Ferie wiosenneconstanzo1

Meksykańskie miasto Matamoros, leżące w okolicy rzeki Rio Grande, jest popularnym wśród studentów ze Stanów Zjednoczonych kurortem już od lat 30tych XX wieku. Jest to typowe miasto graniczne, w którym można spotkać wszystko: prostytutki, pokazy erotyczne, alkohol i narkotyki, biedę oraz, jak nietrudno się domyślić, przestępczość. Każdej wiosny, jakieś 250 tysięcy studentów przyjeżdża do Brownsville i Matamoros, aby odpocząć po egzaminach, próbując się wyluzować przed dalszą nauką. Ci, którzy przyjechali tam w marcu 1989 roku nie wiedzieli, że od początku roku w Matamoros zarejestrowano 60 niewyjaśnionych zaginięć. Ale nawet, jeśli by o tym wiedzieli, to i tak nikt by się tym specjalnie nie przejął.

Meksykańskie miasto Matamoros, leżące w okolicy rzeki Rio Grande, jest popularnym wśród studentów ze Stanów Zjednoczonych kurortem już od lat 30tych XX wieku. Jest to typowe miasto graniczne, w którym można spotkać wszystko: prostytutki, pokazy erotyczne, alkohol i narkotyki, biedę oraz, jak nietrudno się domyślić, przestępczość. Każdej wiosny, jakieś 250 tysięcy studentów przyjeżdża do Brownsville i Matamoros, aby odpocząć po egzaminach, próbując się wyluzować przed dalszą nauką. Ci, którzy przyjechali tam w marcu 1989 roku nie wiedzieli, że od początku roku w Matamoros zarejestrowano 60 niewyjaśnionych zaginięć. Ale nawet, jeśli by o tym wiedzieli, to i tak nikt by się tym specjalnie nie przejął.

Jednym z zaginionych tamtej wiosny był Mark Kilroy, student Uniwersytetu w Teksasie. Przyjaciele zgubili jego ślad w Matamoros, przed świtem 14 marca 1989 roku, a zaginięcie zgłosili na policji następnego dnia. W odróżnieniu od innych, którzy zniknęli w ciągu ostatnich 10 tygodni, Kilroy był człowiekiem z koneksjami, miał wuja pracującego w Służbie Celnej Stanów Zjednoczonych. Jego zniknięcie przywołało wspomnienia morderstwa Enrique Camarena sprzed czterech lat, w które zamieszani byli handlarze narkotyków z Meksyku. Sprawa natychmiast stała się głośna, podsycona jeszcze nagrodą w wysokości 15 tysięcy dolarów za informacje dotyczące miejsca pobytu Kilroya lub prowadzące do pojmania jego porywaczy. Amerykańskie władze bacznie obserwowały całą sprawę, podczas, gdy policja z Matamoros przesłuchała 127 znanych przestępców – używając do tego pałek oraz gazowanej wody pomieszanej z sosem chilli, która była wlewana do nosa przesłuchiwanego. Jednak przesłuchania te nie przyniosły żadnych rezultatów. Niektórzy z przesłuchanych byli zbiegami z więzienia, więc w nim pozostali, jednak żaden z nich nie widział Marka Kilroya. Nikt nie potrafił rozwiązać tej zagadki.

W tym samym czasie, władze Meksyku zajęte były jedną z okresowych kampanii antynarkotykowych. Na drogach stawiano blokady w celu zgarnięcia z ulic nieuważnych dilerów narkotyków. Działania te nie dotykały bezpośrednio bogatych bossów narkotykowych, ale pozwalały namierzyć ich popleczników oraz pracujących dla nich dostawców. Jednym z takich ludzi na niższym szczeblu był znany w Matamoros Serafin Hernandez Garcia. Dwudziestolatek był krewnym i jednocześnie podwładnym lokalnego barona narkotykowego Elio Hernandeza Rivery. 1 kwietnia 1989 roku, Serafin przejeżdżał obok policyjnej blokady ustawionej poza Matamoros, najwyraźniej nieświadomy policjantów strzegących autostrady. Wdali się za nim w pościg, dopóki nie doprowadził ich do zaniedbanego rancza położonego w pobliżu. Po szybkim przeszukaniu posiadłości odkryto sprzęt okultystyczny oraz spore ilości marihuany. Osiem dni później policjanci wrócili ze wsparciem. Wówczas policja aresztowała Serafina Hernandeza oraz innego dilera narkotyków Davida Serna Valdeza. W areszcie obaj przestępcy wydawali się być nad wyraz spokojni. Policja nie mogła ich przetrzymywać, a oni twierdzili, że byli „chronieni” przez wyższą siłę, stojącą ponad ludzkim prawem.

Jednak, kiedy śledczy przepytywali właściciela rancza, obaj nadal pozostawali w więzieniu. Mężczyzna chętnie podał nazwiska innych członków narkotykowego biznesu Hernandeza jako częstych gości na ranczo Santa Elena. Innym, jednokrotnym gościem był nie kto inny jak Mark Kilroy. Zidentyfikowano go dzięki szkolnej fotografii. W areszcie Serafin Hernandez przyznał się do udziału w porwaniu i morderstwie Kilroy’a – jednym z wielu popełnionych w ciągu ostatniego roku na wspomnianym ranczo. Morderstwa były ludzką ofiarą, tłumaczył, popełnianą, aby zapewnić magiczną ochronę różnym umowom narkotykowym. „To nasza religia. Nasze voodoo.” – wyjaśnił Hernandez.

Hernandez zeznał także, że guru sekty był niejaki El Padrino, Ojciec Chrzestny – Adolfo de Jesus Constanzo, adept afrykańskiej religii Palo Mayombe. Według Hernandeza, Constanzo był tym, kto wydawał im polecenia dotyczące szukania ofiar, podczas gdy on sam torturował i odbywał stosunki analne z ofiarami zanim je zabijał i wyciągał ich organy do swojego rytualnego kociołka.

Policja wróciła na ranczo wlokąc ze sobą Hernandeza. Bez problemu wskazał prywatny cmentarz sekty i, gdy go o to poproszono, użył łopaty, aby odkopać pierwsze z 12 zakopanych w jednym rzędzie ciał. Wszystkimi ofiarami byli mężczyźni. Niektórzy z nich zostali zabici przez strzał z bliskiej odległości, inni porąbani maczetą. Były tam także zwłoki Marka Kilroy’a, miały roztrzaskaną czaszkę i były pozbawione mózgu. Śledczy weszli do stojącej nieopodal szopy i znaleźli odlany z żelaza kociołek kultu zwany nganga, który był przepełniony krwią, szczątkami zwierząt i 28 patykami palo, których wyznawcy religii Constanzo używali, aby komunikować się z duchami z zaświatów. W pojemniku wypełnionym pająkami, skorpionami oraz innymi trudnymi w identyfikacji przedmiotami, znaleźli mózg Marka Kilroy’a.

Policja wiedziała, że szuka szaleńca – w dodatku bogatego, otoczonego swoimi „apostołami”, którzy byli sprytni i dobrze uzbrojeni. Jedynej rzeczy, której nie wiedzieli o Adolfo Constanzo było to, gdzie mogli go znaleźć.

Uczeń czarnoksiężnika

Adolfo de Jesus Constanzo urodził się 1 listopada 1962 roku w Miami. Był synem 15-letniej imigrantki z Kuby, pierwszym z jej trojga dzieci (każde miało innego ojca). Kiedy miał 6 miesięcy, jego matka, Delia Aurora Gonzalez del Valle pobłogosławiła go przez haitańskiego księdza Palo Mayombe, ponieważ jej ojciec twierdził, że był on wybrańcem i był przeznaczony do posiadania wielkiej mocy. Adolfo był jeszcze niemowlęciem, kiedy jego matka przeprowadziła się do San Juan w Portoryko, a kiedy ochrzczono go w kościele katolickim krótko służył tam jako ministrant. Natomiast prawdziwa wiara rodziny pozostała mrocznym sekretem. Gonzalez wyznawała Palo Mayombe i tego też uczyła syna, powierzając jego naukę magii wyznawcom z San Juan oraz pobliskiego Haiti. W 1972 roku, rodzina powróciła do Miami na dobre, a Adolfo rozpoczął praktyki u haitańskiego księdza w Little Havana.

Jego matka była pełnoetatową przestępczynią – aresztowano ją 30 razy, między innymi za: wchodzenie na prywatne terytorium bez zgody właściciela, kradzieże sklepowe, fałszerstwa czeków, kradzieże oraz zaniedbywanie dzieci. Jednak trudno ją było skazać, zawsze kończyło się na zawieszeniu wyroku, co sama przypisywała swojej mistycznej religii. Kilka wynajętych przez nią w Miami mieszkań pozostawiła zdemolowanych, zakrwawionych oraz zaśmieconych szczątkami rytualnie zabitych zwierząt. Sąsiedzi szeptali, że Delia była czarownicą i ci, którzy ją zdenerwowali często znajdowali na progach swoich domów bezgłowe kozy lub kury.

Constanzo poszedł w ślady swojej matki, już jako nastolatek oddawał się drobnym przestępstwom. Był biednym uczniem, nie posiadał niczego oprócz magii. Naukę zakończył jako jeden z gorszych uczniów w klasie, aż w końcu rzucił szkołę.

Jego zainteresowania były zupełnie inne, uczył się sekretów magii od swojego mentora. Wspólnie rabowali groby, aby mieć co włożyć do jego nganga i rozlewali krew na lalki voodoo, aby przekląć swoich wrogów. Palo Mayombe jest niemoralną religią, nie ma tam granicy pomiędzy „czarną” i „białą” magią. Każdy praktykujący może sobie wybrać którąkolwiek zechce. Handlarze narkotyków często ufali dogmatom tej religii, aby chronić swoją przestępczą działalność, a mentor Constanzo miał pewną ważną radę dla swojego protegowanego: „Pozwól niewierzącym zabić się narkotykami. My będziemy czerpać zyski z ich głupoty.”

W roku 1976, jak potem twierdziła jego matka, Constanzo zaczął wykazywać zdolności medium, przewidując wydarzenia z przyszłości z zaskakującą dokładnością. Miesiące przed postrzeleniem prezydenta Ronalda Reagana przez Johna Hinckleya w 1981 roku, Constanzo dokładnie przewidział zdarzenie i twierdził, że Reagan przeżyje. Jednak Constanzo nie miał tyle szczęścia w przepowiedzeniu własnej przyszłości, co sprawiło, że dwukrotnie aresztowano go za kradzież w sklepie w 1981 roku, przy czym jedna z kradzieży dotyczyła piły łańcuchowej.

Na początku 1983 roku, Constanzo wybrał swojego świętego patrona, oddając się Kadiempembe, który jest w jego religii odpowiednikiem Szatana. Z błogosławieństwem swojego padrino, oddał się czczeniu zła dla korzyści. Jego inicjacja obejmowała rytualne nacinanie – aby pozostawić blizny, mentor wyrył nożem mistyczne symbole na jego ciele. „Moja dusza jest martwa. Nie mam boga.” – powiedział Constanzo w punkcie kulminacyjnym ceremonii.

Uczeń był gotów, aby prowadzić innych.

Krwawe rytuały

W 1983 roku Constanzo udał się do Mexico City, gdzie pracował jako model. Cały swój wolny czas spędzał na przepowiadaniu przyszłości z kart tarota w niesławnym klubie Zona Rosa, znanym z prostytucji. Przed powrotem do Miami, Constanzo zrekrutował swoich pierwszych meksykańskich wyznawców: Martina Quintana Rodrigueza, homoseksualne „medium” Jorge Montesa oraz Omara Orea Ochoa, który okultyzmem interesował się od 15 roku życia. Wkrótce, Constanzo uwiódł Quintana i Orea, nazywając jednego z nich swoim „mężczyzną”, a drugiego swoją „kobietą”, w zależności od nastroju.

W połowie roku 1984 Constanzo przeprowadził się do Mexico City na stałe, szukając, jak nazywała to jego matka, „nowych horyzontów.” Mieszkał z Quintaną i Oreą, w dziwnym trójkącie, zbierając kolejnych członków swojej sekty. W tym samym czasie jego “magiczna” reputacja rozniosła się po mieście. Mówiło się, że Constanzo potrafił przepowiadać przyszłość, oferował także tzw. limpia – rytualne „oczyszczenie”, dla tych, którzy czuli się przeklętymi przez wrogów. Oczywiście, wszystko to kosztowało, a księgi rachunkowe Constanzo odzyskane po jego śmierci wskazywały na 31 regularnych klientów, z których niektórzy płacili nawet po 4,5 tysiąca dolarów za jedno spotkanie. Constanzo także stworzył swoiste menu ofiarnych zwierząt. Były w nim koguty po 6 dolarów za głowę, kozy za 30 dolarów, boa dusiciele za 450 dolarów, dorosłe zebry za 1100 dolarów i młode afrykańskich lwów za 3100 dolarów za sztukę.

Zgodnie z naukami jego mentora z Florydy, Constanzo skupiał się na zamożnych bossach narkotykowych, pomagając im ustawiać dostawy i spotkania na podstawie swoich przeczuć. Za pewną cenę oferował także magię, która miała sprawić, że gangsterzy i ich ochroniarze byli niewidzialni dla policji oraz kuloodporni dla wrogów. Wiadomo, że był to absurd, jednak przemytnicy wywodzący się z meksykańskiej warstwy chłopstwa i niejednokrotnie mający w przeszłości do czynienia z brujerią (meksykańską magią) bardzo w to wszystko wierzyli. Zgodnie z danymi z ksiąg prowadzonych przez Constanzo, pewien diler z Mexico City przez trzy lata zapłacił mu za magiczne usługi w sumie 40 tysięcy dolarów.

W połowie 1985 roku Constanzo był już świetnie ustawiony. Wówczas on i jego trzej uczniowie udali się na cmentarz w Mexico City, aby zdobyć ludzkie kości, w celu stworzenia swojego własnego krwawego kotła, co miało jeszcze wzmocnić moc magii Constanzo. Mroczne rytuały oraz aura tajemniczości otaczająca Constanzo były na tyle silne, aby zwabić do sekty cały przekrój meksykańskiego społeczeństwa, w tym: lekarza, agenta nieruchomości, modeli oraz kilku występujących w klubach transwestytów.

Prawdopodobnie najdziwniejszym aspektem nowej kariery Constanzo był sposób, w jaki potrafił zauroczyć swoją osobą wysoko postawionych urzędników ochrony porządku publicznego. Przynajmniej czterech członków Sądowej Policji Kryminalnej przyłączyło się do jego sekty. Jeden z nich, Salvador Garcia Alarcon, był dowódcą do spraw śledztw narkotykowych, inny, Florentino Ventura Gutierrez, był emerytowanym kierownikiem meksykańskiej odnogi Interpolu. W kraju, gdzie łapówkarstwo przenika wszystkie poziomy instytucji zajmujących się przestrzeganiem prawa, a agenci federalni czasami służą jako płatni zabójcy dla baronów narkotykowych, korupcja nie jest niczym niezwykłym, ale poświęcenie uczniów Constanzo wydawało się mieć głębsze powody niż chciwość. Czy to w uniformie czy bez, czcili Constanzo jak bożka, jak żywy kanał między światem duchów i jako ambasadora piekła we własnej osobie.

W 1986 roku, Ventura przedstawił Constanzo handlującej narkotykami rodzinie Calzada, wówczas jednej z dominujących w Meksyku narkotykowych karteli. Constanzo od razu zdołał ich oczarować, czerpiąc potem duże korzyści z tych kontaktów. Na początku 1987 roku był w stanie zapłacić 60 tysięcy w gotówce za mieszkanie własnościowe w Mexico City i kupić sobie kilka luksusowych aut, w tym Mercedesa wartego 80 tysięcy dolarów. Kiedy nie wykonywał magicznych sztuczek dla swoich klientów, Constanzo sam robił różne przekręty. Pewnego razu, przebrał się za agenta DEA (amerykańska organizacja rządowa do walki z narkotykami), aby oszukać pewnego dilera kokainy z Guadalajary, a następnie sprzedał cały towar swoim kontaktom w policji za 100 tysięcy dolarów.

W pewnym momencie jego odysei od młodego medium do szanowanego czarownika, Constanzo zaczął karmić swój nganga, rytualny kocioł, ofiarami ludzkimi. Nie jest znany finalny rachunek jego ofiar, ale udokumentowano 23 rytualne morderstwa, a władze meksykańskie wskazują na szereg niewyjaśnionych morderstw z okaleczonymi zwłokami w rejonie Mexico City w tym samym czasie, sugerując, że odkryte ofiary Constanzo mogły być tylko czubkiem olbrzymiej góry lodowej. W każdym przypadku, jego chęć torturowania i zabijania nieznajomych, a nawet bliskich przyjaciół, odpowiednio wpłynęła na bezwzględnych handlarzy narkotyków, którzy byli jego głównymi klientami. Nawet oni się go bali.

Constanzo uwierzył, że jego magiczne siły były odpowiedzialne za sukces i przetrwanie rodziny Calzada. W kwietniu 1987 roku zażądał pełnego współudziału w konsorcjum, jednak szorstko mu odmówiono. Z pozoru Constanzo przyjął odmowę z godnością, jednak jego przebiegły umysł knuł już zemstę.

30 kwietnia 1987, Guillermo Calzada Sanchez i sześcioro członków jego domu zniknęli w tajemniczych okolicznościach. Zaginięcie zgłoszono 1 maja, a w biurze Calzady policja znalazła stopiony wosk i inne ślady dziwnej religijnej ceremonii. Sześć dni później, śledczy wyłowili rozczłonkowane szczątki z rzeki Zumpango. Siedem ciał wyciągnięto w ciągu tygodnia, wszystkie nosiły ślady sadystycznych tortur: palce rąk i nóg oraz uszy odcięto, usunięto serca i genitalia; część kręgosłupa oderwano od ciała; dwa z wyłowionych ciał nie miały mózgów. Zaginione części ciał, jak się okazało, miały nakarmić nganga Constanzo, budując jego siłę na większe wyzwania, które miały dla niego nadejść.

La Madrina

Sara Maria Aldrete Villareal urodziła się 6 września 1964 roku jako córka elektryka z Matamoros. Wyjechała za granicę, aby uczyć się w Porter High School w Brownsville, gdzie nauczyciele zapamiętali ją jako wzorową uczennicę i dobre dziecko. W szkole sekretarskiej opinie o niej były równie dobre, nauczyciele zachęcali ją do podjęcia nauki w prawdziwym koledżu, ale od nauki wówczas silniejsza okazała się miłość. W Halloween 1983 roku Aldrete wyszła za mąż za mieszkańca Brownsville, Miguela Zachariasa, starszego od niej o 11 lat. Jednak związek szybko się wypalił i pięć miesięcy później postanowili się rozwieść.

Pod koniec 1985 roku Aldrete otrzymała status rezydenta Stanów Zjednoczonych. Kolejnym jej krokiem było zapisanie się do Texas Southmost College, dwuletniej szkoły w Brownsville. Przyjęto ją do programu work-study, który odraczał spłatę części jej czesnego. Sara zaczęła naukę w styczniu 1986 roku na kierunku wychowania fizycznego, utrzymując się z dwóch dorywczych prac jako instruktorka aerobiku oraz asystentka w szkolnym dziale sportowym. Już na koniec pierwszego semestru, Aldrete odstawała od reszty studentów fizycznie i naukowo. Miała prawie 186 centymetrów wzrostu, była niesamowicie wysoka jak na meksykankę, a jej stopnie były doskonałe.

Po rozpadzie jej małżeństwa, Aldrete wróciła do mieszkania rodziców w Matamoros, budując osobne wejście ze schodami do jej pokoju na drugim piętrze, co miało zapewnić jej prywatność. Większość weekendów spędzała w domu, tak samo wakacje, czekając z niecierpliwością na ukończenie studiów i przeniesienie się do czteroletniej szkoły, która dałaby jej certyfikat ukończenia kierunku wychowania fizycznego. Atrakcyjna i lubiana przez mężczyzn, w 1987 roku umawiała się z Gilberto Sosa, dilerem narkotyków związanym z potężną rodziną Hernandez.

30 lipca 1987 roku, Aldrete jechała przez Matamoros, kiedy drogę przeciął jej nowiutki Mercedes, ledwo unikając kolizji. Kierowca bardzo ją przepraszał, był uprzejmy i przystojny. Przedstawił się jako Adolfo Constanzo, Amerykanin kubańskiego pochodzenia, mieszkający w Mexico City. Od początku między nimi była chemia, ale Constanzo nie robił żadnych seksualnych podtekstów. Z przyjemnością zauważył, że urodziny Aldrete przypadały na ten sam dzień, co jego matki.

W rzeczywistości ich spotkanie nie było przypadkiem. Constanzo obserwował Gilberto Sosa, sprawdzając jego znajomości. Spotkanie z Sarą było dokładnie zaplanowane, tak jak ich pączkująca przyjaźń i stopniowe wprowadzanie do sekty. Dwa tygodnie po ich pierwszym spotkaniu, Constanzo spotkał się z Aldrete i Sosa w Brownsville, celowo nie podając mężczyźnie dłoni. Kilka dni później Sosa dostał anonimowy telefon informujący go, że Aldrete spotyka się z innym mężczyzną. Był zazdrosny, ale nie chciał słuchać jej tłumaczeń i zerwał znajomość. Pocieszenia szukała u Constanzo i była bardzo zdziwiona, kiedy jej powiedział, że widział ich zerwanie w swoich kartach.

Constanzo w końcu zabrał ją do łóżka, ale ich seksualne przygody nie trwały długo. Nie było tajemnicą, że wolał mężczyzn, a Aldrete niechętnie to zaakceptowała, uzależniona już od religijnego aspektu ich związku. Przed końcem roku, studenci z klasy Aldrete zauważyli jak bardzo się zmieniła: stała się ekspertem od czarów i magii, chętnie dyskutowała o siłach mroku i światła. Prywatnie Constanzo nazywał ją La Madrina, „matką chrzestną”, jego rosnącej sekty. Zbadał jej powiązania z klanem Hernandez, przewidując, że jego przywódca Elio wkrótce przyjdzie do niej po radę. Kiedy tak się stało, w listopadzie 1987 roku, Sara poznała dilera z El Padrino.

Czarna magia

W momencie poznania Constanzo z Elio Hernandezem, rodzina Hernandez była targana wewnętrznymi waśniami i zagrożona rywalizującymi kartelami narkotykowymi z zewnątrz. Używając każdej możliwej „magicznej” sztuczki pod ręką, Constanzo przekonał Elio i resztę, że Palo Mayombe może rozwiązać wszystkie ich problemy. Wrogowie mogli być wyeliminowani dzięki rytuałom z ludzkimi ofiarami, a te rytuały, z kolei, miały utrzymać rodzinę i jej pracowników bezpiecznymi. Jeśli będą wierni Constanzo, jego uczniowie mieli stać się niewidoczni dla władz i kuloodporni w walce. W zamian jedyne, o co prosił to 50 procent profitów i efektywna kontrola nad rodziną.

Po tym jak Constanzo przeniósł swoją siedzibę na ranczo Santa Elena, 30 kilometrów poza Matamoros, jego magiczne rytuały stały się coraz bardziej złożone i sadystyczne. Tam, 28 maja 1988 roku, Constanzo zastrzelił dilera Hectora de la Fuente i farmera imieniem Moises Castillo, ale te ofiary go nie usatysfakcjonowały. Kiedy wrócił do Mexico City, 16 lipca, zarządził torturowanie i zabicie Raula Paz Esquivela, transwestyty i byłego kochanka członka sekty Jorge Montesa. Okaleczone zwłoki porzucono na publicznej ulicy, znalazły je przerażone dzieci, które wezwały policję.

Okaleczanie i ból były ważne w Palo Mayombe. Krew i wnętrzności karmiły nganga, mieszano je świętymi kijami palo, kiedy Constanzo łączył się ze światem duchów. Demony, którym służył łaskawiej patrzyły na ofiarę, która umarła w agonii. „Muszą umierać krzycząc” – El Padrino powiedział swojej grupie. Jeśli chodzi o seks analny uprawiany z ofiarami przy każdej okazji, to była tylko korzyść dla Constanzo przy jego zabawie w boga. 10 sierpnia 1988 roku, w odwecie za oszustwo na kwotę 800 tysięcy dolarów, rywalizujący dilerzy narkotykowi porwali Ovidio Hernandeza i jego 2-letniego syna. Upiorna ekipa Constanzo dwa dni później porwała nieznajomego i torturowała go na śmierć na ranczo Santa Elena, śpiewając modlitwy mające sprawić, że Hernandez i jego syn mieli bezpiecznie wrócić do domu. Kiedy uprowadzonych wypuszczono 13 sierpnia, bez jednego zapłaconego peso okupu, Constanzo przypisał sobie zasługi tego triumfu. Jego gwiazda wschodziła, a on nawet nie zwrócił uwagi na samobójstwo swojego ucznia Florentino Ventury. (Ventura zabił także swoją żonę i przyjaciela tą samą serią strzałów z broni.)

W listopadzie 1988 roku, po tym, jak 35-letni były policjant i członek sekty Jorge Valente de Fierro Gomez naruszył zakaz El Padrino zażywania narkotyków, Constanzo zrobił z niego kolejną ofiarę dla Kadiempembe. Była to krwawa lekcja posłuszeństwa dla wszystkich jego wyznawców. Kolejną ofiarą był Ezequiel Rodriguez Luna, członek rywalizującej karteli narkotykowej. Był torturowany na śmierć w Walentynki 1989 roku. Dwaj inni dilerzy, Rubem Vela Garza i Ernesto Rivas Diaz zostali dodani do listy ofiar, kiedy niezaproszeni weszli na magiczną ceremonię prowadzoną przez Constanzo. Dziewięć dni później, sekta porwała innego nieznajomego, którego nigdy nie zidentyfikowano, ale tak walczył o życie, że Constanzo rozkazał Elio Hernandezowi, aby go zastrzelił bez zwyczajowych rytuałów. 25 lutego, członkowie sekty przypadkowo porwali Jose Garcię, 14-letniego kuzyna Elio, zabijając go zanim rozpoznali swój błąd.

Do tego czasu, Constanzo zdołał ukraść pewnemu gangowi narkotykowemu 800 kilogramów marihuany, jednak czuł, że potrzebuje więcej ofiar, aby zapewnić bezpieczny transport narkotyków i ich dystrybucję na terenie Rio Grande. Kolejnego rytualnego morderstwa dokonano 13 marca 1989 roku, ale cierpienie ofiary było według Constanzo niewystarczające. „Przyprowadźcie mi kogoś, kogo będę mógł wykorzystać. Kogoś, kto będzie krzyczał.” – mówił do swoich wyznawców.

Następnego ranka przyprowadzili mu Marka Kilroy’a.

Polowanie na czarownice

W marcu 1989 roku zdolności medium Constanzo musiały go zawieść, ponieważ był bardzo zaskoczony reakcją na zaginięcie Marka Kilroy’a. Nawet zabicie rodziny Calzada nie miało takiego odzewu, większość obserwatorów wiedziała, że dilerzy narkotyków i ich sługusi byli poniżej ochrony prawa, a brutalna śmierć była po prostu zapłatą za ich uczynki. Niektóre z ofiar Constanzo nigdy nie zostały zgłoszone jako zaginione; trzech z nich, później odkopanych razem z resztą na ranczo, nigdy nie zidentyfikowano.

Ale Mark Kilroy był inny. Pochodził z zamożnej rodziny z politycznymi koneksjami. Co więcej, był amerykańskim turystą, którego śmierć mogła stać się międzynarodowym incydentem. Lokalna policja chciała rozwiązać sprawę szybko, zanim ich już i tak zszargana reputacja ucierpiała jeszcze bardziej.

Constanzo nadal miał 800 kilogramów marihuany do przerzucenia przez granicę. Aby zabezpieczyć swój transport poświęcił ostatnią ofiarę na ranczo, wybierając na nią dawnego kochanka Sary Aldrete. Gilberto Sosa zmarł w męczarniach w 28 marca 1989 roku, a narkotyki bezpiecznie przetransportowano 8 kwietna, pomimo tego, że Serafin Hernandez tydzień wcześniej przyprowadził policję na ranczo. Constanzo zainkasował 300 tysięcy dolarów za towar, ciesząc się ze swoich magicznych mocy.

Jednak tarcza ochronna spadła już następnego dnia. 9 kwietnia, czterech członków rodziny Hernandez zostało aresztowanych, zanim przekazali Constanzo pieniądze za jego ostatni wielki interes. Ranczo zaczęło odkrywać swoje sekrety 11 kwietnia, a szczątki 15 ofiar odkopywano przez kolejne 6 dni. (Poza 12 ciałami zakopanymi na cmentarzu, trzy dodatkowe znaleziono w pobliskim sadzie.) Constanzo szukał kryjówki, podróżując z Sarą Aldrete, kochankami Martinem Quintaną i Omarem Oreą oraz płatnym zabójcą na usługach rodziny Hernandez, którym był Alvaro de Leon Valdez zwany „El Duby”. Constanzo chciał uciec do Miami, ale policyjni informatorzy powiedzieli DEA, że może uciec do domu matki, więc zdecydował się pozostać w Mexico City, przenosząc się z domu jednego ucznia do drugiego.

Odkrycia z Matamoros były doskonałą pożywką dla tabloidów i telewizji. Geraldo Rivera opublikował specjalny blok w tej sprawie w najlepszym czasie antenowym, podczas gdy dziennikarze telewizyjni zlatywali się ze Stanów Zjednoczonych, Europy, a nawet Japonii. Constanzo był „widziany” aż w Chicago, gdzie plotki umieściły go wśród tamtejszej mafii. Sarę „widziano” w okolicach szkół doliny Rio Grande, podobno groziła tam porwaniem 10 angielskich dzieci za każdego z wyznawców sekty uwięzionych w Meksyku. Alternatywny kościół w Pharr w Teksasie spalono, gdy rozniosły się plotki, że jego wyznawcy uprawiali czarną magię, będąc pod wpływem Constanzo.

Policjanci na próżno przeszukiwali granice w poszukiwaniu El Padrino i jego świty. Trochę pocieszyło ich aresztowanie  bosa narkotykowego Serafina Hernandeza Rivery w Houston. Przeszukując dom, gdzie się ukrywał zabezpieczyli broń i gotówkę, ale nie znaleźli żadnych przedmiotów okultystycznych. W międzyczasie, Constanzo i jego najbliżsi wspólnicy po prostu zniknęli. W iście magiczny sposób.

„Nigdy mnie nie złapią”

Constanzo przewidział w kartach swoją zdradę, która nastąpiła 18 kwietnia 1989 roku. Wiedział, że informatorzy musieli sprzedać Serafina seniora i baczniej obserwował swoich współpracowników. Swoje Uzi trzymał zawsze w zasięgu ręki i rzadko kiedy spał dłużej niż kilka minut pod rząd. Często groził otaczającym go osobom siłami przewyższającymi siłę policji. „Nie mogą cię zabić, ale ja mogę” – mówił.

W nocy 22 kwietnia, podpalacze uderzyli w ranczo Santa Elena, paląc doszczętnie szopę, w której Constanzo składał swoje ofiary. Następnego ranka wpadł w szał, gdy zobaczył w telewizji jak na terenie rancza policja przeprowadza egzorcyzmy, kropiąc święconą wodą na dzikie groby i tlące się zgliszcza szopy. Constanzo rzucał się po małym mieszkaniu, gdzie spał z Aldrete i innymi, tłukąc lampy i wywracając meble, jak opętany.

24 kwietnia, policja aresztowała członka sekty Jorge Montesa, dokonując nalotu na jego dom, który znajdował się zaledwie trzy ulice od miejsca, gdzie w 1986 roku zamordowano rodzinę Calzada. Tak jak inni aresztowani przed nim, Montes powiedział wszystko, co wiedział o sekcie, nazywając Constanzo przywódcą i głównym katem w serii okrutnych mordów.

Trzy dni później, Constanzo i czworo jego pozostałych ludzi przeniosło się do ostatniej kryjówki, apartamentu na Rio Sena w Mexico City. Aldrete bojąc się o swoje życie napisała notatkę i wyrzuciła ją z okna sypialni na ulicę. Pisało na niej:

„Proszę powiadomić policję i powiedzieć im, że w tym budynku są ci, których szukają. Powiedzcie im, że kobieta jest zakładnikiem. Błagam o to, ponieważ boję się, że mnie zabiją.”

Kartkę kilka chwil później znalazł pewien przechodzień, ale jedynie przeczytał ją i zachował dla siebie, wierząc, że był to tylko przejaw dziwnego poczucia humoru. W budynku, Constanzo zaczął planować ucieczkę do Meksyku ze swoimi wiernymi przyjaciółmi, myślał o tym, żeby zacząć magiczny interes od nowa gdzie indziej. „Nigdy mnie nie złapią” – zapewnił swoich wyznawców.

6 maja 1989 roku do Rio Sena przybyła policja, chodząc od drzwi do drzwi apartamentowca i zadając pytania. O dziwo, szukali zaginionego dziecka, w zupełnie innej sprawie, ale kiedy Constanzo zobaczył ich przez okno, spanikował i otworzył ogień ze swojej broni maszynowej. W kilka chwil 180 policjantów otoczyło apartamentowiec i ostrzeliwało go przez 45 minut. Cudem, jedyną ranną osobą w całej strzelaninie był oficer policji raniony pierwszymi strzałami Constanzo.

Kiedy Constanzo zdał sobie sprawę, że ucieczka jest niemożliwa, podał swoją broń El Duby’emu i wydał nowe rozkazy. Jak płatny morderca powiedział potem policji: „Powiedział mi, żebym zabił go i Martina. Powiedziałem mu, że nie mogę tego zrobić, ale uderzył mnie w twarz i zagroził, że będę cierpiał w piekle. Potem przytulił Martina a ja stałem naprzeciwko nich i zastrzeliłem ich z broni maszynowej.”

Constanzo i Quintana byli martwi zanim policja weszła do mieszkania, leżeli razem w szafie. Troje pozostałych – El Duby, Orea i Sara Aldrete – zostało aresztowanych i przetransportowanych do aresztu. Tam, El Duby przyznał się do zastrzelenia Constanzo, ale z entuzjazmem poinformował policjantów, że „Ojciec chrzestny nie pozostanie martwy na długo.

Dziedzictwo

Władze Meksyku mniej obawiały się przepowiedzianego zmartwychwstania Constanzo, niż postawienia odpowiednich zarzutów pozostałym członkom sekty. Sprawa El Duby’ego została otwarta, a dowodami przeciwko niemu były jego zeznania dotyczące dwóch morderstw. Sara Aldrete najpierw udawała ofiarę, ale prawda wyszła na jaw, kiedy nie chciała podać żadnych szczegółów krwawych rytuałów sekty.

14 członków sekty oskarżono o różne przestępstwa, w tym wielokrotne morderstwo, posiadanie broni i narkotyków, mataczenie i utrudnianie śledztwa. W sierpniu 1990 roku, El Duby został uznany winnym zabicia Constanzo i Quintany, dostał za to 35 lat więzienia. Juan Fragosa i Jorge Montes zostali skazani za zabójstwo Raula Esquivela i dostali każdy po 35 lat pozbawienia wolności. Omar Orea, skazany w tej samej sprawie, zmarł na AIDS zanim sąd zdążył go skazać. Sara Aldrete została uniewinniona od zarzutu zabójstwa Constanzo w 1990 roku, ale skazano ją na sześć lat więzienia za współudział w innych przestępstwach. La Madrina twierdziła, że nigdy nie praktykowała żadnej religii poza „chrześcijańską Santerią” Telewizyjne reportaże na temat morderstw na ranczo Santa Elena, jak mówiła, zupełnie ją zaskoczyły. Sędziowie jej nie uwierzyli i w 1994 roku, Aldrete i jej towarzyszy skazano za wielokrotne morderstwa popełnione na ranczo. Aldrete skazano na 62 lata pozbawienia wolności, a pozostałych, w tym Elio Hernandeza i Serafina juniora – na 67 lat. Władze amerykańskie są gotowe oskarżyć Aldrete, El Duby’ego oraz Hernandeza za zabójstwo Marka Kilroy’a jeżeli kiedykolwiek wyjdą z więzienia w Meksyku.

Ale czy ich zło pokonano nawet teraz? Makabryczna lista dokonanych przez sektę zbrodni pozostaje niekompletna. Będąc w więzieniu, Sara Aldrete powiedziała dziennikarzom: „Myślę, że ta religia nie zginie razem z nami, ponieważ wyznaje ją mnóstwo ludzi. Założyli świątynie w Monterey, która nawet nie jest z nami powiązana. Nasze dzieło będzie kontynuowane.” W latach 1987-89, policja w Mexico City odnotowała 74 przypadki nierozwiązanych rytualnych morderstw, 14 z nich dokonano na małych dzieciach. Sekta Constanzo jest podejrzewana o co najmniej 16 z nich, w tym dokonanych na dzieciach lub nastolatkach, ale władze nie posiadają odpowiednich dowodów, aby komukolwiek postawić zarzuty.

Mówiąc o wszystkich wspomnianych przypadkach niewyjaśnionych śmierci, prokurator Guillermo Ibarra powiedział dziennikarzom: „Chcielibyśmy móc powiedzieć, że Constanzo zabił ich wszystkich i w magiczny sposób wszystkie te sprawy zostałyby rozwiązane. Wierzymy, że był odpowiedzialny za część z nich, mimo, że nie jesteśmy tego w stanie udowodnić. Ale to nie on sam popełnił wszystkie te zbrodnie. Co oznacza, że zrobił to ktoś inny. Ktoś, kto nadal gdzieś tam jest.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *