, że McVeigh był ostrym zwolennikiem założycieli kraju i ich przekonań.
W następnych tygodniach Jones skoncentrował się na pomyleniu osobowości i próbował zanegować wiarygodności świadków oskarżenia – między nimi trojga ludzi którym McVeigh najbardziej ufał – siostra Jennifer i przyjaciele: Lori i Micheal Fortier. Fortierowie byli z nim tak blisko, że McVeigh był drużbą na ich ślubie. Ich zeznania okazały się być jednymi z najbardziej obciążających.
Lori Fortier powiedziała jak McVeigh próbował jej wytłumaczyć za pomocą łyżek jak można skonstruować bombę. Powiedziała też jak laminowała fałszywe prawo jazdy dla McVeigha – to z nazwiskiem Robert Kling, którego McVeigh używał do wypożyczenia ciężarówki. Hatzler przywołał dzień zamachu. Część dialogu:
Lori Fortier: „Włączyliśmy wiadomości wcześnie tego ranka… i zobaczyliśmy co się stało… zobaczyliśmy, że budynek został wysadzony, i od razu wiedziałam że to Tim”
Hartzler: „Powiedział wam co jest jego celem. Tak?”
L. F.: „Tak”
H.: „Zdaje sobie pani sprawę, że wtedy mogła pani do tego nie dopuścić, powstrzymać to. Prawda?”
L.F.: „Tak jest”
Kiedy Jones przesłuchiwał Portierów, pokazał ich w jak najgorszym świetle. Ich wiarygodność faktycznie była podważalna – przecież zdradzili Tima mając nadzieję, że Fortier dostanie mniejszy wyrok.
Kiedy siostra McVeigha – Jennifer się pojawiła, zrobiła to również pod takimi samymi warunkami jak Lori Fortier. Świadek rządowy – nic co powiedziała przed sądem nie mogło zostać użyte przeciwko niej.
Robert Nigh, z obrony, próbował uczłowieczyć McVeigha pytając ją o Tima i wojnę. Próbował też pokazać, że Jennifer była źle traktowana, kiedy FBI wzięło ją na przesłuchanie. Powiedziała Nigh’owi, że podczas przesłuchania powiedziano jej, że Tim był winny i że „będzie się za to smażył”.
Jennifer przyznała podczas przesłuchania – mimo, że nie była zmuszana do kłamstwa – to każda zła rzecz, którą powiedziała o Timie FBI była prawdą.
Najbardziej przytłaczające dla McVeigha podczas procesu były zeznania Micheala Fortiera. Wyciągnięty z celi, powiedział z detalami jak to wszystko się zaczęło. Jego zeznanie było pełne emocji, okazywał skruchę. Gdy wytykano mu, że wszystko, co musiał zrobić, aby nie dopuścić do tragedii to podnieść słuchawkę i zawiadomić odpowiednie władze, przytaknął. Fakt, że McVeigh był dla Fortiera jak bohater wyszło na jaw kiedy wreszcie powiedział: „Jeśli nie brać pod uwagę Oklahomy, Tim to dobry człowiek.”
To zeznanie prawdopodobnie bardziej umniejszyło rolę Fortiera niż Jones kiedykolwiek mógł to zrobić. Z jego strony, Jones miał podsłuchy FBI i nagrania rozmów z których wynikało że Foriter jest błaznem i kłamcą. Bez wątpienia Jones miał nadzieję, że ława przysięgłych pomyśli: „Cóż, jeśli ten facet tak wiele kłamał FBI i innym, to czemu teraz mu wierzyć?”. W każdym razie, zeznanie Fortiera wymiernie przygwoździło McVeigha.
Z mniej dramatycznych zdarzeń podczas procesu: namierzono kartę telefoniczną McVeigha i jego lokalizację, gdy dzwonił. Odciski palców na rachunku dowiodły, że kupował składniki do bomby. Obecność drobin materiałów na jego ubraniu i posiadanie zatyczek do uszu dopełniły reszty.
Sędziemu zajęło to trzy dni: Timothy James McVeigh faktycznie dokonał zamachu bombowego na Murrah Building.
Za swoje grzechy zapłaci odpowiednią cenę.

Supergwiazda Supermax

W swoim nowym domu we Florence (Colorado) – federalnym więzieniu – więzień znany jako „The Supermax” – McVeigh miał wystarczająco dużo czasu aby pomyśleć nad swoim ostatnim dniem w sądzie. Ostatnie dni uwydatniały, że ława ma tylko jeden cel – Tim McVeigh musi umrzeć.
Jakieś dwa miesiące później, sędzia Matsch formalnie skazał McVeigha. Zrobił to prosto, kończąc tak: „… jest wyrokiem sądu, że oskarżony Timothy McVeigh zostaje skazany na śmierć za każdy z jedenastu zarzutów”.
McVeigh znalazł się w nowym otoczeniu. Teraz stał obok:
Ramzi Yousef’a – pomysłodawcy ataku na WTC 26 lutego ’93. Dostał 250 lat.
Ted Kaczynski – Unabomber – 4 wyroki śmierci za bomby w listach.
Luis Filipe – „Król Krwi”, kierował ulicznym gangiem w Nowym Jorku.
Jednak tylko Kaczynski i McVeigh mieli na koncie więcej niż tylko przestępstwo. Obaj byli obrońcami wolności osobistej – czegoś, czego żaden z tej czwórki już nigdy nie miał doświadczyć.
Żyli we względnej harmonii, mimo że komunikacja między nimi była ekstremalnie ograniczona.
Również Nichols nie wykazywał żadnej chęci komunikacji z McVeigh’em.
Micheal Fortier został skazany na 12 lat więzienia za nie poinformowanie policji o planach McVeigh’a – względnie mały wyrok, prawdopodobnie dzięki współpracy z oskarżeniem podczas procesu.
13 lipca ’99 McVeigh został zaproszony na wielkie otwarcie jedynej jak dotąd federalnej celi oczekujących na śmierć. W oświadczeniu dla prasy Amerykańskie Biuro Więziennictwa pisze:
„13 lipca, Amerykański Zakład Penitencjarny Terre Haute (United States Penitentiary USP Terre Haute, Indiana) otworzył specjalną jednostkę zamkniętą, aby zapewnić bezpieczne i godne przebywanie więźniów skazanych na śmierć przez sądy federalne… więźniowie z federalnymi wyrokami śmierci zostali przetransportowani z innych federalnych i stanowych placówek do USP Terre Haute.”
„Projekt tego dwupiętrowego kompleksu zawiera 50 pojedynczych cel, korytarze na wyższym i niższym poziomie, zakład przemysłowy, powierzchnie do rekreacji wewnątrz i na zewnątrz, przechowalnię, kuchnię, pokój dla adwokata i rodziny/odwiedzających i obszar wideo do telekonferencji, aby zapewnić kontakt z sądem i adwokatami.”
McVeigh uważał, że to miejsce wyglądało jak „śmietnisko”, donosi Michel i Herbeck – znienawidził je od początku.
Wraz z 19 innymi oczekującymi śmierci, McVeigh znalazł nowy dom – ten, którym nie będzie się cieszył zbyt długo, jeśli w ogóle. Życie w Terre Haute było dalekie od społecznego. Nie było prawie nic do robienia poza ćwiczeniami na ograniczonej przestrzeni, jedzeniem o niezwykłych porach, spaniem, oglądaniem telewizji i myśleniem o przeszłości.
13 lutego 2001 minęła ostatnia szansa na apelację. Prawnik Robert Nigh wystosował petycję, którą McVeigh zgodził się podpisać.
W tym czasie, książka „Amerykański Terrorysta” Michela i Herbecka jeszcze nie została wydana. Ale McVeigh wiedział o tym – przy publikacji książka zawierała jego pierwsze publiczne przyznanie się do winy.
McVeigh miał po raz ostatni wyjść z celi 16 maja 2001. Ten ostatni raz Tim McVeigh będzie w centrum uwagi – kiedy wybrana grupa gości zostanie wpuszczona do pomieszczenia, w którym będą oglądać jak umiera.

Łoże śmierci

McVeigh sam ustalił w jakim nastroju ma być przeprowadzana jego egzekucja: nalegał by była transmitowana przez telewizję. Chciał pokazać ludziom, że ci, którzy oskarżali go o zabójstwo teraz sami są skłonni go zabić. Napisał: „Ponieważ zamknięta transmisja mojej egzekucji budzi podstawowe wątpliwości związane z jej dostępnością, i ponieważ nie jestem przeciwny takiemu rozwiązaniu wydaje się oczywiste, że wykonując publiczne stracenie skazańca trzeba zezwolić na publiczną transmisję.”
McVeigh miał wsparcie sieci telewizyjnych, które starały się o prawa. Operator strony internetowej ENI wzywał rząd Stanów Zjednoczonych do zezwolenia na transmitowanie egzekucji. Ale federalni byli zdania, że to będzie przeciw konstytucji.
Najprawdopodobniej tylko ci, którzy przetrwali zamach i bliscy tym, którzy w nim zginęli mogli oglądać egzekucję w zamkniętej sieci telewizyjnej. Około 30 innych osób miało oglądać rytuał w samej komorze zagłady.
Zanim McVeigh tam wszedł, miał do spożycia wybrany posiłek, który nie mógł zawierać alkoholu i którego cena nie mogła przekraczać 20 dolarów. Po nim miał cztery godziny czekania.
Zgodnie z jego życzeniem nie będzie autopsji, a on podpisze oświadczenie, które mówi:
„Ja, Timothy McVeigh, niniejszym poświadczam; że nie stała mi się żadna krzywda podczas przebywania pod opieką Amerykańskiego Biura ds. Więzień (U.S. Bureau of Prisons). Niniejszym rezygnuję z jakichkolwiek ewentualnych zażaleń.”
Po tym zostanie fizycznie sprawdzony, wyjdzie z celi i pomaszeruje do komory. Tam zostanie przywiązany do łoża śmierci i zostanie mu wprowadzony do żyły śmiercionośny wenflon. Trzy zastrzyki nastąpią jeden po drugim.
Pierwszy, pentothal sodu, aby stał się nieprzytomny. Potem pancuronium bromide aby zapadły się jego płuca. I w końcu chlorek potasu, aby zaatakować serce. Cały proces nie powinien trwać dłużej niż 10 minut. Będzie oglądany „na żywo” przez 30 świadków włączając 10 wybranych reprezentantów mediów.
Korzystając z przywileju bycia tam reporterzy mogą wybrać usługę-extra. Za 1146 dolarów i 50 centów dostają wózek golfowy, telefon, wodę i wygodne krzesło na trzy dni. Mogą siedzieć w namiocie, ale będą widzieć tylko główny budynek. Ci, których nie stać na takie luksusy również dostali zezwolenia na rozbijanie namiotów dostarczonych przez rząd. Jeśli chcieli stoły czy krzesła – musieli się w nie sami zaopatrzyć.
Dla demonstrantów został wydzielony osobny obszar – największa była grupa przeciwko karze śmierci. Byli tam też obrońcy zwierząt i prawnicy będący zwolennikami kary śmierci.
Były już próby nakłonienia rządu, aby dostarczyć McVeigh’owi tylko wegetariański posiłek. Argumentowali to tak: nie powinno się przelewać więcej krwi, również tej zwierzęcej.
Niezależnie od wyniku – „dzięki” ponownemu skazaniu na karę śmierci rozgorzała na nowo debata o jej (nie)słuszności.
Wielu wybrało nie oglądanie wewnętrznej transmisji – włącznie z ojcem Timothy’ego. Mimo, że mógł być w grupie osób, którym umożliwiono oglądanie tego „na żywo” uszanował prośbę syna, aby trzymać się od tego z dala. Z resztą – chyba nie miał zamiaru tam iść – w wywiadzie dla USA TODAY powiedział: „Co dobrego by mi przyszło gdybym tam poszedł? Czy chciałbyś oglądać śmierć twojego syna?” Starszy McVeigh życzył sobie, aby syn wreszcie okazał skruchę i wyrzuty sumienia – wolał pamiętać go jako uśmiechającego się malucha. Ciągle pytał siebie samego: „dlaczego?”.
Dan Eggen i Lois Romano napisali w Washington Post: „Z około 2000 krewnych i uratowanych z zamachu bombowego z 19 kwietnia 1995, którzy mogli legalnie być świadkami egzekucji, tylko około 15% wyraziło taką chęć”. Jedna z kobiet powiedziała, że dopóki nie zobaczy ostatniego tchnienia McVeigh’a nie będzie w stanie zostawić tego za sobą. Narodowa Organizacja Pomocy dla Ofiar (National Organization for Victim Assistance) umacniała jej przekonania, cytując w dowód anegdotę, w której widać, że może to być „satysfakcjonujące doświadczenie”.
Bud Welsh, który stracił córkę, powiedział Romano i Eggan „Przechodziłem okres wegetacji przez 10 miesięcy od śmierci Julie… Nawet nie chciałem procesów; Po prostu chciałem ich usmażyć. Ale nie można niczego postanowić dopóki żyje się w złości… Jak oglądanie kogoś związanego, pokłutego igłami może komuś dać wytchnienie lub sprawić, że poczuje się dobrze?”
Jednak ta sprawa jest zbyt osobista aby można ją było łatwo rozwiązać.
Dla wielu, jakakolwiek pamiątka po wydarzeniu budzi wściekłość. Warto jednak zauważyć, że to dopiero w wywiadzie robionym na użytek książki „American Terrorist” McVeigh po raz pierwszy publicznie przyznał się do zamachu i podał swoją wersję wydarzeń.
Jego antyrządowe tyrady oraz próby grania patrioty i bohatera zweryfikował on sam. Jednak zakazanie wydania książki mogło obrócić się w drugą stronę. Przyznanie się McVeigh’a ostatecznie zakończyło erę domysłów i nieścisłości. Samo to powinno wzmocnić w nas wiarę we władze – które tak szybko przywiodły go przed wymiar sprawiedliwości.
Ponieważ książka eksponowała jego niepopularne myśli, detektywi zajmujący się profilowaniem przestępców zebrali wartościowy materiał o umyśle terrorysty. Trzeba mieć nadzieję, że to pomoże innym obywatelom rozpoznawać oznaki terrorysty zanim zdąży uderzyć. Tak jak powiedział prezydent Bush podczas otwarcia w Oklahomie muzeum upamiętniającego te straszne wydarzenia:
„Wszyscy jesteśmy w obowiązku obserwować i zawiadamiać o oznakach kłopotów.”
Jeśli można znaleźć pokój w Oklahoma City, to jest to tu – przy pięknym pomniku ku czci ofiar Oklahomy. W nocy dzięki specjalnym reflektorom na niebie pojawiają się krzesła – jedno dla każdej z ofiar tego zamachu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *