Znowu wolny

Yoo-Young-cheol200

Kiedy Yoo Young-cheol został zwolniony z więzienia we wrześniu 2003 roku, jego pierwszą czynnością jako wolnego człowieka było gromadzenie bezpańskich psów i bicie ich na śmierć. Taka praktyka miała pomóc mu uzyskać perfekcję w zabijaniu.

Wiadomo, że więzienie zmienia ludzi. Niektórych na lepsze – analfabeci stają się zagorzałymi czytelnikami literatury, grzesznicy odzyskują wiarę, a ludzie żyjący dotąd bez celu, znajdują swoje powołanie. Innych więzienie zmienia na gorsze. Zdarza się tak, że tamtejsze środowisko hartuje skazańca, dzięki czemu ten staje się niezależny od społeczeństwa, nawet, gdy ponownie posmakuje wolności.

Yoo Young-cheol także był już innym człowiekiem, kiedy zwolniono go z zakładu penitencjarnego w Jeonju. Więzienne doświadczenia nie były dla niego nowością, ponieważ przez większość swojego dorosłego życia był związany z południowokoreańskim systemem penitencjarnym. Do więzienia wszedł jako żonaty mężczyzna, a wyszedł z niego jako singiel. Żona rozwiodła się z nim w maju 2002 roku. To jeden z czynników przypisywanych zmianie jego przestępczego nastawienia.

Kiedy odsiadywał wyrok za kradzież i gwałt, chętnie poświęcał się lekturze na temat życia i zbrodni Jeonga Du-young, innego seryjnego mordercy, który zabił dziewięć bogatych osób w Busan, Ulsan oraz innych miastach w prowincji Gyeongnam w latach 1999-2000. Czytanie o morderstwach popełnionych przez Jeonga stało się stałym elementem dziennych zajęć Yoo. W czasie, kiedy Jeong został zatrzymany, miał powiedzieć, że motywowało go silne pragnienie, aby okradać domy zamożnych ludzi. Potem powiedział: „Może mam w sobie diabła.” Na swój cel brał zamożne rezydencje, a jeśli ich właściciel był w domu, po prostu rozstawał się z życiem. Jeong nie zostawiał żadnych świadków.

W czasie trwania serii kradzieży i morderstw, Jeong, między innymi, porwał pewną kobietę dla okupu, okradł trzynaście domów i zabił dziewięć osób. Niektórymi z nich byli starsi ludzie. Udało mu się w sumie ukraść około 100 tysięcy dolarów. Jeong Du-young miał 31 lat, kiedy rozpoczął swój trwający dziesięć miesięcy szał zabijania, i zaczął go jak tylko wypuszczono go z więzienia. Po przeczytaniu historii Jeonga, Yoo zaczął uważać, że bogaci ludzie byli przyczyną wszystkich problemów w koreańskim społeczeństwie i winił ich za swoje własne życiowe nieszczęście. Postanowił bić ich jak psy. Planował zabić ponad sto osób.

W poszukiwaniu kościołów

Yoo, dzięki ćwiczeniu na psach, zdobył doświadczenie związane zarówno z przemocą, jak i ze śmiercią. Jego narzędziem zbrodni był skonstruowany domowym sposobem młot, a jego ofiary także nie były do końca przypadkowe.

Statystyki rządowe Korei Południowej z 2003 roku wskazują, że 50,6% mieszkańców kraju uważa się za chrześcijan. W Korei jest tak wiele kościołów, że bez trudu można zobaczyć jeden co kilka domów, a z ich wież roztaczają światło jasnoczerwone, neonowe krzyże. Te neonowe krzyże dodają krajobrazowi gotyckiego, a zarazem futurystycznego wyglądu, przypominającego te znane z filmów „Kruk” czy „Łowca androidów.”

Rankiem 24 września 2003 roku, Yoo pojechał metrem na stację Apgujeong-dong, do najbardziej zamożnej dzielnicy Seulu. Stamtąd przechadzał się ulicami osiedla Sinsa, szukając kościoła. Kiedy jakiś zauważył, szukał w jego okolicy drogo wyglądającego domu, czegoś, co wskaże, że jego właściciele byli bogaci.

Cechą charakterystyczną większości dwu-kondygnacyjnych domów w Korei jest ograniczony murem plac dookoła domu, który stanowi podwórze. Większość właścicieli domów używa tej przestrzeni, aby hodować drzewka bonsai, uprawiać zioła oraz rośliny doniczkowe lub po prostu posiadać swój własny kawałek zieleni pomiędzy betonowymi płytami Seulu. Zewnętrzny mur zazwyczaj ma wysokość pomiędzy poziomem ramion i głowy dorosłego człowieka, a wejście stanowi dwuskrzydłowa brama. Dom, który wybrał Yoo pasował do takiego opisu. Był usytuowany niedaleko głównej drogi. Za murem posiadał mały ogródek, jednak nie miał żadnego systemu zabezpieczeń. Wydawało się, że jedynymi ludźmi, którzy tam mieszkali była starsza para. Yoo obserwował dom przez dziesięć minut zanim zrobił pierwszy ruch. Mając na sobie rękawiczki, wspiął się na tylny mur i wszedł przez frontowe drzwi. Był uzbrojony w swój młot oraz nóż o 15-centymetrowym ostrzu.
Mieszkańcami domu byli pan Lee, 72-letni honorowy profesor Uniwersytetu Sookmyung oraz jego 68-letnia żona. Yoo wszedł na piętro, aby sprawdzić czy jeszcze ktoś był w domu, ale nikogo nie znalazł. Zszedł po schodach, wszedł do głównej sypialni i poderżnął mężczyźnie gardło. Jego żona krzyczała z przerażenia, a Yoo, próbował ją uspokoić mówiąc, że wszystko jest w porządku. Kiedy chciała chwycić swojego krwawiącego męża, Yoo zaczął masakrować ich czaszki swoim młotem. Następnie sprawdził czy ofiary nie żyły, zakluczył drzwi sypialni i wyszedł głównym wejściem. Używając ręcznika zabranego z domu, próbował wyczyścić krew ze swoich spodni, a potem przypomniał sobie o nożu. Zostawił go w zamkniętej sypialni. Wrócił do środka, kopniakiem otworzył drzwi, zabrał nóż i włożył do plecaka. Yoo zauważył, że na drzwiach zostawił odcisk palca i częściowo go usunął. Aby zmylić policję otworzył szafę i rozrzucił jej zawartość. Nie ukradł ani pieniędzy, ani kosztowności. Kiedy wrócił na stację Apgujeong, w toalecie umył z krwi siebie i swoje narzędzia.

9 października, Yoo pojechał metrem na stację Bulgwang i wziął taksówkę w okolice Gugi Tunnel. Przechadzał się, dopóki nie znalazł kościoła, a w pobliżu zamożnie wyglądającego domu w bogatej okolicy. Zauważył, że nie było w nim żadnych zabezpieczeń antywłamaniowych i posiadał otaczający go murek oraz wewnętrzny ogród. Przez okno obserwował ruchy ludzi będących w środku, a następnie wspiął się na mur. Miał na rękach rękawiczki. Wylądował na żwirze, przeszedł po nim, uważając, żeby nie narobić hałasu, w dłoni ściskając swój młot.
Prawdopodobnie pani Kang usłyszała dźwięk otwieranych drzwi wejściowych, ponieważ wyszła z łazienki, aby zobaczyć, kto wszedł do domu. Yoo uderzył 85-latkę trzy lub cztery razy w głowę. W tym momencie schodami zeszła inna kobieta i poszła do salonu. Yoo dwukrotnie kopnął ją w brzuch i zapytał 60-letnią gospodynię czy w domu jest ktoś jeszcze. Pani Lee powiedziała, że na górze są jej mąż oraz syn, a wtedy Yoo zaczął uderzać młotem w jej głowę dopóki nie nabrał pewności, że kobieta nie żyje. Następnie, kiedy Yoo wchodził na drugie piętro, spotkał pana Go, 35-letniego syna zabitej gospodyni i zmusił go, aby ten uklęknął. Yoo uderzył go osiem lub dziewięć razy młotem, dopóki w jego czaszce nie powstała dziura i zostawił go na schodach. Przeszedł się po piętrze, ale nie znalazł tam męża pani Lee. Kiedy przeszukiwał dom, znalazł sejf i rozrzucił jego zawartość dookoła, aby jego zbrodnia wyglądała na związaną z kradzieżą. Dwukrotnie sprawdził czy wszyscy nie żyją, a następnie wyczyścił swoje ślady butów ręcznikiem. Yoo poszedł z powrotem do Gugi Tunnel i wziął taksówkę do Bulgwang Station.

16 października, Yoo wskoczył do metra i pojechał na stację Seolleung. Przeszedł okolicę osiedla Gangnam, znaną, jako jedną z najbardziej zamożnych dzielnic Seulu, aż w końcu znalazł kościół, a potem wypatrzył dom z dużym ogrodem i otaczającym go murem, który odgradzał go od wąskiej alejki. Było około pierwszej po południu. Tak jak wcześniej, przeskoczył przez mur i podszedł do głównego wejścia. W tym momencie pani Yoo, 69-letnia żona mieszkającego tam milionera, wyszła, aby wziąć pocztę. Kiedy wchodziła z powrotem do domu, Yoo wślizgnął się tuż za nią. Groził jej nożem i zapytał czy ktoś jeszcze był w domu. Nikogo nie było, więc zaciągnął ją do łazienki i uderzył jej głowę młotem trzy lub cztery razy. Rozrzucił rzeczy po sypialni, aby zmylić policję i wytarł plamy krwi ze swoich butów oraz wyczyścił rozmazane odciski butów z podłogi. Takie miało być jego modus operandi. Następnym razem, jednak, miało nie być dokładnie tak samo. Opuścił dom i poszedł na stację Gangnam Ward Office.

18 listopada, o 11 rano, Yoo pojechał metrem na stację Hanseong University. Kiedy szukał domu w pobliżu kościoła, zauważył mały posterunek policji w uliczce i zdecydował, że to będzie znakomite miejsce, aby popełnić zbrodnię, ponieważ mieszkańcy będą uważali tamten rejon za bezpieczny. Podejrzewał, że z tego powodu nie będzie tam także ochroniarza. I tym razem wybrał dom w miłej okolicy w Hyehwa-dong, posiadał on otaczający go mur oraz mały ogródek wewnątrz. Tak jak podczas wcześniejszych morderczych eskapad, sprawdził dodatkowe wyjścia do ucieczki w razie problemów oraz obserwował kto był w domu. Wszedł na mur i opuścił się na ziemię po rurze znajdującej się z jego drugiej strony.

W domu usłyszał płacz dziecka, więc wiedział, że były tam co najmniej dwie osoby. Wszedł przez główne drzwi i udał się na piętro, jednak nikogo tam nie znalazł. Kiedy schodził po schodach, zauważyła go 53-letnia pomoc domowa, pani Bae i zapytała kim był. Wymachując nożem, kazał jej wejść do sypialni. Tam znalazł właściciela domu, pana Kim, 87-latka leżącego na łóżku. Yoo od razu roztrzaskał jego czaszkę. Przerażona pani Bae wzięła dziecko mocno w ramiona, ale Yoo zabrał jej niemowlę. Położył dziecko na sofie i przykrył je kocem, a potem zmiażdżył twarz kobiety swoim młotem. Następnie przeszukał dom i znalazł sejf na piętrze. Do jego otwarcia użył kija golfowego oraz sekatora. W pewnym momencie przeciął sobie skórę. Martwiąc się, że policja może wyśledzić jego DNA, podpalił pokój. Pokryty plamami krwi, zabrał czarną kurtkę, włożył ją na siebie i wyszedł z domu. Patrzył na dom z odległości przez jakieś pół godziny, nie widząc żadnych śladów pożaru. Do domu weszła kobieta wyglądająca na członka rodziny i tego już było za wiele. Yoo opuścił tamto miejsce, nie pamiętając czy wracał autobusem czy taksówką, nie wiedząc czy nie zostawił na miejscu jakichś śladów lub swojej podobizny na nagraniu z monitoringu.

Głodujący artysta

Yoo urodził się 18 kwietnia 1970 roku w robotniczej wiosce Waha, w rejonie Gochang, w prowincji Cheolla. Był dzieckiem z tak zwanej „wpadki”. Rodzice go nie chcieli, a lata później babcia powiedziała mu, że jego matka rozważała zabicie go. Jego rodzice się rozeszli, więc kiedy był małym dzieckiem wychowywała go babka. Gdy miał 6 lat, przeniósł się do Seulu i zamieszkał z ojcem. Jego ojciec był weteranem wojny w Wietnamie i zdołał zaoszczędzić sporo pieniędzy ze swojego żołdu. Niestety większość z nich przegrał na nieudanych spekulacjach biznesowych. W Seulu prowadził sklep z komiksami.

Dzielnica Mapo, gdzie mieszkali, była biednym rejonem pozbawionym prądu oraz bieżącej wody, a mieszkańcy musieli chodzić po wodę do publicznej studni. Yoo miał dwóch starszych braci i młodszą siostrę. Jeden z jego braci w końcu uciekł z domu. Ojciec znalazł sobie zastępstwo dla ich matki, a macocha okrutnie biła siostrę Yoo, ale jego samego nigdy nie uderzyła. Podobno bardzo ją denerwowało, kiedy całymi godzinami wpatrywał się w nią z pogardą i nienawiścią w oczach.

Kiedy Yoo miał osiem lat, on i jego siostra uciekli z domu do matki, która także mieszkała w Mapo. Według informacji ze szkoły podstawowej, w której się uczył, Yoo był cichy i grzeczny, zawsze odnosił się z szacunkiem do starszych. Mimo młodego wieku był już odpowiedzialny, ponieważ od zawsze brakowało mu wsparcia dorosłych, a w dodatku sam musiał zajmować się obowiązkami domowymi. Bieda była częścią jego życia i mocno na niego wpłynęła. Były to czasy, kiedy uczniowie przynosili do szkoły własne posiłki. Pewnego razu, Yoo przyniósł odrobinę ryżu z pastą fasolową, a inne dzieci naśmiewały się, że przyniósł do szkoły gówno. Tego typu incydenty musiały pozostawić ślad na jego psychice.

Czasami tęsknił za ojcem i go odwiedzał. W tamtym okresie jego ojciec rozstał się z drugą żoną i popadł w alkoholizm. Kiedy jego ojciec zmarł w wypadku samochodowym, Yoo skupił się mocno na nauce i udało mu się zostać jednym z najlepszych uczniów w klasie. Po aresztowaniu, powiedział śledczym, że kiedy był chłopcem, obok jego domu stała wielka, zamożna willa i zawsze marzył, aby mieszkać w takim pałacu. Czuł się gorszy, gdyż pochodził z biednej rodziny, co później skutkowało jego nienawiścią skierowaną w kierunku bogatych ludzi. Bogaci, jak myślał, byli odpowiedzialni za jego biedne życie.

Do szkoły średniej dostał się w roku 1984. Mimo, że Yoo twierdzi, że ma IQ równe 140, dokumenty szkolne wskazują na 95-100. Za młodu, Yoo interesował się sztuką. Do tej pory na lewej ręce posiada wiele blizn od obsunięcia się dłuta rzeźbiarskiego. Jest daltonistą, ale lubi malarstwo i czyta poezję. Uwielbiał śpiewać i nawet kiedyś był członkiem kościelnego chóru gospel. Wraz ze znajomymi założył także zespół pod nazwą „Evergreen”, aby wziąć udział w konkursie talentów. Był wysportowany, ale czasami mdlał od nadmiaru wysiłku. Jego znajomi uważali, że powodem tego była skromna dieta, która nie dostarczała mu odpowiedniej ilości energii.

Przestępcza droga

Kandydował do szkoły średniej o profilu artystycznym, jednak nie udało mu się tam dostać i skończył w technikum. W czasie drugiego roku nauki, Yoo ukradł gitarę oraz odtwarzacz kaset firmy Sony z domu sąsiada. To było jego pierwsze przestępstwo i umieszczono go za to w zakładzie poprawczym. Nigdy nie ukończył szkoły średniej.

W 1991 roku, Yoo ukradł ponad 500 dolarów w gotówce oraz aparat fotograficzny, za co spędził dziesięć miesięcy w więzieniu. W 1993 roku, znalazł samochód z kluczykami w stacyjce. Ukradł go i dostał za to osiem miesięcy więzienia. W 1998 roku, podrobił kilka oficjalnych dokumentów i podszywał się pod urzędników rządowych. I tym razem został aresztowany.

W Boże Narodzenie 1991 roku, poznał panią Hwang, masażystkę. Była kobietą, którą chciał poślubić. To był najszczęśliwszy czas w jego życiu, ale nie trwał długo. Właściciel mieszkania, które wynajmował, podniósł mu czynsz, a Yoo, aby móc zapłacić, włamał się do pewnego biura, gdzie próbował ukraść aparat fotograficzny oraz pieniądze, ale został schwytany przez strażnika ochrony. Kiedy matka odwiedziła go w więzieniu, poprosił ją o opiekę nad swoją żoną i synem. Marzył o tym, że kiedy wyjdzie z więzienia, zbuduje swojej rodzinie dom i będzie spędzał czas z synem.

Istnieje wiele doniesień na temat tego, że Yoo cierpiał na epilepsję. W latach 1993-95, otrzymywał opiekę medyczną jako dzienny pacjent Narodowego Szpitala dla Chorych Umysłowo w Joong Gok, w pobliżu Seulu. Istnieje przesłanka, że utraty przytomności, których doświadczył podczas uprawiania sportów jako młody chłopak, były w rzeczywistości napadami padaczki. Lee Eun-young, autor „Murder Addiction”, książki o Yoo Young-cheol, twierdził, że ten mógł cierpieć na zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Jego drugi brat także na to cierpiał, a w 1994 roku, w wieku 32 lat, upił się i popełnił samobójstwo. W czasie, kiedy zabijał, Yoo miał 33 lata i czuł, że jego koniec mógł być bliski, że jego przeznaczeniem było umrzeć młodo jak jego ojciec i brat, i to prawdopodobnie jeszcze zwiększyło jego chęć zabijania.

W marcu 2000 roku, aresztowano go za gwałt na 15-letniej dziewczynce, a to już było za wiele dla jego żony. Mogła przymknąć oko na kradzieże, bo dzięki temu opłacali rachunki, ale gwałt był czymś niewybaczalnym. Rozwiodła się z nim w 2002 roku, kiedy skończył odsiadywać wyrok i odebrała mu prawa do odwiedzania syna. Do tego czasu, Yoo miał na swoim koncie czternaście wyroków na łączną długość 11 lat więzienia. Przestępstwa, za które go skazano sięgały od oszustw, włamań, pobić, aż do napadu na tle seksualnym. Kiedy wyszedł z więzienia 11 września 2003 roku, odwiedził swoją matkę i postanowił poszukać miejsca dla siebie.

Powrót do Mapo

Aby zarobić pieniądze na życie, Yoo odwiedzał liczne dzielnice domów publicznych w Seulu, gdzie wymuszał pieniądze od prostytutek i alfonsów, używając do tego podrobionej przez siebie legitymacji policyjnej. Yoo osiadł w rejonie, w którym dorastał. W mieszkanie włożył 4 tysiące dolarów depozytu i płacił miesięcznie 450 dolarów za jego wynajem.

Mieszkanie numer 203 znajdowało się w małym handlowym budynku w Nogosan, okolicy Mapo. Mieszkał zaledwie 50 kroków od małego posterunku policji i 200 kroków od całodobowego sklepu, którego sprzedawcy uważali go za miłego faceta. Swoje mieszkanie utrzymywał w nienagannym stanie. Ubrania wisiały starannie ułożone na przenośnym wieszaku, ale niewiele było tam jego rzeczy osobistych.

Często na swoim komputerze oglądał filmy pornograficzne. W szafce jego biurka znajdowała się koreańska wersja filmu „Public Enemy” (w oryginale „Gonggongui jeog”). Jest to opowieść o funkcjonariuszu policji, który poluje na seryjnego mordercę, który zabił swoich własnych rodziców. Były tam także amerykańskie wersje filmów „Gorzej być nie może” i „Desperaci.” Półka na książki, znajdująca się nieopodal jego łóżka, mówiła o nim jeszcze więcej. Yoo miał album, do którego wklejał wycinki z gazet z zabawkami, które chciał kupić swojemu synowi, reklamy pistoletów, listy wokalistów popowych i ich piosenek oraz wpisywał notatki na temat samochodów, komputerów oraz sprzętu muzycznego. Był tam także album pełen rysunków nagich kobiet oraz portretów, który pokazywał jak bardzo jest uzdolniony w rysowaniu w stylu japońskiej mangi. Na półce leżał także zeszyt jego synka wypełniony rysunkami.

Kiedy Yoo wychodził ze swojego mieszkania, regularnie podnosił z ziemi ulotki firm oferujących usługi seksualne. W Seulu takich ulotek jest pełno – są wciskane pod samochodowe wycieraczki, wpychane do skrzynek pocztowych i rozrzucane na wszelkich płaskich powierzchniach. Jest ich tak wiele, że większość ludzi wyrzuca je do śmieci, nie zwracając większej uwagi na ich treść. Taka ulotka zawiera zazwyczaj wyzywające zdjęcie pięknej kobiety, obiecującej gorący seks oraz numer telefonu.

Katalizator

W listopadzie, w mniej więcej tym czasie, kiedy zabił starszego mężczyznę oraz jego pomoc domową, Yoo zadzwonił na jeden z takich numerów. Była to firma świadcząca usługi seksu przez telefon. Poznał tam kobietę, panią Kim i wydawało się, że i on jej się spodobał. W końcu ich znajomość przeszła do etapu, w którym Yoo jej się oświadczył, ale wtedy dowiedziała się o jego kryminalnej przeszłości, problemach psychicznych oraz rozwodzie i odrzuciła go. Dla Yoo był to wielki cios. Już sam rozwód go podłamał, rozważał nawet pomysł zabicia swojej byłej żony, ale go porzucił, myśląc o swoim 11-letnim wówczas synu. Rozmyślał o pracy byłej żony i byłej dziewczyny; pierwsza z nich była masażystką, a druga pracowała w seks telefonie.

W styczniu Yoo został aresztowany za włamanie do sauny i na krótko zatrzymany na posterunku policji w Sodaemun. Niestety, pracujący tam policjanci sprawdzili tam jego kartoteki kryminalnej i, co za tym idzie, nie dowiedzieli się, że Yoo odbył łącznie 11 lat odsiadki w więzieniu za 14 różnych zarzutów przestępstw sięgających od oszustw, po napady oraz kradzieże. Wypuścili go, myśląc, że był tylko drobnym złodziejaszkiem. Nawet nie przyszło im do głowy, że mógłby być jakkolwiek powiązany z lawiną morderstw popełnionych w ostatnim czasie w okolicy.

Być może właśnie to zwolnienie z aresztu w styczniu dało mu pewność siebie, aby móc dalej zabijać. 6 lutego, o godzinie siódmej wieczorem, Yoo wziął taksówkę do okolicy Imoon-dong, gdzie postanowił poszukać ofiary. Przed restauracją, która znajdowała się dwadzieścia metrów od ruchliwej ulicy podszedł do 25-letniej kobiety. Pomyślał, że wyglądała jak prostytutka. Zapytał ją, dokąd idzie. „Idę na zakupy” – odpowiedziała. Pokazał jej podrobioną legitymację policjanta i zapytał czy pójdzie z nim do baru. Ale mu nie zaufała. „Nie jesteś gliną, świrze” – odpowiedziała. Wściekły, Yoo poszedł za nią. Próbowała mu uciec, prawie docierając do drzwi restauracji, ale upadła krzycząc o pomoc. Pięciokrotnie dźgnął ją nożem w klatkę piersiową. Już nie interesowały go zabójcze napady na bogatych. Teraz nienawidził młodych, atrakcyjnych kobiet, które pracowały jako prostytutki.

Seks telefon

Yoo skupił się na nowych ofiarach: kobietach pracujących w olbrzymim przemyśle usług seksualnych. Zgodnie z danymi pochodzącymi z Korean Institute of Criminology, branża usług seksualnych w Korei Południowej wyceniana jest na 20,4 miliarda dolarów, tworząc 4,1% dochodu narodowego brutto – czyli więcej niż przedsiębiorstwa usługowe. Prostytucja jest nielegalna w Korei Południowej, jednakże przemysł seksualny jest wszechobecny, od najmniejszego miasta tego kraju, aż po wielkie czerwone dzielnice Seulu.

Pracownice tej branży to zarówno uczennice szkół średnich sprzedające się w internetowych chat roomach, aby zarobić na nową komórkę, jak również gospodynie domowe robiące to, aby zarobić dodatkową gotówkę na korepetycje dla swoich dzieci. Inne kobiety usiłują w ten sposób spłacić długi na kartach kredytowych, a wiele z nich staje się niewolnicami seksualnymi alfonsów, którzy kupują i sprzedają kobiety, a potem trzymają je zamknięte w swoich burdelach. W 2004 roku Korea Południowa została wpisana na listę raportu dotyczącego handlu żywym towarem sporządzonego przez Urząd Stanu Stanów Zjednoczonych.

Punkty sprzedaży usług seksualnych przybierają bardzo kreatywne formy. W Seulu istnieje wiele ogromnych oświetlonych czerwonym światłem ulic, m.in.: Miari, Cheongyangni 588 i Yeongdeungpo, Wanweoldong w mieście Busan, a także Yellow House w mieście Incheon. Istnieją tam tzw. „hotele miłości”, gdzie można wynająć pokój na godziny, a po każdym mieście rozrzucone są specjalnie oznaczone zakłady fryzjerskie, gdzie oferuje się również usługi seksualne. Zazwyczaj nieopodal usytuowane są także tak zwane coffee shops, gdzie można dostać „bilet” na kobietę. Życie nocne wypełnione jest spotkaniami w celach seksualnych, w takich miejscach jak np. „kluby biznesowe”, gdzie orgazmów używa się jako finalizacji biznesowych deali albo pokoje do śpiewania karaoke, które także oferują coś ekstra dla swoich klientów. Często także firmy usługowe, na pozór związane z promocją zdrowia, takie jak sauny, łaźnie parowe, czy salony masażu „sportowego” są przykrywką dla prostytucji.

Korea Południowa to kraj, gdzie prawie każdy mężczyzna, kobieta czy dziecko posiada telefon komórkowy, a ten właśnie przedmiot zrewolucjonizował koreański przemysł seksualny. Prostytutki dostępne są na wyciągnięcie telefonu. Alfonsi mogą zwoływać nowe spotkania natychmiast, po otrzymaniu zaledwie jednego SMSa z adresem nowego spotkania i na bieżąco sprawdzać położenie swoich prostytutek.

W języku koreańskim, jeonhwa bhang znaczy „pokój z telefonem.” Oznacza to albo telefoniczną usługę seksualną, podobną do popularnych niegdyś w Polsce numerów rozpoczynających się od 0-700 lub faktyczne miejsce: mały, ciemny pokój z telefonem, telewizorem oraz odtwarzaczem wideo, załadowanym pornografią, wyposażony w wygodny fotel oraz chusteczki. Klient zazwyczaj płaci za godzinę, wchodzi do pokoju i czeka, aż zadzwoni telefon. Dzwoni do niego kobieta i rozmawiają, a zawsze jest możliwość poznania tej kobiety później. Według nieoficjalnych statystyk 57% procent korzystających z pokoju uprawia później seks z poznaną tam kobietą.
Yoo Young-cheol doskonale rozumiał anonimową naturę takiego pokoju. Zdecydował, że to będzie jego punkt kontaktowy, ponieważ tam odnajdzie ten sam typ kobiety, która go odrzuciła i sprawiła, że poczuł się bezwartościowy. Będzie do nich dzwonił, a następnie je karał. Czuł, że tak wiele z nich czekało na jego telefon.

Fałszywa Viagra

W marcu, Yoo zadzwonił do salonu oferującego usługi seksualne i wysłano do niego jedną z kobiet. Uderzył ją w głowę swoim młotem, a następnie pociął jej ciało na osiemnaście kawałków. To mu się podobało. Nie musiał nawet wychodzić z domu, za wyjątkiem momentu, w którym miał pozbyć się ciała. Zaciągnął zwłoki rozczłonkowanej ofiary na małą górską ścieżkę za Uniwersytetem Seogang i tam je zakopał.

Yoo zakupił nieco fałszywych pigułek Viagry od pewnego sprzedawcy na targowisku Hwanghak-dong. Jest to przeludniona dzielnica, gdzie znajduje się około 500 sklepów oraz setki ulicznych sprzedawców, którzy sprzedają wszystko – od starych płyt winylowych, po żywe węże, używane ubrania i urządzenia, aż po talerze pełne wypchanych świńskich wnętrzności, gdyby któryś z klientów nagle zgłodniał.

Kilka dni później, wieczorem 13 kwietna, Yoo wrócił, aby potrząsnąć panem Ahn, sprzedawcą, który sprzedał mu podrabianą Viagrę. Yoo udawał policjanta i pokazał fałszywą odznakę. Groził mu i próbował wymusić łapówkę. Ahn mu nie uwierzył i powiedział, że pójdzie go sprawdzić na pobliskim posterunku. Wtedy Yoo wepchnął go do jego vana i tam zakuł go w kajdanki. Pojechał z powrotem do Mapo i zaparkował niedaleko swojego domu. Zabrał ze sobą młot, nóż i rękawice, wsiadł ponownie do pojazdu i pojechał na podziemny parking pobliskiego szpitala. Następnie zabił Ahna w środku vana. Yoo wrócił do domu pieszo, wyczyścił wszystkie ślady krwi i zabrał ze sobą inny nóż. Będąc z powrotem w vanie, wyczyścił rozpryski krwi z okien. O godzinie pierwszej nad ranem, Yoo pojechał do Wolmi Island, 25 kilometrów na zachód od Seulu.

Wolmi Island zbudowano na odzyskanym terenie i przyłączono do lądu, aby stworzyć kurort turystyczny. To krzykliwe miejsce, o karnawałowej atmosferze, ma ulicę pełną przeróżnych restauracji, kafejek, a także cztery parki rozrywki. Betonowe mola tego kurortu sięgają aż do portu, gdzie cumują promy, statki wycieczkowe oraz łódki rybackie.

Zaparkował niedaleko opuszczonej stacji benzynowej i odpiłował ręce Ahna. Potem włożył je do plastikowej torby i wyrzucił ją na skały, które znajdowały się w pobliżu molo. Następnie Yoo podpalił vana i schował się, aby obserwować jak płonie. W końcu pojawiła się straż pożarna, więc wyślizgnął się ze swojej kryjówki i złapał taksówkę. Myśląc, że kierowca mógł zapamiętać jego twarz, wysiadł przy Bupyeong Station i wziął kolejną taksówkę do domu.

Telefon po śmierć

Kobiety chętnie do niego przychodziły. Był niczym rzeźnik wybierający ze stada trzody odpowiednią ofiarę. Było to o wiele łatwiejsze niż rozbijanie się po ulicach, szukanie kościołów i domów, a zarazem mniej ryzykowne niż zaimprowizowane morderstwa kobiety z Imoon-dong oraz sprzedawcy fałszywej Viagry. Wystarczyło, że po którąś zadzwonił, a ona do niego przychodziła. Pomiędzy początkiem kwietnia a połową lipca Yoo zamordował dziesięć takich kobiet. W kwietniu zginęły dwie kobiety. W maju kolejne dwie. W czerwcu zabrał trzy kolejne życia. W lipcu z życiem rozstały się jeszcze trzy kobiety. Ostatnia z nich została zamordowana 13 lipca.

Prawie każde dokonane przez niego morderstwo wyglądało tak samo. Wszystkie zbrodnie popełniał w nocy. Dzwonił do firm oferujących usługi seksualne i zapraszał kobietę do swojego domu lub na spotkanie, w miejscu, z którego później mógł zabrać ją do domu. Oferował pieniądze za jej czas i usługi, chociaż później przyznał, że nigdy nie uprawiał seksu z żadną ze swoich ofiar, bojąc się, że policja może wyśledzić go dzięki śladom DNA. Kiedy już byli w jego mieszkaniu pozwalał kobiecie iść do łazienki, a wtedy przygotowywał swoje narzędzie zbrodni – zabójczy młot. Yoo uderzał swoją ofiarę w głowę, która jako pierwsza odpadała od ciała, a resztę później sam rozczłonkowywał. Zatrzymywał telefon ofiary, żeby móc później używać jej numeru, dzwoniąc do innych kobiet.

Zawsze ostrożny, Yoo zestrugiwał skórę z opuszków palców ofiar. W Korei Południowej wszyscy mieszkańcy posiadają coś w rodzaju naszego numeru PESEL, który dodatkowo poświadczony jest odciskami palców. Kiedy rozcinał ciała, wrzucał ich fragmenty do plastikowych toreb. A potem dokładnie sprzątał. Jakiś czas później jego sąsiadka powiedziała, że czasami późno w nocy słyszała dźwięk płynącej wody dobiegający z jego mieszkania.
Miał także znalezione miejsce na kryjówkę zwłok. Znajdowało się ono za klasztorem Bongwon – był to gęsto zarośnięty krzakami stok. Yoo zawsze udawał się tam z załadowanym plecakiem. Ukrycie każdego ciała wymagało dwóch takich wypraw. Chował ludzkie szczątki w płytkich grobach, a następnie oznaczał je, żeby nie ryzykować chowania kolejnych zwłok w tym samym miejscu.

Czasami odbiegał od swojej rutyny. 1 lipca, będąc w „hotelu miłości” w okolicy Yeoksam, w dzielnicy Gangnam, zadzwonił po masażystkę. Kiedy przyjechała wepchnął ją do swojego mieszkania, używając podrobionej legitymacji policjanta. Zginęła w taki sam sposób, jak pozostałe kobiety. Była pierwszą kobietą, którą zabił, a którą zamówił na masaż. Poprzednie ofiary były z jeonhwa bhang. Dwie jego ostatnie ofiary również przyjechały z salonu masażu, jedna 9, a druga 13 lipca.

Czwartkowy morderca

Korea Południowa jest doskonale połączona z cyberprzestrzenią. Na temat kobiet mordowanych w Seulu pojawiały się zarówno dyskusje na forach internetowych, raporty mediów, jak migawki w serwisach informacyjnych. Pojawiły się dwa przezwiska dla mordercy: „Czwartkowy morderca” oraz „Deszczowy morderca”.

Na początku lipca, dziennikarze w Seulu zaczęli kojarzyć morderstwa, które miały miejsce na terenie metropolii, a niektórzy z nich zauważyli, że było to coś więcej niż przypadkowe, niepowiązane zabójstwa. 9 lipca, „Joong Ang Daily” opublikowało następujący nagłówek: „Morderstwa w Seulu: Czy to seryjny morderca?” Pod spodem można było przeczytać: „Seria niewyjaśnionych i najwyraźniej pozbawionych motywu morderstw w Seulu, powoduje strach, że kobiety prześladuje seryjny morderca.”

W południowo-zachodnim Seulu, właśnie w deszczowe wieczory wydarzyły się cztery morderstwa z użyciem noża i jeden atak nożownika, a dodatkowo, cztery z pięciu tych zdarzeń miały miejsce w czwartkowe wieczory. Wszystkie napaści wydarzyły się w promieniu czterech kilometrów. Żaden z ataków nie wskazywał na to, że morderca był napastnikiem seksualnym lub złodziejem, ofiarom nic nie skradziono i żadna z nich nie została zgwałcona.

26 lutego, o drugiej nad ranem, w Gwanak-gu, pewna uczennica szkoły średniej została dźgnięta dziesięć razy nożem, jednak udało jej się przeżyć. Drugi atak zdarzył się 22 kwietnia, kiedy, w dzielnicy Guro, pewna studentka zmarła od ran zadanych nożem. Kolejne zwłoki studentki znaleziono w Borame Park. Także została zadźgana nożem. Ostatni atak miał miejsce 8 lipca, kiedy 10-letnia dziewczynka i jej 31-letnia matka zostały znalezione martwe w swoim domu. W mieszkaniu nie było śladów włamania, a kobiety również zaatakowano nożem.
Coś wisiało w powietrzu. Kobiety wracały do domów wcześniej niż zazwyczaj. Kiedy coraz głośniej zaczęto mówić o niewyjaśnionych zabójstwach, znacząco podskoczyła sprzedaż gazu łzawiącego, broni gazowej oraz alarmów podręcznych. Prostytutki były świadome, że coś się dzieje i ostrzegały się nawzajem. Tylko dwie z nich, które zabił Yoo, zgłoszono na policję jako zaginione.

Policja przyznała, że niewiele mogła zrobić w tej sprawie, gdyż brakowało zarówno dowodów, jak i świadków. Dokument w wiadomościach o serii morderstw jeszcze bardziej podsycił atmosferę strachu. Po tym jak go nadano, fora internetowe zostały zalane plotkami i pogłoskami, że kobiety powinny unikać noszenia koloru czerwonego lub białego w deszczowe dni oraz w czwartki. Wiele z tego zostało zainspirowanie nie tyle faktami, co koreańskim thrillerem „Memories of Murder.” Film ten, wyreżyserowany przez Bong Jun-ho, zebrał doskonałe recenzje krytyków, kiedy wyemitowano go w 2003 roku, zaledwie rok przed tym jak Yoo Young-cheol zaczął swój szał zabijania. Produkcja ta jest oparta na prawdziwej historii morderstw, które wydarzyły się w przeciągu dziesięciu lat w Hwaseong, w późnych latach 80-tych. Morderca zostawia policji nikłe dowody, a morderstwa zdarzają się w deszczowe noce. W dniu swojej śmierci, ofiary płci żeńskiej ubrane są w czerwone lub białe stroje. Morderstwa te pozostają niewyjaśnione do dzisiejszego dnia.

Aresztowany przez alfonsa

Liczba ofiar ciągle rosła, a policja nadal nie miała żadnego tropu. W czwartek, 15 lipca, Yoo został aresztowany za pobicie prostytutki w „hotelu miłości” w okolicy Yeoksam. Policjanci nie mieli pojęcia, że udało im się złapać mordercę. Yoo udawał, że ma zesztywniałą nogę i symulował epileptyczne drgawki. To wystarczyło, aby wzbudzić w policjantach litość i zostać uwolnionym z kajdanek podczas przesłuchania. Kiedy nie zwracali uwagi, Yoo uciekł.

Udał się wtedy do swojej matki. Musiał już wiedzieć, że jego zabijanie wkrótce dobiegnie końca. Jak opowiedziała później jego matka: „Spotkałam mojego syna 15 lipca. Powiedział mi, że chciał umrzeć. Nie potrafiłam nic powiedzieć. Płakałam.”

Lokalni alfonsi prowadzący jeonhwa bhang wiedzieli, że coś jest na rzeczy. Skonsultowali się ze sobą nawzajem i doszli do wniosku, że kobiety, które otrzymały telefon z konkretnego numeru telefonu nie wróciły od tego klienta. Pan „A”, jeden z alfonsów, podał tę informację Yangowi Pil-ju, oficerowi policji, którego znał. Yang powiedział mu, że jeśli tajemniczy numer znowu się pojawi powinien dać mu znać.

Około pierwszej lub drugiej nad ranem, inny alfons otrzymał telefon z podejrzanego numeru i zadzwonił do pana „A.” Kobietę wysłano już do klienta, ale Yoo zadzwonił ponownie, mówiąc, że kobieta mu się nie podobała, ponieważ była za stara i za brzydka. Zażądał ładniejszej i młodszej. Pan „A” zadzwonił do Yoo i powiedział, że wyśle atrakcyjniejszą kobietę jak tylko będzie mógł, ale Yoo będzie musiał chwilę zaczekać. To było zwykłe granie na zwłokę, aby móc w międzyczasie zadzwonić na policję i ułożyć jakiś plan. Pan „A” zadzwonił do funkcjonariusza Yanga i wszytko mu opowiedział.

Znaleźli kobietę, którą mogli wysłać do Yoo jako przynętę i udali się na miejsce spotkania. Pan „A” zabrał ze sobą przyjaciela, dwóch współpracowników i trzech innych alfonsów. Około czwartej rano, spotkali się z Yangiem i jego partnerem, funkcjonariuszem Kim. Padał deszcz, kiedy telefon kobiety zadzwonił. Yoo powiedział jej, żeby poszła aleją po lewej, potem skręciła w prawą, a te instrukcje sprawiały wrażenie jakby coś podejrzewał. Grupa mężczyzna rozdzieliła się po okolicy, aby mieć oko na tajemniczego klienta. W ciągu 10 minut, Yoo wyłonił się z ciemnej alejki i został zauważony przez pana „A”, który zapytał „Czy ty jesteś Yoo Young-cheol?” Mężczyzna nie odpowiedział. Pan „A” i jego towarzysze skoczyli na Yoo i przeszukali go, aby znaleźć telefon, z którego dzwoniono. Niestety, nie było go tam.

Przytrzymali jego ręce i zaprowadzili go do samochodu, skąd zabrali go na posterunek policji.
Jak tylko ruszyli, zauważyli, że mężczyzna żuje coś dziwnego. Skrępowali go, zanim pojawili się Yang i Kim. Wyjęli z jego ust na wpół przeżute wizytówki agencji towarzyskich. Policja znalazła w jego posiadaniu także podrobioną legitymację policyjną oraz kajdanki. Kiedy był już w areszcie, przyznał się do wszystkiego. A nawet więcej.

Cmentarz za klasztorem Bongwon

Mający swoje korzenie w 889 roku naszej ery, klasztor Bongwon położony jest w zalesionej dolinie, u stóp góry Ahn. Miejsce to jest znane dzięki ceremonii Yongsanjae. Jest to ważny rytuał buddystów, który ma na celu obudzenie jedności i pokoju dla żywych i zmarłych.
Górę Ahn porastają drzewa wiśni oraz dzikiej sosny, a także akacje. Grube krzewy forsycji rosną na zboczach, które usiane są szlakami dla licznie przybywających tam wspinaczy, uprawiających jogging oraz piknikujących. W porze weekendu wręcz niemożliwe jest, żeby znaleźć tam jakieś ustronne miejsce. Nawet najgłębsze części lasu są badane przez liczne gospodynie domowe, które przybywają tam wiosną, aby zbierać zioła.

Nikt nie wyczuł tam rozkładających się w letnim upale zwłok. To było jedno z najgorętszych lat w Seulu. W następnym tygodniu temperatury dzienne miały sięgać conajmniej 35 stopni Celsjusza. Koreańczycy nazywają taką pogodę „tropikalnymi nocami”; czasem, kiedy rtęć w termometrze nie schodzi poniżej 25 stopni Celsjusza w czasie nocy.

W taką pogodę, ludzkie ciało gnije niemal natychmiast. Enzymy niszczą tkanki, a ciało ulega rozkładowi, dając zapach tak obrzydliwie cuchnący, że aż niezapomniany. W literaturze dotyczącej przestępstw, policjanci, śledczy i lekarze często wypowiadają się na temat trupiego fetoru ludzkich zwłok. Często mówią, że jest to zapach, którego nigdy nie zapomną.
Yoo zaprowadził policjantów na miejsce, gdzie zakopał ciała kobiet, które zabił.

Przed terenem świątyni Bongwon jest mała wioska, która graniczy z cementową dżunglą Seulu. To okolica, gdzie nadal stoją tradycyjne domy z dachami wyłożonymi dachówką, zbudowane pod sklepieniami brzostownicy japońskiej, a buddyjskie papierowe lampiony oświetlają drogę wzdłuż wąskich uliczek, które prowadzą do świątyni. Na uboczu stoi duży budynek, który przypomina coś pomiędzy pustostanem, a obiektem poddawanym renowacji. Za tym budynkiem płynie mały strumyk, z białą, zanieczyszczoną wodą i śmieciami rozrzuconymi dookoła. Brzegi tego strumyka odlano z cementu, a inne cementowe pochylnie doprowadzają do niego deszczówkę. Stromy wąwóz zstępuje w stronę strumyka. Jest gęsto zarośnięty, a sterty gnijącego drewna leżą tam od poprzednich klęsk powodzi. Kiedy Yoo pokierował śledczych, gdzie mają kopać, policja odkopała plastikowe torby z częściami ciał w różnych stadiach rozkładu. Wiele gazet pisało o tej historii. Yoo spojrzał w obiektyw jednej z kamer i powiedział : „Kobiety nie powinny być dziwkami, a bogaci powinni wiedzieć, co zrobili.”

Przyznanie się do kanibalizmu

Koreański czasownik malk-da tłumaczy się jako „czyścić, odświeżać lub oczyszczać.” To był powód, który Yoo podał, kiedy zapytano go, dlaczego zjadał wątroby swoich ofiar. Powiedział: „To oczyszczało mój umysł i ciało.” W koreańskiej tradycyjnej medycynie wątroba jest symbolem odwagi i energii. Zrobił to czterokrotnie z wątrobami czterech różnych ofiar. A przynajmniej tak powiedział. Tak jak większości faktów w sprawie, policja nie była w stanie potwierdzić czy faktycznie zjadał ludzkie mięso.

Historia Yoo Young-cheol była na pierwszych stronach gazet i była główną informacją we wszystkich programach informacyjnych kraju. Pojawiły się nawet dwie strony internetowe z fanklubami. Jedna z nich pisała o Yoo, jako o „najfajniejszym mordercy.” Członkostwo w fanklubach szybko rosło, bo ludzie musieli rejestrować się, aby móc dodawać posty, nawet te pełne gniewu i przeklinające webmastera. Niedługo potem, strony zniknęły. Także, mniej więcej wtedy, pokoje z seksem na telefon odnotowały większy ruch w biznesie związany z ciekawskimi ludźmi, zainteresowanymi sprawą mordercy.

Lekarz sądowy, doktor Bak Hwe-gyeong zapytała : „Jak człowiek może być tak zły?” Podczas wykonywania autopsji, z bliska widziała roztrzaskane czaszki ofiar oraz ich okaleczone ciała. Podejrzewała, że to nie było przypadkowe zabijanie, ale zabijanie spowodowane czystym gniewem i szaleństwem. Chodziło o nienawiść. Dla niej, to było szalone.

Kiedy Yoo opowiadał fragmenty swojej historii, policjanci szukali potwierdzenia dla tego, co mówił. Jedynym materiałem, nad którym pracowali było to, co im powiedział oraz odkopane zwłoki. Po zbadaniu fragmentów ludzkiego ciała zebranych z młotka, okazało się, próbki DNA pasowały do niektórych z ofiar. Po zmierzeniu stopy i rozmiaru buta Yoo, policjanci byli w stanie określić, że odciski butów zostawione w Hyehwa-dong pochodziły od tej samej osoby. Yoo poinformował policję, że posiadał zapisany pamiętnik z każdego zabójstwa, ale nie znaleziono go podczas przeszukania jego mieszkania. Nie znaleziono także nic wartościowego dla sprawy na dysku twardym komputera Yoo. Śledczy przyznali, że mieli nikłe fizyczne dowody, które wiązały Yoo morderstwami, do których się przyznał.

Kilka dni później, Yoo rozszerzył swoje zeznania. 25 lipca, opowiedział policji, że był odpowiedzialny za zabójstwo kobiety w Imoon-dong, które miało miejsce 6 lutego. Yoo ciągle zmieniał swoją opowieść. Powiedział śledczym, że dokonał 26 morderstw, sześciu więcej, niż na początku się przyznał. Powiedział także, że zabijał ludzi w Incheon oraz w mieście Busan. Nie podał jednak żadnych szczegółów ani dat. Policja nie potrafiła w żaden sposób tego potwierdzić. Tradycyjnie, południowokoreańskie sądy przychylały się do strony oskarżenia, ale w ostatnich latach coraz więcej sędziów żądało konkretnych dowodów, które miały udowodnić oskarżonym postawione im zarzuty.

Psycholog, który rozmawiał z Yoo opowiedział, że miał on osobowość aspołeczną i nie wierzył w konwencje społeczeństwa oraz, że Yoo okazywał niewiele poczucia winy i żalu za swoje czyny. Yoo twierdził, że gdyby mógł zabiłby jeszcze 100 kobiet.
Policja zebrała zarzuty, które zawierały 21 zarzutów morderstwa, włamania, podszywanie się pod oficera policji, umyślne podpalenia oraz bezczeszczenie zwłok. Z dowodami oraz zeznaniami od Yoo nie mogli powiązać go z morderstwami z użyciem noża, które przypisywano Deszczowemu – Czwartkowemu Mordercy. Tamte sprawy nadal pozostają nierozwiązane.

Dramat przed sądem

Zakończenie śledztwa zajęło policjantom tylko dziesięć dni. W poniedziałek, 26 lipca, kiedy policja przygotowywała sprawę do przejęcia przez prokuratora, Yoo został przewieziony do jego biura. Na zewnątrz było mnóstwo dziennikarzy oraz ciekawskich gapiów.

Kobieta, znana jako pani Jeong, 51-letnia matka jednej z ofiar, krzyczała „Nierzetelne i niekompetentne śledztwo policji zabiło moją córkę. Jeśli aresztowalibyście go wcześniej, moja córka by nie umarła!” Trzymając parasol i szturmując schody ruszyła na Yoo oraz eskortującego go policjanta, który kopnął ją w klatkę piersiową, po czym spadła ze schodów. Scena ta została uwieczniona przez transmisję telewizyjną na żywo i wywołała oburzenie w całym kraju. Nazajutrz wydano publiczne przeprosiny, tłumacząc, że parasolkę kobiety wzięto za broń. Huh Joon-young, szef policji, powiedział: „Z powodu naszego błędu, nie wiedzieliśmy, że była to matka ofiary, jeszcze raz zraniliśmy skrzywdzoną, rodzinę pozostającą w żałobie. Poczynimy kroki, aby bronić ofiary i ich rodziny.”

Jeden z funkcjonariuszy, który był na miejscu zdarzenia powiedział „Próbowałem powstrzymać ją od podejścia do Yoo. Nie chciałem jej zranić.” Inni policjanci, którzy byli w eskorcie tamtego dnia twierdzili, że incydent wyreżyserowali dziennikarze z japońskiej Fuji TV. Podobno przekonali oni panią Jeong, żeby ruszyła na Yoo i zerwała jego maskę z twarzy, ponieważ zależało im za zdjęciach twarzy mordercy. Obsada Fuji TV śmiała się z tych doniesień.
Gdy Yoo pozostawał w areszcie, napisał skargę do Narodowej Komisji Praw Człowieka w Korei. Twierdził, że pogwałcono jego podstawowe prawa, ponieważ trzymano go w łańcuchach, nie mógł skorzystać z toalety, a kamera więzienna obserwowała go 24 godziny na dobę. Jego skargi zyskały niewiele publicznej reakcji, a komisja oświadczyła, że nie mają zamiaru badać postawionych przez niego zarzutów.

29 lipca, Yoo odmówił rozmowy z policją i rozpoczął strajk głodowy. Dla prokuratury nie wyglądało to dobrze. Ich prawie cała sprawa została zbudowana na tym, co Yoo zeznał. Źródełko z ich informacjami wyschło, kiedy Yoo zdecydował się milczeć. Postępowania śledcze w sprawach kryminalnych w Korei Południowej często zależą od zdobycia zeznań sprawcy. Prokuratura zdobyła niewiele fizycznych dowodów na własną rękę, poza tym, co Yoo sam im powiedział. Nie udało im się to nawet przy użyciu wszystkich zaawansowanych metod śledczych, do jakich mieli dostęp.

Yoo po raz pierwszy pojawił się w sądzie 6 września i przyznał się do winy. Opisał jak rozczłonkował ciała ofiar i powiedział, że zabił jeszcze dwoje ludzi poza tymi 21, o które był oskarżony. Po opowiedzeniu makabrycznych szczegółów powiedział „Poddałem się w życiu. Wy, sędziowie, nie jesteście osobami, które mogą ukarać mnie za grzechy.” Yoo roztoczył dookoła siebie atmosferę, która sprawiła, że wydawało się, że nic więcej nie może go zranić i, że o nic nie dba, nawet o swoją obronę. Powiedział: „Mam nadzieję, że to jest ostatni dzień procesu. Odmawiam przyjścia do sądu po raz kolejny.” Zanim wyszedł z sali sądowej, Yoo powiedział do zebranych tam ludzi „Chciałbym przeprosić ofiary za to, co zrobiłem. Jest mi przykro.

Proces

Odesłałem ich w pokoju.” – powiedział Yoo Young-cheol rodzinom ofiar.

Koreańskie prawo nie pozwala podejrzanym o popełnienie przestępstw na bojkotowanie przesłuchań w sądzie. Yoo został ponownie zabrany do sądu 20 września. „Nie chcę już uczestniczyć w tej rozprawie” – powiedział i wyraził brak zaufania do policji, prokuratury oraz sędziów. Jeden z trzech sędziów upomniał Yoo, mówiąc: „To nie pan decyduje czy bierze udział w rozprawie, czy nie.”

Podczas przesłuchania, Yoo powiedział, że zamordował jeszcze pięć osób, w tym nieletniego chłopaka oraz kobietę w ciąży. Powiedział także, że wcześniej sfałszował swoje zeznania. Według niego, policja obiecała mu ochronę jego syna aż do czasu, kiedy pójdzie na studia, więc skłamał im także o zabiciu kobiety w Imoon-dong, czego rzekomo nie zrobił.

Kiedy kolejną rozprawę odroczono, Yoo przeskoczył przez balustradę, podbiegł do sędziów, krzycząc, że nie zamierza przyjść tam następnym razem. Sędziowie wstali z krzeseł i kiedy Yoo dotarł do ich biurka, poślizgnął się i otoczyło go dwudziestu strażników. Został zakuty w kajdanki i wyprowadzony z sali sądowej.

Yoo przekazał dwie notatki dziennikarzowi oraz strażnikowi więziennemu. Napisał w nich, że szkoda mu rodzin ofiar i że żałuje za swoje zbrodnie. Prawdopodobnie chciał odebrać sobie życie. Władze więzienia wzmocniły wtedy obserwację jego celi. W niedzielę, 3 października, użył kabla wyrwanego z zamontowanego przy ścianie wentylatora i próbował się powiesić. Jednak ta próba samobójcza mu się nie udała.

Poprzednie prośby o możliwość nie pojawiania się w sądzie zostały po części zrealizowane. Przed rozprawą podał strażnikowi więziennemu liścik, który ten miał przekazać w sądzie. Było w nim napisane, że nie miał już nic do powiedzenia i nie chce tam iść. To trochę zaniepokoiło władze. Koreański kodeks karny zezwala sądowi przesłuchiwać i skazać osobę in absentia, ale raczej zamiast jeszcze bardziej denerwować oskarżonego w największej sprawie kryminalnej roku, sędziowie zdecydowali się przełożyć rozprawę na 11 października.

Jednak to nie był koniec sądowych ekscesów Yoo. 25 października, osoba obecna na sali sądowej przeklęła go, kiedy wchodził do środka. Yoo skoczył do przodu na tego człowieka, a wtedy strażnicy wdali się z nim w bijatykę. Jedynymi uszkodzonymi rzeczami były ego Yoo, roztrzęsiona sala sądowa oraz dwa roztrzaskane drewniane krzesła. Yoo został zabrany z sali, aby uspokoić atmosferę, ale zanim pozwolono mu tam wrócić, był zmuszony podpisać oświadczenie, że nie będzie powodował już żadnych kłopotów. Tak jakby doświadczony i pozbawiony skrupułów morderca mógł przejmować się tego rodzaju dziecinną obietnicą. Gdy wrócił na salę, gapił się tylko na rodziny ofiar i powiedział „To były nienormalne kobiety. Zasługiwały na to, by je złapać.”

Wyrok

29 listopada strona oskarżenia zażądała kary śmierci. W Korei Południowej taką karę wykonuje się przez powieszenie. Prokuratorzy powtarzali, że Yoo przestał być normalnym członkiem społeczeństwa, kiedy zaczął swój szał zabijania i przypomnieli sądowi o jego poprzednim oświadczeniu, że zabiłby jeszcze 100 osób, gdyby miał taką okazję. Zwrócili uwagę także na to, że podczas procesu, kiedy członkowie rodzin ofiar byli obecni, Yoo powiedział, że jego ofiary „zasługiwały na śmierć.”

Jego odpowiedzią na prośbę kary śmierci było krótkie oświadczenie: „Moje działania nie mogą być usprawiedliwione. Jeśli żyjemy w społeczeństwie, gdzie ludzie tacy jak ja mogą prowadzić dobre życie, nie będzie kolejnego Yoo Young-cheol. Jestem wdzięczny prokuratorowi, za jego prośbę o karę śmierci. Będę żałował tego, co zrobiłem, do czasu aż umrę.”

13 grudnia, Yoo ze stoickim spokojem wysłuchał wydanego na niego wyroku: „Większość z 20 ofiar było kobietami oraz ludźmi starszymi, sprawa Yoo jest poważną zbrodnią, która nie ma precedensu w historii kraju.” Sąd skazał go na karę śmierci za 20 z 21 zarzutów morderstwa przeciwko niemu. „Skazujemy go na śmierć, mając na uwagę jego motywy, metodę zabijania oraz horror, który jego zbrodnie dostarczyły rodzinom ofiar oraz narodowi, nawet, jeśli przyznał na końcu procesu, że żałuje.”

Sąd uniewinnił go od zarzutu morderstwa 24-letniej kobiety z Imoon-dong, przyznając, że brakowało obiektywnych dowodów poza własnymi zeznaniami Yoo, którym z resztą potem sam zaprzeczył. Inny zarzut, dotyczący włamania do sauny w Seulu został odrzucony, ponieważ sąd uznał, że zeznania złożone przez świadka nie były wiarygodne.

Oskarżenie zgłosiło sprzeciw uniewinnieniu Yoo za morderstwo w Imoon-dong. Oskarżyciele twierdzili, że skoro Yoo przyznał się do zabójstwa bez przesłuchania i tortur, więc musiało być prawdziwe. Poza tym podał szczegóły, które mógł znać jedynie morderca. „Nikt nie zmusił go do powiedzenia, że zabił kobietę w Imoon-dong. Będziemy składać apelację.” – powiedział jeden z prokuratorów. Strona oskarżenia postanowiła odwoływać się w tej sprawie do sądu wyższej instancji. Adwokat broniący Yoo Young-cheol złożył apelację do Sądu Najwyższego dotyczącą zarzutów, których został uznany winnym. W tym samym czasie, w kraju toczyła się dyskusja nad obaleniem kary śmierci.

Yoo wyszedł z sądu ubrany w niebieskie więzienne ubranie, eskortowany przez strażników. Jego postawa była raczej wycofana i neutralna. Miał być pierwszą osobą powieszoną w Korei Południowej od masowych egzekucji 31 grudnia 1997 roku, kiedy zgładzono 23 skazanych.

Debata na temat śmierci

Kiedy Yoo czekał na rozstrzygnięcie swojej apelacji w więzieniu, politycy debatowali nad obaleniem kary śmierci. Zarówno w 1999 roku, jak i w 2001 nie udało się tego zrobić. Argumenty za i przeciw karze śmierci są takie same na całym świecie, Korea Południowa nie różni się pod tym względem od innych krajów. Ustawodawcy mówią o nieefektywności kary śmierci w odstraszaniu od popełniania przestępstw oraz brak humanitaryzmu okazywany skazanym. Zwolennicy tej kary mówią, z kolei, o potrzebie ochrony społeczeństwa oraz o tym, że jest to zło konieczne.

Opinia publiczna w Korei Południowej jest podzielona w tej sprawie. Jedna z ankiet pokazała, że dwie trzecie społeczeństwa popiera karę śmierci. Nastroje zmieniły się po wyemitowaniu telewizyjnego serialu o bohaterze, który miał zostać stracony za swoje czyny. Wówczas dane ankietowe kompletnie się odwróciły.

9 czerwca, Yoo usłyszał ostateczny wyrok w Sądzie Najwyższym. Jeszcze raz zatwierdzono jego wyrok kary śmierci. Apelacja w sprawie Imoon-dong została odrzucona. Siedemnaście dni później, Zgromadzenie Narodowe otrzymało oficjalny list of Ministra Sprawiedliwości, który krytykował ruchy ustawodawcze, w celu obalenia kary śmierci. W liście tym znajdowało się pośrednie odniesienie do Yoo Young-cheol: „Jeśli brutalni mordercy nie zostaną skazani na karę śmierci, wtedy to będzie przeciwko publicznemu poczuciu sprawiedliwości, a niechęć ofiar, ich poczucie prywatnej zemsty, wzrośnie.”

Obecnie Yoo Young-cheol znajduje się w celi śmierci razem z 60 innymi skazanymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *