Złe zamiary

robinson1Być może trudno w to uwierzyć, ale do upadku Johna Robinsona, jednego z najciekawszych i najdłużej aktywnych seryjnych morderców w historii Stanów Zjednoczonych, doprowadził wybór nieodpowiedniej partnerki seksualnej. Ten seryjny morderca, którego brutalne zachowanie względem często chętnych na to ofiar bardzo kontrastuje z jego łagodnym, korpulentnym wyglądem, siedzi aktualnie w celi śmierci w Kansas, oczekując na egzekucję w ramach wyroku za dwa popełnione morderstwa (mając także na swoim koncie wyrok dożywocia za trzecie). Ten ponad 70-letni już obecnie mężczyzna przyznał się także do 5 zabójstw na terenie stanu Missouri, którego władze zaakceptowały jego przyznanie się do winy, w zamian za rezygnację z wymierzenia mu kolejnej kary śmierci.

Poza zabijaniem, Robinson popełnił także inne przestępstwa, w tym tzw. handel żywym towarem. Sprawa dotyczyła dziecka, które zabrał jednej ze swoich ofiar i sprzedał swojemu bratu, udając, że jest pośrednikiem adopcyjnym między nimi. Całymi latami uwodził wrażliwe lub samotne kobiety, które poznawał na internetowych czatach i zabijał je, następnie spieniężając ich czeki z zapomogami socjalnymi lub alimentami. Przez bardzo długi czas nikt nie był w stanie powstrzymać jego zbrodniczej działalności – ani rodziny jego ofiar, ani sfrustrowani śledczy.

Tak naprawdę śledztwo w sprawie Robinsona nadal jest w toku, a na jaw ciągle wychodzą coraz to nowe fakty. W najgorszej sytuacji jest jego rodzina, która musi pozbierać okruchy swojego roztrzaskanego życia. Analizując przeszłość pod kątem ewentualnych wskazówek, które mogłyby rzucić jakiekolwiek światło na jego szokujące zachowanie, jego bliscy musieli pogodzić się z faktem, że człowiek, którego uważali za kochanego oraz kochającego męża i dziadka, należał do tajemniczego stowarzyszenia osób zainteresowanych sadomasochistycznym seksem, które uwodziły oraz poniżały kobiety poznane w sieci. Te z nich, które miały szczęście, mogły odejść jedynie z bliznami na ciele i umyśle. Te z nich, które miały trochę mniej szczęścia, kończyły martwe, a ich zwłoki gniły zapomniane w szczelnie zamkniętych beczkach na chemikalia. Inne, z kolei, po prostu rozpływały się w powietrzu, jak chmury pyłu, które unoszą się nad preriami granicy stanów Missouri oraz Kansas.

Kiedy w końcu aresztowano Robinsona, w lecie 2000 roku, był już doskonale znany stróżom prawa ze stanów Kansas i Missouri. Przez długi czas pozostawał ich podejrzanym w sprawach zaginięć kobiet w okolicach Kansas City, jednak, dzięki użyciu swojego uroku osobistego oraz sprytu, zawsze udawało mu się wyprzedzać wymiar sprawiedliwości o krok. W końcu Robinson popełnił błąd, który dał władzom szansę, której potrzebowali, aby go zatrzymać. Stało się tak, ponieważ jego zachowanie nie spodobało się kilku kobietom, które poznał przez swoją sieć znajomości w Internecie. Wniosły one oskarżenia na policję w Kansas. Jednak nawet policjanci, którzy już wcześniej podsłuchiwali jego telefon, a także słuchali przez ściany jak oddawał się wyuzdanym aktom miłosnym, oraz śledzili go, kiedy odwiedzał swoje liczne kryjówki, w których umieszczał kobiety, nie byli przygotowani, na to, czego już wkrótce mieli się o Robinsonie dowiedzieć.

Kłamstwo to najlepsza strategia

Będąc nastolatkiem, Robinson często opowiadał historię o tym, jak to dostał się do Eagle Scouts (odpowiednik naszego harcerstwa), a nawet występował razem z nimi przed samą królową Elżbietą II. Gdyby nie zdjęcia, które ukazywały go jak śpiewał w Palladium oraz świadkowie, którzy widzieli jak rozmawiał z Judy Garland, historia ta zostałaby potraktowana jako jeden z wielu wytworów wyobraźni chłopaka. W wieku 13 lat Robinson powiedział innym chłopcom z Eagle Scouts, że planuje zostać księdzem i chce kiedyś pracować w Rzymie. Nikt nie wie, czy to były prawdziwe pragnienia młodego Robinsona, czy jego forma zwrócenia na siebie uwagi. Jego przyjaciele wspominali go później jako cichego, uprzejmego chłopca o miłym uśmiechu. Były drużynowy, który znał Robinsona z czasów, kiedy ten mieszkał w Cicero, w stanie Illinois, pamiętał go jako ciężko pracującego i mocno zmotywowanego chłopaka, którego możliwości niestety nie dorównywały chęciom: „Nie mówił wiele, ale kiedy już to robił, robił to tak, aby uzyskać jakiś zamierzony efekt. Był bystry. Szczerze mówiąc, aspirował do rzeczy, których nie był w stanie osiągnąć.”

Jakiś czas później, Robinson porzucił seminarium katolickie dla szkoły handlowej, gdzie chciał nauczyć się zawodu radiologa. Co prawda, nigdy nie ukończył tego kierunku, ale i tak dostał pracę jako technik w pracowni rentgenowskiej. Był rok 1965, kiedy Robinson popełnił swoje pierwsze oszustwo.

Swoją pierwszą pracę podjął w szpitalu dziecięcym. Ściany swojego biura obwiesił fałszywymi dyplomami oraz certyfikatami. Z jego nieodpowiedniego podejścia do małych pacjentów, jego koledzy wywnioskowali, że albo był oszustem, albo jednym z najbardziej niekompetentnych techników w tym zawodzie. Josephine Bermel, która pracowała z Robinsonem w szpitalu, pamiętała, że był miłym facetem, jednak twierdziła, że nie mógł być certyfikowanym technikiem. Bermel powiedziała, że Robinson miał problemy szczególnie z najmłodszymi pacjentami: „Małe dzieci nie rozumieją, kiedy mówisz „weź głęboki oddech.” Ważne jest ułożenie ich w odpowiedniej pozycji, często boją się całej maszyny. Musieliśmy pokazać mu jak to się robi.”

21-letni, patologiczny kłamca miał wówczas żonę imieniem Nancy, która właśnie urodziła ich pierwsze dziecko. Jego niekompetencja doprowadziła do tego, że został zwolniony z pracy, jednak wcale się tym nie przejął. Wkrótce znalazł pracę w laboratorium prowadzonym przez byłego osobistego lekarza prezydenta Harry’ego S. Trumana. Ta zmiana miejsca pracy publicznie ukazała pierwsze oznaki zaburzeń osobowości Robinsona i doprowadziła do jego pierwszego konfliktu z prawem.

Doktor Wallace Graham był wziętym lekarzem z ogromnym doświadczeniem, kiedy w 1966 roku zaproponował Robinsonowi pracę na stanowisku technika radiologii. Jak opowiadał później, był pod wrażeniem osiągnięć Robinsona w Boy Scouts oraz jego referencjami w dziedzinie radiologii. Graham był bardzo szanowany w swoim środowisku, ale był łatwowierny, co sprawiło, że stał się łatwym celem dla człowieka takiego jak Robinson.

Robinson szybko zaczął go okradać i dokonywać nadużyć. Wyczyścił konto bankowe przychodni do takiego stopnia, że jeszcze przez 6 miesięcy po zwolnieniu go, Graham nie był w stanie wypłacić premii świątecznych swoim pracownikom. W międzyczasie Robinson chwalił się znajomym swoim nowym ranczo oraz posiadłością nad jeziorem. Poza tym, Robinsonowi zdarzało się wplątywać w związki seksualne zarówno z pracownicami, jak i z pacjentkami przychodni. Pewnego razu, na przykład, uprawiał seks z pacjentką w laboratorium rentgenowskim, okłamując ją, że jego żona była śmiertelnie chora i nie mogła zaspokoić jego potrzeb.

Niewyjaśnione straty w przychodach kliniki doprowadziły do szczegółowego audytu finansowego, co, z kolei, wskazało na Robinsona jako na sprawcę całego zamieszania. Został wówczas aresztowany i oskarżony o kradzież Grahamowi 33 tysięcy dolarów. W 1969 roku, Robinson został skazany za tę kradzież. Ponieważ, w świetle prawa, było to jego pierwsze popełnione przestępstwo i dlatego, że zgodził się na wypłacenie swojej ofierze rekompensaty, skazano go jedynie na 3 lata pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wyroku. Nikt wówczas nie wiedział, że przez kolejne dwie dekady Robinson miał nadal popełniać takie, a nawet o wiele gorsze przestępstwa. W czasie, kiedy był pod nadzorem kuratora sądowego, zabił co najmniej osiem kobiet.

Kłamca, zdrajca, złodziej

Robinson najlepiej czuł się w roli przestępcy. Przez kolejne 20 lat zmieniał miejsca pracy jak rękawiczki, a więzienia udało mu się uniknąć tylko dlatego, że sprytnie przekraczał granice poszczególnych jurysdykcji i był skuteczny w przekonywaniu swoich byłych pracodawców, żeby nie składali na niego doniesień, w momencie, kiedy jego kradzieże wychodziły na jaw. W latach 1969-1991, został czterokrotnie skazany za przywłaszczenie pieniędzy lub kradzieże i dostał dożywotni zakaz angażowania się w jakiekolwiek inwestycje biznesowe. Niektóre kradzieże były naprawdę drobne – pracę w Mobil Corporation stracił za kradzież 300 dolarów w znaczkach. „Nie miał żadnego faktycznego zatrudnienia, chyba, że oszukiwanie ludzi i zabieranie im pieniędzy można za takie uznać” – powiedział kiedyś Paul Morrison, prokurator okręgowy z miasta Johnson County, w stanie Kansas. Podejrzewa się, że Robinson wyłudził pieniądze od wielu innych ludzi, jednak byli oni zbyt zawstydzeni faktem, że udało mu się ich oszukać, aby zgłosić to na policji.

W latach 70tych i 80tych Robinson promował się w mieście jako ważna osobistość oraz filantrop i nie powstrzymał się przed niczym, aby utrzymać ten nieskazitelny wizerunek. W rzeczywistości był tylko marnym fałszerzem, który bezczelnie wpisywał nazwiska ważnych osobistości ze społeczności Kansas w fałszywe listy polecające. Pewnego razu podrobił dokument świadczący, o tym, że dostał stanowisko profesorskie na Uniwersytecie Missouri. W innym dokumencie, który przedstawiał swoim inwestorom, źle zapisał nazwisko jednego z głównych biznesmenów Kansas City.

Śmiałe oszustwa Robinsona idealnie pasowały do kłamstw, które szerzył wśród ludzi, którzy mu ufali. Jego fałszywy biznes, polegający na hodowaniu roślin w wodzie, promujący sadzenie ich w odżywczym płynnym środowisku, pozbawił jego przyjaciela 25 tysięcy dolarów. Mężczyzna zainwestował pieniądze w interes Robinsona, ponieważ miał nadzieję na większe zyski, aby móc zapłacić za leczenie swojej umierającej żony. Robinson twierdził także, że pomógł sfinansować drugą część filmu Sylwestra Stallone’a „Rambo” oraz udawał eksperta od podatków, aby móc oszukiwać właścicieli dużych gospodarstw rolnych.

Jego narcyzm osiągnął szczyt w 1977 roku, kiedy doprowadził do otrzymania przez siebie tytułu „Człowieka Roku”, który przyznawali między innymi burmistrz Kansas City oraz senator stanu Missouri. Prezentując się jako bogaty filantrop z chęcią pomagania niepełnosprawnym, Robinson oczarował swoją osobą radę naczelną lokalnej organizacji pomagającej niepełnosprawnym i wszedł w jej skład. Jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobił, było zamówienie firmowej papeterii. Następnie, podrobił list od dyrektora wykonawczego do burmistrza i od burmistrza do innych miejskich urzędników, zapraszając ich na oficjalny obiad, aby uczcić anonimowego zdobywcę nagrody „Człowieka Roku”. Gdy gala się zaczęła, udając zaskoczenie, kiedy ogłoszono zwycięzcę, Robinson pokornie zaakceptował fałszywą nagrodę. Członkowie zarządu organizacji, w której działał, zupełnie oniemieli. Na imprezie pojawiły się także lokalne media, była nawet dumna rodzina Robinsona. Plan spalił na panewce, kiedy ludzie, których nazwisk Robinson użył do swojej mistyfikacji, przeczytali o całym wydarzeniu w prasie. „The Kansas City Times”, uderzony oszustwem, zemścił się na nim dwa tygodnie później ujawniając je publicznie. Jego dzieci były wyśmiewane w szkole, a jego żona nie chciała pokazywać się publicznie. Wydawało się jednak, że samego Robinsona w żaden sposób to nie dotknęło.

Artykuł w gazecie ostatecznie upokorzył rodzinę Robinsona, która tak naprawdę powinna zostać wpisana na listę jego licznych ofiar. Pozował na dobrego ojca i kochającego męża, jednak tylko przy ludziach. Robinson jest prawdziwym psychopatą, dla którego niemożliwe jest nawiązanie jakiegokolwiek związku emocjonalnego, nawet ze swoją własną rodziną. Jako dziecko ojca alkoholika oraz autorytarnej matki, Robinson sam był surowym rodzicem, nie tolerującym niesubordynacji oraz słabych wyników (choć były to dwie cechy, które często sam demonstrował w swoim życiu). Jego żona, Nancy, zeznała w czasie trwania jego procesu sądowego, że John był jej niewierny przez co najmniej 20 lat z ich 38-letniego małżeństwa.

Jednak krewnym, który najprawdopodobniej został najbardziej przez niego skrzywdzony, jest jego młodszy brat. John, w najgorszy możliwy sposób, wykorzystał marzenie swojego brata o dziecku i zrobił to tylko po to, aby na tym zarobić.

Adopcja

Don i Helen Robinsonowie przez lata bezskutecznie starali się o dziecko. Para ta, która mieszkała w Chicago, zaczęła powoli godzić się z myślą o tym, że nigdy nie będą mieli dziecka. Wtedy właśnie John wspomniał im o prawniku ze stanu Missouri, który specjalizował się w adopcjach ze wskazaniem oraz zaproponował, że on sam mógłby zostać pośrednikiem takiej adopcji. Było to w 1983 roku, a przez następne dwa lata, po tym, jak Robinsonowie zapłacili zaliczkę w kwocie 2,5 tysięcy dolarów, za usługi wymyślonego adwokata, John planował jak zdobyć dziecko dla swojego brata. Jeżeli oszustwo by się udało, John prawdopodobnie rozszerzyłby swoją działalność, aby „pomóc” innym bezdzietnym małżeństwom marzącym o adopcji. W ciągu kolejnych miesięcy, Robinson kilkanaście razy mówił Donowi oraz Helen, że ich sprawa adopcyjna jest już na finiszu, jednak nadal nic nie wiadomo było o dziecku, które miało do nich trafić.

John zamierzał znaleźć samotną, ciężarną kobietę i dokładnie wiedział gdzie takiej szukać. Założył więc na twarz swoją maskę filantropa i odwiedzał wszystkie lokalne szkoły rodzenia oraz domy opieki społecznej, aby jak najwięcej osób dowiedziało się o nowym projekcie, który miał stworzyć wraz z tajemniczymi biznesmenami „ze Wschodniego Wybrzeża”. Projekt miał na celu pomoc samotnym matkom.

Karen Gaddis, była pracownica opieki społecznej w Truman Medical Center w mieście Independence, zeznała podczas procesu Robinsona, że pod koniec 1984 roku zgłosił do niej po pomoc w znalezieniu nowych podopiecznych. Gaddis twierdziła, że Robinson szukał młodych matek, najlepiej o białym kolorze skóry, które nie utrzymywały bliskich kontaktów ze swoimi rodzinami. Pokazał jej nawet mieszkanie w Overland Park w Kansas, gdzie miały się zatrzymać. Gaddis wiedziała, że dzieci rasy kaukaskiej mają dużą wartość w handlu żywym towarem, a ponieważ Robinson nigdy nie pokazał jej żadnych dokumentów potwierdzających legalność swoich działań, ona nie zamierzała mu pomóc. „Myślę, że uważał, że jesteśmy doskonałym miejscem, aby znaleźć młode kobiety, których nikt nie będzie szukał” – powiedziała.

Mimo braku chęci współpracy ze strony Karen Gaddis, znalezienie przez Robinsona kolejnej ofiary było tylko kwestią czasu. W styczniu 1985 roku, w domu samotnej matki, poznał 19-letnią Lisę Stasi oraz jej 4-miesięczną córeczkę Tiffany. Stasi była wówczas w separacji z mężem, który zaciągnął się do marynarki wojennej i wyjechał do bazy poza Chicago. Dziewczyna nie była zamożna i nie miała wykształcenia, przez co stała się idealnym celem dla mężczyzny takiego jak John Robinson. Robinson przekonał Lisę, że jego projekt pomocy samotnym matkom pomoże jej stanąć na nogi, mówiąc łatwowiernej nastolatce dokładnie to, co chciała usłyszeć. Program Robinsona z założenia miał dać jej opiekę dzienną, praktyki zawodowe, mieszkanie oraz miesięczne stypendium. Jedyny haczyk polegał na tym, że miała zostać wysłana na kilka miesięcy do Teksasu, aby odbyć tam praktyki zawodowe. Powiedział jej, że nie będzie miała czasu na kontakty z rodziną, dlatego też musiała podpisać się na czterech pustych kartkach papieru, których treść on miał sam napisać.

9 stycznia 1985 roku, Robinson, podający się za niejakiego Johna Osborne’a, przyjechał do domu siostry Lisy, gdzie zostawiła małą Tiffany. „Osborne” nie rozmawiał, co prawda, z Kathy Klinginsmith, siostrą Lisy, jednak pozostawił na niej negatywne wrażenie. „Pamiętam tylko, że byłam przerażona. Chciałam pobiec za nią i ją przyprowadzić z powrotem, ale za bardzo się bałam.” – powiedziała Klinginsmith podczas procesu sądowego Robinsona. Jak się później okazało, instynkt jej nie mylił. Następnego dnia, Lisa zadzwoniła do swojej teściowej i w panice powiedziała jej, że „oni” powiedzieli jej, że była złą matką i, że Betty Stasi chciała zabrać jej Tiffany. Betty powiedziała swojej rozhisteryzowanej synowej, że nie wiedziała o co tej chodziło. Jej ostatnie słowa do rodziny brzmiały bardzo tajemniczo: „Idą po mnie” – powiedziała tuż przed odłożeniem słuchawki. Rodzina Lisy już nigdy więcej nie dostała od niej żadnego znaku życia. Dziewczyna przepadła jak kamień w wodę.

Dwa dni później, Don i Helen Robinson wrócili do Chicago ze swoją nowo-adoptowaną 4-miesięczną córeczką. W zamian za dodatkową opłatę dla „prawnika” Johna, w wysokości 3 tysięcy dolarów, para otrzymała bardzo przekonywujące dokumenty adopcyjne z fałszywymi podpisami dwóch prawników oraz sędziego. John powiedział im, że matka Tiffany popełniła samobójstwo w ośrodku dla ofiar przemocy domowej. W dniu, kiedy Don i Helen zabrali Tiffany do siebie, Kathy Klinginsmith oraz Betty Stasi zgłosiły zaginięcie Lisy.

Kobiety Robinsona

Wszelkie poszlaki uzyskane w sprawie zaginięcia Lisy Stasi doprowadziły władze do Johna Robinsona, który powiedział, że kobieta zrezygnowała z jego dalszej pomocy i odeszła ma zachód z mężczyzną imieniem Bill. Znalazł nawet kobietę, która zeznała, że Lisa została u niej tamtej nocy, zanim odeszła. Nieco później, Betty Stasi otrzymała podejrzany napisany na maszynie list z podpisem Lisy, w którym miała napisać, że odchodzi, aby zacząć nowe życie. Niestety, władze niewiele mogły zrobić nie mając żadnych konkretnych dowodów jego winy. Jedyne, co mogli zrobić, to przeszukać bazę danych osób zaginionych, ponieważ nazwisko Robinsona pojawiło się kilka miesięcy wcześniej w związku z innym zaginięciem w podobnych okolicznościach.

Paula Godfrey, nastolatka z Olathe, w stanie Kansas, podjęła pracę w jednej z fałszywych firm Robinsona i powiedziała przyjaciołom oraz rodzinie, że jest podekscytowana możliwościami, jakie jej ta praca oferuje. Zaginęła w drodze na „szkolenie”, na które wysłał ją John. Zaniepokojona rodzina skontaktowała się z policją. Kilka dni po zgłoszeniu zaginięcia, władze otrzymały napisany na maszynie list z podpisem Pauli.

Robinson najprawdopodobniej zatrudnił ją na stanowisku przedstawiciela handlowego. Jakiś czas później, na posterunek policji w Overland Park dotarł list od dziewczyny, w którym napisała, że dziękuje za pomoc Johnowi Robinsonowi i że ma się OK. i, że nie chce się widzieć z rodziną. Ponieważ dziewczyna była pełnoletnia i nie było jednoznacznego dowodu na to, że mogło jej się coś stać, tamtejsza policja zawiesiła śledztwo. Nie znaleziono żadnego śladu po Pauli Godfrey.

W międzyczasie, FBI przyglądało się Robinsonowi jako podejrzanemu o złamanie federalnego prawa Mann Act, kolokwialnie zwanego także „White Slave Act” – przez przetransportowanie Lisy oraz Tiffany Stasi przez granice stanów, co mogło oznaczać, że zostały porwane. W tym samym czasie, władze stanu Missouri i Kansas analizowały jego ewentualne powiązania ze zniknięciem Godfrey. Już wtedy było ewidentne, że kara pozbawienia wolności w zawieszeniu Robinsona powinna zostać zmieniona. Dochodzenie popchnął do przodu Steven Haymes, kurator Robinsona, który jako pierwszy zaczął badać czy oszustwa i wyłudzanie pieniędzy były jedynymi jego grzechami. Okazało się, że John był mocno związany z podziemnym światkiem usług seksualnych w Kansas i prawdopodobnie miał kilka prostytutek, specjalizujących się w praktykach sado-maso.

Śledczy wysłali nawet tajną agentkę, aby spotkała się z „JR” (pod takim pseudonimem był znany w seks biznesie), a on obiecał jej, że może spokojnie zarabiać co najmniej tysiąc dolarów za noc za zabawianie jego klientów, jednak tylko jeśli jest odporna na ból. Chciał nawet, żeby kobieta udała się z nim na wycieczkę, jednak podejrzewając, że życie agentki mogło być w niebezpieczeństwie, FBI wycofało ją z zadania.

Dzięki dowodom zebranym podczas obserwacji Robinsona przez FBI oraz wszczęciu oddzielnego śledztwa w sprawie kolejnego przywłaszczenia sobie przez niego pieniędzy, Haymes mógł złożyć doniesienie o naruszeniu zasad zwolnienia warunkowego. Powiedział później, że jeśli władze nie mogły złapać Robinsona w związku z zaginięciami kobiet, mogły zatrzymać go za inne jego działania.

Głównym świadkiem w sprawie o naruszenie warunków zawieszenia była prostytutka i kochanka Robinsona, 21-letnie Teresa. Teresa, która mieszkała w mieszkaniu, które Robinson wynajmował, otrzymywała narkotyki i pieniądze w zamian za usługi seksualne świadczone klientom Robinsona. Najprawdopodobniej była także kolejną ofiarą Robinsona. Użył jej, aby zdyskredytować byłego kolegę z ławy oskarżonych, który współpracował z policją w sprawach dotyczących oszustw, które Robinson popełnił. JR kazał Teresie napisać „pamiętnik”, którego treść sam jej podyktował. Kazał jej także podpisać puste kartki papieru, jak również napisać list skierowany do prawnika Robinsona, dając mu upoważnienie do odzyskania pamiętnika ze skrzynki depozytowej w razie, gdyby dziewczyna zaginęła. Ostatni wpis w pamiętniku miał zostać zrobiony tego samego dnia, kiedy John i Teresa rzekomo wybierali się na Bahamy – chociaż policja przypuszczała, że do wycieczki tej nigdy nie doszło.

Wygląda na to, że nadal wykorzystywał innych ludzi do swoich celów, w tym Teresę, z którą nie wiadomo co się stało” – napisał w swoim raporcie Haymes. Sędzia zdecydował się odwiesić wyrok Robinsona, co sprawiło, że po raz pierwszy trafił za kratki.

W 1987 roku John Robinson został przeniesiony do więzienia w stanie Missouri, gdzie pozostawał, dopóki sąd odrzucił jego apelację. Następnie, prawie natychmiast został wysłany do więzienia w Kansas za wyrok za kradzież i pozostał tam do roku 1993. Można było przewidzieć co stało się wtedy z jego rodziną. Stracili swój drogi dom na przedmieściach, a Nancy musiała podjąć się pracy, aby utrzymać skromną przyczepę, w której zamieszkali.

Będąc w więzieniu, Robinson nadal kłamał oraz używał swoich manipulatorskich umiejętności, aby wprowadzać w błąd strażników więziennych oraz zbliżyć się do swojej kolejnej ofiary, więziennej bibliotekarki.

Eskalacja

Kiedy wypuszczono go z więzienia w 1993 roku, Robinson odkrył cudowny wynalazek, jakim był Internet oraz jego przydatność w poznawaniu ludzi zainteresowanych seksem typu S&M. Zawsze interesował się technologią, której używał dla swoich własnych potrzeb. Robinson był mistrzem manipulacji edytora tekstu, w celu tworzenia fałszywych dokumentów, a kiedy w latach 90tych, Internet się upowszechnił, został jego czynnym użytkownikiem i częstym gościem w wirtualnych pokojach do rozmów o seksie. Robinson używał nicku „Slavemaster”, aby poznawać kobiety, które lubiły odgrywać rolę uległych partnerek w czasie seksu.

Pod koniec lat 90tych, Robinson cieszył się sporym przypływem pieniędzy spieniężając rządowe czeki oraz alimenty pozyskane od swoich trzech ofiar. Pierwszą kobietą, która zginęła po tym, jak Robinson wyszedł z więzienia, była Beverly Bonner, bibliotekarka z więzienia w Missouri, która została uwiedziona przez Johna w czasie jego pobytu tam. Niedługo po tym, jak Robinson wrócił na wolność, Beverly rozwiodła się z mężem, więziennym lekarzem, i przeprowadziła do Olathe, aby pracować dla niego przy jednym z jego przedsięwzięć. Niemal natychmiast zaginęła, a Robinson umieścił jej rzeczy osobiste w skrytce na przedmieściach Kansas City. Beverly powiedziała swojemu byłemu mężowi, że zamierza wyjechać za granicę i podała mu adres pocztowy, na który mógł przysyłać jej alimenty.

Gdy ktoś z obsługi poczty pytał go o to kim był, Robinson mówił, że był bratem Beverly, która to wyjechała do Australii oraz, że tak jej się tam spodobało, że pewnie już stamtąd nie wróci. Tamtejsi pracownicy nie mieli oczywiście pojęcia, że Beverly Bonner była już wtedy pochowana w beczce na chemikalia, skrzętnie ukrytej w jednym ze schowków wynajmowanych przez Robinsona. Obok rozkładającego się ciała Bonner, stały dwie inne beczki, które zawierały szczątki pewnej matki i córki, których czeki rządowe zasilały środki na życie Robinsona.

Sheila i Debbie Faith wiodły samotne życie w Fullerton, w stanie Kalifornia, po tym jak mąż Sheili zmarł. Debbie cierpiała na rozszczep kręgosłupa lub porażenie mózgowe (źródła są niejednoznaczne). Wiadomo, że była przykuta do wózka inwalidzkiego i ledwo była w stanie operować joystickiem. Kiedy John Faith zmarł, Sheila zaczęła spotykać się z różnymi mężczyznami poznanymi w sieci, aż w końcu natrafiła na Johna Robinsona. Ukazał się jej jako bogaty człowiek, który mógł utrzymać ją i Debbie, płacić za terapię dla dziewczynki i dać Sheili pracę. Spakowały, więc swój dobytek i przeniosły w okolice Kansas City, gdzie po jakimś czasie nagle zniknęły.

Przez całe lata opieka społeczna przesyłała czeki z zapomogą na adres, który kobiety zaktualizowały po swojej przeprowadzce. Jak zeznała później pracownica tamtejszej poczty, każdego miesiąca, John Robinson przychodził i odbierał czeki wystawione na Bonner oraz Faith.

O krok od śmierci

Kiedy rewolucja komputerowa rozpoczęła się na dobre, a Internet stał się nie tylko miejscem do finalizowania transakcji biznesowych, ale także miejscem spotkań ludzi o podobnych zainteresowaniach, John Robinson dosłownie zachłysnął się wirtualnym światem cyberprzestrzeni. Jego zła reputacja oraz konflikt z wymiarem sprawiedliwości uniemożliwiły mu pracę w bardziej popularnych przedsiębiorstwach, więc zaczął wydawać gazetę, na której zarabiał głównie dzięki reklamom. Niestety, jego gazeta tak bardzo przypominała swoim wyglądem oraz treścią inny miesięcznik wydawany w Kansas City, że otrzymał on od prawnika rzeczonego pisma prośbę o zaniechanie kopiowania treści. Prośbę tę oczywiście zignorował. Jego gazeta odnosiła małe sukcesy, Nancy pracowała jako dozorca w dzielnicy, w której mieszkali, a on wyłudzał nielegalne środki finansowe po swoich zmarłych ofiarach.

Jego zwyczajny dzień zaczynał się od oczekiwania, kiedy Nancy opuści swoje biuro, a następnie korzystania z Internetu w poszukiwaniu kobiet chętnych do sadomasochistycznego seksu. Z biegiem czasu, Robinson stał się dobrze znany i wysoko poważany w środowisku BDSM, które coraz śmielej pokazywało się online w różnego rodzaju chatroomach. Nadal także spotykał się z kobietami poznanymi przez ogłoszenia w lokalnych gazetach.

Pewna kobieta, z którą spotykał się w zamian za wsparcie finansowe, nie wiedziała nawet ile miała szczęścia, że nie skończyła w beczce obok Sheili oraz Debbie Faith oraz Beverly Bonner. Kobieta mieszkała w apartamencie opłacanym przez Robinsona. Aby wytłumaczyć się, dlaczego nigdy nie zostawał na noc, powiedział jej, że był w trakcie rozwodu. Obsypywał ją prezentami i ubraniami, chociaż ona wkrótce zauważyła, że większość z tych ubrań była już noszona. Robinson wytłumaczył jej, że ubrania zostawiły jego byłe pracownice.

Para weszła w układ pan-niewolnica, a Robinson przygotował całą listę wymagań dla kobiety, która musiała ją także podpisać w obecności jego adwokata. W zamian za seks, obiecał jej pracę w przemyśle rozrywkowym oraz numer ubezpieczenia społecznego. Ona potulnie wykonywała wszystkie jego rozkazy.

Związek trwał w najlepsze, dopóki Robinson pewnego dnia nie powiedział jej, aby przygotowała się do podróży. Miał zabrać ją do Londynu na wycieczkę połączoną z interesami. Powiedział jej, że musi zwolnić się z pracy oraz powiadomić znajomych, że nie będzie jej przez jakiś czas. Zdała mieszkanie, które wynajmowali, a Robinson przeniósł ją do pobliskiego motelu. Tak jak wszystkim dziewczynom, które były przed nią, powiedział jej, że będzie bardzo zajęta, więc powinna napisać listy do rodziny jeszcze zanim wyjedzie. Robinson powiedział, że zaopiekuje się jej wnioskiem o paszport, ponieważ ma znajomego w departamencie Stanu.

Kobieta uznała to za raczej dziwne, kiedy w przeddzień zaplanowanej podróży, Robinson podjechał pod jej motel ciężarówką wyładowaną ubraniami. Jeszcze dziwniejsze było to, że powiedział, że zamierzał spędzić z nią noc. Podniecona perspektywą podróży, kobieta obudziła się kolejnego ranka o 5 rano i przebudziła Robinsona. Jak później powiedziała, zachowywał się jak opętany. Wyskoczył z łóżka, krzycząc na nią i wyzywając od najgorszych. Powiedział, że zamierza wymeldować ją z motelu i musi wyjść, aby coś załatwić. Powiedział, że spotka się z nią w pobliskiej restauracji, ale nigdy się tam nie zjawił. Nie wiedząc, co się stało, kobieta próbowała się do niego dodzwonić, ale nie odbierał telefonów. Kiedy w końcu się dodzwoniła, powiedział jej, że nie mógł jej ufać, więc związek był skończony.

Dopiero, kiedy Robinson został aresztowany jako podejrzany w sprawie o morderstwo, kobieta zdała sobie sprawę jak blisko tamtego ranka była od śmierci. Policja przypuszczała, że Robinson przyjechał wtedy ciężarówką, aby łatwiej pozbyć się ciała kobiety z motelu, ale kiedy ta obudziła się przed nim, jego plan spalił na panewce.

Pod kontrolą

Robinson, a.k.a Slavemaster, swój cały wolny czas spędzał w domu przy komputerze. Anonimowość tego medium zmniejszyła jego potrzebę przybierania różnych masek w rzeczywistości, ponieważ łatwo mógł przełączać się pomiędzy osobowością znanego publicznie człowieka, kochającego dziadka, który kosił trawnik kilka razy w tygodniu oraz dzielił się obowiązkami w ogrodzie z sąsiadami oraz dominującego pana, który wymagał całkowitego posłuszeństwa od swoich niewolnic, które służyły mu w sieci. Dzięki słowu pisanemu oraz starannie pozowanych zdjęciach samego siebie, był w stanie zauroczyć prawie każdą uległą kobietę. Na jego koszt kobiety zainteresowane uległym stylem życia przyjeżdżały do Kansas City, niektóre na krótkie wizyty, a inne, aby spędzić z nim resztę życia. Kobiety, które przyjeżdżały na stałe, zwabione jego obietnicami finansowego wsparcia oraz pracy, często kończyły martwe, kiedy już się nimi znudził.

Krótko przed tym jak runął jego plan zabicia kolejnej kochanki, Robinson zapoznał się z pewną studentką, Izabelą Lewicką. Imigrantka z Polski mieszkała w północno-środkowej Indianie z rodzicami, którzy byli wykładowcami akademickimi. Izabela była młodą, atrakcyjną studentką na wydziale Sztuk Pięknych, interesowała się gotyckimi opowieściami oraz bondagem. Pod koniec 1997 roku powiedziała rodzicom, że rzuca studia i wyjeżdża do Kansas City, gdzie bogaty przedsiębiorca zaoferował jej stypendium. Jednak Izabela nie powiedziała rodzicom, że zgodziła się być niewolnicą tamtego mężczyzny. Po tym, jak przeprowadziła się do Kansas, nie kontaktowała się z rodzicami w żaden inny sposób niż przez e-mail.

Zwabiona potrzebą bycia dominowaną, obietnicą pracy oraz późniejszego małżeństwa, Izabela przyjechała do Kansas mniej więcej w czasie, kiedy Robinson przygotowywał się do wyeliminowania swojej poprzedniej kochanki. Kiedy jego plan został udaremniony, Robinson po prostu zerwał z tamtą kobietą, aby skoncentrować się na Izabeli. Dał jej pierścionek i zabrał młodą kobietę do urzędu miasta, gdzie zapłacili za świadectwo ślubu, którego Robinson nigdy nie odebrał.

Rok później, Izabela zapisała się do pobliskiego college’u jako Izabela Lewicka Robinson, mimo, że nie wiadomo czy faktycznie była żoną Robinsona. Powiedziała rodzicom, że wyszła za mąż, jednak nie podała im nazwiska męża. Lewicka i Robinson nie mieszkali razem, a kiedy pojawiali się razem publicznie, Robinson często mówił, że był jej wujkiem. Kobieta podpisała zawierający 115 punktów kontrakt, który dawał Robinsonowi prawie całkowitą kontrolę nad każdym aspektem jej życia, w tym nad jej kontami bankowymi.

W pewnym momencie, w lecie 1999 roku, Robinson znudził się Izabelą. Zgodnie z tym, co zeznano na procesie Johna, kobieta powiedziała znajomym, że wyrusza z nim w podróż i że nie będzie ich przez dłuższy czas. Nikt więcej nie widział jej żywej. John twierdził, że została przyłapana na przemycie marihuany i deportowana.

Upadek

Izabela Lewicka zaginęła mniej więcej w czasie, kiedy Robinsonowi udało się przekonać pewną samotną pracownicę opieki społecznej z Michigan, aby przyjechała do Kansas, gdzie miał się nią zaopiekować. Suzette Trouten była znudzona życiem. Można powiedzieć, że prowadziła podwójne życie – za dnia pracowała jako pielęgniarka, a w nocy oddawała się roli uległej niewolnicy. Poza znajomymi z kręgu BDSM, praktycznie nikt nie wiedział, że miała przekłute sutki oraz inne, bardziej intymne części ciała. Często odwiedzała te same strony i chatroomy, co John, więc nie trwało długo zanim się spotkali.

Robinson udawał tajemniczego biznesmena, który szukał stałej opiekunki dla swojego starego ojca. Powiedział Suzette, że jeśli przyjedzie do Kansas, będzie płacił jej więcej niż 60,000 dolarów rocznie i, że we trójkę, razem z jego ojcem, będą podróżować po całym świecie.

27-letnia Trouten była bardzo mocno związana ze swoją matką Carolyn, codziennie rozmawiała z nią przez telefon. Suzette miała także wielu wirtualnych znajomych, z którymi utrzymywała stały kontakt i którzy wiedzieli, że przeniosła się do Kansas, aby pracować dla mężczyzny, który odwiedzał czaty pod pseudonimem „JR”.

Zanim Suzette wyprowadziła się w lutym z Michigan, zostawiła numer telefonu i nazwisko Robinsona matce, dzięki czemu policja trafiła na jego trop, kiedy rodzina w marcu zgłosiła jej zaginięcie. Policja odwiedziła Robinsona, który wzbudził wtedy także podejrzenia władz w dwóch innych stanach, ponieważ jego nazwisko pojawiało się w śledztwach dotyczących zaginionych osób. Stróże prawa mają długą pamięć, więc policja szybko powiązała Robinsona ze sprawami Stasi, Lewickiej, Trouten, Godfrey oraz 27-letniej Catherine Clampitt, która zaginęła w 1987 roku po przeprowadzce do Overland Park, gdzie Robinson miał zapewnić jej pracę.

Ostatni e-mail, jaki Suzette wysłała do znajomych przed rzekomym wyjazdem wskazywał na jej zadowolenie i nadzieję na przyszłość. Napisała: „Wszyscy w końcu znajdujemy to, czego chcemy i ja właśnie to znalazłam.”

W międzyczasie, Robinson stopniowo tracił kontrolę nad tym, co robił i przestał być uważny. Tak jak wielu innych seryjnych morderców, zwiększył częstotliwość zabijania i dlatego, prawdopodobnie z powodu zbytniej pewności siebie lub nieświadomej woli bycia złapanym, słabo szło mu zacieranie śladów.

Carolyn Trouten otrzymała od Suzette kilkanaście napisanych na maszynie listów, które rzekomo miały być napisane, kiedy przebywała za granicą, jednak miały pieczęcie pocztowe z Kansas City oraz były nietypowo bezbłędne. Carolyn zeznała później, że Suzette miała problemy z ortografią i nigdy nie pisała do znajomych czy rodziny listów na maszynie. Po tym, jak kontakt z Suzette się urwał, Carolyn zadzwoniła pod numery telefonów, które zostawiła jej córka i zdziwiła się, słysząc po drugiej stronie Robinsona. W końcu listy, które otrzymywała od córki mówiły, że podróżowali razem. Wtedy John wszystkiemu zaprzeczył, twierdząc, że uciekła od niego z innym mężczyzną i ukradła mu pieniądze. To było tak niepodobne do jej córki, że Carolyn skontaktowała się z policją w Lenexa i zgłosiła zaginięcie. Było już za późno, aby pomóc jej córce, jednak prośba Carolyn o pomoc, miała doprowadzić władze do dowodów, które pozwoliły im na zdobycie nakazu monitorowania telefonu i komputera Robinsona.

Śledczy coraz bardziej się do niego zbliżali.

alt.sex

Społeczność BDSM jest dość specyficzna. Na temat tego zjawiska i jego wpływu na osobowość specjaliści od zdrowia psychicznego, w tym sam Freud, debatowali niejednokrotnie. Podczas gdy pojęcie BDSM (Bondage, Domination, Sadomasochism) – używane jest, aby opisywać konkretny rodzaj zachowań seksualnych, gdzie jedna osoba odgrywa rolę dominującego partnera, a druga podejmuje rolę uległą, ten ogólnikowy termin upraszcza relacje seksualne panujące w takim związku.

Sadyzm seksualny i masochizm są uznawane za zaburzenia osobowości, jednak tylko w przypadku, kiedy znacznie wpływają na normalne produktywne życie danej osoby lub dotyczą znajdowania sobie partnerów niechętnych do takich praktyk. Zainteresowanie BDSM nie jest uznawane za zaburzenie. Dominacja, uległość i zniewalanie nie mają formalnych definicji w psychologii, ponieważ naukowcy oraz ludzie oddający się takim praktykom seksualnym nie są w stanie znaleźć porozumienia w tej sprawie.

Mimo tego, dominacja i uległość to często eksplorowane tematy badań seksualnych, więc udało się wyciągnąć na ich temat pewne ogólne wnioski. Zniewalanie odnosi się do użycia w akcie seksualnym fizycznie krępujących materiałów lub przedmiotów, a także psychologicznie ograniczających zniewalaną osobę komend. Pojęcie sadomasochizmu, z kolei, mówi o zachowaniach seksualnych, które mają na celu zadawanie lub otrzymywanie bólu fizycznego lub psychicznego. Dominacja i uległość w akcie seksualnym nie wymagają ani fizycznego krępowania, ani zadawania bólu.

Teorii na temat tego, co pociąga daną osobę w takim związku jest wiele, począwszy od założenia, że zróżnicowane akty seksualne są całkowicie normalne i nawet pomocne zdrowej psychice, aż po wierzenie, że ludzie oddający się im są psychicznie chorzy i niezdolni do tradycyjnej miłości. Większość ekspertów twierdzi, że dominacja i uległość to normalne aspekty kontinuum seksualnej aktywności, podczas gdy bardziej kontrowersyjne aspekty zniewalania czy sadyzmu mają mniej zwolenników w środowisku psychologów.

Osoby związane ze środowiskiem BDSM mówią, że zdrowy związek osoby dominującej z osobą uległą wymaga zaufania i szacunku ze strony obojga partnerów. Gdy tylko przekroczona zostaje granica i jedna z osób przestaje się godzić na dane traktowanie, akt taki z automatu staje się przestępstwem. Zdecydowana większość ludzi, którzy lubią tego typu związki jest otwarta, bez przeszkód funkcjonuje w społeczeństwie, zazwyczaj jest dobrze wykształcona, pracuje i często pozostaje w długoterminowych związkach. Według ankiet dotyczących preferencji seksualnych, na całym świecie około 5 do 10 procent populacji oddaje się tego typu praktykom regularnie. Większość ludzi, którzy mówią, że lubią dominację i uległość to mężczyźni, chociaż kobiety również stosunkowo często wyrażają chęć odgrywania tego typu ról.

Dopiero w połowie lat 80tych XX wieku społeczeństwo medyczne przestało uważać BDSM za nienormalną praktykę oraz objaw choroby umysłowej. Przez całe wieki osoby preferujące taki rodzaj praktyk seksualnych spotykały się w sekrecie, co budowało wokół nich aurę tajemniczości oraz wierzenia, że praktyka nie była zdrowa, była brutalna i oznaczała szaleństwo. Ludzie ci formowali kluby, które z czasem wymieniały się „niewolnikami” pomiędzy sobą i to właśnie dało początek plotkom, że kobiety biorące w tym udział nie robiły tego za swoją zgodą.

Kiedy amerykanie stali się bardziej otwarci na tematy dotyczące seksu oraz tolerancyjni w stosunku do alternatywnych praktyk seksualnych, członkowie środowisk BDSM ujawnili się. Otwarcie zalecali się do siebie w ogłoszeniach prasowych lub w klubach nocnych. Jedną z bardziej popularnych metod poznawania innych zainteresowanych BDSM było spotykanie się grupowo w klubach oraz restauracjach, a następnie umawianie na seks.

Jednak to Internet postawił BDSM w zasięgu ręki każdej chętnej osoby i to było zarazem błogosławieństwem, jak i przekleństwem dla członków tego środowiska. Z jednej strony, pojawiło się więcej chętnych do zabawy osób, ale jednocześnie przyciągnęło to wielu niebezpiecznych przestępców. Socjopatów, takich jak John Robinson, bardzo trudno jest zidentyfikować online, a anonimowość, którą zapewnia Internet, jeszcze bardziej to utrudnia. W czasach, kiedy kluby nocne były jedynymi miejscami, gdzie można było spotkać podobnych ludzi, seryjni mordercy raczej woleli nie ingerować w małe grupy zwolenników BDSM, ponieważ ich zniknięcia były o wiele szybciej zauważane.

Wirtualne uniesienia

Kontaktując się z władzami w sprawie swojej zaginionej córki, Carolyn Trouten nie wiedziała jeszcze, że policja niedawno zaczęła obserwować Johna Robinsona. Suzette podtrzymywała także wirtualne znajomości z innymi członkami środowiska BDSM na całym świecie, którzy wiedzieli, że przeniosła się do Kansas, aby być z Robinsonem. Z niektórymi kobietami wymieniała wiadomości codziennie, więc wydawało im się dziwne, gdy nagle przestała pojawiać się online.

Przez kilka tygodni Robinson kontaktował się ze znajomymi Suzette oraz jej krewnymi za pomocą maila, udając, że był nią. Większość nie dała się nabrać na tak oczywiste oszustwo. Robinson szybko przestał to robić i zdecydował się uwieść jedną z wirtualnych koleżanek Suzette, która mieszkała w Kanadzie.

Lore, bo tak się nazywała, oraz inna kanadyjka, zaczęły swoje amatorskie śledztwo dotyczące mężczyzny, którego znały jako „J.R. Turnera”. Robinson nie tracił czasu, po tym jak Lore powiedziała mu, że interesowało ją znalezienie dominującego partnera. E-maile oraz rozmowy na czacie stopniowo zmieniły się w telefony, które były nagrywane przez policję. Policjanci z miasta Lenexa w Kansas skontaktowali się z Lore, aby powiedzieć jej, że prowadzą śledztwo w sprawie Johna Robinsona. Nie powiedzieli jej dokładnie o co chodziło, ale poprosili, aby kontynuowała znajomość z nim. „Policja nie powiedziała mi, że mam sprawić, aby John Robinson zaprosił mnie do Kansas City” – powiedziała na jego procesie. „Chciałam im pomóc.” Już wkrótce Robinson zaczął robić aluzje dotyczące spotkania. „Nie oferował mi nic poza tym, że będę zabezpieczona finansowo i nie będę nigdy musiała pracować.” – wspomina Lore.

Lore nie była jedynym obiektem zbrodniczych żądz Robinsona. W tamtym czasie spotykał się z innymi kobietami z okolicy oraz podtrzymywał telefoniczną znajomość z pewną kobietą z Teksasu. Vickie, bo tak miała na imię, z zawodu była psychologiem, jednak jakiś czas wcześniej straciła pracę. Cierpiała także na depresję oraz doskwierał jej brak towarzystwa. Bardzo pragnęła zmiany w życiu, a Robinson od razu to wyłapał. Przekonał ją, że był prominentnym działaczem znanym w całym mieście, który mógł pomóc jej zacząć nowe życie w rejonie Kansas City. Jednak Vickie nie była do końca chętna, aby rzucić wszystko i przenieść się do Kansas z wielu powodów, z których jednym był fakt, że nie miała za co tego zrobić. Jednak nie stanowiło to żadnego problemu, jak zapewnił ją Robinson. Miał płacić za wszystko dopóki nie stanęłaby na własnych nogach.

Podsłuchując ich rozmowy, policja wiedziała już, że Robinson znalazł swoją kolejną ofiarę.

Aresztowanie

W okolicy świąt Wielkanocnych, dzięki funduszom uzyskanym od Robinsona, Vickie przybyła do Overland Park na spotkanie z nim. Kiedy Vicki i Robinson zaczęli grę wstępną, policjanci podsłuchiwali ich przez ścianę drugiego pokoju.

To właśnie tamto weekendowe spotkanie z Vicki sprawiło, że Robinson popełnił błędy, które miały w końcu doprowadzić do skazania go za ośmiokrotne morderstwo i do wydania na niego dwóch wyroków śmierci. Morderca, który zupełnie nie wyglądał na osobę dominującą, okazał się być o wiele bardziej brutalny i okrutny, niż Vicki sobie wyobrażała. Robinson zmusił ją do zachowań seksualnych, których Vicki nie akceptowała, robił jej zdjęcia, kiedy była skrępowana, mimo że wyraźnie prosiła go, aby tego nie robił i dawał jej klapsy mocniejsze niż się spodziewała. Jednak tego typu seksualne znęcanie się, nie było wszystkim, na co było go stać. W pewnym momencie po prostu zniknął na kilka dni, zostawiając ją bez grosza przy duszy, samą w obcym mieście. Kiedy w końcu się pojawił, kazał Vicki wracać do Teksasu i oczekiwać kolejnych instrukcji. John odesłał ją do domu, ale zatrzymał warte 700 dolarów zabawki i gadżety sado-maso, które ze sobą przywiozła.

Robinson powtórzył ten sam scenariusz z inną uległą kobietą, którą do siebie zaprosił. Jeanna, bezrobotna księgowa, również z Teksasu, przybyła do Kansas City autobusem, gotowa, aby zacząć pracę w firmie Robinsona. Zameldował ją w tym samym hotelu, z którego wygnał Vickie i zostawił samą na kilka dni. Gdy wrócił, brutalnie ją pobił a następnie zgwałcił.

Tak jak Vickie, Jeanna nie była zainteresowana ekstremalnym bólem ani pozowaniem do pornograficznych zdjęć, jednak John nic sobie z tego nie robił. Dał na niej upust swojej agresji, a następnie fotografował siniaki na jej ciele. Na koniec dał Jeannie 100 dolarów i odesłał ją do domu, każąc jej zostawić wszystkie rzeczy osobiste w skrytce, a następnie wrócić do Overland Park. Spełniła jego rozkazy, ale kiedy wróciła do Kansas, Robinson ponownie ją pobił i zostawił samą sobie. Zdała sobie wtedy sprawę, że jego obietnice były puste, a jej los zależał wyłącznie od jego dobrej woli. Wówczas, ze strachu skontaktowała się z policją. Śledczy należący do grupy operacyjnej powołanej w sprawie Robinsona zabrali ją z motelu i udali się do prokuratury, mając nadzieję na uzyskanie nakazu aresztowania. Prokurator, Paul Morrison, chciał pozbyć się Robinsona zarówno z ulic miasta, jak i z Internetu, ale chciał się najpierw upewnić, że zostanie to sprawnie rozwiązane. Mieli już wystarczającą ilość dowodów, aby oskarżyć Robinsona o pobicie na tle seksualnym Jeanny (wtedy nie wiedzieli o skali pobicia Vickie), ale Morrison chciał także zamknąć nierozwiązanie sprawy zabójstw.

Jak na ironię, Robinson sam dał się złapać. Starał się wtedy uwieść kobietę z Tennessee, która była bardzo blisko wyrażenia zgody na zostanie jego niewolnicą. Kiedy John przekonał ją, aby przyjechała do Kansas City ze swoją 8-letnią córką, prokurator Morrison stwierdził, że pod żadnym pozorem władze nie mogą pozwolić na zbliżenie się Robinsona do kobiety i dziecka. Kiedy śledczy dotarli do Vickie, a ona zgodziła się złożyć doniesienie na policji o kradzież oraz pobicie, Morrison wystawił nakaz aresztowania.

2 czerwca 2000 roku, śledczy z grupy operacyjnej pojawili się w domu Robinsona i go aresztowali. Mieli nakazy przeszukania jego przyczepy oraz rancza, znajdującego się około 50 km od La Cygne. Robinson pozostawał niewzruszony, dopóki policja nie zaczęła opowiadać mu o jego rozmowach, które podsłuchali. Wspomnieli o Vickie i Jeannie, a wtedy Robinson zaczął się pocić. Następnie opowiedzieli mu o dowodach, które mieli w sprawach Stasi i Trouten, a on całkowicie zbladł. Robinson, który dotąd przetrwał na wolności jedynie dzięki umiejętności kłamania i manipulowania, nie miał nic do powiedzenia. Jednak, jak się okazało, było jeszcze kilka tajemnic do odkrycia na jego temat.

Mocne dowody

Gdy policjanci pojawili się na ranczu Robinsona, zastali je kompletnie opuszczone. Znajdował się tam duży staw otoczony wysokimi zaroślami, gdzie wiło się mnóstwo węży. Głównym budynkiem był przenośny dom z oknami zaklejonymi czarną folią. W jego pobliżu znajdowała się rozklekotana stodoła, gdzie rozpoczęto przeszukanie.

Zaczęto od wykopania dziury w klepisku stodoły, a w tym samym czasie nurkowie przeszukiwali odmęty pełnego glonów stawu. Jedyną interesującą rzeczą, jaką znaleziono w wodzie była stara ciężarówka, jednak po zbadaniu numerów nadwozia okazało się, że zostawił ją tam poprzedni właściciel posiadłości. W stodole także niczego nie znaleziono, więc zaczęto szczegółowo przeszukiwać sam dom. Przyprowadzono nawet psy tropiące, które przeszukały całą posiadłość. Kiedy psy zbliżyły się do stodoły, gdzie, w gęstych zaroślach stały dwie żółte beczki, jakich używa się do przechowywania chemikaliów, zatrzymały się patrząc w ich stronę, co oznaczało, że coś wyczuły.

Jeden z agentów, którzy zeznawali w procesie Robinsona przypomniał sobie moment, w którym beczki przeniesiono w inne miejsce i śledczy odkryli, co w nich było. Po uniesieniu wieka pierwszej z beczek, śledczych odrzucił smród gnijącego ciała. W beczce, w pozycji siedzącej, wśród płynu, który kiedyś był skórą i tłuszczem ludzkiego ciała, znajdowały się szczątki młodej kobiety. Zwłoki były w stanie tak zaawansowanego rozkładu, że nie sposób było zidentyfikować ofiary na miejscu, stało się to możliwe dopiero po zdjęciu odcisków jej uzębienia w laboratorium. Była to Suzette Trouten. Drugą beczkę otworzono już w lokalnej kostnicy. Znajdowały się w niej zwłoki Izabeli Lewickiej, a raczej to, co z nich zostało.

W tym samym czasie, nieopodal granicy stanu Missouri, inni członkowie tej samej grupy operacyjnej pojawili się z nakazem przeszukania dwóch wynajmowanych przez Robinsona garaży. Tym razem śledczy wiedzieli czego szukać. W jednym z garaży znaleźli trzy podobne beczki na chemikalia. Na podłodze garażu wysypano żwirek dla kota, którego Robinson użył w celu zaabsorbowania cieczy z przeciekających pojemników oraz zminimalizowania tzw. odoru śmierci. Zajęło to kilka dni, jednak w końcu lekarz sądowy zidentyfikował ciała Beverly Bonner oraz Sheili i Debbie Faith.

Wszystkie pięć kobiet zabito w ten sam sposób, jednym lub dwoma ciosami w głowę. Ataki pozostawiły pięciocentymetrowe dziury w ich czaszkach, a koroner stwierdził, że w takim przypadku śmierć musiała nastąpić prawie natychmiast. Metoda zabójstwa nie pozostawiła wątpliwości, że wszystkich morderstw dokonano z premedytacją i, że żadne z nich nie było skutkiem, na przykład, ewentualnej zbyt brutalnej gry wstępnej.

Nawet mając już ciała ofiar, śledczy kontynuowali poszukiwania dowodów. Uzyskali zgodę na przeszukanie mieszkania, w którym zatrzymywała się Lewicka w czasie, gdy była niewolnicą Robinsona. Właściciel mieszkania zeznał później, że salon był zakurzony i zaniedbany, jednak sypialnia wyglądała na wyczyszczoną i pomalowaną. Kiedy policyjni technicy spryskali ściany Luminolem i podświetlili światłem ultrafioletowym, na ścianach ukazały się plamy krwi, których nigdy do końca nie wyczyszczono.

Mimo, że nigdzie nie było śladu zwłok Pauli Godfrey czy Lisy Stasi, w domu Robinsona stróże prawa znaleźli kopie paragonu hotelowego z nazwiskiem Lisy oraz maszynę do pisania, która pasowała do listów, które Paula wysłała policji. Znaleziono także dowody na to, że John Robinson sprzedał Tiffany Stasi swojemu nieświadomemu bratu.

Dzięki tym dowodom, Morrison dodał do aktu oskarżenia kolejne zarzuty przeciwko Robinsonowi, takie jak kradzież, pobicie na tle seksualnym oraz trzy zarzuty zabójstwa. Ponieważ Lisa Stasi została zabita zanim stan Kansas przywrócił karę śmierci, jedynie zarzuty zabójstwa Lewickiej i Trouten mogły zakończyć się wyrokami kary śmierci. Prokuratura stanu Missouri dodała kolejne trzy zarzuty morderstwa.

Rodzina Robinsona złożyła oświadczenie, w którym zaprzeczyła posiadaniu jakiejkolwiek wiedzy na temat zarzucanych mu zbrodni. Twierdzili, że nie byli w stanie zrozumieć jak to możliwe, że John Robinson – kochający mąż i ojciec to ten sam John Robinson – morderca. W ich oświadczeniu można było przeczytać: „Mimo, że nie umniejszamy wartości informacji, które wychodzą na światło dzienne, nie znamy osoby, o której słuchamy w telewizji czy czytamy w prasie. John Robinson, którego znamy zawsze był kochającym i troskliwym ojcem.”

Proces

Zajęło ponad rok zanim John Robinson stanął przed sądem w Kansas. Do tego czasu sprawa przyciągnęła międzynarodową uwagę, a Robinson został nazwany „pierwszym internetowym seryjnym mordercą”. Dzięki wątkom nietypowego seksu oraz niewierności, sam proces okazał się być dosyć sensacyjny. Carolyn Trouten musiała pogodzić się z tym, czego dowiedziała się o nietypowym życiu seksualnym swojej córki, o którym nie miała pojęcia, a ławnicy musieli obejrzeć 40 minutowe video z sadomasochistycznym seksem Trouten oraz Robinsona. Prokurator przedstawił solidne dowody winy Robinsona, a obrona, próbowała je podważyć, twierdząc, że nie było żadnych fizycznych dowodów przeciwko niemu poza kilkoma odciskami palców, które mogły powiązać go ze znalezionymi zwłokami.

Wysłuchano także zeznania Dona Robinsona, który opowiedział o tym, jak brat pomógł mu przy adopcji córki, a także urzędników, którzy zeznali, że ich podpisy na dokumentach adopcyjnych zostały podrobione. Testy DNA powiązały z Robinsonem ślinę znalezioną na znaczkach listów wysłanych do Carolyn Trouten, a na rolce taśmy klejącej, którą odkryto w przyczepie w La Cygne znaleziono krew Lewickiej. W przyczepie znaleziono także włosy Suzette Trouten, a pokojówki z motelu, gdzie się zatrzymała, zeznały, że ilość krwi na prześcieradłach w jej pokoju była znacznie większa niż kiedykolwiek dane im było spotkać przy sprzątaniu. Nawet psy rasy pekińczyk, należące do Suzette stały się dowodem w sprawie, ponieważ weterynarz zeznał, że Robinson oddał je do schroniska, kiedy kobieta zaginęła.

Matka Izabeli Lewickiej opowiedziała w sądzie o tym, jak dała swojej córce prześcieradła z identycznym wzorem jak na poszewkach na poduszki, które znaleziono razem z nią w beczce. Nancy Robinson opowiadała o romansach jej męża, o tym jak kilkakrotnie chciała się z nim rozwieść, jednak zmieniła zdanie z powodu dzieci. W sumie, w trwającym trzy tygodnie procesie zeznawało ponad 100 świadków, prawie wszystkie zeznania dla strony oskarżającej poparte były przytłaczającymi dowodami, więc ława przysięgłych nie miała wielkich wątpliwości, aby uznać go winnym.

Jeszcze w czasie trwania przesłuchań, rodzina Robinsona prosiła sędziego o oszczędzenie jego życia, jednak, w czasie ogłaszania wyroku w jego sprawie, nikt z nich nie był obecny na sali sądowej. W styczniu 2003 roku, sędzia John Anderson III skazał Johna Robinsona dwukrotnie na śmierć oraz na dożywocie za zabicie Lisy Stasi.

Ugoda

John Robinson znajdował się, co prawda, w celi śmierci w Kansas, jednak stan Missouri nadal usiłował skazać go za trzy morderstwa popełnione na swoim terenie. John martwił się możliwością bycia ekstradowanym do Missouri, ponieważ tam o wiele chętniej wykonywano kary śmierci niż w Kansas, gdzie nie dokonano żadnej egzekucji od wielu lat.

Jego prawnicy twardo negocjowali z prokuratorem z Missouri, Chrisem Kosterem, który zdecydowanie opierał się wszelkim ich ofertom i próbował sprawić, aby Robinson doprowadził śledczych do ciał Lisy Stasi, Pauli Godfrey oraz Catherine Clampitt. Niestety, on albo nie potrafił wskazać miejsca położenia ich zwłok, albo nie chciał tego zrobić. W końcu, Koster dał za wygraną i pogodził się z tym, że szczątki kobiet nigdy już nie zostaną odnalezione. Właśnie wtedy, po konsultacji z rodzinami ofiar, zgodził się na układ, w którym Robinson miał przyznać się do winy w zamian za otrzymanie kary dożywocia bez możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie (chodziło o uniknięcie wyroku kary śmierci).

W połowie października 2003 roku, John Robinson stanął przed sądem w stanie Missouri i przyznał, że policja miała wystarczające dowody, na to, aby skazać go za zabójstwo Godfrey, Clampitt, Bonner oraz Faiths. Nie brzmiało to jak całkowite przyznanie się do winy, ponieważ, gdyby Robinson dosłownie powiedział, że zabił tamte kobiety w Missouri, mogło to zostać wykorzystane przeciwko niemu w Kansas, ponieważ tamtejszy prokurator twierdził, że nie był przekonany, iż morderstw faktycznie dokonano pod jurysdykcją Kostera. Dlatego też, nic, co Robinson powiedział w sądzie w Cass County, w stanie Missouri, nie przypominało faktycznego przyznania się do winy.

Podczas, gdy Morrison w wywiadzie dla pewnej gazety twierdził, że popierał ugodę wypracowaną przez Kostera, ponieważ dzięki niej zabójca zaginionych kobiet został ukarany, z obrzydzeniem skomentował sposób, w jaki Robinson do niej doprowadził: „To był klasyczny John Robinson. Facet grał do końca.”

John Robinson nie pisnął nawet słówka na temat tego, co powodowało, że zabijał. Kiedy, przed wydaniem wyroku, członkowie rodzin ofiar podchodzili do niego, aby podzielić się swoimi uczuciami gniewu i bólu, Robinson ignorował ich i gapił się przed siebie, demonstrując odporność na ból, który im zadał. Jego umysł nie był w stanie utożsamiać się z kobietami, które przeżyły spotkanie z nim. Ogólnie, wydawał się być znudzony całym procesem.

Po czasie

W 2005 roku, po 41 latach małżeństwa, Nancy Robinson złożyła pozew rozwodowy, powołując się na różnicę charakterów.

W 2006 roku, córka Lisy Stasi, adoptowana przez brata Johna, a znana jako Heather Robinson, złożyła pozew przeciwko Truman Medical Center w Kansas City oraz pracownicy socjalnej, Karen Gaddis. Oskarżyła Gaddis o pomoc w skontaktowaniu Johna Robinsona z nią oraz jej matką w 1984 roku, po tym jak powiedział jej, że prowadził charytatywną organizację pomagającą samotnym matkom z małymi dziećmi. W 2007 roku Heather wygrała sprawę i dostała spore odszkodowanie, którym zamierzała podzielić się ze swoją biologiczną babką, Patricią Sylvester. Także w 2007 roku, Heather wygrała drugi proces, którego wyrok zabrania Johnowi Robinsonowi czerpania jakichkolwiek zysków finansowych związanych z potencjalnym napisaniem przez niego książki, lub stworzeniem filmu opartego na jego historii.

W 2006 roku, w stanie Iowa, gdzie wiadomo, że Robinson miał partnera biznesowego, znaleziono beczkę zawierającą zwłoki młodej kobiety. Tożsamość kobiety, która, jak twierdzą patolodzy, mogła spoczywać w beczce przez co najmniej 20 lat, oraz potencjalny udział Robinsona w jej zabójstwie pozostają otwartą kwestią. Zarówno policja z Kansas, jak i z Missouri przyznaje, że w życiorysie Robinsona znajdują się białe plamy, więc istnieje obawa, że jego ofiar mogło być więcej. Jeden ze śledczych pracujących przy sprawie powiedział: „To on jest jedynym, który wie, co stało się ze wszystkimi kobietami i nie zamierza tego ujawnić, bo to ostatnia forma kontroli, jaką posiada. Prawdopodobnie istnieją gdzieś inne beczki, czekające na otwarcie i inne ciała oczekujące na znalezienie.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *