Mari nie wraca do domumiyazaki1

Krótko po godzinie 15, w dniu 22 sierpnia 1988 roku, czteroletnia Mari Konno opuściła dom w kompleksie apartamentowców Iruma, w prefekturze Saitama, by pobawić się z przyjaciółką. O godz.18:23, gdy dziewczynka nie wróciła do domu, architekt Shigeo Konno, zadzwonił na policję, aby zgłosić zaginięcie córki. W tym samym czasie, w oddalonym o 50 km ciemnym lesie, na dziecięcej szyi Mari zaciskały się dłonie mordercy.

Kilka godzin wcześniej dziewczynka wracała samotnie do domu, gdy nagle w jej pobliżu zatrzymał się sedan Nissan Langley. Z samochodu wysiadł mężczyzna, który podszedł do Mari. „Nie chcesz pojechać gdzieś, gdzie jest fajnie?” zapytał. Mari skinęła głową i chwyciła nieznajomego za rękę. Wsiedli do auta i odjechali. Podczas gdy Mari zabawiała się przyciskami samochodowego radia, mężczyzna ruszył drogą krajową nr 16, w kierunku Hachioji, położonym w zachodniej części Tokio. Tuż przed dotarciem do mostu Musashino, skręcił w prawo, na drogę prowadzącą w kierunku Itsukaichi. Półtorej godziny po tym, jak opuścił Irumę, samochód zatrzymał się na wąskiej leśnej drodze w pobliżu elektrowni Shintama, która majaczyła w oddali niczym potężny monument.

Mari i mężczyzna wysiedli z samochodu i poszli boczną, górską ścieżką przez aleje drzew hinoki i suggi. Dotarli do szlaku turystycznego wiodącego w kierunku przełęczy Komine. W panującym upale cykady brzęczały zawzięcie a gołębie gruchały. Po 20 lub 30 minutach, jakieś 20 metrów od ścieżki, zatrzymali się. Mari była już zmęczona a może była przestraszona, bo zaczęła chlipać i pociągać nosem. Mężczyzna wpadł w panikę. Co zrobić, jeśli zacznie krzyczeć? Znajdowali się na licznie uczęszczanym przez turystów szlaku i ktoś mógłby ją usłyszeć. Ale nieznajomy nie miał zamiaru zwracać dziewczynki rodzicom.

Twarz Mari zamarła ze zdziwienia. Mężczyzna położył dłonie na jej gardle, kciuki zacisnął na krtani i wycisnął życie z jej malutkiego ciała. Kiedy w końcu zwiotczała, z szacunkiem rozebrał dziewczynkę i pieścił ją. Potem położył się na chwilę obok Mari, odpoczywając. Zapakował jej szorty, figi, koszule i buty a potem odszedł niezauważony z lasu. Wsiadł do samochodu i odjechał.
I tak zakończyło się krótkie życie Mari Konno, a rozpoczęła się mordercza kariera Tsutomu Miyazakiego, 26-letniego pomocnika drukarza. Do czasu, gdy został aresztowany, Miyazaki udusił i seksualnie wykorzystał trzy inne dziewczynki, terroryzował całą prefekturę i przez 11 miesięcy uniknął bezprecedensowego w dziejach japońskich organów ścigania policyjnego polowania na człowieka odpowiedzialnego za „morderstwa małych dziewczynek.” Kiedy policja wreszcie zatrzymała Miyazakiego, odkryła w jego mieszkaniu ok 6000 kaset wideo z dziecięcą pornografią, anime i krwawymi horrorami (wśród nich znajdowały się cztery cześć niesławnej serii „Królik doświadczalny”). Pośród makabrycznej kolekcji znalazły się także nagrania wideo i zdjęcia jego ofiar. Dla Miyazakiego zabójczy szał, któremu uległ, był niewiele więcej niż przedłużeniem jego samotnego świata fantazji. „Zabijanie było dla niego rodzajem gry – spektaklem jednego aktora”, zauważył Akira Ishii, profesor prawa na Aoyama Gakuin i psychoterapeuta, który dokładnie zbadał sprawę mordercy.

Chłopiec ze „śmiesznymi rękoma”

Miyazaki urodził się 21 sierpnia 1962 r. jako wcześniak w zamożnej rodzinie z Itsukaichi, w Tokio. Ważył ledwie 2,5 kg i miał wielkie nieszczęście urodzić się ze zdeformowanymi rękoma: stawy w dłoniach były zrośnięte, uniemożliwiając mu zginanie nadgarstków do góry. Ta niepełnosprawność uprzykrzała mu życie od najmłodszych lat. Kiedy miał pięć lat, kolega dokuczał mu z powodu „śmiesznych rąk”. Na rodzinnych zdjęciach Miyazaki nigdy nie pokazywał dłoni, a jego oczy często były zamknięte.

Przez czas, kiedy uczęszczał do szkoły podstawowej w Itsukaichi, pozostawał praktycznie niewidoczny. Nauczyciele i koledzy z tych dziecięcych lat, jeśli w ogóle przypominali sobie Miyazakiego, to zapamiętali go jako dziecko tak spokojne i samotne, że wydawał się im całkowicie niezdolnym do nawiązywania jakichkolwiek znajomości. Ale młody Tsutomu, jak każdy inny chłopak, miał marzenia; w trzeciej klasie, napisał wypracowanie: „Kiedy dorosnę, chcę kupić samochód i pojechać przed siebie. Zatrzymam się w restauracji i zjem ryż curry lub coś innego. Mógłbym nawet odwiedzić moich krewnych…”. Częściej niż zwykle obwiniał swoje zdeformowane dłonie o niezdolność osiągnięcia czegoś konkretnego w życiu. Zaczął spędzać za to coraz więcej nocy na zaczytywaniu się mangami.

Tsutomu był zdolnym dzieckiem. Zamknięty w swoim odizolowanym świecie, uczyły się wytrwale i został pierwszym uczniem z gimnazjum, który zdołał zdać egzamin wstępny do Liceum Meidai Nakano. Dojeżdżał dwie godziny w jedną stronę, codziennie, przez trzy lata, ale w końcu zaczął tracić zainteresowanie nauką. Zamiast dołączyć do kolegów studentów, Miyazaki wycofał się w cichy kąciku rodzinnego domu i zajął się rysowaniem amatorskich komiksów. Planował zdawać na Uniwerystet Meiji (z którym jego liceum było afiliowane), renomowanej uczelni w nauczaniu języka angielskiego i zostać nauczycielem. Jednakże w ostatni rok nauki w liceum skończył na 40 miejscu w klasie liczącej 56 uczniów. Jego stopnie były tak słabe, że nie miał żadnych szans, aby otrzymać zwyczajową, pozytywną rekomendację uczelni. Naturalnie, o niepowodzenie obwiniał swą niepełnosprawność.

Miyazaki uczęszczał w college`u na kurs foto-technika, a po ukończeniu studiów, na wiosnę 1983 roku, podjął pracę w drukarni należącej do znajomego ojca. Po trzech latach, podczas których zaoszczędził ponad 3 mln jenów, wrócił do rodzinnego domu, gdzie dzielił wspólnie z jego najstarszą siostrą dwupokojowy aneks do głównego budynku, niedaleko zakładu poligraficznego ojca. Katsumi Miyazaki, cieszący się powszechnym szacunkiem w Itsukaichi, był właścicielem lokalnej gazety Akikawa Shimbun i wpływową osobą w okolicy.

Rodzina miała niewielki wpływ na Tsutomu. Jego ojciec był pracoholikiem, bardziej zainteresowanym kolekcjonowaniem politycznych wideoklipów i najnowszych kamer – hobby, które znalazło ponure odbicie w niektórych zbrodniach jego syna. Rieko, matka Miyazakiego, była również zajęta pracą, ale starała się zrekompensować brak rodzicielskiej miłości prezentami, którymi obdarowywała Tsutomu (np. samochodem Nissan Langley, w którym dwie z jego ofiar zostały zamordowane). „Gdybym starał się rozmawiać z rodzicami o moich problemach, oni by mnie po prostu zignorowali” Miyazaki przyznał policji. „Myślałem nawet o samobójstwie” powiedział. Dwie młodsze siostry Miyazakiego, Setsuko i Haruko, nie miały o nim dobrego zdania, uważając go za „odpychającego”. Tylko dziadek, Shokichi, powszechnie szanowany człowiek, który udzielał się w radzie miasta, wydawał się prawdziwe zainteresowany losem chłopca.

Miyazaki unikał kobiet w jego wieku, być może dlatego, że był fizycznie niedojrzały. „Jego penis jest grubszy niż ołówek i nie dłuższy niż wykałaczka”, zauważył jeden z kolegów z liceum. Jednak jego popęd seksualny był silniejszy niż średnia u jego rówieśników. Podczas studiów na college`u, zabierał ze sobą aparaty fotograficzne i kamery wideo na korty tenisowe, by fotografować bieliznę zawodniczek wystającą spod kusych spódniczek. Szybko zniechęcił się do dorosłych magazynów porno. „Zamazywali najważniejsze części ciała”, narzekał. Tak więc, w 1984 roku zwrócił się w kierunku pornografii dziecięcej, która pokazuje wszystko, bo jest wolna od ograniczeń specyficznego japońskiego prawa, zakazująca prezentowania włosów łonowych jako nieprzyzwoitych.

„Jako chłopiec nie miał żadnych bliskich przyjaciół i dlatego nie otrzymał żadnej informacji na temat seksu w świecie rzeczywistym”, stwierdził dr. Susumu Oda, psycholog z Uniwersytetu Tsukuba. „Zamiast tego, skierował się w stronę filmów, komiksów i pornografii, szukając tam zaspokojenia swoich emocji”. Oda uważał również, że Miyazaki nie czuł się ważny z powodu jego małego penisa i zdeformowanych dłoni.

Czy zatem nienaturalne skłonności Miyazakiego doprowadziły go do serii zabójstw? Prof. Ishii z Aoyama Gakuin słusznie zauważył: „Ludzie dorastają w podobnych środowiskach, ale nie stają się przez to mordercami”.

Iskrę, która rozpaliła w Miyazakim ślepą żądzę mordu, stała się śmierć jego dziadka, w maju 1988, na trzy miesiące przed pierwszym morderstwem. Dziadek był jedyną osobą, z którą Tsutomu utrzymywał ciepłe relacje i jego śmierć oznaczała zerwanie ostatnich więzi Miyazakiego ze społeczeństwem. Miyazaki przyznał później, że nawet zjadł niektóre skremowane kości dziadka. „Wierzył, że reinkarnacja nie byłaby kompletna, jeśli którakolwiek część z ciała dziadka by pozostała” wyjaśniał, Shunsuke Serizawa, krytyk literacki i świadek obrony na procesie Miyazakiego. Zgon osoby, z którą był najbardziej emocjonalnie związany, pogłębił także alienację i wzniecił w nim agresję w stosunku do członków własnej rodziny. Raz, gdy najmłodsza siostra krzyczała na niego, chłopak wpadł do łazienki i rozbił jej głowę o wannę. Kiedy indziej, gdy jego matka zasugerowała, aby więcej czasu spędzał w pracy, a mniej na oglądaniu filmów, Miyazaki wpadł w furię i pobił ją. Ojciec Miyazakiego już dawno zrezygnował z prób dotarcia do syna. „Czułem się zupełnie sam” Miyazaki wyjaśniał podczas procesu. „A gdy widziałem małą dziewczynkę bawiącą się samotnie, to tak jakbym widział siebie”.

Bez śladu

Pierwszą z tych małych dziewczynek, która miała nieszczęście zwrócić uwagę Miyazakiego, była Mari Konno. Po jej zniknięciu, policyjne radiowozy przemierzały okolice, ostrzegając rodziców przez głośniki, aby nie spuszczali swych dzieci z oczu. Chociaż oficjalnie sprawa Mari Konno figurowała jako przypadek zaginięcia, to „policja od samego początku przyjęła hipotezę, iż popełniono morderstwo i w tym też kierunku poprowadzono dochodzenie”, powiedział jeden z dziennikarzy, śledzący sprawę Miyazakiego. Policjanci spędzili ponad 2930 osobodni na wywiadach z mieszkańcami Irumy i okolic, zamieszczono też 50 tys. plakatów ze zdjęciem Mari, w pociągach, metrze i przystankach autobusowych w całym kraju. Bez skutku. Nawet psy policyjne nie były w stanie podjąć zapachowego tropu zaginionej dziewczynki.

Dwóch chłopców przyznało, że widziało Mari w towarzystwie nieznajomego mężczyzny zmierzających w kierunku pobliskiej rzeki Iruna, a lokalne wydanie Asahi Shimbun, drugiej co do nakładu japońskiej gazety codziennej, opublikowała wywiad z 38-letnią gospodynią domową, która również zauważyła Mari z nieznajomym. Niezależnie od wieku świadków, opis był w miarę zbieżny: mężczyzna pod czterdziestkę, około 170 cm wzrostu; twarz: okrągła i pękata, kręcone włosy; ubranie: białe spodnie i biały letni sweter. Był tylko jeden potencjalny trop. Kilka dni po zniknięciu Mari, Yukie Konno, matka dziewczynki, otrzymała anonimową pocztówkę, po tym, jak w biuletynie informacyjnym wyraziła nadzieję, że jej córka żyje. Ktoś napisał „Diabły istnieją”. Policja nie zajęła się tym anonimem, uznając go za żart jakiegoś maniaka.

Po czterech tygodniach bezowocnych poszukiwań Mari Konno, sprawę zamknięto. We wrześniu, przedszkole Sayama Hikari Gakuen rozpoczęło nowy rok bez dziewczynki. Ponieważ policja nie otrzymała żadnych żądań ze strony porywacza i nie znalazła ciała, jej akta, skategoryzowane jako „missing persons”, pozostały nieaktywne. Ale wielu rodziców wolało nie ryzykować. „Od czasu, gdy Mari zniknęła a do momentu pojmania Miyazakiego, rodzice codziennie doprowadzali swoje dzieci do przedszkola”, wspomina jedna z matek.

Sześć tygodni po zniknięciu Mari, Miyazaki uderzył ponownie.

Wybielone kości

Po południu, 3 października 1988 roku, przejeżdżając przez Hanno, w prefekturze Saitama Miyazaki dostrzegł siedmioletnią Masami Yoshizawe, idącą poboczem drogi. Namówił dziewczynkę, by wsiadła do jego samochodu, a następnie pojechali w kierunku wzgórz, nad Przełęcz Komine – miejsce pierwszej zbrodni. Tam udusił Masami, następnie rozebrał ją po czym – szybko, zanim wystąpi stężenie pośmiertne – seksualnie wykorzystał. Gdy małe ciało zadrżało mimowolnie, Miyazaki, przestraszony, pobiegł do samochodu i odjechał. Zostawił zwłoki dziewczynki nie mniej niż 100 metrów od miejsca, gdzie leżały kości Mari Konno wybielone od słonecznych promieni.

Po tym, jak zgłoszono zaginięcie Masami, rozpoczęto poszukiwania na szeroką skalę. Wkrótce twarz dziewczynki spoglądała z setek plakatów rozwieszonych przez policję. Poświęcono ponad 2300 osobodni na wywiady z lokalnymi mieszkańcami. Ponownie, nie udało się ustalić pobytu zaginionej. Dom Masami znajduje się tylko 13 km od domu Mari, więc policja uznała za wskazane porównać obydwa przypadki, ale nie miała ani dowodów ani ciała. Masami też została uznana za zaginioną osobę.

Zabójstwo Masami zaniepokoiło Miyazakiego, ale nie powstrzymało go przed popełnieniem kolejnej zbrodni jeszcze przed końcem 1988 r. 12 grudnia morderstwo czterolatki z Kawagoe będzie jednak inne. Po pierwsze, Miyazaki prawie zostanie złapany. Po drugie, ciało ofiary zostanie odkryte wkrótce po zabójstwie i zmusi policję do ponownej oceny sprawy zniknięcia Mari i Masami, potwierdzając najgorsze obawy wielu mieszkańców Saitama: że na wolności działa seryjny morderca dzieci.

Miyazaki nigdy nie okazywał troski o czyjeś życie. „Zabijałem koty”, powiedział później od niechcenia. „Jednego utopiłem w rzece, drugiego wrzuciłem do wrzącej wody”. Pewnego razu okręcił wokół szyi swego psa drut i zadusił czworonoga. „Miyazaki żył pochłonięty przez świat filmów wideo”, wyjaśnia Oda „uciekał od rzeczywistości. Wszystko stało się dla niego, włącznie z ludźmi, przedmiotem. Dziewczynki, które zabił nie były dla niego niczym więcej niż postaciami ze świata komiksów”.

Erika

Erika Namba wracała z domu przyjaciółki, kiedy wypatrzył ją Miyazaki. Zwabił czterolatkę do swojego sedana. Dziewczynka cały czas płakała, więc zjechał na parking w Młodzieżowym Domu Przyrody w Naguri. Powiedział Erice, żeby rozebrała się na tylnym siedzeniu, a potem zaczął ją fotografować. Na moment światła parkującego obok samochodu oświetliły twarz Miyazakiego. Erika znów zaczęła szlochać. Morderca nie czekał dłużej: chwycił ją za gardło. Dziewczynka rozpaczliwie szarpała się, ale po chwili przestała się ruszać. O godz. 7.00 wieczorem, jego trzecia ofiara była martwa. Miyazaki starannie owinął ciało w prześcieradło i umieścił je w bagażniku. Potem wyrzucił jej ubrania w lesie, za parkingiem i odjechał.

Nie ujechał jednak daleko. Po kilkuset metrach Nissan Langley utknął w drogowej koleinie. Miyazaki włączył więc światła awaryjne. Po chwili koło jego samochodu pojawiło się dwóch mężczyzn, którzy zaoferowali swą pomoc. Miyazaki nie stracił zimnej krwi. Pozwolił nieznajomym, nieświadomym z kim mają do czynienia, wypchać sedana. Miyazaki wsiadł, i bez słowa podziękowania, odjechał.

Policjanci z posterunku Kawagoe natychmiast połączyli zniknięcie Eriki Namby ze sprawą Mari Konno i Masami Yoshizawa, a biuro śledcze prefektury Saitama ustanowiło specjalne centrum operacji, aby rozwiązać trzy przypadki „osób zaginionych”. Następnego dnia, pracownik Młodzieżowego Domu Przyrody w Naguri natrafił na część porzuconej garderoby zaginionej dziewczynki, a setki policjantów zaczęło przeczesywać okolicę. W tym samym czasie w przedszkolu Eriki oraz w całym kompleksie apartamentów, gdzie mieszkała rodzina Namba, porozklejano ulotki, informujące o zaginięciu dziewczynki. Następnego dnia informacja na plakacie okazała się już nieaktualna. Policja znalazła bowiem zwłoki Eriki: jej nogi i ręce były powiązane nylonowym sznurkiem. Miejsce zbrodni znajdowało się ledwie 50 km od domu ofiary – około godziny i czterdziestu pięciu minut drogi. Pięciuset policjantów przeszukiwało las, ale nie udało się natrafić na żaden istotny ślad.

Dwaj mężczyźni, którzy pomogli Miyazakiemu w noc zabójstwa uruchomić samochód, zgłosili się by zidentyfikować auto. Dokładnie pamiętali, że miał on tablice rejestracyjne wskazujące na miasto Hachioji, wschodzące w skład tokijskiej aglomeracji. Niestety błędnie rozpoznali markę samochodu jako Toyotę Corollę II, co wyszło na jaw dopiero po sprawdzeniu przez stróżów prawa ponad 6 tys. aut tej marki. Ta pomyłka pozbawiła śledczych znaczącego tropu, który mógłby naprowadzić ich na sprawcę. Niemniej tajemnicze zaginiecie dwóch dziewczynek i brutalne morderstwo trzeciej – mieszkających zaledwie 30 km od siebie, na obszarze tej samej prefektury, Saitamy, było wystarczającym powodem by potraktować sprawę z największą powagą.

Śledczy dowiedzieli się także czegoś jeszcze: każda z rodzin dziewczynek była niepokojona dziwnymi telefonami. Telefon dzwonił, ale anonimowy rozmówca milczał, a gdy członkowie rodziny nie podnosili słuchawki, aparat wydzwaniał przez 20 minut. Co więcej, niecały tydzień po morderstwie córki, Shin’ichi Namba, podobnie jak rodzina Konno, otrzymał pocztówkę od nieznanego nadawcy. Jej treść ułożono ze znaków kanji wyciętych z gazet, następnie odbitych na kserokopiarce i powiększonych. Układały się one w ciąg słów: „Erika. Chłód. Kaszel. Gardło. Odpoczywać. Śmierć”.

Tymczasem zbliżał się koniec roku 1988 a poszukiwania Mari i Masami prowadziły donikąd. W tej sytuacji, zwłaszcza media skupiły uwagę na sprawie zabójstwa Eriki. Po odkryciu ciała dziewczynki, już i tak napięta atmosfera lęku panująca wśród rodziców i nauczycieli Saitama, uległa jeszcze pogorszeniu. Redakcja Asahi Shimbun na koniec 1988 r. uchwyciła nastrój przytłumionej paniki. „W końcu” – czytamy, „musimy polegać na policji. Tak więc nasz apel brzmi: śledczy, podwójcie swe wysiłki!”

Wyznanie mordercy

Miyazaki aż do lata 1989 r. wstrzymał się ze swą zbrodniczą działalnością. Ale to nie znaczy, że pozostał bezczynny. Zabójca, jak robił to już kilka razy, wrócił na miejsce śmierci Mari Konno i usunął resztki, które po niej pozostały. Co z nim zrobił? W dniu 6 lutego, około 6 rano, Shigeo Konno, ojciec Mari w drodze do pracy, znalazł na progu swego domu tajemnicze pudełko i po chwili wezwał policję. Pośród popiołu, brudu znajdowały się zwęglone fragmenty kości, 10 dziecięcych zębów, jak również zdjęcia bielizny, szortów i sandałów zaginionej dziewczynki. Był tam także jeden arkusz papieru do kopiarki z następującą treścią „Mari. Kości. Kremacja. Zbadaj. Udowodnij”.

Dziesięć małych zębów znalezione w popiele natychmiast przekazano do laboratorium Uniwersytetu Dental Tokio do szczegółowych badań. Na ich podstawie dr Kazuo Suzuki orzekł iż prawdopodobnie nie należą do Mari. Na specjalnie zwołanej w tym celu konferencji prasowej rzecznik policji ogłosił to odkrycie Suzukiego. Ten jednak jakiś czas potem, ku rozpaczy rodziny Konno, zmienił zdanie, stwierdzając, że identyfikacja mogła być błędna wobec czego nie można wykluczyć, iż są zębami zaginionej dziewczynki. Dodatkowej weryfikacji dostarczyło orzeczenie antropologa sądowego, który stwierdził, iż 220 gramów fragmentów przebadanych kości należało nie tylko do człowieka, ale bez wątpienia także do Mari Konno.

Miyazaki łapczywie śledził doniesienia medialne, ale usłyszał tylko oryginalne orzeczenie Suzukiego: że znalezione zęby nie należały do Mari – i natychmiast usiadł do pisania. W dniu 11 lutego Konno otrzymali trzystronicowy list, zaś jego kopia dotarła do redakcji Asahi Shimbun wraz ze skopiowaną, polaroidową fotografią Mari. List został zatytułowany „Wyznanie zbrodni” i podpisane „Yuko Imada” ( to kalambur, który oznacza: „Teraz powiem”). Morderca zaczął swój list od przypomnienia, że pozostawił karton ze szczątkami dziewczynki na progu jej rodzinnego domu. „Widziałem konferencję prasową policji, na której stwierdzono, że szczątki nie należą do Mari. Matka Mari powiedziała przed kamerą, iż odzyskała nadzieję, że może jej córka wciąż jeszcze żyje. Wiedziałem, że muszę napisać to wyznanie, żebym matka Mari nie żyła na próżno dalej nadzieją. Mówię to jeszcze raz: to są szczątki Mari”.

Wyznanie pochodzące od prawdopodobnego mordercy dziewczynki wywołało burzę. Następnego dnia, policja prefektury Saitama ostatecznie zakwalifikowała sprawę Mari Konno jako zabójstwo i powołała specjalne centrum do zbadania jej porwania i morderstwa. Grafolodzy zbadali list, ale nie udało się im ustalić płci autora. Powołując się na do tej pory zebrane zeznania, policja rozmieściła ponad pół miliona ulotek na obszarze, w którym mieszkały dziewczęta. Śledczy zdołali także poprawnie zidentyfikować odbitkę polaroidowego zdjęcia Mari jako pochodzącą z aparatu Mamiya 6×7 – często używanego przez drukarki. Inny trop, wiązał się z badaniem pudełka z makabryczną zawartością. Faktura kartonu wskazywała na pudełka wykorzystywane do wysyłania obiektywów aparatów fotograficznych. Ustalono także, że krój na pocztówkach był typowy dla fotonaświetlarek i kopiowany był na kopiarce przemysłowej. Policja później odmówił komentarza na temat tego, czy rozpoczęła śledztwo w drukarniach znajdujących się w regionie.

Rodzina Konno czekała jeszcze trzy tygodnie, nim prowadzący śledztwo oficjalnie ogłosili, iż podrzucone przez niezidentyfikowaną osobę pudełko, zawierało szczątki ich córki. Ze znajdujących się w nim kości udało się złożyć prawie cały szkielet cztero lub pięcioletniej dziewczynki a dwa znajdujące się w najlepszym stanie zęby idealnie odpowiadały dokumentacji rentgenowskiej Mari. W dniu 11 marca 1989 – w ciągu siedmiu miesięcy od zgłoszenia zaginięcia – Mari została w końcu pochowana. „Jej rąk ani nóg nie znajdziemy pośród ocalałych szczątków”, powiedział Shigeo Konno na pogrzebie. „Kiedy pójdzie do nieba, nie będzie w stanie ani chodzić, ani jeść. Proszę, zwróć resztę jej szczątków”.

Na reakcję Miyazakiego rodzina Konno nie musiała czekać długo. Po powrocie z pogrzebu znaleźli kolejny list od „Yuko Imady”. Ten zatytułowany był po prostu „Spowiedź”, ale jego treść była równie makabryczna jak pudełko ze szczątkami ich córki. Miyazaki opisywał w nim kolejne etapy rozkładu zwłok Mari: „Zanim się zorientowałem trup dziecka stał się cały sztywny… Chciałem skrzyżować jej ręce na piersi, ale nie mogłem ich zgiąć… Dość szybko na całym ciele pojawiają się czerwone plamy. Wielkie, czerwone plamy jak flaga Hinomaru albo jakbyś pokrył je pieczęciami hanako… Po pewnym czasie ciało pokrywa się rozstępami. Przedtem było sztywne a teraz wypełnia się wodą. I śmierdzi. Jak śmierdzi! Jak nic kiedykolwiek śmierdziało w tym całym szerokim świecie”.

Mimo wskazówek podrzucanych przez „Yuko Imadę”, policja nie była w stanie natrafić na ślad Miyazakiego. Niektórzy obserwatorzy interpretowali listy Miyazakiego jako wyraz rozkoszowania się sprawcy lękiem, jaki wywoływał w społeczeństwie, ale prof. Akira Ishii nie zgadza się z tym stwierdzeniem: „Nic z tego nie miało dla niego żadnego społecznego wymiaru. To było jak granie w gry wideo – wiesz, „plus jeden punkt za wywołanie sensacji”. Nie starał się zyskać uznania społeczeństwa. Miał społeczeństwo w swym umyśle, którego był jądrem”.

Jednak seksualny niepokój wciąż wzrastał w Miyazakim, znajdując ujście latem 1989 r.. Zaprzestał chodzenia do pracy i coraz częściej spędzał czas w swoim pokoju, siedząc ze skrzyżowanymi nogami w swoim pokoju i edytując swe cenne nagrania wideo. W pierwszy dzień czerwca, ujrzał dziewczęta bawiące się w pobliżu Szkoły Podstawowej Akishima i namówił jedną z nich do ściągnięcia majtek. Kiedy zaczął ją fotografować, zwrócił uwagę sąsiadów, którzy nawet próbowali pochwycić mężczyznę. Mimo tego incydentu, pięć dni później Miyazaki zaatakował po raz wtóry. I najbardziej bestialski.

Śmierć po raz czwarty

W dniu 6 czerwca, opuścił swój bungalow i udał się na korty tenisowe w Ariake pobliżu Zatoki Tokio w nadziei, że może uda mu się pstryknąć kilka fotek grających tam dziewczętom. Korty były jednak zamknięte. W pobliskim parku, natknął się na samotnie bawiącą się pięcioletnią Ayako Nomoto. Gdy zbliżył się do niej, ściągnął przykrywkę z obiektywu aparatu fotograficznego. Poprosił dziewczynkę, aby pozowała do zdjęć, a następnie wykonał kilka zdjęć, dopóki Ayako nie przyzwyczaiła się do niego. „Zróbmy jeszcze trochę zdjęć we wnętrzu samochodu,” zaproponował a dziewczynka posłusznie wsiadła do jego Nissana. Miyazaki zaparkował około 800 metrów dalej. Nieco znudzona Ayako zaczęła podskakiwać na tylnym siedzeniu. Aby zyskać na czasie, Miyazaki poczęstował ją gumą a bystra dziewczynka zwróciła uwagę na jego zdeformowane, „śmieszne ręce” i nie omieszkała ich skomentować. Rozwścieczony, Miyazaki natychmiast naciągnął parę winylowych rękawic. „Oto, co się dzieje z dziećmi, które mówią takie rzeczy”, warknął, chwytając ją za gardło. „Szamotała się i kopała, ale po czterech lub pięciu minutach zwiotczała”, wyznał później. Aby upewnić się, że nie żyje, zakleił jej usta taśmą i związał ręce winylową liną, a następnie owinął ciało w prześcieradło i umieścił je w bagażniku samochodu.

Tym razem zabrał ciało do domu, zatrzymując się po drodze w sklepie wideo w Koenji, żeby wynająć kamerę. Kiedy zaparkował obok dwupokojowego bungalowa, było już ciemno. Czekał dwie godziny, by w końcu przenieść malutkie ciało do wnętrza domu, gdzie zdjął ubranie i wytarł je ręcznikiem. Położył martwą Ayako na niskim stoliku kotatsu i rozłożył nogi eksponując pochwę dziewczynki. Następnie zaczął ją fotografować i filmować, jednocześnie masturbując się. Potem ponownie związał ręce i nogi i przykrył ciało trzema prześcieradłami.

Dwa dni później, odór rozkładających się zwłok stał się nie do zniesienia. Mimo, iż policja nie była w stanie zidentyfikowanie go jako „Mordercy małych dziewczynek”, Miyazaki wiedział, że musi zachować maksymalną ostrożność, dlatego zdecydował się pozbyć ciała. Z pomocą noża i piły, odciął głowę od zwłok, a także ręce i nogi, aby utrudnić identyfikację. Cztery dni po zabójstwie udał się nocą na cmentarz w Hanno Miyazawa-ko, gdzie w pobliżu publicznej toalety ukrył tułów dziewczynki. Ręce Ayako upiekł w ognisku rozpalonym na podwórku, a następnie częściowo je zjadł zaś to, co pozostało, w tym czaszkę, wyrzucił w lesie Mitakeyama, 230 metrów od jego domu. Zdając sobie sprawę z ryzyka, pozostawiania szczątek ofiary w pobliżu mieszkania, wrócił po nie i zapakował do torby, którą ukrył w magazynie za jego sypialnią. Ostatecznie jednak rozrzucił kości w lesie, a potem spalił włosy, ubrania i torbę z tworzywa sztucznego, a także poplamioną krwią pościel.

Pięć dni później, po tym jak policja rozdystrybuowała 10 tys. ulotek z opisem i zdjęciem Ayako, na pobliskim cmentarzu odnaleziono okaleczony tułów dziewczynki. Mimo wszelkich starań, które Miyazaki poczynił, aby po jego ostatniej ofierze nie pozostał żaden ślad, udało się odnaleźć jej szczątki i szybko je zidentyfikować. Grupa krwi i rozmiar klatki piersiowej odpowiadały Ayako Nomoto, której zaginięcie matka dziewczynki zgłosiła 6 czerwca o godz. 20:40. Również treść żołądkowa zgadzała się z ostatnim posiłkiem Ayako.

W końcu, makabryczna kariera Miyazakiego pomimo zaangażowania ogromnych sił policyjnych została przerwana, przez zwykłego obywatela.

„Kwestia szczęścia”

W niedzielę, 23 lipca 1989 roku, w Hachioji dwie siostry bawiły się w pobliżu publicznych łazienek, kiedy zatrzymał się koło nich Nissan Langley i wysiadł z niego młody człowiek. „Zaczekaj tu”, powiedział do starszej dziewięcioletniej dziewczynki, zaś do młodszej zaczął się przymilać i oddalać się z nią w kierunku pobliskiej rzeki. Ale starsza siostra nie miała zamiaru bezczynnie czekać: pobiegła do domu po ojca. Zaalarmowany przez dziewczynkę mężczyzna przybiegł natychmiast. Jego córka była naga, a nieznajomy celował obiektywem aparatu fotograficznego między jej nogi. Rozwścieczony ojciec chwycił Miyazakiego i powalił go na ziemię. Mimo to zdołał się wyrwać z rąk mężczyzny i uciekł w stronę bagnistego brzegu rzeki. Z niezrozumiałych powodów po chwili jednak wrócił do swojego samochodu, ale tam już czekali wezwani wcześniej policjanci z posterunku w Hachioji. Tsutomu Miyazaki został zatrzymany pod zarzutem „zmuszania małoletniego do popełniania aktów nieprzyzwoitych”.

Śledczy byli przekonani, że w końcu udało im się pojmać tak intensywnie przez nich poszukiwanego seryjnego mordercę dzieci. Przeszukanie w mieszkaniu Miyazakiego ostatecznie przesądziło kwestię: z osoby podejrzanej o mniej groźne przestępstwo stał się podejrzanym w sprawie o brutalne morderstwa.

Siedemnaście dni później, Miyazaki przyznał się do popełnienia morderstwa Ayako Nomoto, której czaszkę znaleziono następnego dnia w górach Okutama. Na przyznanie się do pozostałych zbrodni nie trzeba było czekać już tak długo. Miyazaki przyznał, że to on zabił Erikę Namba a także Mari Konno, których nagrania wideo odkryto wśród 6000 taśm w legowisku Miyazakiego. W połowie września, po wstępnym badaniu przez psychiatrów i stwierdzeniu, że Miyazaki „Nie cierpiał na widoczne zaburzenia psychiczne”, przyznał się do czwartej zbrodni: zabójstwa Masami Yoshizawy. W dniu 6 września, w lesie koło Przełęczy Komine znaleziono szczątki Masami. Tydzień później zostały odkryte nadgryzione kości rąk i stóp Mari Konno. Apel ojca dziewczynki o zwrotu rąk i nóg jego córki znalazł w końcu odzew.

Czy policja mogła namierzyć Miyazakiego wcześniej?

Do czasu aresztowania Miyazakiego i jego późniejszych zeznań, śledczy byli daleko od identyfikacji mordercy, mimo intensywnego i kosztownego dochodzenia. „To prawie niemożliwe, aby złapać mordercę, gdy nie ma między nim a ofiarami żadnego związku”, wyjaśnia dziennikarz śledczy „To tylko kwestia szczęścia”. W przypadku sprawy Eriki stróże prawa otrzymali ponad 600 połączeń z obywateli Hanno, co zajęło im kilka dni.

Epilog

Po upublicznieniu przyznania się Miyazakiego do morderstwa czterech dziewczynek przez media, jego rodzice zamknęli gazetę „Akikawa Shimbun” i ukryli się przed opinią publiczną. W 1989 r. W wywiadzie dla Tokyo Shimbun z 1989 r. Katsumi Miyazaki ubolewał, że „nie zwróciłem większej uwagi na uczucia mojego syna”. Po aresztowaniu, Miyazaki napisał wściekły list do ojca, obwiniając go za wszystko. W 1994 r. ojciec Miyazakiego nie wytrzymał przeciągającego się procesu i popełnił samobójstwo, skacząc do rzeki.

Na sali sądowej przez dwie dekady trwał spór między obrońcami Miyazakiego a oskarżeniem o uznanie Miyazakiego za zdolnego do ponoszenia pełnej odpowiedzialności za popełnione zbrodnie. Psychologowie byli bowiem podzieleni w tej kwestii. Miyazaki twierdził, że to jego alter ego – Rat Man – kazał mu mordować, aby wskrzesić zmarłego dziadka. Niektórzy psychiatrzy twierdzili, że cierpiąc na zaburzenia osobowości wielorakiej, nie miał pojęcia że to, co zrobił, było złe. Inni mówili, że był całkowicie zdrowy; był potworem, który nie czuł skruchy z powodu swoich czynów.

Przez cały okres pobytu za kratami, Miyazaki całe dnie spędzał na czytaniu mangi, których raz w tygodniu dostarczała mu matka. „Wydawał się szczęśliwy”, powiedział o nim jego adwokat, Junji Suzuki.

Miyazaki dożył w celi śmierci 45 urodzin, gdy zasądzony w procesie wyrok śmierci, został w końcu wykonany. We, wtorek 17 czerwca 2008 roku kat założył wisielczą pętlę na jego szyję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *